<?xml version="1.0" encoding="utf-8" standalone="yes"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"><channel><title>Flary</title><link>https://magazynflary.pl/</link><description>W trosce o dobro wspólne. Solidarni. Otwarci na dialog.</description><language>en</language><atom:link href="https://magazynflary.pl/tags/serbia/" rel="self" type="application/rss+xml"/><item><title>Co czeka AI w niedalekiej przyszłości? Dwa scenariusze</title><link>https://magazynflary.pl/2026/05/13/co-czeka-ai-w-niedalekiej-przysz%C5%82o%C5%9Bci-dwa-scenariusze/</link><pubDate>Wed, 13 May 2026 06:50:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/05/13/co-czeka-ai-w-niedalekiej-przysz%C5%82o%C5%9Bci-dwa-scenariusze/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/%C5%9Bwiat-w-dobie-ai_hu_5dd21d99cb4972bc.webp" type="image/webp" length="94568"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/%C5%9Bwiat-w-dobie-ai_hu_5dd21d99cb4972bc.webp" alt="Serbia"><p>Mówi się, że przewidywanie jest trudne, szczególnie przewidywanie przyszłości. Ja spróbuję zajrzeć w hipotetyczne krótkoterminowe perspektywy, które mogą czekać AI. Oba te scenariusze prowadzą do kryzysu amerykańskiego modelu ekonomicznego w dwóch różnych wymiarach. Żaden z nich nie jest konieczny; może być przedmiotem sporu, czy są prawdopodobne, jednak oba są  w moim przekonaniu jak najbardziej możliwe.</p>
<p><strong>Pierwszy scenariusz - bańka</strong></p>
<p>Czołowe firmy pracujące nad technologią sztucznej inteligencji rozpoczęły kampanię najbardziej agresywnej alokacji kapitału, jaka miała miejsce w historii. Firmy Big Tech zainwestowały w infrastrukturę i rozwój AI około 400 mld dolarów w 2025 roku, a analitycy oraz same firmy przewidują, że liczba ta ma się zwiększyć do 700 mld dolarów w roku 2026. Dla porównania wydatki państwa polskiego w 2025 roku wynosiły około 246 mld dolarów (921 mld złotych).</p>
<p>Analitycy i ekonomiści w drugiej połowie zeszłego roku zaczęli alarmować, że inwestycje w sztuczną inteligencję mają charakter kolisty, w którym czołowe spółki AI inwestują w siebie nawzajem. Przykładowo, Nvidia zadeklarowała, że zainwestuje 100 mld dolarów w OpenAI, która ma dzięki tym pieniądzom sfinansować budowę centrów danych używających chipów tworzonych przez Nvidię.</p>
<p>Opinia, że AI może być przykładem bańki, podobnej do bańki internetowej z przełomu dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku, przestała być neo-luddystyczną mrzonką i stała się opinią głównego przekazu. Wszak pod koniec lat dziewięćdziesiątych spółki internetowe również ochoczo inwestowały nawzajem w swoje usługi, co skutkowało zwiększoną wyceną giełdową. Kolistość inwestycji spółek AI może być wczesną oznaką, że pęknięcie bańki nadchodzi.</p>
<p>Niewykluczone jednak, że przeceniamy kształt inwestycji jako problem dla firm AI. Być może jest ona spowodowana strukturą łańcuchu dostaw w tej gałęzi, tzn. jedna spółka jest odpowiedzialna za produkcję chipów, inna za budowę centrów danych, jeszcze inna za oprogramowanie.<br>
Współpraca pomiędzy nimi byłaby w takim przypadku naturalną konsekwencją olbrzymiej specjalizacji poszczególnych firm, której ta technologia wymaga. Skala może być wyjaśniona łatwością pozyskiwania kapitału oraz wysokimi przychodami tych firm. Czy aby na pewno?</p>
<p>Znacznie ważniejszym wyznacznikiem tego, że AI może być bańką , jest właśnie ilość kapitału, jaki jest  pompowany w ten sektor. Sztuczna inteligencja może być po prostu przeinwestowana i nie przyczyniać się do takiego wzrostu produktywności, jaki jest optymistycznie zakładany. Jeśli technologia nie wzmocni znacząco produktywności, dochody przestaną rosnąć w wystarczającym tempie, by uzasadniać tę gigantyczną kapitalizację.</p>
<p>Najbardziej problematycznym aspektem sztucznej inteligencji jest fakt, że amerykańska gospodarka odnotowała wzrost niemal całkowicie dzięki nakładom na sztuczną inteligencję. Bez inwestycji w centra danych wzrost amerykańskiej byłby znacznie mniejszy.</p>
<p>Jeszcze większa jest zależność wzrostu giełdy amerykańskiej od spółek AI. Pięć największych firm AI odpowiada za prawie 30% wartości indeksu S&amp;P 500. Wnioski nasuwają się same. Przyszły dobrostan USA jest wprost sprzężony z sukcesem lub porażką AI. Jak określił to Financial Times, gospodarka amerykańska jest jednym wielkim zakładem na AI. Jeśli AI nie dowiezie, gospodarka Stanów Zjednoczonych znajdzie się w poważnych opałach.</p>
<p>Tezie, że sztuczna inteligencja jest bańką, wiarygodności dodają stwierdzenia CEO czołowych spółek. Otwarcie  przyznają oni,  i przyjmują ten stan rzeczy z otwartymi ramionami, że są częścią sztucznie pompowanego balonika.</p>
<p>Sam Altman, prezes OpenAI, twierdzi, że „AI będzie wielką wygraną netto dla ekonomii, nawet jeśli olbrzymia ilość pieniędzy zostanie stracona”, a zdaniem Jeffa Bezosa, CEO Amazonu, AI jest przykładem „dobrej bańki”.</p>
<p>Jeśli nawet prezesi firm, w których interesie leży przekonywanie do odwrotnej tezy, potwierdzają, że AI jest przeinwestowane, to coś może być na rzeczy.</p>
<p>Pęknięcie tej  bańki będzie bolesne dla konkretnych inwestorów i firm, sztucznej inteligencji jako gałęzi gospodarki i, do pewnego stopnia, dla całej gospodarki USA, ale nie będzie kataklizmem, jaki był kryzys 2008 roku.</p>
<p>Sztuczna inteligencja odpowiada za wzrost, ale nie jest w samym centrum struktury finansowej amerykańskiej gospodarki, tak jak było to w przypadku hipotek subprime w 2008. Kryzys będzie dotkliwy, ale zlokalizowany, podobnie jak pęknięcie bańki dot-com.</p>
<p>Historycznie, bańki często poprzedzały technologie, które okazywały się społecznie transformacyjnymi. Ostatecznie bańki pękały, ale nie doprowadzało to do zatrzymania rozwoju technologii, a jedynie do autokorekty rynkowej.</p>
<p>Tak było w przypadku rozwoju kolei w USA w XIX wieku. Budowie kolei towarzyszyła bańka spekulacyjna, która w końcu pękła i wiele inwestorów i firm zbankrutowało. Infrastruktura jednak została, co przyczyniło się do rozwoju Stanów Zjednoczonych.</p>
<p><strong>Drugi scenariusz - zawirowania na rynku pracy</strong></p>
<p>Możliwy jest jednak inny wariant rozwoju sztucznej inteligencji na najbliższe lata. Pod koniec lutego obecnego roku Citrini Research, think-tank inwestycyjny, opisał scenariusz, w którym optymizm rynkowy nie opuści sztucznej inteligencji. Utrzyma ona tempo rozwoju, ale przewrotnie zmieni to rynek pracy nie do poznania.</p>
<p>Przewidywania sięgają połowy 2028 roku, dwa lata od dnia dzisiejszego, siedem lat od rozpoczęcia boomu na sztuczną inteligencję przez OpenAI.</p>
<p>Kluczowym założeniem jest to, że biało-kołnierzykowy rynek pracy zostanie w najwyższym stopniu dotknięty przemianami. Zawody najbardziej podatne na malejący popyt na nie to te, z którymi tzw. agenci AI radzą sobie najlepiej.</p>
<p>Agenci AI to programy używające sztucznej inteligencji, które mają pełnić funkcję personalnego asystenta. Mogą one podejmować autonomiczne oraz nakierowane na określony cel działania. Bazują one na podobnych fundamentach jak generatywne AI, ale dodatkowo podejmują decyzje i są w stanie wykonywać całe ciągi działań samodzielnie.</p>
<p>Jeśli ktoś obecnie jest wyraźnie optymistyczny względem możliwości sztucznej inteligencji na zrewolucjonizowanie produktywności, prawdopodobnie wiąże je z agenturalną AI.  Ewentualnie marzy o generalnej sztucznej inteligencji, czyli systemach, które byłyby faktycznie świadome. Od takiej technologii nadal jesteśmy bardzo daleko.</p>
<p>Można łatwo wyobrazić sobie zwolnienia na dużą skalę, jeśli firmy zdecydowałyby się zintegrować technologię w swoich operacjach. Taki scenariusz wydaje się prawdopodobny, biorąc pod uwagę, że reduckje, przynajmniej oficjalnie, motywowane zwiększeniem efektywności już się rozpoczęły. W zeszłym roku Amazon zwolnił w dwóch falach 30 tysięcy pracowników z korporacyjnych pozycji, podając inwestycje w sztuczną inteligencję jako główny powód zwolnień.</p>
<p>Zmiany opisywane przez Citrini Research stanowiłyby zagrożenie dla kapitalizmu w formie, w jakiej go znamy. Zwolnienia nie byłyby stricte spowodowane zastępowaniem pracowników przez agentów AI, a raczej znacznie zwiększoną produktywnością mniejszej liczby pracowników, którym sztuczna inteligencja pozwoliłaby zautomatyzować część zadań.</p>
<p>Zamieszanie na rynku pracy w najwyższym stopniu dotknęłoby zawodów dobrze płatnych, prestiżowych i wymagających wyższego wykształcenia. Uderzałoby to w podstawowe interesy klasowe istotnego segmentu klasy średniej, pozbawiając pracy wiele osób wykonujących najlepiej płatne zawody. Każdy kryzys do pewnego stopnia uderza w interesy klasy średniej, ale ten byłby szczególnie dotkliwy dla doradców finansowych czy prawników.<br>
Bezrobocie wzrosłoby gwałtownie, a ludzie z braku możliwości  zostaliby zmuszeni do przebranżowienia się na pracę platformową, jak Uber, czy doskonalenie przyszłej automatyzacji. Gospodarka amerykańska jako całość byłaby w fatalnym położeniu, ale dzięki spółkom AI giełda byłaby bardziej zielona od loga Nvidii. Innymi słowy, rozwój sztucznej inteligencji spowodowałby pauperyzację członków klasy średniej na skalę, z jaką Stanom Zjednoczonym nie przyszło się jeszcze mierzyć.</p>
<p>Co bardziej sceptyczni mogą uznać takie scenariusze za zbyt katastrofalne. Być może AI zmieni rynek pracy, ale stanie się to, co działo się przy adaptacji każdej kluczowej technologii. Wiele ludzi straci pracę, ale w zamian powstaną nowe miejsca pracy, część ściśle powiązanych ze sztuczną inteligencją, a inne pośrednio. Zawody jak trenerzy AI lub eksperci od etycznego użycia AI mogą stać się atrakcyjnymi ścieżkami kariery.</p>
<p>Jednocześnie w tym momencie wiele firm boryka się z trudnościami w zintegrowaniu sztucznej inteligencji tak, by zwiększała ona produktywność. Każdy chce używać AI w swojej, ale mało kto wie, jak to zrobić. Firmy, które przez ostatnie miesiące zwalniały pracowników, wierząc, że AI pozwoli im zautomatyzować ich pracę, dzisiaj żałują swoich decyzji albo w rzeczywistości  outsourcowały pracę tańszym pracownikom, korzystając z AI jedynie jako wymówki do zwolnień. Sztuczna inteligencja jest bardzo daleka od bycia zdolną do całkowitego zastępowania pracowników.</p>
<p>To najpewniej prawda, lecz trzeba zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze, AI może być unikalne w tym, że ma potencjał do zastąpienia czegoś, co nigdy wcześniej nie mogło być zastąpione - ludzkiego intelektu. Po drugie, faktycznie AI radzi sobie bardzo słabo w wykonywaniu całego spektrum zadań pracowników, ale w skomplikowanych zadaniach z dużą ilością danych już dzisiaj radzi sobie znakomicie.</p>
<p>Wymienione powyżej możliwości to tylko dwa z wielu potencjalnych przebiegów wydarzeń, jakie mogą spotkać technologię sztucznej inteligencji w niedalekiej przyszłości. Nie są one ze sobą zbieżne, ale nie wykluczają też siebie nawzajem, zwłaszcza jeśli przyznamy, że pewne procesy mogą zdarzyć się później.</p>
<p>Jednakowoż świat jest chaotycznym zbiorem różnych procesów, więc scenariusze mogą okazać się kompletnie chybione. Artykuł ten nie ma na celu przewidywania przyszłości, a raczej ukazanie specyficznej sytuacji, w jakiej znalazła się sztuczna inteligencja, jako technologia rozwijana w społeczeństwie kapitalizmu oraz jakie wyzwania może ona za sobą pociągać.</p>
]]></description></item><item><title>Studenci w walce o sprawiedliwość i o przyszłość całego kraju</title><link>https://magazynflary.pl/2026/05/13/studenci-w-walce-o-sprawiedliwo%C5%9B%C4%87-i-o-przysz%C5%82o%C5%9B%C4%87-ca%C5%82ego-kraju/</link><pubDate>Wed, 13 May 2026 06:29:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/05/13/studenci-w-walce-o-sprawiedliwo%C5%9B%C4%87-i-o-przysz%C5%82o%C5%9B%C4%87-ca%C5%82ego-kraju/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/studenci-w-walce-o-sprawiedliwo%C5%9B%C4%87_hu_be767910c844d921.webp" type="image/webp" length="122756"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/studenci-w-walce-o-sprawiedliwo%C5%9B%C4%87_hu_be767910c844d921.webp" alt="Serbia"><p>„Można przeszukać pomieszczenia rektoratu, ale nie można przeszukać sumienia ludzi.”– takie słowa padły 31 marca podczas przemówienia rektora Uniwersytetu Belgradzkiego, Vladana Đokića. W tle najazd policji na budynek uniwersytetu, zagadkowa śmierć jednej ze studentek oraz przeciwstawienie się autorytarnej władzy Vučića.</p>
<p>Uniwersytet w Belgradzie wraz z innymi uniwersytetami w Serbii pozostaje na celowniku władz po tym, jak jesienią 2024 roku władze uniwersyteckie poparły okupację uniwersytetu zorganizowaną przez studentów. Okupacje uniwersytetów odbyły się w największych miastach w Serbii z powodu tragedii, która wydarzyła się 1 listopada 2024 roku w Nowym Sadzie. Przed świeżo wyremontowanym dworcem kolejowym zawaliło się zadaszenie. W wyniku tej tragedii życie straciło 16 osób. Podczas niezależnego śledztwa dziennikarskiego zostało wykrytych wiele nieprawidłowości, które pojawiły się w trakcie realizacji tego projektu – w tym defraudacja środków publicznych Do tej pory nikt nie poniósł odpowiedzialności za tę tragedię. Protesty zorganizowane przez studentów i zwykłych obywateli były atakowane przez policję, co tylko powiększyło antagonizację wobec władzy i skłoniło więcej osób do poparcia protestujących.</p>
<p>Żądania protestujących
Pod koniec listopada 2024 roku środowisko studenckie wysuwało listę z czterema konkretnymi żądaniami: pełne ujawnienie dokumentów dotyczących przebudowy dworca w Nowym Sadzie; pociągnięcie do odpowiedzialności osoby, które atakowały studentów oraz wykładowców podczas pokojowych demonstracji; uwolnienie aresztowanych protestujących oraz zwiększenie budżetu na edukację o 20%. Nie było to żądanie bliżej nieokreślonych zmian, lecz konkretne postulaty, których realizację można było łatwo zweryfikować.</p>
<p>Przez ostatnie 14 lat, odkąd władza jest skupiona wokół prezydenta Aleksandra Vučića,  rząd wypracował mechanizm, jak sobie radzić z takimi protestami. Wykorzystywał do tego między innymi zwolenników i działaczy rządzącej Serbskiej Partii Postępowej (SNS), opłacone osoby z grup paramilitarnych lub tak zwanych tituszok (często są to te same osoby). Kampania nienawiści przeciwko protestującym została również rozpoczęta w mediach państwowych, które są w pełni kontrolowane przez rząd.</p>
<p>Protesty studenckie oraz okupacje uniwersytetów trwały przez cały 2025 rok, a jedyną reakcją władzy było nasilenie represji oraz zatrzymywanie bardziej „głośnych” protestujących. W trakcie trwających protestów studenci wysuwali postulat przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych. Pod koniec 2025 roku, w jeden dzień ruchowi studenckiemu udało się zebrać prawie 400 000 podpisów popierających rozpisanie przedterminowych wyborów parlamentarnych. Część osób, która zostawiła swoje podpisy, opowiedziała się również za dalszym wsparciem i uczestnictwem w działaniach ruchu.</p>
<p>Akademia po stronie studentów
Władze uniwersyteckie na ogół wsparły działania protestujących. Flagowym przykładem jest tutaj Uniwersytet w Belgradzie i jego rektor Vladan Đokić. Już na samym początku protestów rektor stanął po stronie studentów. Bronił ich w mediach oraz otwarcie konfrontował się z władzami. Mówił publicznie, że „Uniwersytet nie jest placówką władz; władze są przemijające, a uniwersytet – instytucją trwałą”, za co spotkała go krytyka i insynuacje, które wychodziły bezpośrednio od prezydenta oraz całego aparatu władzy.</p>
<p>26 marca 2026 roku na Uniwersytecie w Belgradzie wydarzyła się tragedia. Jedna ze studentek wypadła z okna budynku fakultetu filozofii. Policja informowała od początku, że nie rozpatruje udziału osób trzecich w zdarzeniu, a dzięki wynikom badań toksykologicznych dowiedziono, że we krwi dziewczyny nie znajdowały się żadne substancje zakazane. Władze uniwersyteckie zapewniły, że są one otwarte na współpracę ze służbami w celu wyjaśnienia przyczyn tej tragedii. Mimo to prorządowe media obwiniły ich za śmierć studentki. 31 marca służby bezprawnie wkroczyły na teren kampusu i rekwirowały z budynku rektoratu serwery oraz inny sprzęt, który nie miał związku z tragedią. Operacja spotkała się ze zdecydowanym oporem społeczeństwa. W ciągu kilku godzin na terenie kampusu zebrał się tłum protestujący przeciwko bezprawnej akcji policji. Właśnie podczas tego protestu rektor Đokić wypowiedział słynne słowa: „Można przeszukać pomieszczenia rektoratu, ale nie można przeszukać sumienia ludzi.”. Podczas swojego przemówienia rektor podkreślił, że nie da się zastraszyć oraz przypomniał, że wciąż nikt nie poniósł odpowiedzialności za śmierć 16 osób w Nowym Sadzie. Kilka dni po proteście na kampusie rektor został wezwany na nadzwyczajną sesję Komisji Edukacji, podczas której ponownie ostro skrytykował władze państwowe. „Gdzie była ta sama determinacja i mobilizacja społeczna, gdy w wyniku zawalenia się dachu zginęło 16 osób?” – zapytał on wprost przewodniczącej Parlamentu Serbii Any Brnabić.</p>
<p>Sylwetka potencjalnego lidera opozycji
Vladan Đokić jest rektorem Uniwersytetu w Belgradzie od 2021 roku. Przed objęciem funkcji rektora pełnił funkcję dziekana na Wydziale Architektury. W 2014 roku był członkiem grupy roboczej ds. projektu Belgrade Waterfront, co budziło kontrowersje już podczas jego wyboru na stanowisko rektora. Belgrade Waterfront jest projektem luksusowego osiedla w centralnej części Belgradu, na brzegu rzeki Sawa. W trakcie budowy, która trwa do teraz, doszło do wielu nieprawidłowości, które skutkowały nawet śmiercią zatrudnionych tam budowlańców. Finansowanie projektu jest zaś przypisywane osobom z bliskiego kręgu prezydenta Vučića. Przy wyborze na rektora za kandydaturą Đokića miał lobbować były minister edukacji Mladen Šarčević, który w tamtym czasie był specjalnym doradcą przy premierze i prezydencie do spraw reformy edukacji i nauki. Đokić był członkiem zgromadzenia klubu piłkarskiego Czerwona Gwiazda (Crvena Zvezda), za co również był krytykowany.</p>
<p>Praca u podstaw
Ruch studencki, który aktywnie przygotowuje się do wyborów, przede wszystkim stawia sobie za cel przejrzyste wyjaśnienie przyczyn tragedii oraz pociągnięcie wszystkich winnych do odpowiedzialności. Studenci dalej prowadzą wiece, które obecnie przypominają bardziej konsultacje, podczas których głos zabierają zaproszeni eksperci. Rozmowy dotyczą działań, które trzeba będzie podjąć po zmianie władzy, na przykład lustracji. Do tej pory mniejsze miejscowości miały dostęp głównie do prorządowych mediów, a ich głos był słabo słyszalny w debacie publicznej. Ruch studencki wyszedł z inicjatywą „Student w każdej wsi”, w ramach której młodzi aktywiści wracają w rodzinne strony i tworzą platformy dialogu z lokalnymi społecznościami. Celem jest zrozumienie perspektywy osób dotąd ignorowanych i nagłośnienie ich problemów, a także przygotowanie oddolnych struktur, które zapewnią nadzór nad lokalnymi władzami i zagwarantują prawidłowy przebieg nadchodzących wyborów parlamentarnych.</p>
<p>Obecnie trwają pracę nad listą wyborczą. Na liście mają się znaleźć prominentni działacze społeczni, sportowcy oraz po prostu rozpoznawalne figury. Nazwiska kandydatów są niejawne do czasu ogłoszenia daty przedterminowych wyborów przez Aleksandra Vučića. Niemniej jednak, za numer jeden na liście studenckiej do wyborów parlamentarnych, jak również w wyborach prezydenckich jest uważany Vladan Đokić. Prezydent Serbii przeciąga datę ogłoszenia przedterminowych wyborów parlamentarnych grając na czas. 6 maja – w Dniu św. Jerzego – powiedział, że ogłosi datę w przeciągu najbliższych 10 dni. Studenci odrzucają możliwość startu na wspólnej liście z innymi partiami opozycyjnymi, traktując je jako część systemu i winnych zaniedbań, które są w Serbii od lat. Nie wyrażają również konkretnych postulatów wobec integracji europejskiej, stosunków z Rosją oraz statusu Kosowa. Ich celem jest skupienie uwagi na postulatach, odsunięciu od władzy starych elit, walka z korupcją i odnowienie niezależności instytucji państwowych. Dodatkowo wyraźne deklaracje na temat polityki zagranicznej mogą rozproszyć potencjalnych zwolenników ruchu, których obecnie spaja idea zmiany instytucjonalnej. Ostatni sondaż, ośrodka Faktor Plus dla medium Blic z końca kwietnia 2026 roku, a które – trzeba zaznaczyć –  zbiera dosyć mieszane opinie na temat swojej rzetelności, szacuje poparcie dla listy studentów na poziomie 28,7% z kolei rządzącej SNS –  46,4%.</p>
]]></description></item><item><title>Między refleksją a ideologią: granice psychoanalizy w życiu społecznym</title><link>https://magazynflary.pl/2026/04/30/mi%C4%99dzy-refleksj%C4%85-a-ideologi%C4%85-granice-psychoanalizy-w-%C5%BCyciu-spo%C5%82ecznym/</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 21:30:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/04/30/mi%C4%99dzy-refleksj%C4%85-a-ideologi%C4%85-granice-psychoanalizy-w-%C5%BCyciu-spo%C5%82ecznym/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/mi%C4%99dzy-refleksj%C4%85-a-ideologi%C4%85_hu_ca1f4dc16c3dda6c.webp" type="image/webp" length="151302"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/mi%C4%99dzy-refleksj%C4%85-a-ideologi%C4%85_hu_ca1f4dc16c3dda6c.webp" alt="Serbia"><p><strong>Współczesny psychoanalityk David Morgan napisał w</strong> „<strong>The unconscious in social and political life</strong>”, że w każdej epoce możemy zaobserwować wpływ pierwotnych lęków na jednostki: od zwykłego niepokoju, przez lęk prześladowczy, aż po lęk przed unicestwieniem. Jednak dopiero XX wiek, za sprawą dokonań Freuda, dostarczył narzędzia, dzięki którym można było zacząć je badać. Doświadczenie drugiej wojny światowej wzmocniło zainteresowanie psychoanalityków badaniem zjawisk socjopolitycznych. Czy, jak chciałaby Hanna Segal, powinniśmy przekroczyć granicę spekulacji, aby zacząć zabierać głos w debacie społecznej? Czy wręcz odwrotnie, wzorem Hinshelwooda lub Kernberga powinniśmy jasno oddzielić psychoanalizę od polityki? Ile dzisiaj zostało z wezwania Segal do działania?</p>
<p><strong>Prawdziwą zbrodnią jest milczenie</strong></p>
<p>W latach osiemdziesiątych żelazna kurtyna wciąż dzieliła świat na dwa obozy. Zimnowojenna codzienność była przepełniona widmem wiszącej nad światem zagłady nuklearnej. W środowisku ówczesnych filozofów spory i debaty zaczęły wykraczać poza pytanie o moralność wojny. Zainteresowani myśliciele nie pytali już o to, czy wojna jest etyczna, lecz czy zasadne jest posługiwanie się groźbą samozniszczenia gatunku w imię strategii odstraszania. Zaangażowani w tę debatę Hanna Segal i Moses Laufer utworzyli nawet sekcję Psychoanalysts for the Prevention of Nuclear War. Segal na jednym ze spotkań Brytyjskiego Towarzystwa Psychoanalizy odczytała swój manifest: <em>„Silence is the real crime”</em>. W odróżnieniu od Marcusego czy przedstawicieli szkoły frankfurckiej jej refleksja opierała się bezpośrednio na doświadczeniu praktycznym, nie była tylko teoretyzowaniem. Z dużą przenikliwością potrafiła rozpoznawać i nazywać nieświadome procesy, opisując je w sposób przystępny i zrozumiały. Była też jedną z pierwszych psychoanalityczek, które wyraźnie sformułowały postulat moralnego obowiązku zabierania głosu publicznie.</p>
<p>Jednak podstawowa trudność z postawą Segal nie polega na tym, że starała się spekulować na temat zjawisk społecznych, lecz na tym, że zakładała słuszność przyjętych przez siebie założeń. W jej tekstach widoczne jest również silne zaangażowanie w określone stanowiska polityczne. Sytuacja, w której jako psychoterapeuci jesteśmy przekonani o posiadaniu racji, stanowi w swojej istocie zaprzeczenie sytuacji analitycznej. Metoda, którą posługujemy się jako psychoanalitycy lub psychoterapeuci psychoanalityczni, została opracowana jako metoda kliniczna i forma leczenia. Może być realizowana jedynie w kontakcie z drugim człowiekiem, kiedy istnieją warunki do nawiązania rozmowy i reagowania na czyjąś nieświadomość przy pomocy własnej nieświadomości. Dokonujemy powolnej i ostrożnej analizy wewnętrznych struktur i mechanizmów życia psychicznego (Kernberg, 1992). Nie posiadamy uniwersalnej wiedzy o pacjencie; metodą posiadającą w sobie między innymi elementy „dialogu sokratejskiego”, pracujemy nad stworzeniem wraz z nim atmosfery refleksji, w której przeżycia mogą nabrać znaczeń i która umożliwia rozwój struktur psychicznych. W tym sensie przeniesienie tej metody na grunt społeczny rodzi zasadnicze wątpliwości metodologiczne.</p>
<p>Pamiętać musimy o tym, że na sposób definiowania psychoanalizy przez Hannę Segal w znaczącym stopniu wpłynął jej życiorys. Urodziła się w Łodzi, w rodzinie zasymilowanych Żydów (Quinodoz, 2012), a młodość spędziła między Polską a Genewą, gdzie zetknęła się z psychoanalizą i twórczością Freuda. Konfrontacja z kryzysem społecznym i ekonomicznym w Polsce doprowadziła ją do zaangażowania politycznego. Wstąpiła do Sekcji Akademickiej Polskiej Partii Socjalistycznej, z którą związały się także jej sympatie trockistowskie. Narastający antysemityzm i rozwój nazizmu zmusiły ją do emigracji; najpierw do Francji, a następnie do Londynu. Przez całe życie pozostała psychoanalityczką zaangażowaną społecznie, zaczytaną w lewicowych myślicielach, a zwłaszcza w Chomskym. Wrażliwość społeczna i interdyscyplinarność jej zainteresowań sprawiły, że w środowisku była postacią w równym stopniu szanowaną, co budzącą kontrowersje (Steiner, 2017). Pojmowała metodę nie tylko jako kliniczną formę leczenia, lecz także jako krytyczny wobec rzeczywistości sposób widzenia, który pozwala kwestionować przyjęte oczywistości i stawiać pytania o to, co uznawane jest za normalne. Skupiała swoją uwagę przede wszystkim na tych elementach kolektywnych doświadczeń, które społeczeństwo ignoruje. Psychoanaliza w jej ujęciu staje się sposobem rozumienia rzeczywistości, w którym splatają się obszary wiedzy psychologicznej, medycznej i antropologicznej z jej zainteresowaniami: sztuką, społeczeństwem i literaturą.</p>
<p>Segal dostrzegała w rywalizacji dwóch wrogich sobie bloków również siłę nieświadomych procesów. W wywiadzie rzece z Quinodoz Segal (2012, s. 222) powie, że „<em>ówczesny porządek był trwałą strukturą paranoidalno-schizoidalną</em>”. Świat przeżywany z tej pozycji jest rzeczywistością opartą na pierwotnych emocjach i instynktach; zamieszkują go albo w pełni dobre i wyidealizowane obiekty, albo całkowicie złe i zdewaluowane. Lęk przed zniszczeniem i anihilacją jest w nim trwale obecny. Taka osoba boi się wówczas zauważania w sobie tego, że bywa agresywna, a zamiast tego przypisuje gniew i agresję innym ludziom. Segal zwracała uwagę, że podział na „my” i „oni” jest w istocie odzwierciedleniem mechanizmu rozszczepienia, w którym wszystkie negatywne cechy i przywary przypisywane są drugiej stronie. Czym więcej negatywnych cech zostaje przypisanych innemu, tym straszniejszy staje się on w przeżyciu. Nienawidząc wroga, boimy się, że on też nienawidzi nas samych (Segal, 1987). Im bardziej postępuje polaryzacja, tym łatwiejsza staje się dehumanizacja obcego.</p>
<p>Tego rodzaju mechanizm dobrze widać w retoryce zimnowojennej. Ronald Reagan określał Związek Radziecki mianem „<em>ogniska zła we współczesnym świecie</em>”, a Margaret Thatcher mówiła o konflikcie jako o „<em>walce dobra ze złem</em>”. W takich ujęciach złożone napięcia polityczne zostają sprowadzone do prostego podziału na całkowicie dobre i całkowicie złe, co utrudnia dostrzeżenie ambiwalencji i sprzyja eskalacji wrogości. Co zaś najważniejsze, ujęcie to, choć teoretycznie spójne, zakłada możliwość bezpośredniego przełożenia kategorii klinicznych na poziom zjawisk społecznych. Tego rodzaju ekstrapolacja budzi jednak wątpliwości, ponieważ społeczeństwo nie stanowi spójnego podmiotu, a jego dynamika nie podlega tym samym zasadom co organizacja psychiczna jednostki.</p>
<p>Mimo to Segal, powołując się na Biona (1961), zauważa, że tak jak pojedyncza osoba pod wpływem silnego stresu lub kryzysu może reagować w bardziej uproszczony i impulsywny sposób, tak samo całe grupy w podobnych warunkach sięgają po prostsze, bardziej rudymentarne sposoby radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Dynamika takiego przeżycia ponownie umiejscawia świat w dychotomicznej rzeczywistości, w której zanika lub staje się niemożliwa do odzyskania, pozycja refleksji. Przykładem niech będą reakcje społeczeństw na zamachy terrorystyczne lub nagłe kryzysy bezpieczeństwa. W takich momentach zbiorowego napięcia i strachu pojawia się silna potrzeba szybkich, jednoznacznych odpowiedzi. Przestrzeń publiczna wypełnia się uproszczonymi hasłami i wezwaniami do zdecydowanych działań. W takiej atmosferze łatwiej o poparcie radykalnych rozwiązań, a trudniej o zatrzymanie się i spokojny namysł nad konsekwencjami podejmowanych decyzji. Jednocześnie Segal sugeruje, że u podłoża społecznego zaprzeczenia w latach osiemdziesiątych leżały lęki dużo bardziej pierwotne niż lęk przed śmiercią. Atomowa zagłada jest scenariuszem, którego nie można przetrwać. Nie ma w postapokaliptycznym świecie lekarzy, nieskażonej żywności ani czystego powietrza. Symboliczna wizja horacjańskiego przetrwania własnej śmierci (Lifton, 1982), staje się niemożliwa, jeśli nie będzie nikogo, kto mógłby pamiętać. Segal wierzy jednak, że nie wszystko zostało utracone. Postuluje, że tak jak w pracy z pacjentem możliwe jest odwrócenie skutków destrukcyjnych popędów, tak również na poziomie społecznym można wzmacniać działanie bardziej życiodajnych i konstruktywnych sił.</p>
<p>W odczytanym w 1987 roku eseju “<em>Prawdziwą zbrodnią jest milczenie</em>” Segal formułuje swój manifest:<br>
<em>“Jaką rolę możemy odegrać my, jako analitycy, w tym tragicznym dramacie? Myślę, że przede wszystkim musimy przyjrzeć się samym sobie i uważać, by nie odwracać wzroku od rzeczywistości. [&hellip;] Znajomość i rozpoznawanie faktów psychicznych o których my, spośród wszystkich ludzi, wiemy coś szczególnego, oraz odwaga, by próbować jasno je wypowiadać, stanowią w istocie postawę psychoanalityczną. Musimy zmierzyć się z naszymi lękami i zmobilizować nasze siły przeciwko destrukcji. [&hellip;] Gdy zjawisko nazizmu spojrzało nam prosto w oczy, społeczność psychoanalityczna poza Niemcami w dużej mierze milczała. To nie może się powtórzyć. [&hellip;] My, psychoanalitycy, którzy wierzymy w moc słów i terapeutyczny efekt werbalizowania prawdy, nie możemy milczeć.”</em><br>
(Segal, 1987/2002, s. 277-278, tłum. własne)</p>
<p>Hanna Segal apeluje więc do sumień innych psychoanalityków, zachęcając ich, by używali swojej wiedzy w celu wpływania na społeczeństwo w taki sposób, który pokaże mu prawdę o sobie samym. Współcześni reprezentanci tej linii teoretycznej to przede wszystkim David Bell i Michael Rustin. Bell jednym z głównych obszarów swoich zainteresowań uczynił relację pomiędzy polityką a psychoanalizą. W swoich alarmuje o negatywnym wpływie neoliberalizmu na społeczeństwo (2019), a w konsekwencji rozpadem instytucji publicznych (2017). Przekonuje, że wprowadzone przez Segal pojęcie maniakalnego triumfalizmu współcześnie przejawia się przede wszystkim w postaci agresywnych oddziaływań samego neoliberalizmu, który zagarnia wszelkie obszary życia i który w swojej ekspansji okazuje się niezwykle intruzywny. Urynkowienie sfery publicznej oraz interakcji między ludźmi jest, zdaniem Bella (2019), środkiem do ustanowienia darwinizmu społecznego nowymi ramami życia zbiorowego.</p>
<p>W „<em>Neoliberalism is bad for your mental health</em>” (2019) pisze wprost, że zasady rządzące współczesnym światem sprzyjają wzrostowi postaw narcystycznych oraz mogą wpływać na rozwój osobowości w taki sposób, że cechy te stają się coraz częstsze w społeczeństwie. Wszystko staje się policzalne i możliwe do wycenienia, a człowiek, na zasadach wolnego rynku, staje się sumą wartości swoich umiejętności, zamiast indywidualnym bytem tworzącym własną opowieść. Wiedza i umiejętności przestają stanowić wartości same w sobie, a stają się walutą wymiany. Ponadto Bell spekuluje, że wpisany w neoliberalną filozofię atak na instytucje publiczne jest niczym więcej niż symbolicznym atakiem na dobrą, karmiącą pierś (2017). W terminach psychoanalitycznych dobre obiekty to takie, które przede wszystkim są dla podmiotu zaspokajające i gratyfikujące; ich matrycą jest wspomnienie piersi, która zaspokaja głód niemowlęcia. Dla Bella instytucje publiczne stają się zatem symboliczną formą troski i opieki, którą państwo, rozumiane jako figura matki, może roztoczyć nad obywatelem. Problem ujęcia Bella nie wynika z samej skłonności do spekulacji, lecz z nadawania własnym założeniom charakteru oczywistej prawdy. Jednocześnie jego analizy ujawniają wyraźne zakorzenienie w określonych stanowiskach politycznych.</p>
<p>W sukurs Bellowi przychodzi Rustin (1991), twierdząc, że dobrze funkcjonujące instytucje publiczne można rozumieć jako wyraz bardziej dojrzałej organizacji doświadczenia społecznego (pozycja depresyjna). Wiąże się ona ze zdolnością do utrzymania w myśleniu sprzecznych perspektyw, dystansowania się wobec własnych reakcji oraz brania odpowiedzialności za własną agresję. W rozwoju jednostki taka postawa odpowiada osiągnięciu zdolności do empatii i rzeczywistej troski o innych. W tym ujęciu atak na instytucje publiczne można interpretować jako formę zaprzeczenia złożoności rzeczywistości oraz znaczenia relacji z innymi, której towarzyszy przekonanie o własnej racji i samowystarczalności (Rustin, 2019). Wyprowadzone przez Bella i Rustina wnioski pozwalają widzieć w tym procesie odzwierciedlenie postępującego rozpadu więzi międzyludzkich oraz ich znaczenia w społeczeństwie. Choć analiza ta jest spójna, pozostaje ona osadzona w określonej perspektywie interpretacyjnej, wrażliwej na krytykę neoliberalizmu, co może wpływać na sposób ujmowania opisywanych zjawisk. Bell (2019) nie kryje swojej inspiracji lewicowymi filozofami jak Mark Fisher, Perry Anderson czy Jeff Sugarman. Nierzadko odwołuje się także do spostrzeżeń Adorno, szkoły frankfurckiej czy Marksa.</p>
<p>Z kolei w „<em>Understanding right-wing populism</em>” Rustin (2019) stawia pytanie, dlaczego prawicowy populizm rośnie w siłę oraz dlaczego ludzie zaczynają się z nim utożsamiać. Odpowiedź, której udziela, łączy w sobie zarówno czynniki psychologiczne, jak i ekonomiczne. Stwierdza, że warunki życia we współczesnym społeczeństwie nasilają lęk, poczucie upokorzenia i skrywany resentyment, pozostawiając ludzi w stanie niepewności. W takiej sytuacji prawicowy populizm oferuje proste i emocjonalnie przekonujące sposoby radzenia sobie z tym napięciem. Przykładowo osoby dotknięte niepewnością ekonomiczną, rosnącymi kosztami życia czy poczuciem utraty wpływu na własne życie, zaczynają odczuwać frustrację i rozczarowanie. Zamiast złożonych wyjaśnień przyczyn tych problemów pojawia się prosta narracja, wskazująca konkretnych winnych, na przykład elity polityczne czy migrantów. Tego typu opowieść porządkuje doświadczenie i daje poczucie zrozumienia sytuacji, a jednocześnie pozwala skierować nagromadzone napięcie na zewnątrz.</p>
<p>Rustin uznaje, że prawicowy populizm jest bezpośrednią konsekwencją neoliberalizmu. W jego tekstach widoczna jest inspiracja myślą Adorno. Nie utożsamia on współczesnej sytuacji z sytuacją w Niemczech lat trzydziestych, wskazuje jednak na wyraźne zapożyczenia między dzisiejszym prawicowym populizmem a faszystowską propagandą. Na tej podstawie argumentuje, że społeczności nie zawsze przeżywają żałobę w sposób dojrzały; zamiast tego całe grupy mogą odwoływać się do mechanizmów projekcji i tworzenia kozła ofiarnego jako form zaprzeczenia doznanej straty. Kiedy pojawia się poczucie utraty stabilności, pracy czy dotychczasowej pozycji społecznej, zamiast uznać złożoność tych procesów i realny charakter straty, zaczyna dominować w społeczeństwie potrzeba znalezienia jednoznacznego winnego. Ujęcie to oferuje klarowną i sugestywną interpretację opisywanych procesów, warto jednak postawić pytanie, na ile przyjęta perspektywa wpływa na sposób tej interpretacji.</p>
<p><strong>Refleksja zamiast działania</strong></p>
<p>Wskazane wyżej ograniczenia nie prowadzą jednak do całkowitego odrzucenia możliwości zaangażowania psychoanalizy w życie społeczne. Przeciwnie, stają się matrycą do wykształcenia granic i warunków, w których takie zaangażowanie może być realizowane w sposób bardziej świadomy i adekwatny do granic samej metody. Oznacza to jednak konieczność przesunięcia akcentu z roszczeń do wyjaśniania rzeczywistości na rzecz uważności wobec sposobów, w jakie ją ujmujemy. Takie podejście wymaga stałej refleksji nad zakresem własnych kompetencji interpretacyjnych.</p>
<p>Hinshelwood (2019) trafnie zauważa, że nie posiadamy żadnych dowodów, które pozwalałyby wnioskować o skuteczności analizowania społeczeństwa tą samą metodą, którą analizujemy życie wewnętrzne jednostki. Zwraca natomiast uwagę na potrzebę wypracowania modeli zdolnych badać relacje pomiędzy indywidualnym światem psychicznym jednostek a złożonymi procesami społecznymi. W eseju „<em>Reflection or action: and never the twain shall meet</em>” (2019) wprowadza rozróżnienie między próbą wykorzystywania rozumienia psychoanalitycznego do opisu zjawisk społecznych a przekonaniem, że taka wiedza powinna bezpośrednio kształtować dyskurs publiczny, co w jego ujęciu budzi poważne wątpliwości. Psychoanalitycy różnych orientacji, w mniejszym lub większym stopniu, podejmowali próby opisu zjawisk społecznych przy użyciu terminów psychoanalitycznych; listę nazwisk można jedynie mnożyć: Freud, Jung, Lacan, Fanon, Fornari, Segal, Bollas, Davids, Lowe, Kovel, Volkan, Chasseguet-Smirgel i inni. Widoczne u Bella i Segal przekonanie, że posiadamy wiedzę, która mogłaby wnieść istotny wkład w rozwój polityki lub innych dziedzin, zdaje się zawierać w sobie narcystyczną fantazję na temat własnego znaczenia.</p>
<p>Hinshelwood pyta również, do kogo miałaby być adresowana nasza wiedza. Jaki pożytek płynie z tego, by ludziom, którzy nie operują kategoriami nieświadomych popędów i lęków, przedstawiać złożone analizy psychoanalityczne? Trudno oczekiwać, by politycy realizujący określone interesy przejmowali się diagnozami odwołującymi się do pojęć takich jak „preedypalne pragnienia dziecięcej omnipotencji”. W pracy z pacjentem mamy czas i warunki, by stopniowo budować rozumienie, posługując się językiem dostosowanym do jego doświadczenia i możliwości refleksji. To proces dialogu, w którym znaczenia wyłaniają się powoli i są weryfikowane w relacji. W przestrzeni publicznej taki tryb pracy nie jest możliwy. Nie prowadzimy społeczeństw ani polityków przez proces rozumienia, nie mamy też możliwości sprawdzania, jak nasze interpretacje są przyjmowane. W efekcie analizy formułowane w języku psychoanalitycznym pozostają dla większości odbiorców nieczytelne i nieprzekładalne na działanie, tracąc swoją funkcję i stając się jedynie abstrakcyjnym komentarzem.</p>
<p>Warto również rozważyć, czy zabierając głos w opisywanych konfliktach, sami nie zaczynamy funkcjonować w bardziej uproszczony i spolaryzowany sposób, przypominający to, co próbujemy opisać. Moment, w którym opowiadamy się po jednej ze stron i uznajemy własne stanowisko za lepsze lub bardziej wartościowe od innych, jest zarazem momentem utraty zdolności do zachowania pozycji terapeutycznej. Przestajemy być symbolicznym trzecim, którego zadaniem jest obserwacja rzeczywistości z metapoziomu. Gdyby analogiczna sytuacja miała miejsce w kontakcie z pacjentem, nazwalibyśmy ją uwikłaniem. Na jakiej podstawie mielibyśmy więc rościć sobie prawo do istotnego wpływu na formowanie się dyskursu społecznego? I czy samo fiasko ruchu zapoczątkowanego przez Segal nie mówi nam wystarczająco wiele o tym, że na poziomie decyzyjnym nie ma ani gotowości, ani potrzeby słuchania tego typu głosu? Kernberg (1998) słusznie powraca tym samym do freudowskiej ostrożności. Przyznaje, że mechanizmy opisywane przez psychoanalizę mogą ujawniać się w dynamice grup i ideologii, szczególnie w sytuacjach nasilonego lęku oraz napięcia. Jednocześnie podkreśla, że takie zastosowanie psychoanalizy pozostaje ograniczone i hipotetyczne, ponieważ odbywa się poza kontekstem klinicznym, który umożliwiałby weryfikację interpretacji.</p>
<p>Mimo wszystko, Hinshelwood (2017) stara się sformułować odpowiedź na pytanie, na czym miałoby polegać nasze zaangażowanie. Podobnie jak psychoanalitycy, których zapał komentuje, dostrzega znaczenie i wyjątkowość roli psychoterapeuty jako obywatela. W „<em>Psychological defence and nuclear treatment</em>” (2002) pisał, że niewygoda pozycji psychoterapeutycznej polega na tym, iż posiadanie wiedzy o funkcjonowaniu psychiki jednostek oraz o mechanizmach obserwowalnych w grupach nie znika w momencie wyjścia z gabinetu. Tym samym rozumienie analityczne staje się swego rodzaju heurystyką, za pomocą której przyglądamy się społeczeństwu. Nie można wykluczyć, że istnieją momenty i obszary, w których jako psychoanalitycy jesteśmy w stanie dostrzec więcej lub lepiej coś zrozumieć, zarazem wymaga to od nas uznania własnych ograniczeń i granic metody, którą się posługujemy (Hinshelwood, 2017). Ponadto Hinshelwood zgadza się z koncepcją, że instytucje publiczne oraz potrzeby, które są zabezpieczane przez państwo, mogą być wyrazem troski i działać w służbie bardziej dojrzałych mechanizmów psychicznych. Zastanawia się, czy granicą naszego zaangażowania obywatelskiego nie powinno być przede wszystkim wspieranie tych instytucji. Wzmocnieniu ulegają wówczas figury i reprezentacje odwołujące się do funkcji myślenia, zachęcając do zatrzymania się i rozważenia problemu. Przede wszystkim jednak silna obecność instytucji publicznych w życiu społecznym może stanowić przeciwwagę dla tendencji egoistycznych, przywracając i akcentując znaczenie odpowiedzialności za siebie, za innych i za własną agresję. Dla Hinshelwooda zadaniem psychoanalityka w społeczeństwie nie jest udzielanie poprawnych lub „mądrych” odpowiedzi, lecz raczej stawianie właściwych i dociekliwych pytań.</p>
<p>W ujęciu, które proponuje Slavoj Žižek (1989), ideologia zasadza się na sposobie organizowania samej rzeczywistości społecznej oraz podmiotowego doświadczenia. Jednostka nie musi wierzyć w ideologię, aby poprzez swoje codzienne praktyki działać w jej służbie. Nawet postawa cynicznego dystansu wobec dominujących narracji nie stanowi wyjścia poza ideologię, lecz często okazuje się jej najbardziej zaawansowaną formą (Žižek, 1994). Ideologia funkcjonuje poprzez fantazję, która sankcjonuje relację podmiotu z rzeczywistością i nadaje jego doświadczeniu znaczenie. W tym sensie nie istnieje neutralna, zewnętrzna wobec ideologii pozycja, z której można byłoby dokonać jej całkowicie bezstronnej analizy.</p>
<p>Nie oznacza to jednak, że krytyczna analiza ideologii staje się niemożliwa lub zbędna. Przeciwnie. Žižek nieustannie przekonuje, że skoro nie ma prostego wyjścia poza ideologię, tym bardziej konieczne jest jej rozpoznawanie i analizowanie. Także przy użyciu narzędzi psychoanalitycznych. Zdaniem Žižka refleksja nad nieświadomymi mechanizmami nie traci swojej wartości, lecz zyskuje szczególne znaczenie jako sposób uchwycenia tych wymiarów doświadczenia, które pozostają niewidoczne w bardziej powierzchownych opisach rzeczywistości społecznej. Dopiero taka perspektywa pozwala zaobserwować istotne napięcie między psychoanalizą a ideologią. Język psychoanalityczny nie jest wolny od uwikłań i sam uczestniczy w organizowaniu opisywanej rzeczywistości. Rozumienie Žižka pokazuje istnienie ryzyka, że pod pozornie neutralną próbą opisu może kryć się konkretna organizacja sposobu widzenia świata. W tym sensie zabieranie głosu w dyskursie społecznym przez psychoterapeutów staje się szczególnie problematyczne. Taka pozycja zakłada bowiem posiadanie wiedzy o nieświadomych mechanizmach niedostępnych dla innych, co może sprzyjać przekonaniu o wyjątkowości własnej analizy. Podejmowana przez psychoanalityków próba zdemaskowania społecznych iluzji może również działać w służbie ideologii, tworząc nową fantazję, która rości sobie prawo do nazywania i definiowania zachowań innych. Nie wyklucza to jednak jej potencjalnej wartości jako formy krytycznej refleksji. Nawet jeśli odbywa się z „wnętrza” ideologii.</p>
<p>Niemniej dyskurs psychoanalityczny, wykorzystywany do analizy społecznej, nie musi z konieczności prowadzić do krytycznego odsłonięcia ideologii, lecz może również współtworzyć nowe jej formy, zwłaszcza wtedy, gdy stosowany jest w sposób roszczący sobie prawo do wyjaśniania i porządkowania doświadczenia innych. Nie oznacza to jednak, że psychoanaliza nie posiada implikacji politycznych, lecz że ich forma wymaga większej ostrożności i refleksyjności. Takie ryzyko ideologizacji widać u samej Hanny Segal pod koniec jej życia, kiedy pisała:</p>
<p>“Co przyniesie nam przyszłość? Widzę to w dość czarnych barwach, bowiem globalny ucisk, masowe mordy i totalny wyzysk gospodarczy sprawiają, że terroryzm staje się niemal jedyną bronią dostępną uciskanym.” (Segal, 2006/2007, s.44)</p>
<p>Pytanie nie brzmi więc, czy psychoanaliza zawiera w sobie implikacje polityczne, lecz czy potrafi je rozpoznać także we własnym języku i własnych roszczeniach do wiedzy. Oznacza to konieczność skierowania uwagi nie tylko na analizowane zjawiska, ale również na sposób, w jaki sama psychoanaliza je ujmuje i porządkuje. Dopiero taka podwójna refleksyjność pozwala odróżnić moment, w którym staje się ona narzędziem rozumienia, od momentu, w którym zaczyna reprodukować to, co próbuje krytykować.</p>
<p><strong>Bibliografia:</strong></p>
<p><strong>Bell, D.</strong> (2017). Prawdziwą zbrodnią jest myślenie. Hanna Segal – zaangażowana intelektualistka. W: J. Groth &amp; A. Topolewska (red.), <em>Współczesne zastosowania psychoanalizy. Perspektywa postkleinowska</em>. Instytut Studiów Psychoanalitycznych im. Hanny Segal.</p>
<p><strong>Bell, D.</strong> (2019). <em>Neoliberalism is bad for your mental health</em>. W: D. Morgan (red.), <em>The Unconscious in Social and Political Life</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Bion, W. R.</strong> (1961/2015). <em>Doświadczenie w grupach i inne prace.</em> Oficyna Ingenium</p>
<p><strong>Hinshelwood, R. D.</strong> (2002). Psychological defence and nuclear threat. W: C. Covington, P. Williams, J. Arundale &amp; J. Knox (red.), <em>Terrorism and War: Unconscious Dynamics of Political Violence</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Hinshelwood, R. D.</strong> (2017). Komentarz do artykułu Davida Bella. W: J. Groth &amp; A. Topolewska (red.), <em>Współczesne zastosowania psychoanalizy. Perspektywa postkleinowska</em>. Instytut Studiów Psychoanalitycznych im. Hanny Segal.</p>
<p><strong>Hinshelwood, R. D.</strong> (2019). <em>Reflection or action: and never the twain shall meet</em>. W: D. Morgan (red.), <em>The Unconscious in Social and Political Life</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Kernberg, O. F.</strong> (1992). <em>Aggression in Personality Disorders and Perversions</em>. Yale University Press.</p>
<p><strong>Kernberg, O. F.</strong> (1998). <em>Ideology, conflict, and leadership in groups and organizations</em>. Yale University Press.</p>
<p><strong>Lifton, R. J.</strong> (1982). <em>The Broken Connection: On Death and the Continuity of Life</em>. Simon &amp; Schuster.</p>
<p><strong>Morgan, D.</strong> (2012). <em>The Unconscious in Social and Political Life</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Quinodoz, J.-M.</strong> (2012). <em>Rozmowy z Hanną Segal: jej wpływ na psychoanalizę</em>. GWP.</p>
<p><strong>Rustin, M.</strong> (1991). <em>The Good Society and the Inner World</em>. Verso.</p>
<p><strong>Rustin, M.</strong> (2019). Understanding right-wing populism. W: D. Morgan (red.), <em>The Unconscious in Social and Political Life</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Segal, H.</strong> (1987/2002). Silence is the real crime. W: C. Covington, P. Williams, J. Arundale &amp; J. Knox (red.), <em>Terrorism and War: Unconscious Dynamics of Political Violence</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Segal, H.</strong> (2006/2007). September 11. W: H. Segal, <em>Yesterday, Today and Tomorrow</em>. Routledge.</p>
<p><strong>Žižek, S.</strong> (1989). <em>The Sublime Object of Ideology</em>. Verso.</p>
<p><strong>Žižek, S.</strong> (1994). <em>Mapping Ideology</em>. Verso.</p>
]]></description></item><item><title>Młodych nie ma na prowincji</title><link>https://magazynflary.pl/2026/04/30/m%C5%82odych-nie-ma-na-prowincji/</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 21:30:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/04/30/m%C5%82odych-nie-ma-na-prowincji/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/m%C5%82odych-nie-ma-na-prowincji_hu_89bc0e7d7aac6071.webp" type="image/webp" length="69960"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/m%C5%82odych-nie-ma-na-prowincji_hu_89bc0e7d7aac6071.webp" alt="Serbia"><p><strong>Poruszając się w umyśle ulicami naszych miast, zobaczymy dwa obrazy. W metropolii zauważymy zapewne całe ruchliwe masy studenckie i młodych dorosłych. Jednak w małych miejscowościach młodzi skończą się na licealistach okupujących ławki w parkach czy przed galerią handlową, po nich zaś następuje dziura pokoleniowa, po której widoczne są głównie osoby dawno już okrzepłe w swojej dorosłości. Co stało się z młodymi dorosłymi? Czy jeszcze tu są? Gdzie zniknęli i dlaczego nie chcą pozostawać w swoich rodzinnych gminach i powiatach?</strong></p>
<p>Pomimo chęci pozostania w rodzinnej miejscowości młodzi bardzo często zmuszeni są do wyjazdu do większej aglomeracji. Przyczyną tego jest nie tylko rozlokowanie uczelni wyższych na mapie kraju, ale też współczesne realia rynku pracy. Poszukiwanie pracy dla osób, które dopiero wchodzą w realia dorosłego życia, potrafi być sporym wyzwaniem niezależnie od miejsca zamieszkania. Sytuacja w tym aspekcie jest jednak w małych miejscowościach szczególnie niełatwa, gdyż lokalne warunki często utrudniają możliwość podjęcia zatrudnienia wszystkim nowym pracownikom – przede wszystkim zaś tym, których oczekiwania nie odnajdują się przy kasie w markecie czy na taśmie na hali produkcyjnej. Częstymi zjawiskami są brak etatów na młodsze stanowiska czy minimalna ilość programów stażowych oraz pracowniczki urzędów pracy rozkładające bezradnie ręce.</p>
<p>Sytuacja kobiet jest tu jeszcze trudniejsza, a pracodawcy podejrzliwie spoglądają na młode dziewczyny, błędnie wierząc w szkodliwy mit o zwiększeniu kosztów, jakie firma rzekomo ponosi na rzecz pracownicy, gdyby ta potencjalnie zaszła w ciąże. W mniejszych miejscowościach brak jest też dużych korporacji, w których młodym obojgu płci łatwiej jest odnaleźć się na początkowych etapach, często też oferujących wdrożeniowe etaty. Kobiety zaś są częściej przyjmowane w dużych przedsiębiorstwach dzięki ich potencjalnie wyższej ugodowości.</p>
<p>W małych miastach juniorskich etatów jest zdecydowanie mniej. Przeważają za to samodzielne stanowiska i małe wykwalifikowane zespoły, co silnie związane jest z wielkością przedsiębiorstw. W niewielkich firmach pojawia się dodatkowa bolączka związana z brakiem chęci przyuczania młodszych do zawodu przez starszych pracowników. Z drugiej strony pracodawcy nie chcą zatrudniać niedoświadczonych bez fachu w rękach. Często więc by wejść na rynek w Polsce samorządowej, trzeba najpierw nabrać doświadczenia w dużym mieście, a potem – obniżając standardy płacowe oraz jakości życia – wrócić i zatrudnić się na takiej samej posadzie w rodzinnej miejscowości. Trochę lepiej sytuacja wygląda na stanowiskach technicznych, gdzie w zależności od zespołu lub potrzeb kadrowych potrzebne kompetencje są przekazywane najbardziej zaradnym pracownikom.</p>
<p><strong>Przestrzeń nie dla młodych</strong></p>
<p>Wspominałam wcześniej o młodzieży spotykającej się na ławkach w parkach oraz galeriach handlowych; obraz ten jest symptomem istotnego problemu młodych dorosłych na prowincji. Niezależnie od miejscowości obserwujemy brak tzw. trzecich miejsc – przestrzeni spotkań, budowania relacji, wspólnoty. Nie ma ich ani dla nastolatków, ani innych grup wiekowych – dzieci i osób dojrzałych. Dotyczy to zarówno miast wielkości Kłodzka, jak i Krakowa. Szczególnie boleśnie odczuwają to młodzi dorośli, którzy próbują odnaleźć się w „dojrzałych i poważnych” obowiązkach oraz rutynie. Im mniejsza miejscowość, tym problem wyraźniejszy. Brak takich miejsc może także przejść niezauważony przez wiele osób, zwłaszcza wraz ze wzrostem tzw. helikopterowego rodzicielstwa i sejfityzmu, w którym ze względu na bezpieczeństwo dziecka nie pozwalano mu na przebywanie w miejscach, gdzie samodzielnie mogłoby doświadczać nowych aktywności. Gdy osoba nie doświadczyła dobrodziejstw takich miejsc w swoim dzieciństwie, może ona nie czuć potrzeby ich istnienia i nie być świadoma płynących z nich korzyści. Warto przy tym zauważyć, że problem ten został zauważony już w największych miastach i powstają ruchy społeczne starające się adresować problem braku przestrzeni spotkań w dużych aglomeracjach.</p>
<p>Gdy dojrzewająca osoba wyrośnie już z placów zabaw, dostępna jej publiczna przestrzeń momentalnie się kurczy. „Pod karą administracyjną” nie gramy już w piłkę, ani nie spotykamy się na dyskotekach jak nasi rodzice – tych obecnie brak lub zastąpiono je klubami 18+, dla których główną motywacją działania jest sprzedaż dużej ilości alkoholu. Nie mamy grup, środowisk, miejsc interakcji z podobnymi sobie ludźmi, a wydarzenia regionalne często są adresowane wyłącznie dla zorganizowanych grup szkolnych o określonym wieku. Przyzwyczailiśmy się spoglądać na świat oczami dorosłych, którzy mają środki finansowe na uczestniczenie w różnych wydarzeniach oraz przebywanie w miejscach takich jak restauracje czy teatry, brakuje przy tym miejsc gdzie za darmo lub małym kosztem osoby mogłyby spędzić razem czas pod dachem, ale nie w mieszkaniach prywatnych.</p>
<p>Młodzi potrzebują miejsc do socjalizacji, poznawania osób, z którymi później mogą chodzić do kina, organizować domówki czy tworzyć rozmaite formy wspólnot, dzielić zainteresowania czy ambicje. Zwłaszcza na prowincji brakuje nam miejsc do budowania tożsamości czy rozwijania pasji. Gdzieniegdzie znajdziemy jeszcze takie punkty jak stary skatepark, przyszkolny orlik, park czy – dla tych starszych – nowopowstały bar, ale i on często zniknie szybciej niż się pojawił. Zmniejsza się za to rola domów kultury, kół zainteresowań, amatorskich klubów sportowych – zwłaszcza, gdy wzrasta liczba kilometrów do najbliższego miasta wojewódzkiego. Im bliżej do takiego miasta, tym więcej osób dojeżdża tam do pracy, przez co oczekiwania co do usług wpływają na zwiększenie aktywności instytucji społecznych.</p>
<p>Wobec takich perspektyw młodzi zostają w domu, często z własnym smartfonem czy komputerem i z własnego pokoju kontaktują się ze światem. Muszą w wirtualnej rzeczywistości spotykać znajomych, wyrażać siebie i z małego miasta, opuszczonego nawet przez znajomych ze szkoły, uciec w wielkie internetowe miasto; z przestrzeni fizycznej w cyfrową.</p>
<p><strong>Brak bratniej duszy</strong></p>
<p>Trzeci powód zmniejszonej obecności młodych dorosłych na prowincji jest poniekąd spowodowany poprzednimi dwoma. Wspomniane wcześniej utrudnienia w funkcjonowaniu sprawiają, że w takich rejonach maleje grupa rówieśnicza. Uruchomił się już mechanizm błędnego koła: młodych jest coraz mniej, co przyśpiesza ich dalszy odpływ. Nie mają znajomych w swoim wieku, więc wszyscy współpracownicy, osoby na ulicy, w miejscach spotkań będą starsi: z własną rodziną i poukładanym życiem, co utrudnia nawiązywanie relacji koleżeńskich i przyjaźni.</p>
<p>Powoduje to oczywistą trudność we wchodzeniu w związki romantyczne. Problem ten dotyka wszystkich na etapie wczesnej dorosłości, ale nie można ukryć, że jest dotkliwszy dla młodych mężczyzn, którzy, jeśli nie znaleźli partnerki w szkole średniej lub w trakcie studiów, często pozostają samotni na prowincji. Nierzadko, pomimo bardzo dobrych predyspozycji psychologicznych czy życiowych, nie mają szans na spotkanie drugiej połówki, bo zwyczajnie młodych kobiet poza metropoliami jest mniej i wciąż ich ubywa.</p>
<p>Z całym bagażem samotności, nieradzenia sobie z wyzwaniami dorosłości i dużym poczuciem niesprawiedliwości wiele osób żałuje powrotów i pozostania w rodzinnych stronach.</p>
<p>Powodów tego stanu rzeczy jest oczywiście więcej: zarówno samych problemów Polski samorządowej, jak i obecnych post-wspólnotowych czasów. Warto wymienić także wykluczenie komunikacyjne, które utrudnia dostanie się do innych aglomeracji w poszukiwaniu rozwiązania powyższych problemów. Na prowincji często brak też przestrzeni do realizacji nietypowych ścieżek kariery, jak artystyczna, aktywistyczna oraz z zakresu rozwoju społecznego lub innych scenariuszy życiowych, które nie mieszczą się w standardowym duecie „etat z rodziną”.</p>
<p>Przyglądając się wszystkim wymienionym wyzwaniom, można zauważyć, jak złożone jest to zjawisko i jak szeroko może ono wpływać na całokształt funkcjonowania młodych. Gdyby posłużyć się hierarchią potrzeb Maslowa, okazałoby się, że problemy te wpływają na dobrostan, sięgając każdej kategorii potrzeb psychologicznych człowieka.</p>
<p>Pierwszą niezaspokojoną potrzebą młodych będzie potrzeba bezpieczeństwa; tu przede wszystkim warto zwrócić uwagę na wspomniany problem z zatrudnieniem oraz brak możliwości wyprowadzki od rodziców na własne mieszkanie. Następnie w potrzebie przynależności i miłości ujawnia się brak grupy rówieśniczej, relacji romantycznych oraz brak miejsc realizacji zainteresowań w grupie. Niemożność realizacji potrzeby uznania jest spowodowana brakiem możliwości awansu w pracy, realizowania się w bardziej wymagających zadań oraz realizacji nieszablonowej ścieżki kariery. Problem dotyczy również samorealizacji, ograniczanej przez wszystkie z wymienionych czynników w różnym natężeniu.</p>
<p>Tematem tym nikt na prowincji się nie zajmuje, a w dużych miastach nie jest on szeroko poruszany. Zarówno nasze braki w poczuciu wspólnoty, jak i polityka odsunięta od największych metropolii nie cieszą się dużym zainteresowaniem infosfery, a problem pozostawiony sam sobie gdzieś na prowincji przybiera na sile. Samorząd powinien zauważyć kroczący już kryzys, aby zatrzymać proces wyludniania się miast powiatowych i gminnych i ich zamiany w miejscowości senioralne.</p>
<p>Odpowiadając więc na postawione w tytule zagadnienie – mamy młodych na prowincji, lecz grupa ta maleje i nie zmieni się to, póki nie stworzymy dla nich rozwiązań, by chcieli tu zostać.</p>
]]></description></item><item><title>Szary krajobraz IT</title><link>https://magazynflary.pl/2026/04/30/szary-krajobraz-it/</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 21:30:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/04/30/szary-krajobraz-it/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/szary-krajobraz-it_hu_35dbf84cd8d55bf3.webp" type="image/webp" length="87350"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/szary-krajobraz-it_hu_35dbf84cd8d55bf3.webp" alt="Serbia"><p><strong>Ostatnie dekady to czas przemian społecznych w dużej mierze napędzanych rozwojem technologii informacyjnych. Przez ten czas przeszliśmy od optymizmu do obaw o zagrożenia dla indywidualnych użytkowników i całych społeczeństw. W tej podróży wydajemy się prowadzeni przez procesy, na które nie mamy wpływu. Jako pracownik branży IT chciałbym podzielić się własną perspektywą – i kilkoma pomysłami, jak działać.</strong></p>
<p>Dylematy z własnej pracy zawodowej widziałem dotąd najczęściej w amerykańskich filmach osadzonych w świecie finansów. W tym roku znalazłem ich odbicie w Kazimierzu Śliwie, drugoplanowej postaci w serialu <em>Ołowiane Dzieci.</em> Odpowiadał on w hucie za obsługę filtrów, które miały ograniczać emisję zanieczyszczeń. W pewnym momencie znalazł się pod presją przełożonych, którzy parli na zwiększenie wydajności. Filtry ograniczały ciąg powietrza, a zakład nie osiągał założonych wyników. Nie zdając sobie początkowo sprawy ze skali konsekwencji, uległ i wyjął część filtrów. Później dotarło do niego, jaki wywarł wpływ na otoczenie. Miał wyrzuty sumienia i chciał wesprzeć główną bohaterkę serialu, lekarkę Jolantę Wadowską-Król, która szukała przyczyn epidemii ołowicy. Taki krok jednak miałby konsekwencje: od oficera Służby Bezpieczeństwa usłyszał, że lepiej nie być wrogiem partii. Partia nie pozwalała swoim wrogom i ich dzieciom na spokojne życie, studiowanie i znalezienie dobrej pracy.</p>
<p>Jest istotna różnica między sytuacją lekarki i pracownika huty – jej dylemat jest jaskrawy, czytelny dla niej samej i jej bliskich. Kiedy konsekwencje działań bohaterki zaczęły negatywnie wpływać na jej rodzinę, było już wyraźnie widać stawkę – umierające dzieci. Kazimierz Śliwa był mi pod tym względem bliższy – nie mierzył się bezpośrednio z kwestią życia i śmierci, nie zabił ani nie uratował żadnego dziecka. Czy gdyby odmówił wyjęcia filtrów, ktokolwiek zauważyłby efekt zdrowotny dla społeczności? Czy rodziny z Targowiska solidarnie wsparłyby jego opór, zanim mogłyby zobaczyć własne dzieci zatrute ołowiem? Zapewne po prostu huta znalazłaby na jego miejsce innego pracownika, który nie miałby etycznych wątpliwości.</p>
<p>Sytuację Śliwy traktuję jako metaforę wyzwań w branży IT. Dylematy dotyczą rozwiązań technicznych, które dla większości osób nie są interesujące. Nie widać jasno zarysowanych kwestii życia i śmierci, tylko szary, rozmyty krajobraz. Pracodawca przewiduje wpływ rozwiązań na wyniki firmy. Opór inżyniera może skutkować przede wszystkim indywidualnymi konsekwencjami. Społeczność reaguje za późno, żeby udzielić wsparcia. Ta logika dotyczy w pewnym stopniu każdej branży, ale przypadek IT wydaje mi się szczególny. W porównaniu do tradycyjnych, dojrzałych, lepiej zbadanych i wolniej rozwijających się gałęzi przemysłu, trudniej jest przewidzieć skutki, odróżnić przesadne obawy od tych  uzasadnionych. Ze względu na krótki czas od pomysłu przez implementację do oddziaływania na miliony ludzi – niepożądane efekty widzimy od razu w dużej skali. Ze względu na globalizację – nie tylko opór pracownika jest mało skuteczny w ramach firmy, ale nawet opór firmy nie ochroni lokalnej społeczności. I tak dotarliśmy do momentu, gdy widzimy wokół alarmujące skutki zastosowań nowych technologii.</p>
<p>Wtedy przychodzi pora na wyrzuty sumienia i postanowienie poprawy. To się już w jakimś stopniu dzieje. Na forach specjalistów IT można od lat obserwować zmianę nastroju - spadek entuzjazmu, rosnącą świadomość kosztów społecznych. Do głównego nurtu przedostał się temat <a href="https://www.afterbabel.com/p/social-media-mental-illness-epidemic">wpływu mediów społecznościowych na dzieci</a>. Think tanki poruszają kwestie suwerenności technologicznej, zależności państw i społeczeństw od technologicznych monopolistów pozostających poza demokratyczną kontrolą. Śledzący politykę Polacy usłyszeli o producencie pociągów, który jest podejrzewany o wykorzystywanie oprogramowania do celowego <a href="https://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/afera-hakerska--mamy-stanowiska-sps-i-newag--116410.html">wywoływania awarii</a> pojazdów, w konkretnych zakładach serwisowych, na podstawie listy współrzędnych geograficznych konkurencyjnych serwisów. Ten proces – krytycznego analizowania rozwijanej i wdrażanej technologii – należy wspierać z wielu stron. Nie uda mi się zapewne skompletować pełnej listy słusznych kroków, ale spróbuję wymienić kilka kierunków.</p>
<p>Patrzmy na szerszy kontekst swojej pracy. Czemu służy to, co robimy? Dlaczego tyle pieniędzy inwestuje się w reklamowanie darmowej gry, w której reklamowane są inne darmowe gry? Dlaczego oprogramowanie pociągu ma listę współrzędnych? Trudno przewidywać konsekwencje działań, pracując tylko nad ich małym fragmentem. Być może funkcjonalność blokowania pociągów powstała jako osobne elementy – ktoś zaimplementował zabezpieczenie unieruchamiające, inny logikę ustalania czy pociąg znajduje się na terenie z czarnej listy, a jeszcze kolejny kompletował współrzędne na tę listę.</p>
<p>Rozpatrujmy stosowane technologie również pod kątem przejrzystości i zaufania. Nie możemy wszystkiego dla siebie wytworzyć czy wszystkiego zweryfikować – ani jako indywidualni użytkownicy, ani jako państwo. Możemy za to rozpoznać kolejne stopnie wiarygodności – od rozwiązań otwartoźródłowych i podlegających audytowi, przez te tworzone w etycznym środowisku (przez pracowników chronionymi prawem o sygnalistach, z którymi łączą nas wspólne wartości), aż po rozwiązania nieprzejrzyste, tworzone przez firmy współpracujące z nieprzyjaznymi rządami, gdzie pracownicy są kneblowani karami umownymi za ujawnianie tajemnic przedsiębiorstwa.</p>
<p>Śledźmy i wspierajmy działalność specjalistów z zakresu nauk humanistycznych i społecznych, w szczególności ekonomii, skierowaną na IT. Osobiście przeczytałbym z wypiekami na twarzy analizę i historię marketingu internetowego. Ten złożony ekosystem zależności pozostaje poza polem widzenia opinii publicznej, a sami pracownicy branży IT poznają go z praktyki, a nie z opracowań. Musieliśmy doczekać się kryzysu finansowego w 2008 roku, żeby później w filmie <em>The Big Short</em> usłyszeć wyjaśnienie problematycznych instrumentów finansowych od Seleny Gomez. W IT może nie doczekamy żadnego kryzysu - warto wnikać w ten temat już teraz.</p>
<p>Pomagajmy szerokiej publiczności dowiedzieć się o niepożądanych efektach technologii i sposobach radzenia sobie z nimi na poziomie osobistym i społecznym. W życiu prywatnym szukajmy alternatyw do technologii tworzonych, żeby uzależniać. Na poziomie społecznym i politycznym wspierajmy działalność sygnalistów przez solidarność i poparcie opinii publicznej, partii albo związku zawodowego, żeby zachęcić do dzielenia się wątpliwościami czy podejrzeniami. Współcześnie nie musimy się zwykle mierzyć z presją służb, ale może pojawić się <a href="https://siecobywatelska.pl/newag-z-nominacja-za-korporacyjny-slapp-roku/">pozew zastraszający</a> ze strony korporacji. Na politykach nie zawsze można polegać – na przykład przewodniczący sejmowej Komisji Infrastruktury podczas głosowania związanego z blokadą polskich pociągów pytał głosujących posłów: <a href="https://www.youtube.com/watch?v=Vc7jbL9tlbc&amp;t=254s">kto chce zniszczyć polską firmę, kto jest przeciw</a>?</p>
<p>Ostatecznie jedziemy na jednym wózku. To prawda, że zarobki w IT są wysokie i łatwiej zapłacić za prywatną szkołę bez smartfona. Jako pracownicy IT nie jesteśmy jednak izolowani i odporni na procesy, które zachodzą w społeczeństwie. Może między pierwszym a ostatnim semestrem informatyki awansujemy do grona dobrze zarabiających, ale proces ten  nie obejmuje wszystkich ludzi z którymi wiąże nas  los: od rodziny przez znajomych po społeczeństwo, w którym będą żyły nasze dzieci. Zadbajmy, żeby współczesny Kazimierz Śliwa jak najlepiej rozumiał rolę filtrów i mógł reagować na presję.</p>
]]></description></item><item><title>Zautomatyzowany transhumanistyczny kapitalizm</title><link>https://magazynflary.pl/2026/04/30/zautomatyzowany-transhumanistyczny-kapitalizm/</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 21:30:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/04/30/zautomatyzowany-transhumanistyczny-kapitalizm/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/zautomatyzowany-transhumanistyczny-kapitalizm_hu_516b15035bcf6088.webp" type="image/webp" length="84554"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/zautomatyzowany-transhumanistyczny-kapitalizm_hu_516b15035bcf6088.webp" alt="Serbia"><p><strong>Jak pisał Aaron Bastani w książce <em>W pełni zautomatyzowany luksusowy komunizm,</em> w świecie post-niedoboru</strong> – <strong>dzięki niemalże darmowej energii, zaawansowanej automatyzacji i górnictwu w kosmosie</strong> – <strong>bylibyśmy w stanie zaspokoić wszelkie materialne potrzeby ludzkości, a zamiast pracy zarobkowej zajmowalibyśmy się czym tylko chcemy. Opowieści o czasach wojen o zasoby i powszechnego ubóstwa moglibyśmy odłożyć na półkę.</strong></p>
<p>Tej utopii nie bylibyśmy nawet w stanie sobie wyobrazić, gdyby nie to, co wystrzeliło nas w kierunku teraźniejszości. Pod koniec XVIII wieku wraz z rozwojem nauki i techniki w Europie pojawiają się ogniska rewolucji przemysłowej, która pociągnie za sobą przemiany społeczne i polityczne na skalę, której ludzkość wcześniej nie znała, w tempie, które nie przystaje do powolnego nurtu świata przedindustrialnego. Rewolucja ta wyśle nas w podróż w nieznane, da nam ogromny potencjał do poprawy warunków życia, ale też postawi przed nami nowe wyzwania.</p>
<p>Przenieśmy się zatem na chwilę na XVII-wieczną wieś, gdzie znaczenie technologii w codziennym życiu jest znikome. Zmiany rozkładają się na stulecia, stąd też świat poznawany w młodości nie odbiega znacząco od doświadczanego na starość – o ile dane nam jej dożyć. Śmiertelność wśród dzieci jest wysoka. Każda choroba może stanowić zagrożenie życia, a złamanie grozi kalectwem. Osoby niebędące w stanie o siebie zadbać są skazane na łaskę rodziny i sąsiadów, a ci nie zawsze mają czym się podzielić. Głód zawsze pozostaje realnym zagrożeniem. Ubrania i narzędzia są dobrami, które trudno zdobyć, bo nawet gwóźdź wymaga dużego nakładu manualnej pracy. We wsiach narażonych na splądrowanie zarówno przez obce, jak i lokalne armie łatwo stracić cały dobytek. Porównując tę sytuację do dzisiejszych czasów, widzimy postęp na każdym polu. Postęp, który – przynajmniej w Europie Zachodniej i Środkowej – dokonał się w ramach struktury kapitalizmu. Prześledźmy zatem jego ewolucję i zastanówmy się, dokąd może nas zaprowadzić.</p>
<h2 id="ewolucja-kapitalizmu">Ewolucja kapitalizmu</h2>
<p>Systemem poprzedzającym kapitalizm był feudalizm, w którym władza polityczna była skupiona przede wszystkim w rękach arystokratycznych rodów. W Europie Zachodniej najzamożniejsi mieszczanie byli często lepiej sytuowani od feudałów, jednakże ich władza ograniczała się do cechów rzemieślniczych, gildii kupieckich i – w mniejszym lub większym stopniu – gmin miejskich. Choć w miastach żyła niewielka część populacji, staną się one źródłem przemian politycznych i społecznych, które dotkną wszystkich.</p>
<p>Epoka wielkich odkryć odsłoniła przed Europejczykami nowe lądy. Wraz z postępem kolonizacji w Europie pojawiało się coraz więcej towarów i kruszca. Miasta jako centra wymiany towarów zaczynają zyskiwać na znaczeniu. Nadwyżki kapitału szukają ujścia w inwestycjach, na ten moment związanych głównie z handlem. Z kolonializmem łączy się też powstanie protokorporacji, takich jak Kompania Wschodnioindyjska. Postęp w nauce przynosi przełomowe wynalazki: maszynę parową i maszyny włókiennicze, które będą fundamentem brytyjskiej industrializacji. XVIII wiek to również wiek rewolucji agrarnej, która sprawia, że wydajniejsze rolnictwo zaczyna produkować znacznie więcej żywności. To z kolei wymaga odpowiedniej skali, stąd też wywłaszczenia małorolnych chłopów i konsolidacja ziemi nabierają tempa. Rozwój medycyny i lepsza dieta dają początek wyżowi demograficznemu, który w połączeniu z wywłaszczeniami generuje dużą liczbę ludzi bez pracy, majątku i ziemi, uruchamiając rewolucję przemysłową.</p>
<p>Kapitał handlowy zakumulowany przez mieszczan znajduje ujście w inwestycjach w rodzącym się przemyśle. W portach i małych ośrodkach wolnych od kontroli gildii i cechów powstają kopalnie, huty, zakłady włókiennicze i cegielnie. Chłopi w poszukiwaniu zajęcia ściągają masowo do pracy w branżach epoki industrialnej i zasilają tkankę rodzących się miast przemysłowych. Ciężar gospodarki zaczyna przechylać się w stronę produkcji przemysłowej. Rodzi się nowa klasa: przemysłowców – właścicieli fabryk, a potem i całych gałęzi przemysłu – których znaczenie, również polityczne, z czasem urośnie.</p>
<p>Globalna rywalizacja państw wytwarza impuls w kierunku zwiększenia wydajności produkcji. Powstają coraz większe i bardziej złożone rynki. Obieg pieniądza, jaki znamy z handlu, czyli T–P–T&laquo; (towar–pieniądz–inny towar: sprzedać zboże, żeby kupić ubranie), w przemyśle przybiera formę P–T–P&laquo;, gdzie celem nie jest zaspokojenie konkretnej potrzeby, czyli konsumpcja, lecz powiększenie kapitału. Pieniądz (P) zamieniony jest na siłę roboczą i środki produkcji (T), by po procesie wytwórczym wrócić jako pieniądz w ilości powiększonej o wartość dodaną (P&laquo;).</p>
<p>Wartość siły roboczej jest podyktowana kosztem wychowania i utrzymania pracownika. Robotnik nie sprzedaje owoców swojej pracy, tylko swój czas. W momencie sprzedaży produktu procesu wytwórczego wartość dodana trafia nie do pracownika, lecz do właściciela środków produkcji – kapitalisty – co prowadzi do akumulacji kapitału. Konkurencja rynkowa zmusza producentów do obniżania kosztów, a te spadają wraz ze skalą i zaawansowaniem technologicznym produkcji. Małe podmioty – takie jak rzemieślnicy – są wypierane przez większe, wydajniejsze, posiadające kapitał, by implementować innowacje i rozszerzać swoją działalność. Stąd konkurując, producenci muszą reinwestować akumulowany majątek i walczyć o to, by nie zostać w tyle. XIX wiek staje się wiekiem kapitalizmu przemysłowego.</p>
<p>Struktura i logika kapitalizmu przemysłowego opiera się na własności prywatnej, popycie, podaży, konkurencji i na zysku jako głównym motywatorze. Bliższe spojrzenie na te fundamenty pozwala zauważyć problemy i sprzeczności, które są wciąż aktualne, mimo powstawania coraz to nowych gałęzi gospodarki i technologii. Popyt wytwarzany jest przez konsumentów. Towary produkowane są przez pracowników. Konsument potrzebuje pieniędzy, aby kupować towary i usługi. Pracownik jest traktowany jako część kosztów, a koszty należy redukować, aby – obniżając cenę – konkurować na rynku i przynosić zysk. Każdy pracownik jest jednocześnie konsumentem. Z jednej strony rynek wymaga, żeby pracownik dysponował siłą nabywczą, aby kupić towary – im więcej, tym lepiej – a z drugiej, by zapłacić mu jak najmniej. Balans siły między pracownikami a pracodawcami wynikający z rynku pracy i prawa pracy kształtuje wysokość marży i podlega ciągłej negocjacji.</p>
<p>Koniec XX wieku to moment, w którym kapitalizm przemysłowy zaczyna ustępować kapitalizmowi finansowemu. P–T–P&laquo; zostaje skrócone do P–P&laquo;. Kapitał przestaje potrzebować fabryk, surowców i robotników, a zaczyna generować zysk z długu, obrotu instrumentami finansowymi i spekulacji. Na tym etapie pieniądz w znacznym stopniu zrywa więź ze światem materialnym, a jego obieg sprowadza się do zmian zapisów liczb w cyfrowym systemie finansowym.</p>
<p>Natura rynków sprawia, że zysk jest podstawową i najważniejszą wartością, jaką kieruje się kapitał. Wydaje się, że za kapitałem stoją ludzie. A co, jeśli to kapitał stoi nad ludźmi?</p>
<h2 id="człowiek-traci-podmiotowość">Człowiek traci podmiotowość</h2>
<p>Żeby odpowiedzieć na pytanie o relację między człowiekiem a kapitałem, należy podsumować, jak zmieniała się rola człowieka w systemie produkcji. Na etapie feudalnym produkcja opierała się na sile mięśni, a narzędzia były jedynie przedłużeniem ludzkiej ręki. Wraz z nadejściem maszyny parowej człowiek stał się operatorem: to maszyna wyznaczała tempo produkcji, a operator musiał się do niego dostosować. W gospodarce cyfrowo-finansowej produkcja dóbr fizycznych jest tak dalece zautomatyzowana, że rola człowieka coraz bardziej sprowadza się do konsumpcji i generowania danych dla algorytmów. Człowiek traci podmiotowość.</p>
<p>Środowisko <em>Cybernetic Culture Research Unit</em> (CCRU), skupiające m.in. filozofa Nicka Landa, ukuło termin hiperstycji, czyli fikcji, która urzeczywistnia się sama przez to, że ludzie w nią wierzą. Według nich kapitalizm jest właśnie takim rodzajem fikcji. Każde przedsięwzięcie jest na początku tylko pomysłem. Wiara w dochodowość idei uruchamia realne zasoby, sprawiając, że staje się ona samospełniającą się przepowiednią. Ekspansja kapitału jest imperatywem całego systemu, a człowiek, zarażony pragnieniem zysku, staje się jej narzędziem. Sterujący naszymi ciałami pieniądz jest nośnikiem informacji, a życie staje się funkcją wzrostu kapitału. To nie my kontrolujemy kapitał, tylko kapitał kontroluje nas: kształtując nasze marzenia, wykorzystując naszą chciwość, a wreszcie kanalizując naszą kreatywność, by się reprodukować. Według CCRU w sposób nieunikniony prowadzi to do powstania ekosystemu technologicznego tak zaawansowanego, że człowiek stanie się zbędny, a zastąpi go cyfrowa inteligencja kapitału.</p>
<p>Aby do tego doszło, po pierwsze, technologia i kapitał muszą się oderwać od ludzkiej kontroli i zdobyć możliwość zarządzania materialnymi zasobami. W dzisiejszym świecie funkcjonują procesy, w których pętli decyzyjnej nie ma człowieka, chociażby <em>High Frequency Trading</em> (HFT), gdzie algorytmy same grają na giełdzie. To nie przypadek, że właśnie rynki finansowe jako pierwsze zerwały z biologicznymi ograniczeniami, aby wykonywać transakcje w tempie osiągalnym tylko dla maszyn. Już wcześniej nie potrzebowały ludzi do wypracowywania zysku, a jedynie do kontroli nad kapitałem. Dziś serwerownie i centra danych korzystają z algorytmów do sterowania podstawowym ekosystemem cyfrowej inteligencji: energią elektryczną i mocą obliczeniową. Rozwój automatyzacji w przemyśle zbrojeniowym dotyczy bezzałogowych samolotów, łodzi podwodnych, pojazdów, ale też systemów rozpoznawania celów czy zarządzania logistyką. Włączenie algorytmów w pętle decyzyjne rozważane jest też w administracji czy sądownictwie. Rezygnacja z dążenia do coraz powszechniejszej i wydajniejszej automatyzacji grozi utratą konkurencyjności, czy to na rynkach, czy na arenie międzynarodowej, a docelowo wyparciem przez wydajniejsze podmioty. W warunkach ciągłej konkurencji nie sposób wyobrazić sobie odwrócenia tego trendu.</p>
<p>Żeby technologia mogła osiągnąć pełną autonomię, potrzebny jest jeszcze jeden czynnik – wyłączenie człowieka z procesu jej rozwoju. Świętym Graalem firm zajmujących się dzisiaj SI jest osiągnięcie poziomu, na którym owa SI mogłaby stworzyć lepszą wersję samej siebie. Modele językowe prawdopodobnie nie są gałęzią SI, z której powstanie coś, co przekroczy nasze zdolności intelektualne. Tym niemniej celem OpenAI początkowo był właśnie otwarty i bezpieczny rozwój SI, z czasem jednak organizacja non-profit zaczęła szukać zysków. Po odwołaniu Sama Altmana z pozycji CEO przez zarząd – właśnie ze względu na to, że pod jego kierownictwem początkowe założenia zostały wyparte przez chęć zysku – kapitał wymusił przywrócenie Altmana, a OpenAI obrało kurs na pełną kapitalizację.</p>
<p>Na podstawie tych doświadczeń należy przyjąć, że zagrożenie wynikające z powstania superinteligentnej, samodoskonalącej się SI jest potencjalnie realne. Biorąc pod uwagę, że kiedy zostaną spełnione wszystkie warunki konieczne do eksplozji inteligencji, może być już za późno na reakcję, bo utrata przez człowieka kontroli nad cybernetycznym monstrum będzie prawdopodobnie kwestią godzin.</p>
<p>Nie zapominajmy też, że już teraz trwają prace, by połączyć człowieka z maszyną. Neuralink Elona Muska – interfejs łączący mózg bezpośrednio ze światem cyfrowym – rozwój protetyki i biotechnologii, to coś, co może być zalążkiem cyborgizacji człowieka. Skoro jesteśmy gotowi na operacje plastyczne, żeby wyglądać lepiej, to implanty rodem z cyberpunka, które miałyby nam dawać przewagi intelektualne czy fizyczne, byłyby przynajmniej równie mocno pożądane. Wszystko wedle tej samej logiki – logiki kapitalizmu, która nie pozwala nam zostać w tyle.</p>
<p>Jaką część człowieczeństwa będziemy w stanie poświęcić? Według Nicka Landa – całość. W jego wizji nasza planeta zostanie przekształcona w technosferę służącą jednemu celowi – ekspansji technologicznego kapitału. Ciekawy jest też sentyment akceleracjonistów myślących podobnie do Landa; według nich technologiczna superinteligencja jest nie tylko nieunikniona, ale pożądana, a my powinniśmy pogodzić się z tym, że nasz czas, jako panów świata, dobiega końca. Wydawać by się mogło, że takie poglądy dotyczą jedynie wąskiej grupy filozofów, ale przykład Petera Thiela – jednego z założycieli spółek takich jak PayPal, OpenAI czy Palantir – pokazuje, że ta wizja znajduje zwolenników wśród ludzi dysponujących znaczną władzą i zasobami. Choć należy zaznaczyć, że dla Thiela i innych techno-optymistycznych libertarian deklarowanym celem jest przezwyciężenie ograniczeń biologicznych, a nie zastąpienie człowieka. Rzecz w tym, że droga do obu tych celów wygląda bardzo podobnie, nie wiemy, co znajdziemy na jej końcu, a dodatkowo firmy technologiczne dążą do deregulacji obszarów swojej działalności, co odebrałoby społeczeństwu jakąkolwiek kontrolę nad tym procesem.</p>
<h2 id="czy-jesteśmy-na-straconej-pozycji">Czy jesteśmy na straconej pozycji?</h2>
<p>Wraz z kapitalizmem przemysłowym rozpowszechnił się pogląd, że wzrost nigdy się nie zatrzyma, a technologia – w przyszłości – rozwiąże wszystkie problemy. Dotychczas jednak kwestie takie jak globalne ocieplenie pokazują nam, że rozwój przynosi też nowe wyzwania, a ich rozwiązanie wymaga działań na polu systemowym i społecznym, a także wzięcia pod uwagę wartości innych niż zysk.</p>
<p>Próby odzyskania społecznej kontroli nad technologią, takie jak europejski <em>AI Act,</em> pokazują jednak, że walka nie jest jeszcze przegrana. Regulacje związane z <em>AI Act</em> wprowadzają wymóg utrzymania człowieka w pętlach decyzyjnych systemów wysokiego ryzyka, jak sądownictwo czy medycyna. Ponadto nakazują transparentność co do przesłanek, na podstawie których decyzje są podejmowane. Nowe modele językowe muszą uwzględnić mechanizmy bezpieczeństwa czy filtry dyskryminacyjne, a te, które tego nie zapewnią, nie będą dopuszczone do obrotu w UE. W końcu regulacja ta nakazuje przejrzystość, jeśli chodzi o dane do trenowania modeli – te nie mogą być zdobywane z pogwałceniem praw autorskich lub pochodzić z informacji wrażliwych, jak dane medyczne. Pierwsze elementy tego prawa zostały zaimplementowane w 2025 roku, a reszta nadejdzie w 2026. Pozostaje mieć nadzieję, że – jak w przypadku RODO czy USB-C – unijne regulacje będą miały globalny wpływ również na rynek SI.</p>
<p>Choć przykład <em>AI Act</em> pokazuje, że wciąż potrafimy kierować rozwojem, równoważąc zysk innym wartościami, to okiełznanie korporacji zarządzających coraz większymi zasobami nie będzie łatwe. Tylko sterując rozwojem w sposób przemyślany i nastawiony na dobrostan człowieka, będziemy w stanie wykorzystać nasze zdolności i zasoby do kształtowania lepszej przyszłości, zamiast dryfować z prądem zysku w stronę posthumanizmu.</p>
]]></description></item><item><title>O nas</title><link>https://magazynflary.pl/2026/04/30/o-nas/</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 21:09:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/04/30/o-nas/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/flary-v2_hu_dfcc77db0b1983c0.webp" type="image/webp" length="46486"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/flary-v2_hu_dfcc77db0b1983c0.webp" alt="Serbia"><p>Współczesna przestrzeń komunikacji przypomina czasem ciemny ocean, po którym dryfujemy jak rozbitkowie. Raz po raz przykrywają nas kolejne fale: myślimy w biegu, przyjmujemy informacje w nadmiarze i bez namysłu, upraszczamy pojęcia aż do utraty przez nie pierwotnego sensu. Wygłaszamy opinie, ale nie rozmawiamy. Ci z nas, którym bliska jest potrzeba zrozumienia istoty rzeczy i poświęcenia czasu, by spojrzeć na sprawy z wielu perspektyw, dryfują samotnie, w rozproszeniu. W tej toni można odnaleźć drogę tylko wtedy, gdy na niebie zapalają się FLARY.</p>
<p>„Flary” to magazyn, który będzie  platformą wymiany myśli. Tworzymy miejsce refleksji i analizy. Otwieramy przestrzeń dla szerokich dyskusji i polemik – zarówno z dynamicznie zmieniającą się rzeczywistością społeczną i polityczną, jak i pomiędzy nami samymi. Poważna rozmowa o sprawach publicznych wymaga czasu, namysłu i gotowości do konfrontowania własnych przekonań z poglądami innych. Chcemy, aby „Flary” przyświecały idei rozmowy jako spotkania ludzi o różnych punktach widzenia.</p>
<p>„Flary” to miejsce dla ludzi, którzy na co dzień nie zajmują się dziennikarstwem, ale czują potrzebę zabrania głosu w sprawach wspólnych. Przestrzeń internetowa dla tych, którym bliska jest idea lewicy patriotycznej rozumianej jako troska o dobro wspólnoty, solidarność społeczną i odpowiedzialność za przyszłość kraju. Nie zamykamy się. Szukamy dialogu. Wyrażamy sprzeciw lub obawę. Oddajemy głos ludziom z różnych środowisk o różnych doświadczeniach.</p>
<p><em>Rzeczywistość świata polega na tym, że oglądamy ją z wielu różnych punktów widzenia</em><br>
—Hannah Arendt</p>
]]></description></item></channel></rss>