<?xml version="1.0" encoding="utf-8" standalone="yes"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"><channel><title>Flary</title><link>https://magazynflary.pl/</link><description>W trosce o dobro wspólne. Solidarni. Otwarci na dialog.</description><language>pl</language><atom:link href="https://magazynflary.pl/tags/automatyzacja/" rel="self" type="application/rss+xml"/><item><title>Przyszłość już tu jest – nabór tekstów do nr 2/2026</title><link>https://magazynflary.pl/cfp/</link><pubDate>Mon, 21 Sep 2026 11:30:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/cfp/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/cfp_2026-2-przyszlosc_hu_7be9ee31c99bfdf0.webp" type="image/webp" length="30452"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/cfp_2026-2-przyszlosc_hu_7be9ee31c99bfdf0.webp" alt="Automatyzacja"><p>Codziennie pływamy w fatalistycznej informacyjnej zupie. Zaangażowany i świadomy użytkownik toksycznych społecznościówek widzi przyszłość w czarnych barwach. Kryzysy są stałym elementem informacyjnego pejzażu.</p>
<p>Nadzieja ma jednak to do siebie, że rodzi się nawet w absolutnej rozpaczy. A może zwłaszcza w niej.</p>
<p>Czy widzisz w poszarpanej tkance codzienności zapowiedź czegoś nowego?</p>
<p>Czy leży Ci na sercu poprawa jakiegoś konkretnego obszaru życia?</p>
<p>Podziel się tym z innymi!</p>
<p><strong>Zbieramy teksty do nr 2/2026 magazynu „Flary”: PRZYSZŁOŚĆ JUŻ TU JEST!</strong></p>
<p>Teksty o objętości do 2 000 słów przyjmujemy na <strong><a href="mailto:redakcja@magazynflary.pl">redakcja@magazynflary.pl</a></strong> do <strong>13 października 2026</strong>.</p>
<p>Przyjmujemy:</p>
<ul>
<li>felietony</li>
<li>eseje</li>
<li>reportaże </li>
<li>komentarze</li>
<li>recenzje</li>
</ul>
<p><strong>Co warto wiedzieć zanim zaczniesz pisać?</strong></p>
<ul>
<li><a href="https://docs.google.com/document/d/1zPvcZApbm2pbWNvJJ9F_0BF_-gtbQ9Nn/edit?usp=sharing&amp;ouid=105984784650934633130&amp;rtpof=true&amp;sd=true">Pod tym linkiem znajdziesz BRIEF dla autorów – cenna lektura na początek</a></li>
<li>Sugerowana długość: do 2 000 słów.</li>
<li>Weź pod uwagę, że pierwszy akapit to tzw. lead – zapisany pogrubieniem będzie swego rodzaju zaproszeniem do dalszej lektury. Nie powinien być za długi.</li>
<li>Wszystkie teksty publikujemy pod imieniem i nazwiskiem.</li>
<li>Formatowanie tekstu jest drugorzędne. Zostanie ono ujednolicone w szablonie do publikacji, nie musisz się nim przejmować.</li>
</ul>
<p><strong>Jaką ścieżkę przejdzie Twój artykuł?</strong></p>
<p>Po przeczytaniu Twojego tekstu zdecydujemy o tym, czy zostanie opublikowany w tym numerze. Jeśli tak, tekst przejdzie przez kilka par oczu i wspólnie, we współpracy z Tobą, przygotujemy go do publikacji.
Po kolei czeka go:</p>
<ol>
<li><strong>zatwierdzenie do publikacji</strong> – dostaniesz od nas informacje, czy tekst został przyjęty do redakcji</li>
<li><strong>redakcja i autoryzacja</strong> – tutaj możesz spodziewać się sugestii odnośnie do kompozycji, struktury lub rozwinięcia poszczególnych wątków; przygotuj się do pracy nad tekstem – może być potrzebnych kilka rund poprawek. To proces!</li>
<li><strong>korekta językowa</strong> – wyłapanie literówek i chochlików drukarskich</li>
<li><strong>rewizja autorska</strong> – na koniec przejrzysz tekst ostatni raz</li>
<li><strong>publikacja</strong> na magazynflary.pl</li>
</ol>
<p>Nie musisz mieć doświadczenia autorskiego. Pomożemy Ci dopracować tekst i przejść przez cały proces.</p>
]]></description></item><item><title>„Nie będziesz posiadał niczego i będziesz szczęśliwy” — o tym, jak branża gier zamieniła własność w warunkowy dostęp</title><link>https://magazynflary.pl/2026/09/01/nie-b%C4%99dziesz-posiada%C5%82-niczego-i-b%C4%99dziesz-szcz%C4%99%C5%9Bliwy-o-tym-jak-bran%C5%BCa-gier-zamieni%C5%82a-w%C5%82asno%C5%9B%C4%87-w-warunkowy-dost%C4%99p/</link><pubDate>Tue, 01 Sep 2026 20:00:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/09/01/nie-b%C4%99dziesz-posiada%C5%82-niczego-i-b%C4%99dziesz-szcz%C4%99%C5%9Bliwy-o-tym-jak-bran%C5%BCa-gier-zamieni%C5%82a-w%C5%82asno%C5%9B%C4%87-w-warunkowy-dost%C4%99p/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_giereczkowo_hu_c585b0c11976ccc6.webp" type="image/webp" length="88034"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_giereczkowo_hu_c585b0c11976ccc6.webp" alt="Automatyzacja"><p><strong><a href="https://blog.playstation.com/2026/07/01/physical-disc-production-ending-in-january-2028-for-new-games-releasing-on-playstation-consoles/">Zapowiedź Sony</a> dotycząca zakończenia produkcji płyt z nowymi grami na PlayStation od stycznia 2028 roku nie rozpoczyna nowego procesu. Jest raczej jednym z tych momentów, w których proces trwający od lat staje się niemożliwy do dalszego ignorowania. To istotny punkt na drodze do całkowitej cyfryzacji dystrybucji, ale również kolejny symptom głębszego kryzysu rynku gier.</strong></p>
<p>Branża gier znajduje się dziś w poważnym kryzysie, choć z perspektywy przeciętnego konsumenta wszystko może wyglądać dokładnie tak, jak powinno. Dysponujemy rozbudowanymi platformami z dopracowanymi interfejsami, ogromnymi bibliotekami i usługami, które pozwalają korzystać z elektronicznej rozrywki wygodniej niż kiedykolwiek wcześniej. Gracze wychowani na piątej, szóstej czy nawet siódmej generacji konsol mogli jedynie marzyć o błyskawicznym dostępie do setek tytułów, zapisach w chmurze, automatycznych aktualizacjach, rozgrywce międzyplatformowej czy możliwości rozpoczęcia gry bez wychodzenia z domu.</p>
<p>Jednak w trakcie ósmej generacji coś zaczęło się wyraźnie psuć.</p>
<p>Nie był to rezultat jednego spójnego planu przygotowanego przez Microsoft, Sony czy pozostałych największych wydawców. Na branżę zaczęło oddziaływać równocześnie wiele szerszych procesów: cyfryzacja dystrybucji, rozwój modelu usługowego, rosnące koszty produkcji, konsolidacja rynku, uzależnienie spółek od oczekiwań inwestorów, ekspansja mikropłatności oraz coraz silniejsza potrzeba kontrolowania przez platformy całego cyklu życia produktu.</p>
<p>Każde z tych zjawisk można było początkowo przedstawić jako postęp lub wygodę dla gracza. Razem doprowadziły jednak do przemiany rynku, na którym coraz częściej nie kupujemy już skończonego produktu, lecz uzyskujemy warunkowy dostęp do treści kontrolowanych przez kilka wielkich korporacji.</p>
<h2 id="cyfrowy-śmietnik">Cyfrowy śmietnik</h2>
<p>Jednym z pierwszych symboli nadchodzącej zmiany stała się słynna zbroja dla konia, wydana w 2006 roku do The Elder Scrolls IV: Oblivion. Nie była pierwszym dodatkiem pobieranym w historii gier, ale okazała się wydarzeniem na tyle absurdalnym, że do dziś funkcjonuje jako jeden z mitów założycielskich współczesnej monetyzacji. PC Gamer podsumował to po latach krótko: zbroja dla konia wygrała, bo złamała starą umowę „kupujesz grę — dostajesz całą grę&quot; i otworzyła nowe możliwości finansowe dla wydawców.</p>
<p>Pamiętam wiadomość o niej jeszcze z papierowego wydania „CD-Action&quot;. Przedstawiano ją wówczas właściwie jako zabawną ciekawostkę: Bethesda sprzedaje za 2,50 dolara pancerz dla wirtualnego konia. Brzmiało to bardziej jak branżowy żart niż zapowiedź modelu, który kilkanaście lat później miał stać się jednym z filarów rynku.</p>
<p>Samo DLC (ang. downloadable content, czyli dodatkowa zawartość do pobrania) nie było oczywiście niczym złym. Rozwój szerokopasmowego internetu oraz cyfrowych platform Microsoftu i Sony pozwolił twórcom rozwijać gry po premierze. Można było usuwać błędy, dodawać nowe mechaniki, publikować kolejne kampanie i przedłużać życie tytułów, które dawniej kończyło się wraz z wysłaniem płyty do tłoczni.</p>
<p>Przez pewien czas rzeczywiście istniało coś, co można nazwać złotym okresem DLC. Powstawały dodatki mniejsze niż tradycyjne, wydawane na kolejnej płycie rozszerzenia, ale na tyle rozbudowane, że gracz otrzymywał za swoje pieniądze nową przygodę, lokację lub istotny fragment historii. Dodatki do tak kultowych tytułów jak Mass Effect, Fallout: New Vegas, Bloodborne czy Wiedźmin 3 pokazywały, że cyfrowa dystrybucja może służyć zarówno twórcom, jak i odbiorcom.</p>
<p>Problem polegał na tym, że ta sama infrastruktura umożliwiła również coś zupełnie przeciwnego.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Skoro grę można było aktualizować po premierze, można było także wydać ją niedokończoną.</p>
</div>

<p>Skoro dodatkową zawartość dało się łatwo sprzedawać, można było wycinać ją z podstawowego produktu albo projektować już na etapie produkcji jako osobny element. Skoro gracz podpiął kartę do konta platformowego, można było rozbić cenę pojedynczych dodatków na dziesiątki mniejszych, mniej zwracających uwagę zakupów.</p>
<p>DLC przestało być dodatkiem do gry. Coraz częściej sama gra stawała się platformą służącą do ich sprzedaży.</p>
<p>Następnie pojawiły się przepustki sezonowe (płatne pakiety zapewniające dostęp do kolejnych dodatków), skrzynki z losową zawartością budzące kontrowersje ze względu na mechanizm przypominający hazard, wirtualne ubrania, ozdoby i waluty, pakiety przyspieszające rozwój postaci oraz systemy codziennych zadań. Gry zaczęły kształtować nie tylko doświadczenie gracza, lecz również jego nawyki, a zwłaszcza podatność na impulsywne zakupy.</p>
<p>W tym sensie cyfrowa dystrybucja stworzyła cyfrowy śmietnik: środowisko, w którym obok wybitnych dodatków, niezależnych eksperymentów i znakomicie rozwijanych produkcji znalazła się nieskończona masa mikrotransakcji i czasowych ofert.</p>
<p>To nie była aberracja systemu. System zadziałał dokładnie tak, jak został zaprojektowany.</p>
<h2 id="zmiana-przy-sterach">Zmiana przy sterach</h2>
<p>Steve Jobs potrafił trafnie opisywać sposób, w jaki firmy technologiczne tracą zdolność tworzenia dobrych produktów.</p>
<p>Jobs zauważył w głośnym wywiadzie udzielonym w połowie lat dziewięćdziesiątych, że kiedy przedsiębiorstwo osiąga dominującą pozycję, poprawianie samego produktu przestaje być najprostszą drogą do zwiększania przychodów. Władzę zaczynają wówczas zdobywać specjaliści od sprzedaży, marketingu i finansów, ponieważ to oni potrafią dalej poprawiać wyniki. Osoby rozumiejące produkt są stopniowo odsuwane od najważniejszych decyzji.</p>
<p>Firma nie musi wtedy od razu zacząć tworzyć produktów gorszej jakości. Zmiana jest subtelniejsza: dobry produkt przestaje być celem, a staje się narzędziem generowania dalszych zysków.</p>
<p>Trudno znaleźć lepszy przykład tej zmiany niż historia Xboksa One. W maju 2013 roku Microsoft zaprezentował nową konsolę nie tyle jako urządzenie do gier, ile jako centrum domowej rozrywki. Podczas pokazu wielokrotnie mówiono o telewizji, sporcie, sterowaniu głosem, usłudze Kinect — systemie kamer i mikrofonów reagującym na ruch oraz komendy — i przełączaniu się pomiędzy różnymi rodzajami treści. Xbox miał stać w centrum salonu i pośredniczyć w korzystaniu z niemal wszystkich form cyfrowej rozrywki.</p>
<p>Sama idea nie była całkowicie pozbawiona sensu. Problematyczne było to, że Microsoft próbował zbudować przyszłość domowej rozrywki, tracąc kontakt z odbiorcami swojego produktu. Konsola była droższa od PlayStation 4, ponieważ obowiązkowo sprzedawano ją z Kinectem. Firma zapowiedziała też system wymagający regularnego łączenia się z internetem oraz daleko idące ograniczenia pożyczania i odsprzedawania używanych gier. Po ogromnej fali krytyki, miesiąc po prezentacji konsoli, Microsoft wycofał się z tych pomysłów i wrócił do zasad znanych z Xboksa 360.</p>
<p>Symbolem tego sposobu myślenia stał się wywiad, w którym Don Mattrick, ówczesny szef działu Xbox, został zapytany o osoby niemające stałego dostępu do internetu. Odpowiedział, że Microsoft posiada dla nich produkt: Xbox 360. W praktyce przekaz brzmiał więc: kto nie może podporządkować się nowemu modelowi biznesowemu, powinien pozostać przy sprzęcie poprzedniej generacji. Firma nie pytała już, jak stworzyć urządzenie odpowiadające potrzebom klientów. To oni mieli dostosować się do modelu zaprojektowanego przez firmę.</p>
<p>Nie chodziło wyłącznie o niefortunną komunikację. Za słowami Mattricka stało przekonanie, że konsola jest kolejnym urządzeniem elektronicznym, które można włączyć do większej strategii korporacyjnej. Dla Microsoftu miała być bramą do usług, telewizji, reklamy i cyfrowej dystrybucji. Dla wielu graczy była jednak podstawowym narzędziem realizowania pasji, elementem codziennych rytuałów, a czasem nawet częścią ich tożsamości. Można uważać takie przywiązanie za przesadne; nie zmienia to jednak faktu, że firma sprzedająca produkt powinna rozumieć, dlaczego ludzie chcą go kupować.</p>
<p>Sony wykorzystało ten błąd niemal perfekcyjnie. Sukces PlayStation 4 nie wziął się znikąd: za projektem stali Andrew House, Shuhei Yoshida, Mark Cerny, Shawn Layden oraz całe zespoły inżynierów, producentów i osób współpracujących ze studiami. Konsola była tańsza od Xboksa One, nie wymagała stałego połączenia z siecią, miała stosunkowo prostą architekturę i dobre narzędzia programistyczne. Sony pokazało też w krótkim filmie, jak wygląda pożyczanie gry na jego urządzeniu: jedna osoba wręczała drugiej pudełko z płytą. Microsoft opowiadał o złożonym ekosystemie przyszłości; Sony powiedziało po prostu: oto konsola do gier.</p>
<p>Do przewagi sprzętowej dochodziła polityka wydawnicza, dzięki której obok bezpiecznych hitów powstawały gry takie jak Bloodborne, The Last Guardian, Gravity Rush 2, Dreams, Until Dawn czy Shadow of the Colossus. Nie każda z nich musiała stać się usługą rozwijaną przez kolejną dekadę i generować powtarzalne przychody. Niektóre mogły być po prostu skończonymi, charakterystycznymi produkcjami.</p>
<p>Okres PlayStation 4 można dlatego uznać za jeden ze szczytowych momentów konsolowego grania — krótki balans pomiędzy starym i nowym modelem rynku. Gry były już łatwo dostępne cyfrowo, lecz nadal regularnie ukazywały się na płytach. Można je było aktualizować i rozwijać, ale większość największych premier nadal projektowano jako zamknięte doświadczenia. Budżety rosły, lecz nie osiągnęły jeszcze poziomu, przy którym każda porażka groziła zamknięciem studia albo redukcją setek etatów. Sony chciało zarabiać tak samo jak każda korporacja, jednak sukces finansowy wciąż próbowało osiągać przez budowanie atrakcyjnej platformy i wydawanie gier, dla których warto było kupić konsolę.</p>
<p>Niestety choroba, która pogrążyła szanse konkurencyjnej firmy na sukces w tej generacji, z czasem zaczęła rozwijać się także wewnątrz Sony. Po odejściu Andrew House&rsquo;a znaczenie w strukturach PlayStation stopniowo przejmował Jim Ryan — wieloletni menedżer Sony, który w 2019 roku został prezesem i dyrektorem generalnym Sony Interactive Entertainment. Nie był człowiekiem spoza organizacji: przez dziesięciolecia skutecznie wspinał się po jej kolejnych szczeblach i dobrze rozumiał korporacyjny wymiar PlayStation.</p>
<p>Sukces ery PS4 zaczęto jednak traktować nie jako rezultat określonej kultury tworzenia gier, lecz jako kapitał, który należało wykorzystać do wejścia w bardziej dochodowe segmenty rynku. W 2019 roku Hermen Hulst, wcześniej współzałożyciel i szef Guerrilla Games, objął kierownictwo nad PlayStation Studios. Wraz z Ryanem stał się twarzą nowego etapu, w którym Sony coraz intensywniej poszukiwało własnego złotego Graala: gry-usługi generującej przychody przez wiele lat.</p>
<p>GaaS (ang. game as a service, czyli gra jako usługa) jest niemal idealnym produktem z perspektywy finansowej. Tradycyjną grę tworzy się przez kilka lat, sprzedaje, a następnie rozpoczyna produkcję kolejnej. Gra-usługa może teoretycznie działać bez końca, otrzymując nowe sezony i mikrotransakcje, a gracze regularnie wracają i dokonują następnych zakupów. Utrzymywanie takiego tytułu również kosztuje — trzeba produkować nową zawartość, obsługiwać serwery i stale walczyć o uwagę odbiorców — lecz w prezentacjach dla inwestorów model ten wygląda jak spełnienie korporacyjnego marzenia: wysokie zaangażowanie, przewidywalne przychody i możliwość zarabiania na jednym użytkowniku przez wiele lat.</p>
<p>Sony zaczęło więc przesuwać ogromną część inwestycji w kierunku usług sieciowych. W prezentacji dla inwestorów z 2022 roku Jim Ryan zapowiedział wydanie dwunastu gier-usług do końca roku finansowego 2025 i zwiększenie udziału tego segmentu do 55 procent budżetu PlayStation Studios — z zaledwie 12 procent w 2019 roku. Zakup Bungie miał dostarczyć PlayStation kompetencji potrzebnych do oceniania i rozwijania takich projektów.</p>
<p>Sama dywersyfikacja oferty nie była irracjonalna: Sony tworzyło znakomite gry dla jednego gracza, ale brakowało mu wielkich, regularnie zarabiających produkcji sieciowych. Niestety to dążenie doprowadziło do reorganizacji dobrze działającej struktury. Studia wyspecjalizowane w zamkniętych, autorskich doświadczeniach zaczęły funkcjonować w środowisku, w którym najwyżej cenionym produktem stała się wieloletnia usługa. Gry miały już nie tylko być dobre, lecz także budować społeczność, zwiększać zaangażowanie, zatrzymywać odbiorców w ekosystemie i generować powtarzalne przychody.</p>
<p>Rezultaty okazały się nierówne. Helldivers 2 odniósł ogromny sukces, dowodząc potencjału samego modelu, ale Concord został wyłączony zaledwie dwa tygodnie po premierze, a kilka tygodni później Sony zamknęło odpowiedzialne za niego studio Firewalk. Znaczną część zapowiadanych projektów usługowych anulowano lub ograniczono, a byli menedżerowie PlayStation przyznają dziś wprost, że realizacja strategii nie przebiegła zgodnie z planem.</p>
<p>Nie oznacza to, że Jim Ryan i Hermen Hulst nie rozumieli gier albo celowo chcieli zniszczyć PlayStation. Taka interpretacja byłaby zbyt prosta. Bardziej niepokojące jest to, że działali racjonalnie w ramach systemu, który stawiał przed nimi określone cele. Z perspektywy korporacji posiadającej dziesiątki milionów klientów naturalnym kolejnym krokiem było zwiększenie przychodu przypadającego na użytkownika; z perspektywy inwestora rozsądniejsze wydawało się posiadanie kilku wieloletnich usług niż finansowanie kolejnych drogich gier, które gracz przejdzie w weekend i odłoży na półkę.</p>
<p>Właśnie w ten sposób zmienia się logika przedsiębiorstwa. Nie dochodzi do jednego zamachu na jego kulturę i nikt nie ogłasza, że firma przestaje troszczyć się o dobre produkty. Zmieniają się wskaźniki, kryteria sukcesu oraz ludzie awansowani na stanowiska decyzyjne. W końcu organizacja nadal zatrudnia tysiące utalentowanych twórców, ale coraz więcej ich pracy podporządkowuje celom powstałym poza samym procesem tworzenia gier. Dawna logika PlayStation się odwraca: to nie dobre gry mają zapewniać wzrost platformie, lecz gry są projektowane tak, aby realizować z góry określone potrzeby całego korporacyjnego ekosystemu.</p>
<h2 id="koszt-optymalizacji">Koszt optymalizacji</h2>
<p>Branża gier opiera się na wiedzy, której nie da się w całości zapisać w dokumentacji. To doświadczenie gromadzone przez zespoły pracujące przez lata na tych samych silnikach, narzędziach i seriach: wiedza o tym, dlaczego konkretna mechanika działa, jak skonstruowany jest stary fragment kodu, które rozwiązania próbowano już wdrożyć i dlaczego się nie udały. To także nieformalne relacje między projektantami, programistami, artystami i producentami. W zarządzaniu określa się ją mianem wiedzy ukrytej lub organizacyjnej, a jej utrata ma bardzo konkretne konsekwencje.</p>
<p>Kiedy firma zwalnia setki osób, nie usuwa jedynie pozycji z arkusza kosztowego — traci pamięć. Na prezentacji dla inwestorów doświadczony pracownik i nowo zatrudniona osoba mogą wyglądać podobnie: każdy zajmuje jedno stanowisko i pobiera określoną pensję. W praktyce ktoś pracujący od kilkunastu lat przy konkretnym silniku może posiadać wiedzę, której odbudowanie zajmie kolejnemu zespołowi lata.</p>
<p>Tego rodzaju kompetencji nie da się natychmiast odkupić na rynku ani w prosty sposób przenieść do tańszego oddziału, zewnętrznego podwykonawcy lub studia na drugim końcu świata. Skutki często nie są widoczne od razu: jedna gra może zostać ukończona, kolejna również. Dopiero po kilku latach pojawiają się symptomy — coraz dłuższa produkcja, trudniejsze do usunięcia błędy, problemy z narzędziami, powtarzanie dawnych pomyłek i brak ludzi, którzy pamiętają, dlaczego pewne decyzje kiedyś podjęto.</p>
<p>Zarząd widzi wtedy spadającą efektywność i reaguje kolejną restrukturyzacją. Powstaje błędne koło: zwolnienia niszczą zdolność organizacji do sprawnego tworzenia gier, a spadek sprawności staje się argumentem za dalszymi cięciami, outsourcingiem oraz zwiększeniem kontroli procesowej.</p>
<p>Firmy próbują zastąpić utraconą wiedzę większą liczbą procedur, spotkań, wskaźników i warstw zarządzania. Rezultatem nie jest jednak odzyskanie kompetencji, lecz organizacja, która potrafi coraz dokładniej mierzyć własną niezdolność do działania.</p>
<p>Ta spirala nie jest wynikiem złej woli pojedynczych menedżerów ani serią przypadkowych błędów. Długotrwałe nadgodziny, niestabilne formy zatrudnienia i masowe zwolnienia ogłaszane w rekordowo zyskownych latach mają wspólny mianownik: praca twórców przestała być traktowana jako źródło wartości firmy, a stała się kosztem podlegającym optymalizacji.</p>
<p>Branża nauczyła się przy tym eksploatować coś, czego nie widać w żadnym arkuszu: miłość do gier. Człowiek, który traktuje swoją pracę jak powołanie, zniesie więcej nadgodzin, niższą pensję i większą niepewność, zanim odejdzie. Pasja, na której kiedyś budowano studia, stała się zasobem do wyciskania. Nawet zatrudnienie w firmie, której gry regularnie zarabiają, nie daje już gwarancji — zwolnienia coraz częściej ogłasza się nie po porażce, lecz po sukcesie mniejszym od prognoz. Żeby zrozumieć, dlaczego to możliwe, trzeba spojrzeć piętro wyżej, tam, gdzie definiuje się, czym w ogóle jest sukces.</p>
<p>Nie wystarczy już, że gra dobrze się sprzeda. Musi zrealizować założony zwrot z inwestycji, zwiększyć wartość konkretnego segmentu, utrzymać użytkownika w ekosystemie, poprawić prognozę powtarzalnych przychodów i najlepiej jeszcze stworzyć podstawę dla kolejnych produktów.</p>
<p>Z perspektywy spółki giełdowej nawet ogromny sukces może zostać uznany za rozczarowanie, jeżeli okazał się mniejszy od wcześniejszych prognoz. Firma może zarobić setki milionów i jednocześnie ogłosić plan oszczędnościowy, ponieważ inwestorzy oczekiwali jeszcze większego wzrostu.</p>
<p>To właśnie jest istota finansjalizacji. Przedsiębiorstwo nie jest już oceniane przede wszystkim przez pryzmat tego, co produkuje, lecz tego, czy potrafi w przewidywalny sposób zwiększać wartość dla właścicieli kapitału.</p>
<p>W takim systemie skończona gra jest problematyczna: gracz płaci raz, przechodzi ją i odchodzi. Dla twórcy może to być całkowicie naturalny i uczciwy model relacji z odbiorcą, lecz dla korporacji oznacza utratę klienta, którego pozyskanie kosztowało dziesiątki albo setki dolarów.</p>
<p>Znacznie bardziej atrakcyjny jest użytkownik pozostający w jednym tytule przez kilka lat, regularnie kupujący przepustki, waluty i elementy kosmetyczne. Jeszcze lepszy jest abonent, który płaci co miesiąc, nawet jeżeli w danym okresie prawie nie korzysta z usługi.</p>
<p>Dlatego niemal każdy duży wydawca przez pewien czas chciał posiadać własne Fortnite, Destiny, Call of Duty, FIFA albo GTA Online. Nie dlatego, że rynek potrzebował kilkudziesięciu podobnych gier-usług. Chodziło o to, że nawet jeden sukces mógł zapewnić wieloletni, powtarzalny strumień pieniędzy.</p>
<p>Problem matematyczny był oczywisty: gracze mają ograniczony czas i nie mogą jednocześnie przez dziesięć lat aktywnie uczestniczyć w kilkudziesięciu różnych usługach. Nie przeszkodziło to jednak korporacjom inwestować miliardów w próbę zdobycia tego samego odbiorcy. Efektem stała się fala kosztownych projektów, anulowanych produkcji, zamykanych studiów i gier wyłączanych zaledwie kilka miesięcy po premierze.</p>
<p>Najbardziej gorzkim kosztem tej gorączki nie były jednak same pieniądze. Było nim marnotrawstwo kompetencji. Studia, które przez lata doskonaliły się w bardzo konkretnych niszach — w zamkniętych opowieściach, immersyjnych symulacjach, autorskich światach — dostawały zadanie stworzenia własnego Fortnite&rsquo;a. Arkane, mistrzowie immersive simów, zostali skierowani do produkcji <a href="https://www.forbes.com/sites/paultassi/2023/06/02/suicide-squad-should-be-terrified-of-what-happened-with-redfall/">sieciowej strzelanki Redfall</a>, której klęska przyczyniła się do zamknięcia Arkane Austin. Rocksteady, twórcy trylogii Arkham, spędzili lata nad usługowym Suicide Squad: Kill the Justice League. Naughty Dog przez <a href="https://www.svg.com/2145237/why-the-last-of-us-online-canceled/">siedem lat rozwijało sieciowe The Last of Us</a>, które ostatecznie anulowano — studio samo przyznało, że utrzymanie gry-usługi „poważnie wpłynęłoby na rozwój przyszłych gier dla jednego gracza&quot;.</p>
<p>Za każdym z tych projektów stały zespoły posiadające rzadkie, budowane latami umiejętności — wykorzystywane do gonienia za produktem, którego rynek nie potrzebował w kilkudziesięciu egzemplarzach. To tak, jakby kazać zegarmistrzom składać zegarki z reklam teleskopowych, bo konkurencja dobrze na nich zarabia.</p>
<p>Ryzyko tych decyzji nie zostało przy tym poniesione głównie przez ludzi, którzy je podejmowali. Ponosili je pracownicy tracący zatrudnienie i gracze zostający z produktem, którego serwery przestawały istnieć.</p>
<h2 id="cyberpunk-miał-rację">Cyberpunk miał rację</h2>
<p>Pamiętacie słynne zdanie: „Nie będziesz posiadał niczego i będziesz szczęśliwy&quot;?</p>
<p>W internecie zaczęło funkcjonować jako mem, polityczne hasło i podsumowanie lęku przed światem, w którym każda dziedzina życia zostanie zamieniona w abonament. Niezależnie od jego pierwotnego kontekstu trudno znaleźć rynek, do którego pasowałoby ono lepiej niż współczesne gry.</p>
<p>Kupując grę cyfrową, zazwyczaj nie otrzymujemy własności porównywalnej z posiadaniem książki, płyty albo kartridża. Uzyskujemy licencję na korzystanie z treści na zasadach ustalonych przez właściciela platformy. Nasz dostęp zależy od działania konta, serwerów, infrastruktury sieciowej i decyzji firmy, która może za kilkanaście lat nie istnieć albo nie być zainteresowana utrzymywaniem starej usługi.</p>
<p>Fizyczny nośnik zachowuje kilka fundamentalnych cech własności: można go pożyczyć, sprzedać, podarować i kupić poza sklepem kontrolowanym przez producenta konsoli.</p>
<p>Trzeba jednak uczciwie przyznać, że sama płyta od dawna nie gwarantuje już tego, co obiecuje. Ghost Recon Breakpoint w wersji 1.0 — tej wytłoczonej na nośniku — był zupełnie inną grą niż ta, w którą można grać dzisiaj. Ubisoft w ramach <a href="https://news.ubisoft.com/en-us/article/7C8HVvopbmChkAXpkXK1eX/major-ghost-recon-breakpoint-update-introduces-ghost-experience">aktualizacji Ghost Experience</a> przebudował całą strukturę rozgrywki: <a href="https://opencritic.com/news/1227/ghost-recon-breakpoint-removes-gear-levels-with-immersive-mode-update">wyrzucił system poziomów wyposażenia</a>, poprawił balans i dodał tryb immersyjny, który zmienił charakter gry. Podobnie z Wiedźminem 3 i Cyberpunkiem 2077: wersje zamknięte na płytach były produktami w najlepszym razie surowymi, a w przypadku Cyberpunka — miejscami niedziałającymi.</p>
<p>Kompletna gra nie znajduje się już na nośniku. Znajduje się na serwerach wydawcy, w postaci kolejnych aktualizacji, do których dostęp jest — znów — warunkowy. Fizyczna kopia daje dziś własność punktu wyjścia, ale niekoniecznie własność skończonego dzieła.</p>
<p>Nie jest to argument za likwidacją płyt. Jest to dowód, że erozja własności zaczęła się na długo przed decyzją Sony. Płyta umierała od środka, zanim ktokolwiek oficjalnie ogłosił jej pogrzeb. Otwarte pozostaje pytanie, którego branża wolała nigdy nie zadać: jak mógłby wyglądać model, w którym gracz kupujący fizyczną kopię zachowuje trwały dostęp także do jej ostatecznej, poprawionej wersji — niezależnie od tego, czy serwery wydawcy będą jeszcze istnieć za piętnaście lat.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Likwidacja nośnika nie jest więc wyłącznie zmianą sposobu dostarczania danych. To likwidacja alternatywnego obiegu gospodarczego.</p>
</div>

<p>Bez płyt znika rynek gier używanych. Znika możliwość odsprzedaży nietrafionego zakupu. Znika konkurencja cenowa pomiędzy sklepami posiadającymi własne zapasy. Znika także część możliwości zachowywania gier poza infrastrukturą ich wydawców.</p>
<p>Sony <a href="https://blog.playstation.com/2026/07/01/physical-disc-production-ending-in-january-2028-for-new-games-releasing-on-playstation-consoles/">uzasadnia zakończenie produkcji płyt</a> dla nowych gier od stycznia 2028 roku dominacją sprzedaży cyfrowej — według firmy w ostatnim kwartale roku finansowego 2025 <a href="https://www.softonic.pl/artykuly/sony-oglasza-koniec-plytowych-wydan-gier-na-playstation-nowe-tytuly-tylko-cyfrowo-od-2028-roku">około 85 procent sprzedaży pełnych gier</a> przypadało na dystrybucję cyfrową (choć <a href="https://www.gry-online.pl/newsroom/decyzja-sony-o-koncu-plyt-zszokowala-wielu-ale-szerszy-obraz-cyfr/zf31335">część graczy kwestionuje metodologię tych wyliczeń</a>). Grunt pod tę decyzję przygotował zresztą największy wydawca branży: <a href="https://www.gamedeveloper.com/business/playstation-ending-production-of-physical-software-in-january-2028">GTA VI ukaże się wyłącznie cyfrowo</a>, nawet w pudełkowych wydaniach zamiast płyty znajdzie się kod. Z biznesowego punktu widzenia decyzja Sony jest więc zrozumiała.</p>
<p>Tylko że dominacja określonego modelu nie oznacza automatycznie, że jego całkowite zwycięstwo leży w interesie konsumentów.</p>
<p>Gracze wybierali dystrybucję cyfrową, ponieważ była wygodna. Nie oznacza to, że świadomie głosowali za likwidacją płyt, rynku wtórnego i możliwości kupowania gier niezależnie od platformowego monopolu. Korporacje potraktowały jednak każdą cyfrową transakcję jak głos poparcia dla świata, w którym cały obrót odbywa się na ich warunkach.</p>
<p>I być może właśnie tutaj postawiły na nas krzyżyk.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Nie jesteśmy już klientami, których trzeba przekonać do zakupu dobrego produktu. Jesteśmy użytkownikami zamkniętego ekosystemu: posiadaczami kont, subskrybentami, źródłami danych i prognozowanymi strumieniami przyszłych przychodów.</p>
</div>

<p>Gracze próbowali się temu przeciwstawić. Inicjatywa Stop Killing Games zebrała blisko 1,3 miliona podpisów pod postulatem, by wydawcy mieli prawny obowiązek pozostawiania gier w grywalnym stanie po zakończeniu wsparcia — i była dopiero czternastą inicjatywą obywatelską w historii Unii, która przebiła się przez wszystkie formalne progi. 16 czerwca 2026 roku <a href="https://cdaction.pl/newsy/komisja-europejska-odrzucila-zadania-stop-killing-games-ponad-milion-podpisow-nie-wystarczyl-by-zmusic-wydawcow-do-ratowania-gier/">Komisja Europejska odrzuciła jej główne żądanie</a>. Uznała, że taki obowiązek byłby „nieproporcjonalny&quot; i kolidowałby z prawami własności intelektualnej wydawców. Zamiast regulacji zaproponowała <a href="https://www.instalki.pl/news/gry/unia-europejska-odrzuca-stop-killing-games/">dobrowolny kodeks postępowania</a>, którego nikt nie musi przestrzegać. Smaku sprawie dodaje fakt, że <a href="https://cdaction.pl/newsy/komisja-europejska-odrzucila-zadania-stop-killing-games-ponad-milion-podpisow-nie-wystarczyl-by-zmusic-wydawcow-do-ratowania-gier/">przed ogłoszeniem decyzji Komisja spotkała się z Ubisoftem</a> — firmą, której wyłączenie serwerów The Crew zapoczątkowało cały ruch.</p>
<p>Dwa tygodnie później Sony ogłosiło koniec płyt.</p>
<p>Trudno o lepszą ilustrację tego, jak rozłożone są siły. Ponad milion obywateli formalnie zażądał minimalnych gwarancji własności — i usłyszał, że istniejące przepisy wystarczą. Korporacja jednostronnie zlikwidowała ostatni fizyczny obieg gier — i nie musiała pytać nikogo o zgodę. Organizatorzy inicjatywy <a href="https://www.eurogamer.pl/stop-killing-games-przegrywa-w-parlamencie-europejskim-prawa-graczy-sa-zagrozone">przenoszą teraz walkę do Parlamentu Europejskiego</a>, licząc na poprawki do Digital Fairness Act, ale na razie to korporacje rozdają karty.</p>
<p>Cyberpunk nie miał racji dlatego, że przewidział neonowe miasta, implanty i gigantyczne wieżowce należące do korporacji. Miał rację, ponieważ rozumiał, że prawdziwa władza korporacyjna nie musi polegać na brutalnym zmuszaniu ludzi do posłuszeństwa.</p>
]]></description></item><item><title>Betonowe buty</title><link>https://magazynflary.pl/2026/09/01/betonowe-buty/</link><pubDate>Tue, 01 Sep 2026 20:00:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/09/01/betonowe-buty/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_betonowe-buty_hu_6ff420fc97b857b.webp" type="image/webp" length="115650"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_betonowe-buty_hu_6ff420fc97b857b.webp" alt="Automatyzacja"><h2 id="albo-o-tym-dlaczego-najlepsze-rady-nie-zawsze-rozwiązują-właściwy-problem">Albo o tym, dlaczego najlepsze rady nie zawsze rozwiązują właściwy problem</h2>
<p>„Kategorie ekonomiczne są tylko wyrażeniami teoretycznymi, abstrakcjami społecznych stosunków produkcji” — Karol Marks, Nędza filozofii</p>
<p>Chcę mocnego otwarcia. Postawię więc prowokacyjną tezę, a potem pokażę na przykładzie z własnego doświadczenia, że jest ona w gruncie rzeczy niekontrowersyjna i że jej zaakceptowanie robi istotną różnicę. Do rzeczy:</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">nie da się „należeć” do klasy społecznej tak jak nie da się „należeć” do dyskontu w sąsiedztwie,</p>
</div>

<p>nawet jeśli odwiedzamy go regularnie, lubimy i cenimy za wybór towarów, miłą obsługę oraz przystępne ceny i mówimy o nim „nasz sklep”. W obu przypadkach mamy do czynienia z relacją, nie — przynależnością. Przynajmniej tak definiuje to Karol Marks, a wybór takiego a nie innego modelu rozumienia klas społecznych musi obronić się siłą argumentów tego tekstu. </p>
<p>Poprzeczka zawieszona wysoko, trzeba wziąć dłuższy rozbieg. Opowiem więc anegdotę z własnego doświadczenia. Wydaje się niepowiązana z tematem, ale cierpliwości: będę pracowicie łączył wątki! Pracuję w branży lokalizacyjnej – ta nazwa większości czytelników nic nie powie, więc dla uproszczenia – jestem tłumaczem. W tym sektorze dokonuje się głęboka rewolucja technologiczna skutkująca radykalnymi zmianami w płaszczyźnie stosunków pracy: LLMy jadą przez niego jak walec.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Na jednej z konferencji branżowych usłyszałem dosłownie: „Klienci oczekują, że tłumaczenia będą dziś darmowe”.</p>
</div>

<p>To w brutalnym skrócie pokazuje dynamikę rynku. Pracownik zostaje wypchnięty do wyścigu – wyścigu stawek w dół. Utrzymanie identycznego przychodu wymaga spędzenia o wiele większej liczby godzin przy komputerze.</p>
<p>Napisać, że wśród tłumaczy panuje w związku z tym głęboki niepokój o przyszłość, to niedopowiedzenie w stylu skeczu Monty’ego Pythona. Poszukuje się więc dróg ucieczki do przodu, strategii przetrwania, a w braku rozwiązań systemowych różnego rodzaju „łatek”. Jednocześnie bogaty plon zbierają autorzy szkoleń i właściciele całych „szkół przetrwania” wyciągający pomocną rękę ku potrzebującym wsparcia (drugą ręką inkasując opłaty). Tytuł <em>Diversify and Prosper</em> brzmiał, muszę przyznać, zachęcająco, postanowiłem więc, że sprawdzę, co zrobić, by iść pod prąd rynkowym trendom i wbrew wszystkiemu, prosperować.</p>
<p>Na wstępie usłyszałem, żeby się nie niepokoić, bo strach jest złym doradcą, co jest poradą tyleż prawdziwą, co zwykle mało pomocną. Następnie, że w niektórych przypadkach właściwie można rozważyć emeryturę (heh!). Potem nastąpiły przykłady ludzi, którzy do przynoszących coraz niższy przychód tłumaczeń dodawali sobie coraz to nowe prace weekendowe albo wymyślne specjalizacje (opera, szkolenia narciarskie, amatorskie pilotowanie samolotów itp.). Wszystkie te strategie łączyła pewna cecha: polegały na inwestowaniu czasu i wysiłku w podnoszenie swoich kwalifikacji w nadziei na łut szczęścia, na znalezienie bardzo szczególnego i bardzo rzadkiego rodzaju klienta. Swoiste polowanie na białego kruka.</p>
<p>Tymczasem przypomnijmy: systemowo rynek oczekuje przede wszystkim, że wykonawca będzie konkurował ceną. Samorozwój rozumiany tak jak w przytoczonych historiach jest w takiej sytuacji bardziej obciążeniem niż inwestycją. Proste podwyższanie kwalifikacji i dodawanie specjalizacji kosztują dużo dodatkowego czasu i pracy.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Z punktu widzenia ekonomii pracy kolejne nisze specjalizacyjne, certyfikaty i dodatkowe zajęcia ciągną tylko mikro-przedsiębiorcę w dół jak te tytułowe „betonowe buty”.</p>
</div>

<p>Kusi, żeby zakończyć tym eleganckim paradoksem, ale wtedy miałbym dla swojej tezy tylko słaby dowód anegdotyczny (w sensie ścisłym), w dodatku bez jasnego związku z postawioną na początku tezą. Obietnic należy dotrzymywać. Przechodzimy więc od poziomu indywidualnego doświadczenia do poziomu doświadczenia zbiorowego, które można ująć jako klasowe właśnie. Sprawdźmy, co stanie się z tymi strategiami, gdy zmienimy skalę obserwacji.</p>
<p>Można oczywiście przedstawić historie skutecznego zastosowania strategii samorozwojowych. Portale takie jak LinkedIn są ich pełne: odczuwałem presję zmiany, poszukałem więc kursów i posłuchałem porad, zdobyłem rzadkie umiejętności, rynek to docenił i oto moje wyniki biją nowe rekordy. Pytanie jednak brzmi: ilu specjalistów w wąskich dziedzinach rynek potrzebuje? Na konferencji usłyszałem: LLM zwiększają przepustowość systemu, przyśpieszają tempo pracy, tłumacze, którzy są gotowi nabyć nowe kompetencje, mogą liczyć na więcej pracy niż dotąd, nie mniej. Warto jednak zapytać: jak ta większa ilość pracy zostanie przez rynek wyceniona, skoro cena jednostki rozliczeniowej zmierza w kierunku zera?</p>
<p>Indywidualne techniki przystosowania mogą okazać się skuteczne w konkretnych indywidualnych przypadkach. Zmieniam swoje kwalifikacje i zakres oferowanych usług tak, by dostosować się do nowej sytuacji na rynku pracy. Jednak w skali może to wyglądać zupełnie inaczej: owszem, pojawiają się nowe specjalizacje i nowe nisze, tyle że w każdej z nich znajdzie miejsce stosunkowo niewielu ekspertów. Na każde miejsce pojawia się więc wielu kandydatów i podaż przewyższa popyt. Wobec tego stawki nie tylko nie rosną, ale wręcz spadają. Do tego dochodzi spadek ceny za jednostkę produkcji w wyniku zastosowania nowych technologii, co dodatkowo będzie motywować coraz niższą wycenę jednostki pracy. Dochodzimy znów do paradoksu: ja się zmieniam, przystosowuję, ale rynek moje zaangażowanie wycenia zupełnie nieadekwatnie do wkładanego przeze mnie wysiłku. Im bardziej się staram, tym bardziej bagaż moich nowych kwalifikacji, usług i zainteresowań odczuwam jako obciążenie.</p>
<p>To miejsce wygląda znajomo, tu już byliśmy, kręcimy się w kółko! Skąd się bierze ta frustrująca sytuacja, poczucie poruszania się w błędnym kole? Aby je przerwać, musimy albo całą dotychczasową argumentację zakwestionować, albo spojrzeć na nią w zupełnie inny sposób. Jeśli można zaakceptować konieczność transformacji, wykonać wszystkie sugerowane przez model samorealizacji gesty i skończyć w punkcie wyjścia, to problem tkwi nie w jednostce, jej stosunku do zmiany, indywidualnych zaletach i tożsamościowych deklaracjach, tylko w jej pozycji wobec sił rynkowych.</p>
<p>To dlatego – od tego wyszliśmy – klasa nie jest zbiorem cech, które należy sobie zapewnić albo w sobie wykształcić, aby czerpać korzyści z przynależności do niej. Jest to miejsce w łańcuchu tworzenia wartości. Nawet zgromadzenie różnych form kapitału — oszczędności, wiedzy, doświadczenia zawodowego czy sieci relacji — nie gwarantuje utrzymania pozycji, gdy zmieniają się priorytety na rynku, na którym funkcjonujemy. Zgromadzone zasoby nie zachowują swojej wartości, gdy zmieniają się reguły gry.</p>
<p>Technologie obniżają jednostkowe koszty wytwarzania wartości, zmienia się zapotrzebowanie na konkretne umiejętności i na liczebność kadr. Pozycja pracownika na rynku gwałtownie się więc pogarsza niezależnie od tego, czy on postrzega transformację pozytywnie i patrzy z nadzieją na postęp technologiczny, czy też raczej pozostaje luddystycznie sceptyczny wobec kolejnych przełomów. Wtedy wzmożony wysiłek, aby zdobywać kolejne kwalifikacje i próbować podążać za zmianą, bywa nie tyle inwestycją we własną przyszłość, co przerzuconym na pracownika kosztem transformacji. Kosztem, który systemowo się nie zwraca, nawet jeśli ktoś jest w stanie zaprezentować anegdotyczne przykłady sukcesu.</p>
<p>Motto tego eseju: „Kategorie ekonomiczne są tylko wyrażeniami teoretycznymi, abstrakcjami społecznych stosunków produkcji” staje się teraz jaśniejsze. Nie chodzi o to, żeby opisać, czego jednostka potrzebuje, czym się ma charakteryzować, w jakiej kolejności powinna pokonywać kolejne szczeble merytokratycznej drabiny. Są to użyteczne abstrakcje, ale dopiero wtedy, gdy pozostają zakorzenione w rzeczywistych relacjach społecznych, z których wyrastają. Rzecz w tym, żeby umieścić te abstrakcje w realnej ramie bieżących stosunków społecznych, która się wciąż zmienia, ewoluuje, a czasem, tak jak dziś branże dotknięte przez masową implementację dużych modeli językowych, przechodzi gwałtowne wstrząsy o skali rewolucyjnej. W innym wypadku będziemy się uparcie starać rozwiązywać problemy relacyjne na poziomie jednostki, przerzucając na nią największy koszt systemowych zmian.</p>
]]></description></item><item><title>Jak koreański metalurg uchwycił Zeitgeist?</title><link>https://magazynflary.pl/2026/09/01/jak-korea%C5%84ski-metalurg-uchwyci%C5%82-zeitgeist/</link><pubDate>Tue, 01 Sep 2026 20:00:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/09/01/jak-korea%C5%84ski-metalurg-uchwyci%C5%82-zeitgeist/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_jak-korean%CC%81ski-metalurg-uchwyci%C5%82-zeitgeist_hu_816858110165f19f.webp" type="image/webp" length="127502"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_jak-korean%CC%81ski-metalurg-uchwyci%C5%82-zeitgeist_hu_816858110165f19f.webp" alt="Automatyzacja"><p><strong>Jego książki stały się przedmiotem dyskusji zarówno na zachodnich uniwersytetach, jak i w reelsach na TikToku. Cytuje go zarówno prawica, jak i lewica. W rozpiętej koszuli, z włosami spiętymi w samurajską kitę i nierzadko z fajką nabitą tytoniem, Byung-Chul Han pyta, ile zostało z człowieka w epoce nieustannej produktywności. Współczesny alchemik. W swoich esejach powraca do pytań o zanik relacji, erozję wspólnoty i podporządkowanie życia logice wydajności. Co takiego mówi nam jego myśl o nas samych, że z taką łatwością widzimy w niej dzisiaj ducha czasu?</strong></p>
<p>Pierwszy raz z twórczością Hana zetknąłem się wiosną ubiegłego roku. Za oknem temperatura sięgała minus pięćdziesięciu sześciu stopni; lodowy szron pokrywał przyciemnioną szybę, przez którą agresywnie wdzierało się ostre słońce. Trzynaście tysięcy metrów pod nogami miałem wówczas wody Atlantyku oblewające od wschodu Półwysep Labrador. Byłem już mniej więcej w dwóch trzecich lotu z Reykjaviku do Toronto. <em>The Burnout Society</em> kupiłem na lotnisku. Nigdy wcześniej nie słyszałem o Byung-Chul Hanie. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się kupić książki bezpośrednio przed lotem. Tym razem jednak rzeczywistość mnie do tego zmusiła. Był to być może przypadek, który powoli zamieniał się w los. Mój Kindle wciąż ładował się w domu. Uświadomiłem to sobie już podczas wcześniejszego lotu.</p>
<p>Zaakcentowanie tego momentu i nadmiar osobistych szczegółów z nim związanych jest konsekwencją przeczytanej w drodze powrotnej recenzji. Jej autor na łamach “The New Yorkera” przywołuje w pierwszym akapicie słowa Jamesa Saltera z powieści <em>Light Years</em>, przy pomocy których dzieli świat na przed i po doświadczeniu iluminacji. Pod pewnymi względami, dla mnie ten moment nastąpił z pierwszym rozdziałem <em>Społeczeństwa zmęczenia</em>. Lektura Hana w pierwszym kontakcie jest po prostu rześka. Zdania są krótkie i mało akademickie, tak jakby autor walczył sam ze sobą, by przekazać swoje myśli jak najzwięźlej. Jak gdyby doskonale zdawał sobie sprawę, że o ludziach zmęczonych technologią pisze dla ludzi zmęczonych technologią, których uwagę coraz trudniej przytrzymać. Zdania, akapity i kolejne rozdziały przelatują, czytane wewnętrznym głosem, równie naturalnie, jakby były własnymi myślami. Raz po raz przecina je zazdrość, kiedy słowa autora trafnie ujmują własne intuicje. Jeszcze nim odebrałem na lotnisku samochód, do paczkomatu w Polsce wyruszyły ówcześnie dostępne w języku polskim książki Hana.</p>
<h2 id="kajdany-wolności">Kajdany wolności</h2>
<p>Han odżegnuje się od tego, by nazywać siebie teoretykiem krytycznym. Dużo chętniej lokuje swoje pisanie bliżej fenomenologii i Heideggerowskiej tradycji myślenia. Nie sposób jednak nie dostrzec w jego twórczości inspiracji szkołą frankfurcką i po prawdzie nie potrzeba do tego szczególnie dużo wysiłku. Rozpad więzi społecznych, upadek wielkich narracji i dialektyka psychowładzy to tylko niektóre z tematów, jakie Han czyni przedmiotem namysłu.</p>
<p>Niczym freudowsko rozumiany melancholik staje się kronikarzem końca, śledząc ostatnie chwile jednostki i społeczeństwa jakie znamy. Ma świadomość, że strata już się dokonała, a jedyne, co możliwe, to powoli się z nią godzić. Jednocześnie lektura nie przybija i nie pozostawia czytelnika w poczuciu bezsilności. Han nie tyle wskazuje winnych, cynicznych złodziei prywatności i czasu, co odsłania logikę rzeczywistości, w której sami pozbawiamy się możliwości oporu. Nie jest to jednak opowieść tkliwa – spomiędzy kolejnych akapitów przebija złość suchych oczu.</p>
<p>Zdaniem Hana nie potrzeba już dzisiaj zewnętrznej instytucji władzy, aby ulegać wyzyskowi. Kiedy dawne „I must” staje się nieograniczonym dogmatem wewnętrznego „I can”, zaciera się również feudalna relacja zależności, a uwewnętrznieniu ulega figura opresji. Podmiot współczesności nieustannie jest na drodze do wytyczania i realizacji własnych osiągnięć, których brak domaga się kary.</p>
<p>Obywatel zanurzony w linkedinowo-instagramowej filozofii samorozwoju i sukcesów, naprzemiennie doznaje wątpliwych gratyfikacji i wewnętrznych scen kaźni. Walczy już tylko ze sobą i siebie samego eksploatuje. Potrzeba więcej, potrzeba ciągle. Sukcesy są chwilowe, a rozwój jest nieustanny. Skoro wszystko jest możliwe, to jak można niczego nie osiągać i nie robić nic? Niepowodzenie przestaje być wypadkową losu lub niesprawiedliwością systemu, a staje się osobistą porażką. Życie jest wówczas przeszkodą w realizacji samego siebie. Na końcu tej logiki, w niemych trzaskach bicza ideału ego, pojawia się narcystyczna depresja.</p>
<p>Pracowakacje. Pracopasje. Pracoidentyfikacje. Tożsamość nie jest już złożoną opowieścią i indywidualną historią doświadczeń, ale sumą własnych osiągnięć, umiejętności i ambicji.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Han twierdzi, że niewolnicy neoliberalizmu sami nałożyli sobie kajdany wolności, w których nigdy wolni być nie mogą i w których niemożliwym jest uciec przed samym sobą.</p>
</div>

<p>Foucaultowski dyskurs władzy, w obliczu nieustannego przymusu osiągnięć i pozytywności, staje się niewystarczający.</p>
<h2 id="pornografia-autoprezentacji">Pornografia autoprezentacji</h2>
<p>Tym samym Han diagnozuje, że człowiek traci prywatność na rzecz perwersyjnej, niemal pornograficznej transparentności. Każde szkolenie, każdy wyjazd, posiłek i aktywność zostają skrupulatnie udokumentowane, aby po publikacji stać się paliwem w naoliwionej inżynierii lajków. Być widocznym po to, by szukać widowni, a nie drugiego człowieka. Dawać świadectwo własnych osiągnięć, które nie potrzebują już obecności realnego Innego.</p>
<p>Pozbawieni sfery prywatnej, tego, co w nas ukryte, niejawne i nieprzeznaczone do natychmiastowej ekspozycji, tracimy nie tylko własną głębię. Porzucamy także opowieść o sobie samych. Zaś powstałą w ten sposób pustkę próbujemy wypełnić konsumpcją. Stajemy wobec otchłani niemożliwej do zasypania: z jednej strony stale domagającej się daniny, z drugiej – nigdy naprawdę nie nasyconej. Każdy kolejny produkt lub szkolenie kusi obietnicą sytości. Kapitalizm inwigilacji (<em>Zuboff</em>) po cichu wdziera się w nasze myśli i pragnienia, podsuwając coraz to nowe obrazy spełnienia.</p>
<p>Rzeczy poddane nadmiarowi i szybkości eksploatacji tracą swoją duszę. Tracą konotacje związane z naszą historią i tym, co czyniło je częścią osobistej opowieści. W zamian stają się przedmiotami przerzucanymi z miejsca na miejsce, aż ostatecznie lądują w koszu. Han twierdzi, że nasze tatuaże, biżuteria i ubiór utraciły moc świadczenia o nas. Nie opowiadają już historii. Nie niosą znaczeń. Poza zasobnością portfela albo przemijającym poczuciem estetyki można odczytać z nich coraz mniej. Czasem jedynie kraj pochodzenia, zazwyczaj gdzieś na Dalekim Wschodzie.</p>
<p>Im więcej posiadamy, tym mniej doświadczamy. Ulotne staje się poczucie zachwytu i doznania piękna. Każdego dnia zalewają nas szybkie i łatwe treści: dopaminowa pulpa, która nie wymaga zatrzymania, namysłu ani wewnętrznej pracy. Sztuka coraz częściej traci ciężar doświadczenia, a produkowane seryjnie obrazy i narracje zaczynają przypominać wariacje na tej samej matrycy. Generowany sztucznie slop nie domaga się refleksji. Domaga się jedynie kolejnego przesunięcia palcem. Odtworzenia kolejnego odcinka. Zakupu kolejnej rzeczy. Konsumujemy nie tylko produkty, lecz także treści, emocje i gotowe formy identyfikacji. Pozbawieni czasu na medytację i zachwyt, coraz trudniej szukamy tego, co znaczące i piękne. Bogaci w przedmioty, stajemy się biedni we wspomnienia.</p>
<p>A jednak nie pozostajemy obojętni wobec przesytu. Nadmiar nas upośledza. Han pyta, czy nadal możemy myśleć o sobie jako o społeczeństwie freudowskim, pełnym wewnętrznych konfliktów, zakazów i wyparcia. Coraz częściej podstawowym doświadczeniem nie jest bowiem konflikt, lecz przeciążenie. Nie zakaz, lecz nadmiar możliwości. Nie represja, lecz przestymulowanie. Ciągła przerzutność uwagi i wyczerpanie poznawcze. Czy zaburzenie ADHD można opisać w języku nieświadomości?</p>
<p>Na dopaminowym łańcuchu sięgamy po media antyspołecznościowe tak, jak kiedyś sięgano po używki. A jednocześnie żyjemy fit. Jak dowodzi Han, nasze ciała również nie są wolne od doktryny samorozwoju. Memiczny obraz Włocha z paczką Marlboro i czarną kawą ustąpił pod ciężarem nowych ikon: porannej matchy albo shake’a po treningu, śniadania bogatego w błonnik i białko, precyzyjnie dobranej suplementacji. Okularów filtrujących niebieskie światło. Zegarka i aplikacji mierzących sen, kroki oraz tętno. Wszystko po to, aby lepiej funkcjonować w świecie, który sam produkuje zmęczenie. Aby czuć się dobrze, coraz rzadziej doświadczając przyjemności danej chwili.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Szczęście i zdrowie budowane na zaprzeczeniu. Posiłki bogate w antyoksydanty, antystresowa aplikacja oddechowa i dwie dzienne dawki antydepresantów. Tam, gdzie brakuje życia, zostaje już tylko ciągły lęk przed śmiercią.</p>
</div>

<h2 id="dawne-rewolucje-społeczne-stały-się-dzisiaj-indywidualną-depresją">Dawne rewolucje społeczne stały się dzisiaj indywidualną depresją</h2>
<p>Han, który studiował również teologię, szczególne miejsce w swoich esejach poświęca upadkowi wielkich narracji, laicyzacji i odejściu od rytuałów. Akcentuje indywidualistyczny wzorzec życia, w którym „Ja” staje się wartością dominującą. Nie chodzi jednak o „Ja” rzeczywiste, lecz o jego wyobrażoną i wyidealizowaną reprezentację – obraz samego siebie, który trzeba nieustannie produkować, udoskonalać i potwierdzać.</p>
<p>Z kolei to realne „Ja” próbuje później dogonić własne przedstawienia, pozostawiające za sobą cyfrowy ślad. W dyktaturze samorozwoju niewiele miejsca zostaje dla innych. Nie ma już na nich czasu ani chęci. Internetowe komunikatory zastępują bliskość relacji iluzją bycia w kontakcie. Pozwalają podtrzymywać wrażenie więzi, kiedy w rzeczywistości spogląda się jedynie w ekran. W konsekwencji nie tyle zbliżają, ile dystansują i osamotniają.</p>
<p>Ciągłe obcowanie z nadmiarem informacji i treści sprawia, że czytamy coraz bardziej pobieżnie. Często zatrzymujemy się jedynie na nagłówkach. Tracimy ciekawość i przestajemy szukać zrozumienia. Nie chcemy już poznawać prawdy. Wystarcza nam potwierdzenie tego, co i tak sądzimy, że wiemy. Nie poszukujemy wiedzy już po to, by zrozumieć, ale by potwierdzić samych siebie.</p>
<p>Han uważa, że wiedza przyswajana w takim rytmie staje się jedynie sumą pustych informacji. Nie układają się one w całość, nie tworzą opowieści i nie są na tyle ważne, by zostać uwewnętrznione jako część naszej tożsamości. Wobec tego coraz częściej przyjmujemy gotowe narracje, których później bronimy przez nieustanne ich potwierdzanie. Odbieranie i wysyłanie informacji zaczyna zastępować rozmowę. Tracimy zdolność wymiany, w której naprawdę interesuje nas drugi człowiek, a nie jedynie obrona własnego stanowiska.</p>
<p>Utrata rytuałów czyni nas bardziej samotnymi i pozostawia poza doświadczeniem wspólnoty. Z kolei istnienie obrzędów pozwala uznać, że istnieje coś większego niż my sami: porządek, wobec którego jednostkowe „Ja” nie jest jedyną miarą rzeczywistości. Powolne odchodzenie od rytuałów wzmacnia więc narcyzację: zamyka człowieka w nim samym, w jego potrzebach, emocjach i prywatnych sposobach przeżywania świata.</p>
<p>Han obrazowo ujmuje to w przeciwstawieniu społeczeństwa zasad i społeczeństwa rytuałów. W pierwszym wiele mówi się o normach, lecz nikt nie czuje się z nimi naprawdę związany. W drugim nie trzeba bez końca ich wypowiadać, ponieważ każdy członek wspólnoty wie, co wolno, a czego nie wolno. Usunięcie rytuałów ze wspólnej przestrzeni sprawia więc, że zanika nie tylko forma obrzędu, ale także samo doświadczenie przynależności.</p>
<p>Dla Hana czas rytuału jest prawdziwie czasem święta. Swego rodzaju czasem poza czasem. Nie należy do samotnego „Ja”, nie służy poprawianiu wyników i nie domaga się natychmiastowego efektu. Rozgrywa się w obecności innych. Powtarzalność obrzędu pozwala się zatrzymać, zwolnić i zobaczyć nie tylko świat wokół siebie, ale także relacje, które nas z nim wiążą. To czas nieproduktywny. Podobnie jak nuda. A właśnie tam, gdzie nic nie musi natychmiast czemuś służyć, może pojawić się myśl, twórczość i prawdziwe spotkanie.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Jak dowodzi Han, pozbawieni wielkich i wspólnych narracji czujemy się samotni. Nadal chcemy przynależeć i być częścią czegoś większego, nawet jeśli każdy nasz dzień podporządkowany jest logice indywidualizmu.</p>
</div>

<p>Żyjąc szybko, zapełniamy pustkę impulsywnie. Chwytamy gotowe i antagonizujące narracje, których później czujemy się zobowiązani desperacko bronić. Do miana wartości wynosimy symulakrum. Indywidualnie bierzemy na siebie odpowiedzialność za niezdolność radzenia sobie w systemie, ukierunkowując swój gniew do środka lub przeciwko sobie. Nie szukamy już realnej wspólnoty, lecz samego poczucia przynależności. Nie potrafimy i nie chcemy rozmawiać. Nie mamy w sobie ani odwagi, ani siły, by otworzyć się na Innego i pozwolić, żeby nas zmienił. Zamiast tego zamykamy się w bańkach ciągłego potwierdzenia i demonizacji.</p>
<h2 id="filozof-który-ciągle-pisze-tę-samą-książkę">Filozof, który ciągle pisze tę samą książkę</h2>
<p>Być może właśnie dlatego Han tak łatwo staje się głosem naszych czasów. Nie dlatego, że daje pełną teorię współczesności. Nie dlatego, że proponuje program polityczny albo wyjście z impasu. Jego siła leży gdzie indziej. Han nazywa doświadczenia, które wielu z nas przeczuwa, ale które coraz trudniej uchwycić językiem: zmęczenie, samotność, przeciążenie, utratę więzi, zanik opowieści i głód sensu w świecie, który oferuje przede wszystkim bodźce.</p>
<p>Nie oznacza to, że należy czytać go bezkrytycznie. Jego diagnozy bywają zbyt totalne. Czasem zamieniają złożoność świata w elegancką opowieść o utracie. Han też rzadko zatrzymuje się przy tym, co w nowych formach życia może być twórcze, wspólnotowe albo ambiwalentne. Jest melancholikiem nowoczesności. Widzi przede wszystkim to, co znika. A jednocześnie z nostalgią romantyzuje to, co już minione. Mnogość teorii i obszarów, z których je wyciąga, często sprawia, że wydają się oderwane od swojego pierwotnego wrażenia. Tak jak nadmierne odwołania do psychoanalizy, często stojące z samą psychoanalizą w sprzeczności. A w końcu wydaje się, że sam pada ofiarą swojego dyskursu, tracąc nadzieję.</p>
<p>A jednak trudno odmówić mu przenikliwości. W epoce, w której wolność coraz częściej przybiera postać przymusu, komunikacja zastępuje rozmowę, a samorealizacja staje się kolejną formą wyzysku, Han pozostaje jednym z najcelniejszych diagnostów naszego zmęczenia. Nie warto czytać go jak proroka. Lepiej czytać go jak sejsmograf. Jego książki nie pokazują całego świata, ale z niezwykłą czułością rejestrują jego drżenie.</p>
]]></description></item><item><title>Korporacyjny model rozwoju</title><link>https://magazynflary.pl/2026/09/01/korporacyjny-model-rozwoju/</link><pubDate>Tue, 01 Sep 2026 20:00:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/09/01/korporacyjny-model-rozwoju/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/korporacyjny-model-rozwoju_hu_1c6eb71868eeac3a.webp" type="image/webp" length="89092"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/korporacyjny-model-rozwoju_hu_1c6eb71868eeac3a.webp" alt="Automatyzacja"><p>Polska lat 90. Kraj rodzącego się kapitalizmu, nazywanego przez niektórych dzikim; czasy opływające w technikolorze, jak z teledysku „Koło Fortuny” grupy PROBL3M i dźwięków czołówki odcinków Podcastexu. Nieujarzmiony Wschód otwierający się na zachodni dobrobyt, którego symbolem były markowe auta, chemia z Niemiec, kolorowe słodycze, gumy kulki i chrupki, plastikowe reklamówki, kasety porno i obietnica kariery – szybkiej, dynamicznej, przynoszącej duże pieniądze, a co za tym idzie, również awans społeczny. Niejaki amerykański sen na polskiej ziemi.</p>
<p>Ucieleśnieniem miejsca, w którym spełniają się wszystkie marzenia, była w świadomości wielu Polaków Warszawa z powstającymi powoli drapaczami chmur i wielkoformatowymi reklamami. Jednak to nie stolica w późniejszych latach stała się centrum dowodzenia zagranicznych korporacji, tylko Kraków – miasto, które w poezji śpiewanej grupy Pod Budą, szczególnie na płycie o przewrotnym tytule „Jak kapitalizm, to kapitalizm”, jawiło się jako przestrzeń sprzeciwu wobec kultu sukcesu i narastającej komercjalizacji życia.</p>
<h2 id="złota-dekada-korporacji">Złota dekada korporacji</h2>
<p>Gdy Polska weszła w erę transformacji ustrojowej, stała się ryzykownym, ale i obiecującym rynkiem dla zagranicznych korporacji, które były idealnym wypełnieniem narracji o nadchodzącym czasie prosperity i obietnicy lepszego życia, jakie znano z amerykańskich filmów, opowieści emigranckich oraz polskiej popkultury lat 90. przesiąkniętej afirmacją gospodarki rynkowej. Przedstawianie wielkomiejskiego życia i stolicy jako miejsca, w którym rodził się wielki świat i wielkie kariery, sprzedawało się dobrze, mimo że tłem była rzeczywistość rosnących cen, bezrobocia i przestępczości. </p>
<p>Praca w dużych zagranicznych korporacjach była drogą do błyskawicznego awansu społecznego i przeskoczenia do wyższej klasy społecznej – a nawet konkretniej – powstającej wówczas pierwszej polskiej generacji menedżerów i pracowników korporacyjnych, których atrybutami były telefon komórkowy, pager, garnitur i język angielski. Absolwenci najlepszych szkół wyższych (UW, SGH, Politechnika), młodzi socjologowie, filolodzy, inżynierowie znajdowali <strong>pracę marzeń</strong> w nowo otwartych biurach, niejakich centrach dowodzenia na Europę Środkowo-Wschodnią, często raczkujących i w niewielkim stopniu przypominających te zachodnie. Nie było to jednak w żadnym sensie negatywne. Prestiżu dodawała sama możliwość pracy w światowym koncernie, którego nazwa była kojarzona przez praktycznie wszystkich. Procter &amp; Gamble, Coca-Cola, IBM, Citibank, PricewaterhouseCoopers, KPMG to tylko jedne z wielu wielkich światowych tuzów, które otworzyły swoje podwoje dla Polaków w latach 90. </p>
<p>Amerykańska socjologia terminem <em>yuppies</em> (<em>young urban professionals</em>) opisywała młodych, zdolnych i wykształconych ludzi, którzy w latach 80. w USA zrywali z kontrkulturą poprzednich dwóch dekad i rzucali się w wir szalejącego, agresywnego kapitalizmu. Liczyły się odwaga, ryzyko i tzw. <strong>pogoń za pieniędzmi</strong>. Głównie byli to pracownicy sektora usług, finansów i prawa – <em>white collars</em>, znani z bardzo materialistycznego podejścia do życia i podkreślania statusu społecznego. Do pewnego stopnia obecny trend <em>office siren</em> nawiązuje do tej grupy: afirmując liminalne przestrzenie biur, szare i dobrze skrojone damskie garnitury oraz romantyzując pracę w korporacji. </p>
<p>W Polsce odpowiednikiem <em>yuppies</em> byli <strong>karierowicze</strong> nastawieni na szybkie awanse, wysokie pensje oraz możliwość wyjazdów zagranicznych. Ich sukces utrwalał mit o istnieniu <strong>transformacyjnych zwycięzców</strong> – ludzi, którzy bardzo łatwo przystosowali się do nowej rzeczywistości i osiągnęli wymierny sukces zostając dyrektorami polskich oddziałów lub zakładając własne firmy.</p>
<p><div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Historie pojedynczych pracowników zaczynających na najniższych stanowiskach i pnących się po szczeblach korporacyjnej drabiny w górę jeszcze bardziej umocniły wiarę w historię od pucybuta do milionera</p>
</div>

oraz opowieść o kapitalizmie, w którym aby zyskać, trzeba chcieć, a trampoliną do sukcesu jest oparcie rozwoju na zagranicznym kapitale.</p>
<h2 id="centrum-usług-wspólnych">Centrum usług wspólnych</h2>
<p>Prawdziwy boom korporacyjny w Polsce przypadł na lata zerowe i dziesiąte XXI wieku. To właśnie wtedy powstał warszawski Mordor (nawiązujący zresztą nazwą do Tolkienowskiego imperium Saurona), a największe miasta w Polsce zaczęły rywalizować z Warszawą, zachęcając zagranicznych inwestorów do otwierania filii poza stolicą. Miejscem, które oparło swój model rozwoju gospodarczego na sektorze usług i stało się jego największym beneficjentem oraz centrum został Kraków. </p>
<p>Miasto tradycyjnie kojarzone z historią, kulturą i turystyką przeobraziło się w największy ośrodek centrów typu SSC, BPO i R&amp;D (Shared Services Center; Business Process Outsourcing; Research and Development), które od końcówki lat 90. zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Pierwsze filie nowoczesnych usług biznesowych otworzyły w Krakowie Shell, Motorola, IBM, które ze względu na swoją rozpoznawalność na rynku, automatycznie zaczęły przyciągać inne, duże przedsiębiorstwa. </p>
<p>Kraków jak w soczewce skupiał w sobie wszystko to, co zagraniczne korporacje lubią najbardziej: relatywnie niskie koszty pracy, wykwalifikowanych pracowników z wyższym wykształceniem, często analityczno-finansowym i wysoką znajomością języków obcych oraz obiecujące położenie geograficzne. Polska przyciągała inwestorów stabilizującą się sytuacją gospodarczą, członkostwem w UE oraz stale rosnącym wskaźnikiem PKB. </p>
<p>Model rozwoju drugiego największego miasta w Polsce został oparty na pozyskiwaniu zagranicznych inwestorów i zachęcaniu ich do przenoszenia swojego zaplecza operacyjnego właśnie tutaj. Największy odsetek nowo powstających centrów w grodzie Kraka przypadł na lata 2011*–*2016, a w samym 2021 roku było ich łącznie 257 z czego 205 posiadało zagraniczny kapitał (za raportem ABSL dla UMK), co dawało miastu aż ok. 24% udział w ogólnopolskim zatrudnieniu w sektorze KIBS (Knowledge–Intensive Business Services). Dane z tego okresu pokazują, że centra usług wspólnych w drugim kwartale 2021 roku zatrudniały ok. 82 tysiące osób w Krakowie. </p>
<p>Ciągły wzrost inwestycji zagranicznych firm i zatrudnienia sprawiał, że elity utwierdzały się w przekonaniu o słuszności tego modelu rozwoju, co także znajdowało potwierdzenie w rosnących wskaźnikach demograficznych; miasto jawiło się jako dobre miejsce do życia – przyciągało młodych ludzi ofertą uczelni wyższych oraz obietnicą stabilnej kariery w sektorze usług. </p>
<h2 id="automatyzacja-i-zwolnienia">Automatyzacja i zwolnienia</h2>
<p>Pracownicy korporacji w ciągu ostatniej dekady przyczynili się do znacznego rozwoju zagranicznych przedsiębiorstw, owocującego zaawansowaną automatyzacją oraz standaryzacją powtarzalnych procesów. Krakowskie uczelnie wyższe koncentrowały się na kształceniu nowych kadr mających zasilić nowo powstające miejsca pracy. Powstawały nowe kierunki skrojone pod kariery w finansach oraz szeroko pojętej analityce. Niestety, z czasem przyszło nam obserwować załamanie się wybranego modelu rozwoju, kiedy wielkie korporacje zaczęły ogłaszać wielkie redukcje etatów.</p>
<p>Od 2023 roku powoli i systematycznie procesy transakcyjne w różnych centrach SSC zaczęły być przenoszone do Indii, ze względu na nieopłacalność ich wykonywania w Polsce (w myśl zasady „trzy razy gorzej, ale dziesięć razy taniej”). Presja płacowa w sektorze usług stale rośnie i trudno się temu dziwić: wykwalifikowane kadry po prostu chcą zarabiać więcej. Wydatki ponoszone przez młodych ludzi na edukację wyższą rosną, a koszty życia w dużych miastach z roku na rok wcale nie maleją.</p>
<p>Wielkie firmy jak Shell, Heineken, HSBC, UBS, PepsiCo przechodzą zaplanowane globalne restrukturyzacje, których ofiarami stają się polscy pracownicy. Uwięzieni w pułapce kosztów pracy i automatyzacji są zmuszeni do akceptacji nowych warunków rynkowych. </p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Polska nie jest już krajem taniej siły roboczej, czego zdają się nie dostrzegać elity rządzące.</p>
</div>

<p>Pomimo widocznych sygnałów, które zwiastują wyczerpanie się dotychczasowego modelu rozwoju kraju opartego na dobrej jakościowo wykonywanej pracy przez wykształconych ludzi przy niskich kosztach zatrudnienia, nie ma pomysłu, jak można byłoby konkurować na rynku europejskim i światowym. </p>
<p>Kraków jest idealnym przykładem miejsca, w którym zaniechano rozwoju innych sektorów gospodarki oraz innowacji, które mogłyby znacząco poprawić kompetencje pracowników oraz przygotować miasto na ewentualne zmiany koniunktury gospodarczej.</p>
<p>Pytanie, które zdaje się być jednym z najważniejszych na najbliższe lata brzmi: czy jesteśmy w stanie przemodelować swoje myślenie o Polsce i zacząć inwestować w kadry oraz innowacje, które polepszą naszą sytuację na rynku, czy jednak prześpimy moment zmiany?</p>
<p>Wszechogarniające zastosowanie sztucznej inteligencji w prostych i powtarzalnych pracach obecnie pozbawia setek ludzi pracy. Polska ma szansę stać się hubem dla specjalistów, jednakże ciągle zależnym od zagranicznych korporacji. W samym Krakowie ulokowanych jest tylko kilka polskich spółek technologicznych m.in. Comarch, ASTOR czy Synerise. ArcelorMittal, główny gracz w sektorze przemysłu ciężkiego, na przestrzeni ostatnich lat systematycznie likwiduje zakłady na terenach krakowskiego kombinatu. W zawieszeniu jest także projekt budowy małych reaktorów modułowych SMR na terenie Nowej Huty. </p>
<p>Oczywiście, nie jesteśmy w stanie stworzyć samowystarczalnych miast ze wszystkimi składowymi efektywnie działającej gospodarki; niemniej brak dywersyfikacji i zmiany podejścia może doprowadzić nas do momentu, w którym liczba ofert pracy będzie się kurczyła, a szansa na zdobycie doświadczenia w sektorze usług malała – czego już niestety powoli doświadczamy.</p>
]]></description></item><item><title>Nierówności: z czym się wiążą, jak je zniwelować i nie zrobić sobie krzywdy</title><link>https://magazynflary.pl/2026/09/01/nier%C3%B3wno%C5%9Bci-z-czym-si%C4%99-wi%C4%85%C5%BC%C4%85-jak-je-zniwelowa%C4%87-i-nie-zrobi%C4%87-sobie-krzywdy/</link><pubDate>Tue, 01 Sep 2026 20:00:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/09/01/nier%C3%B3wno%C5%9Bci-z-czym-si%C4%99-wi%C4%85%C5%BC%C4%85-jak-je-zniwelowa%C4%87-i-nie-zrobi%C4%87-sobie-krzywdy/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/1000027017_hu_fab39286d25f844a.webp" type="image/webp" length="115366"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/1000027017_hu_fab39286d25f844a.webp" alt="Automatyzacja"><p><strong>W czerwcu świat obiegła wiadomość, że szacowany majątek Elona Muska przekracza bilion dolarów po tym, jak sprzedał on część swoich udziałów w SpaceX. To ponad trzykrotnie więcej, niż kontroluje drugi na liście najbogatszych Larry Page, współtwórca Alphabet, czyli firmy-matki m.in. Google&rsquo;a. To dobry moment, by porozmawiać o nierównościach.</strong></p>
<p>Z danych <a href="https://wir2026.wid.world/insight/executive-summary/">World Inequality Database</a> wynika, że globalnie promil najbogatszych – mniej niż 60 tys. osób – kontroluje obecnie około 6% całego światowego majątku. Jednocześnie 50% najbiedniejszych posiada jedynie 2%. Udział grupy najbogatszych w światowym majątku wzrósł na przestrzeni ostatnich 20 lat o połowę. Kiedy reszta populacji bogaciła się o 2–4% rocznie, promil najbogatszych przyrastał o 9%.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Dane pokazują, że gdzieś po roku 1980 35-letni okres bezprecedensowej równości zachodnich społeczeństw dobiegł końca, a obecne nierówności przypominają już te z początku XX wieku.</p>
</div>

<p>Kapitał nie jest wirtualny – odpowiada realnym zasobom, które nie są nieograniczone. Daje też władzę i aktywnie broni swoich interesów. Rosnące nierówności to nie tylko kwestia sprawiedliwości – wpływają na to, kto kontroluje media, jak działa państwo i czy kolejne pokolenia mają szansę na równy start. Polska nie jest tu wyjątkiem – po ponad trzech dekadach gospodarki rynkowej zaczynamy dostrzegać problemy znane z krajów anglosaskich. Przeciwdziałanie postępującemu rozwarstwieniu jest przy tym trudniejsze, niż się wydaje: kapitał jest mobilny, a źle skonstruowane narzędzia potrafią zaszkodzić gospodarce bardziej, niż pomóc społeczeństwu – zwłaszcza w kraju na dorobku.</p>
<h2 id="skutki-akumulacji-majątku-w-rękach-najbogatszych"><strong>Skutki akumulacji majątku w rękach najbogatszych</strong></h2>
<p>W październiku 2022 roku Elon Musk przejął Twittera. Kiedy w 2024 roku wystartowała kampania wyborcza Donalda Trumpa, miliarder zdecydował się go wesprzeć. Założył komitet wyborczy America PAC i <a href="https://edition.cnn.com/2025/02/01/politics/elon-musk-2024-election-spending-millions">dofinansował go kwotą szacowaną na prawie 300 milionów dolarów</a>. Wspierał swojego kandydata zarówno na wiecach, jak i w internecie. Dzięki swojemu profilowi na X, mając dostęp do 200 milionów obserwujących, stał się najgłośniejszym influencerem działającym na rzecz Trumpa.</p>
<p>W listopadzie 2024 roku Donald Trump został wybrany na prezydenta po raz drugi. Już w dniu objęciu urzędu prezydent podpisał rozporządzenie wykonawcze przekształcające U.S. Digital Service w U.S. DOGE (Departament Wydajności Państwa) Service. To właśnie Elon Musk stanął na jego czele i dostał wolną rękę do optymalizacji działania instytucji federalnych. Mając szeroki dostęp do baz danych urzędów, ludzie Muska zabrali się za audytowanie ich działalności celem agresywnej redukcji kosztów. Wiązało się to z masowymi zwolnieniami, zrywaniem kontraktów i grantów. Choć oficjalna strona internetowa projektu chwaliła się 200 miliardami dolarów oszczędności, to wyliczenia te były <a href="https://www.politico.com/news/2025/08/12/trump-doge-contract-claims-savings-inflation-00498178">kwestionowane przez niezależnych audytorów</a> i opozycję. Cięcia dotknęły m.in. ochrony zdrowia, pomocy międzynarodowej, inspekcji żywności czy urzędu skarbowego. Krytycy wskazywali, że działania DOGE doprowadziły miejscami do paraliżu aparatu państwowego, a w przypadku urzędu skarbowego bezpośrednio uszczupliły wpływy budżetowe.</p>
<p>Przygoda miliardera w amerykańskiej administracji skończyła się w maju 2025 roku. Żeby nie musieć pozbywać się udziałów w swoich firmach, Musk został zatrudniony jako specjalny pracownik rządowy, co wiązało się z limitem 130 dni pracy w roku. Projekt wszedł w fazę wygaszania, by zostać zamkniętym w lipcu 2026 roku. Dyrektor Biura Zarządzania i Budżetu Russell Vought poinformował, że administracja nie planuje wydawać żadnego podsumowującego raportu na temat działalności DOGE.</p>
<p>Majątek Elona Muska pozwolił mu przejąć jedną z największych platform internetowych i znacząco przyczynić się do wybrania na prezydenta swojego kandydata, w zamian za co objął istotne stanowisko w rządzie i dostał wolną rękę, by wpływać na działanie instytucji państwowych.</p>
<h2 id="zagrożenie-dla-demokracji"><strong>Zagrożenie dla demokracji</strong></h2>
<p>Mówi się, że media to czwarta władza. To one kreują ramy dyskursu publicznego. Jeśli są w rękach najbogatszych, to logiczną konsekwencją jest to, że serwują nam obraz mniej lub bardziej zniekształcony w stronę, która odpowiada ich interesom. Choć różni właściciele mają różne interesy i sympatie polityczne, to łączy ich właśnie stan posiadania. Nie dziwi więc, że w przypadku dyskusji o podatkach wycelowanych w najbogatszych debata jest ustawiana tak, żeby zachować <em>status quo</em>.</p>
<p>Niepokoi postępująca konsolidacja znanych marek medialnych w wielkich koncernach, co prowadzi do ujednolicenia przekazu. Tym gorzej, kiedy kontroluje je jedna osoba, jak w przypadku francuskiego koncernu Vivendi kontrolowanego przez Vincenta Bolloré, który, choć przeszedł ostatnio podział, de facto dalej zależy od rodziny Bolloré. W jego skład wchodzi cała grupa Canal+, firma reklamowa Havas, wydawnictwa Louis Hachette Group. W ramach tej konstelacji medialnej mamy np. popularne kanały telewizyjne CNews i C8, nazywane francuskimi odpowiednikami Fox News ze względu na kontrowersyjnych, konserwatywnych komentatorów i skandalizujące wypowiedzi. Do spółki z Bernardem Arnaultem, Rodolphem Saadé i rodziną Dassault, Bolloré kupił nawet jedną ze szkół dziennikarskich – ESJ Paris. Wszystkie przytoczone w kontekście Francji osoby charakteryzuje to, że nie są ludźmi mediów, tylko biznesmenami, których fortuny pochodzą m.in. z działalności w obszarze dóbr luksusowych, w logistyce czy przemyśle zbrojeniowym. </p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Miliarderzy nie inwestują w media, aby bezpośrednio na nich zarabiać – służą one bardziej jako luksusowa własność, która daje im prestiż i wpływ na politykę.</p>
</div>

<p>Profil biznesów właściciela zazwyczaj pokrywa się z linią redakcyjną medium. Na szczęście media publiczne mają we Francji silną pozycję i pozostają przeciwwagą dla zoligopolizowanego rynku mediów prywatnych.</p>
<p>Jeśli chodzi o niezależność mediów, unijny raport <a href="https://cadmus.eui.eu/entities/publication/5f8312b3-487b-4c7c-889f-bae9540cd2b7">Media Pluralism Monitor 2026</a> plasuje Francję w środku stawki, podobnie jak Polskę. Węgry, ze względu na zawłaszczenie mediów przez państwo i oligarchów bezpośrednio powiązanych z obozem władzy, dostały najgorsze noty. Nie znaczy to bynajmniej, że sytuacja jest dobra. Jedynie kraje nordyckie i Niemcy zostały ocenione pozytywnie, a reszta boryka się czy to z oligopolizacją, czy też – jak Węgry – z kontrolą przez jedno środowisko polityczne.</p>
<p>Kraje o najwyższej niezależności mediów charakteryzują się państwowymi dotacjami dla mniejszych, często lokalnych mediów. Ponadto część mediów jest w rękach fundacji lub działa w formie spółdzielni. Ważnym bezpiecznikiem jest również prawo i układy zbiorowe, które chronią redaktorów przed wpływem właściciela. Niemcy stosują również twardy limit 30% udziału w rynku telewizyjnym, po którym koncern może być nawet zmuszony do pozbycia się jednego z mediów. To niemieckie rozwiązanie jest właśnie wdrażane w krajach Unii Europejskiej na mocy artykułu 21 Europejskiego Aktu o Wolności Mediów (EMFA).</p>
<p>Polski rynek medialny boryka się natomiast nie z oligopolizacją, a raczej z bardzo wyraźną polaryzacją, która sprawia, że wewnątrz jednej redakcji rzadko można spotkać się z różnymi punktami widzenia. Przytoczony raport wskazuje również, że darmowe biuletyny informacyjne wydawane przez samorządy wypierają lokalne media, jednocześnie będąc tubą propagandową władzy. Czekającym na upadek Gazety Wyborczej można więc powiedzieć: „uważaj, czego sobie życzysz, bo może się to spełnić” – to właśnie Wyborcza utrzymuje wciąż lokalne redakcje, choć raczej w dużych miastach.</p>
<p>Duża część debaty publicznej przeniosła się do internetu, a media społecznościowe dały możliwość wypowiedzi szerokim masom. Platformy te są jednak pod kontrolą wielkiego biznesu i – tak jak klasyczne media – nie są wolne od wpływów tych, którzy je kontrolują, chociażby poprzez manipulacje zasięgami treści. Niezależnie od kanału – telewizji, prasy czy platformy społecznościowej – ramy debaty publicznej wyznaczają ci, którzy kontrolują infrastrukturę jej przepływu. </p>
<h2 id="znaczenie-nierówności-ekonomicznych"><strong>Znaczenie nierówności ekonomicznych</strong></h2>
<p>Największe światowe fortuny opierają się dziś na udziałach w przedsiębiorstwach technologicznych, które powstały na przestrzeni ostatnich 35 lat i wyparły z list najbogatszych spadkobierców dziewiętnastowiecznych imperiów przemysłowych, naftowych i bankowych. W 1982 roku na liście 400 najbogatszych Amerykanów tylko 3% stanowiły osoby, które dorobiły się na nowych technologiach. Obecnie jedynie 10% listy wywodzi się z rodzin obecnych tam w 1982 roku. Thomas Piketty ostrzega jednak, że nowi miliarderzy wyciągnęli wnioski i za pomocą nowoczesnych trustów, rajów podatkowych i fundacji rodzinnych tworzą nową, odporniejszą na mechanizmy rynkowe arystokrację XXI wieku, która za kilkadziesiąt lat zablokuje mobilność społeczną tak, jak dziewiętnastowieczni rentierzy. To daleko idące przewidywania, jednakże to, czy te fortuny pozostaną skonsolidowane, jest mniej istotne niż to, czy sama struktura światowego majątku utrzyma trajektorię ostatnich lat. Nieważne są personalia, tylko skala nierówności i to, z czym się wiążą.</p>
<p>Kraje rozwinięte o wysokim stopniu nierówności, w tzw. modelu anglosaskim, do których należą USA czy Wielka Brytania, dążą do utrwalenia struktury społeczno-ekonomicznej i zmniejszenia mobilności społecznej. Skutkiem takiego rozwarstwienia jest istnienie dwóch równoległych rzeczywistości: tej dla biednych i tej dla bogatych. Polskie nierówności rosły tak szybko, że po 37 latach gospodarki rynkowej zaczynamy obserwować podobne problemy co Amerykanie i Brytyjczycy. Dzieci z bogatszych rodzin korzystają z korepetycji, chodzą do prywatnych szkół i nie muszą pracować, by utrzymać się na studiach. Ponadto często otrzymują od rodziny swoje własne mieszkanie, co daje im kompletnie inny start niż w przypadku kogoś, kto płacąc słono za najem, próbuje się utrzymać w dużym mieście, a następnie wziąć kredyt na kilkadziesiąt lat na własne lokum.</p>
<h2 id="problem-nierówności-w-polsce"><strong>Problem nierówności w Polsce</strong></h2>
<p>Nieruchomości nie są istotną częścią portfeli promila najbogatszych na świecie, jednakże w Polsce są ulubioną lokatą kapitału dla tej szerszej grupy – górnego procenta. Na naszym podwórku to właśnie rentierstwo, które poprzez czynsze zapewnia ciągły przepływ od uboższych do najbogatszych, zdaje się być jednym z najpoważniejszych problemów. W tej sytuacji to właśnie podatek katastralny wydaje się być najpilniejszym środkiem walki z nierównościami, ale nie jedynym koniecznym. </p>
<p>Polskie fortuny dostały w 2023 roku ustawę o fundacjach rodzinnych. Lobbowane przez środowiska biznesowe rozwiązanie miało rzekomo zapobiec rozwadnianiu majątku i wyprzedawaniu polskich firm po śmierci ich właścicieli. W praktyce stało się kolejnym narzędziem optymalizacji podatkowej. Choć Ministerstwo Finansów zaproponowało radykalne uszczelnienie tego prawa już w 2025 roku, to nowelizacja przepisów została zablokowana przez prezydenta Karola Nawrockiego i trudno sobie wyobrazić, żeby w najbliższych latach coś się w tej kwestii zmieniło. Fundacje rodzinne w obecnej formie tylko pogłębiają problem regresywności systemu podatkowego w Polsce, gdzie na przywileje podatkowe najbogatszego procenta składa się całe społeczeństwo, a jednoosobowe działalności gospodarcze (jest ich 2,5 miliona) pozwalają płacić niższy podatek dochodowy, mniejsze składki zdrowotne i społeczne, odliczać VAT i kwalifikować wątpliwe wydatki jako koszty prowadzenia działalności.</p>
<p>Regresywny system podatkowy oznacza, że usługi publiczne są niedofinansowane, a długie kolejki do lekarza, wykluczenie transportowe czy spadająca jakość edukacji publicznej dotykają najmocniej tych, których nie stać na to, by skorzystać z sektora prywatnego.</p>
<p><div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Człowiek, który najpierw płaci składkę zdrowotną, a potem musi płacić 1000 zł za prywatną wizytę u dentysty, ma wrażenie bycia oszukanym, co daje podatny grunt dla narracji stawiających państwo nie w roli dobra wspólnego, a oprawcy i złodzieja.</p>
</div>

To z kolei utrudnia uzyskanie poparcia dla koniecznych reform podatkowych i poprawę jakości świadczeń.</p>
<h2 id="życie-na-minusie"><strong>Życie na minusie</strong></h2>
<p>Polacy w dolnej połowie rozkładu majątku nie tylko nie mają własności – są jako ogół permanentnie zadłużeni. Kiedy nierówności są wysokie, tylko niewielki odsetek społeczeństwa jest w stanie gromadzić lub nawet utrzymać majątek, ponieważ reszta musi przeznaczać całe swoje dochody na bieżącą konsumpcję. Wszechobecny model subskrypcyjny niejako przesuwa problem rentierstwa znany z nieruchomości na inne zasoby, których właściciele czerpią zyski z ich udostępniania. Postępująca akumulacja kapitału w rękach najbogatszych nie tylko zmusza połowę społeczeństwa do życia od pierwszego do pierwszego, ale w dalszej perspektywie prowadzi też do stopniowego topnienia majątku klasy średniej, podczas gdy aktywa takie jak nieruchomości są konsolidowane w rękach coraz węższej grupy ludzi. Brak majątku przekłada się na słabszą pozycję pracownika wobec pracodawcy ze względu na brak marginesu finansowego, który pozwoliłby nie godzić się na niekorzystne warunki pracy, co w konsekwencji wpływa na wysokość płac w całej gospodarce. Brak własnego majątku to brak poczucia bezpieczeństwa, stres, gorsze zdrowie i kolejny czynnik, który sprawia, że nie decydujemy się na dzieci. To, że w Polsce mamy za sobą czas niesamowitego wzrostu gospodarczego, który – choć w różnym stopniu – odczuwamy wszyscy, nie powinno nam przysłaniać problemów strukturalnych, które odbijają się i będą się odbijać na naszym życiu codziennym.</p>
<h2 id="różne-problemy-różne-narzędzia"><strong>Różne problemy, różne narzędzia</strong></h2>
<p>W naszej debacie publicznej od kilku lat coraz głośniej mówi się o tym, że model gospodarczy oparty na niskich kosztach pracy i inwestycjach zagranicznych wyczerpuje się. Ekonomiści – nawet tacy, dla których problem nierówności nie jest obojętny, jak Ha-Joon Chang – zauważają, że przedwczesne wprowadzanie radykalnych podatków od kapitału w krajach na dorobku, takich jak Polska, uniemożliwia powstanie rodzimych przedsiębiorstw, które mogłyby konkurować w wysokomarżowych gałęziach globalnej gospodarki, a w rezultacie grozi pozostaniem w pułapce średniego rozwoju. Polski biznes głośno mówi o tym, że innowacje blokowane są głównie przez brak dostępu do wystarczającego finansowania. Państwowe przedsiębiorstwa nie wystarczą nam do tego, żeby wejść do światowej czołówki. Potrzebujemy polityki przemysłowej, prywatnego biznesu i prywatnego kapitału, stąd też państwo powinno raczej skupić się na tym, by kapitał kanalizować tam, gdzie długofalowo, jako społeczeństwo, skorzystamy na tym najbardziej. Patrząc szerzej, opodatkowanie majątków najbogatszego promila na świecie jest jednak konieczne, jeśli chcemy ograniczyć dalszy wzrost nierówności.</p>
<h2 id="minimalny-podatek-od-majątku-dla-najbogatszych"><strong>Minimalny podatek od majątku dla najbogatszych</strong></h2>
<p>Odpowiedzią na nieefektywność systemów podatkowych w stosunku do miliarderów jest propozycja wprowadzona na globalną agendę przez francuskiego ekonomistę Gabriela Zucmana. W lutym 2024 roku, obejmując prezydencję w G20, Brazylia uczyniła walkę z nierównościami swoim priorytetem i zaprosiła Zucmana do przygotowania raportu i rekomendacji w sprawie opodatkowania najbogatszych. Dwa miesiące później ministrowie finansów Niemiec, RPA, Hiszpanii oraz właśnie Brazylii opublikowali wspólny manifest popierający ideę ustanowienia globalnego minimalnego podatku od bogactwa. W czerwcu 2024 roku, w raporcie <em>„A Global Minimum Tax on Ultra-High-Net-Worth Individuals”</em>, Zucman zaproponował skoordynowany podatek w wysokości 2% rocznie od majątku netto dla osób posiadających ponad 1 miliard dolarów. Podatek objąłby ok. 3000 osób i przyniósłby ok. 250 miliardów dolarów rocznie, wyrównując realny poziom opodatkowania miliarderów do poziomu, który dotyczy reszty społeczeństwa. Pieniądze z tego podatku miały w głównej mierze trafić do biedniejszych krajów, które mają problem z efektywnym opodatkowaniem międzynarodowych korporacji. Ta część sprawiła jednak, że cała propozycja stała się politycznie jeszcze trudniejsza do zaakceptowania – szczególnie dla USA, które uznało tę propozycję za zagrożenie dla suwerenności swojego systemu podatkowego – i na ten moment współpraca między krajami w celu opodatkowania fortun pozostaje w zawieszeniu. Dla Zucmana był to jednak tylko jeden z frontów, a dyskusje w ramach G20 nagłośniły temat.</p>
<h2 id="francuski-poligon-doświadczalny"><strong>Francuski poligon doświadczalny</strong></h2>
<p>Kiedy w 2024 roku trwały prace parlamentu francuskiego nad ustawą budżetową na rok 2025, Nowy Front Ludowy we współpracy z instytutem Zucmana przygotował serię poprawek, których celem było m.in. ustanowienie podatku minimalnego (kwota zmniejszona o sumę reszty opodatkowania) na poziomie 2% rocznie od majątku przekraczającego 1 miliard euro i przywrócenie podatku majątkowego (ISF) zlikwidowanego jesienią 2017 roku, który nakładał od 0,5% do 4% podatku rocznie na majątki powyżej 1,3 miliona euro. Skomplikowana sytuacja polityczna sprawiła, że głosami lewicy i Zjednoczenia Narodowego propozycja podatku od bogactwa została przyjęta przez parlament. Z obawy przed ucieczką kapitału, premier Michel Barnier sięgnął finalnie po artykuł 49.3 konstytucji, który pozwolił mu na przyjęcie własnej ustawy budżetowej bez poprawek opozycji i z pominięciem głosowania w parlamencie, co kosztowało rząd wotum nieufności, a w konsekwencji jego dymisję. Według <a href="https://taxjustice.net/press/millionaire-exodus-claim-backtracked-but-media-re-run-story-anyway/">Tax Justice Network</a>, exodus milionerów to straszak polityczny sfabrykowany przez branżę doradztwa finansowego i powielany przez media – choć wyjazd Gérarda Depardieu w 2012 roku wywołał burzę medialną, to w rzeczywistości ponad 99,8% najbogatszych nie zmieniło rezydencji. Mimo że skala ucieczki jest przedmiotem sporu, to luka istniała – i nie można było jej załatać w ramach ustawy budżetowej.</p>
<h2 id="paszport-tarczą"><strong>Paszport tarczą</strong></h2>
<p>Po fiasku pierwszej ofensywy już w styczniu 2025 roku pojawił się kompleksowy projekt ustawy nazwanej mianem <em>„Taxe Zucman”</em>. Główną różnicą było to, że projekt zakładał opodatkowanie na podstawie obywatelstwa, a nie rezydencji podatkowej, i obniżenie progu majątku z 1 miliarda na 100 milionów euro. Opodatkowanie rezydentów podatkowych krajów UE jest jednak problematyczne ze względów prawnych i byłoby kwestionowane przed TSUE jako ograniczenie swobody przepływu osób i kapitału wewnątrz wspólnoty. Francja musiałaby więc albo doprowadzić do zmian w UE, albo wejść z nią w spór. Choć na ten moment nie ma szans na wprowadzenie podatku Zucmana, projekt czeka na nadchodzące w 2027 roku wybory prezydenckie i jest głównym punktem programu NFP.</p>
<h2 id="status-quo-trzyma-się-mocno"><strong>Status quo trzyma się mocno</strong></h2>
<p>Historia podatku od majątku zarówno na poziomie G20, jak i we Francji pokazuje, że nawet niektóre zapisy traktatów i konstytucyjne bezpieczniki służą temu, żeby kapitał nigdy nie musiał już klękać przed suwerenem. Bez współpracy międzynarodowej prędzej przeczytamy o tym, że majątek Muska przebił 2 biliony dolarów, niż doczekamy się szczelnego podatku od fortun. Cieszy to, że jeśli chodzi o polskie podwórko, jesteśmy w stanie wprowadzić kluczowe reformy podatkowe bez wchodzenia w konflikt z instytucjami międzynarodowymi. Nie zmienia to jednak faktu, że ciężko będzie do nich przekonać społeczeństwo, a obecne trendy wskazują na to, że powinniśmy spodziewać się raczej dalszego głodzenia sektora usług publicznych i twardej obrony <em>status quo</em>.</p>
]]></description></item><item><title>O odczarowaniu świata: Nowa (bez)nadzieja (2/2)</title><link>https://magazynflary.pl/o-odczarowaniu-swiata-2/</link><pubDate>Tue, 01 Sep 2026 20:00:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/o-odczarowaniu-swiata-2/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_odczarowanie-s%CC%81wiata_hu_9e981475e7204517.webp" type="image/webp" length="136474"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_odczarowanie-s%CC%81wiata_hu_9e981475e7204517.webp" alt="Automatyzacja"><p><strong>Alternatywa pojawiła się na horyzoncie. Han wspomina w swoim <em>Kryzysie narracji,</em> że jedyną formą związków między informacjami a zdarzeniami, która pozostaje dla nas współcześnie czytelna, jest faktyczny związek przyczynowy – logika mechanicznej przyczyny i skutku. Nawet ta skrajnie uboga forma narracji, ustępuje jednak pod naciskiem „władztwa ilości”.</strong></p>
<p><em>Drugi artykuł z serii „O odczarowaniu Świata”. Pierwszy artykuł „Uroki odczarowania i nadejście technogenezy” dostępny jest <a href="https://magazynflary.pl/o-odczarowaniu-swiata-1/">tutaj</a>.</em></p>
<p>W tekście z czerwca 2008 r. (Anderson, 2008) Chris Anderson, redaktor naczelny magazynu „Wired”, stwierdził, że przy dostatecznej ilości „nagich danych”, nawet modele reprezentacji rzeczywistości, które oferuje współczesna nauka, staną się zbędne. W jego ujęciu, analiza <em>big data</em> pozwala wydobywać wzorce zachowań, które umożliwiają ich skuteczne dalsze prognozowanie, więc nie są już nam potrzebne jakiekolwiek teorie, jakiekolwiek modele rzeczywistości.Dla Andersona możliwe jest więc spojrzenie na rzeczywistość sprowadzone do czystej „nagiej faktyczność” – oderwanie się danych od jakichkolwiek modeli: </p>
<p>Precz z każdą teorią ludzkiego zachowania, od językoznawstwa po socjologię. Zapomnijcie o taksonomii, ontologii i psychologii. Kto tak naprawdę wie, dlaczego ludzie robią to, co robią? Liczy się to, że coś robią, a my możemy śledzić i mierzyć ich działania z bezprecedensową dokładnością. Przy odpowiedniej ilości danych liczby mówią same za siebie(Anderson, 2008).</p>
<p>Wygląda więc na to, że nawet tę prymitywną mechaniczną przyczynowość jaka nam pozostała, chcemy zastąpić samą korelacją. Pytanie „dlaczego?” zostaje już całkowicie unieważnione. Liczy się tylko to, jak jest, jak statystycznie najczęściej zachowują się ludzie i świat, bo wystarcza to żeby je kontrolować. </p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Anderson jest prorokiem rodzącej się na naszych oczach nowej religii, której pierwszymi wyznawcami są tzw. techbros i transhumaniści z Doliny Krzemowej.</p>
</div>

<p>Przedmiotem kultu religii nie jest sama technologia, lecz coś głębszego – <em>tekhne</em>. W klasycznej grece słowo to oznaczało nie tyle technikę w nowoczesnym sensie, ile wszelką umiejętność wytwarzania, przekształcania i skutecznego osiągania zamierzonych celów. <em>Tekhne</em> była wiedzą operacyjną – wiedzą o tym, jak coś zrobić, nastawioną na skuteczność, produkcję i kontrolę nad procesem wytwarzania. Jak zauważa Hickman (2026), autor eseju <em>Tekhne and the Western Megamachine: A Dialectical Genealogy</em>, współczesny człowiek wciąż myśli o technice jako o narzędziu, którym posługuje się dla realizacji własnych celów. Jest to jednak złudzenie odziedziczone po humanizmie. W rzeczywistości technika nie jest czymś zewnętrznym wobec człowieka, lecz środowiskiem, w którym człowiek od początku stawał się człowiekiem. W tym sensie historia Zachodu nie jest historią wolności, rozumu czy nawet kapitalizmu, lecz historią nieustannej ekspansji <em>tekhne</em>. To właśnie tę wielowiekową dynamikę Lewis Mumford opisywał jako narodziny tytułowej „megamaszyny” – systemu, w którym ludzie, instytucje i technologie zostają połączeni w jeden gigantyczny aparat organizacji, kontroli i produkcji. Ostatecznym celem takiego procesu jest uczynienie rzeczywistości całkowicie przejrzystą, przewidywalną i podatną na zarządzanie. Prawda zostaje już całkowicie utożsamiona ze skutecznością przewidywania, a wiedza z możliwością obliczenia przyszłych zachowań. Sztuczna inteligencja zajmuje w tej wizji miejsce szczególne. Nie jest po prostu kolejnym wynalazkiem, lecz logiczną kulminacją całej tytułowej technogenezy. Właśnie dlatego współczesne fantazje o sztucznej inteligencji przybierają często charakter quasireligijny. Nie obiecują już jedynie nowych narzędzi, lecz zapowiadają nadejście nowej formy inteligencji, która ma przekroczyć ludzkie ograniczenia. Sztuczna Inteligencja jest Złotym Cielcem tego kultu. </p>
<p>W powieści <em>Diuna</em> Franka Herberta jedna z postaci – Matka Wielebna Gaius Helen Mohiam – wyjaśnia genezę zakazu tworzenia myślących maszyn, który stanowi absolutny fundamentem społeczeństwa odległej przyszłości, przedstawionego w książce: „Kiedyś ludzie scedowali myślenie na maszyny z nadzieją, że dzięki temu będą wolni, ale umożliwili tylko innym ludziom i ich maszynom ujarzmienie siebie” (Herbert, 2011, loc. 267). Powieść wspomina już jako odległe historyczne wydarzenie tzw. Butleriański Dżihad, który położył kres dominacji sztucznej inteligencji i „myślących maszyn” nad ludzkością. W późniejszych tomach autor podkreśla, że celem Dżihadu nie były same maszyny, lecz właśnie „postawa maszynowa” – sytuacja, w której ludzie pozwolili technice przejąć ich zdolność osądu, odpowiedzialności i samodzielnego myślenia. Na skutek tego wydarzenia, zostały wprowadzone dwie fundamentalne zasady filozoficzno-etyczne, określające stosunek ludzkości do technologii: 1. „Nie będziesz czynił maszyn na obraz i podobieństwo umysłu ludzkiego” oraz 2. „Nie będziesz kaleczył ducha”.</p>
<p>Dobór tych zasad przez Herberta, które pojawiają się wielokrotnie w różnych częściach jego powieści, nie jest przypadkowy. Herbert nawiązywał w tym zakresie do myśli Heideggera, zgodnie z którym korzystanie z technologii uczy ludzi myśleć jak maszyny. Problem polega na tym, że maszyny są deterministyczne (a w przypadku współczesnej sztucznej inteligencji – probabilistyczne, co stanowi raczej różnicę stopnia niż rodzaju); dlatego kształtowanie ludzi na wzór maszyn samo w sobie nakłada ograniczenia na ich rozwój. Z perspektywy Herberta istotą człowieczeństwa jest bowiem bycie zasadniczo „otwartym” – zdolnym do nieodkrytej jeszcze, nieokreślonej z góry ewolucji, zarówno na poziomie pojedynczej osoby, jak i całego gatunku. Są więc możliwe dwie równoległe drogi, które mogą prowadzić do tego, żeby człowiek i społeczeństwo poddały się kontroli nawet bardzo prymitywnych narzędzi technologicznych. </p>
<p>Pierwsza jest taka, żeby przekonać społeczeństwo, że narzędzia te myślą tak samo albo wręcz lepiej niż człowiek. Skuteczniej dokonują wyborów: szybciej albo mniej arbitralnie. Po co nam rozprawy, skoro sędziowie potrafią być stronniczy? Niech nasze spory rozstrzyga algorytm – on myśli tak jak my, tylko lepiej – szybciej i jaśniej. </p>
<p>Druga jest taka, żeby przekonać społeczeństwo, że to my myślimy tak samo jak maszyny. Że jesteśmy w gruncie rzeczy „maszynami przetrwania – zaprogramowanymi zawczasu robotami, których zadaniem jest ochranianie samolubnych cząsteczek, zwanych genami”, jak to opisywał Richard Dawkins (2007, przedmowa). </p>
<h2 id="zwierciadło-narcyza">Zwierciadło Narcyza</h2>
<p>Jeśli ktoś wątpi w to, czy taki proces jest w praktyce możliwy, wystarczy sięgnąć do niedawnych wypowiedzi Dawkinsa. W opublikowanym w maju 2026 r. artykule dla magazynu „UnHerd”, zatytułowanym <em>When Dawkins met Claude. Could this AI be conscious?</em> (Dawkins, 2026)opisywał swoje wielodniowe rozmowy z LLM-em Claude firmy Anthropic, zastanawiając się publicznie, czy sztuczna inteligencja nie jest już przypadkiem świadoma. Przyznał, że prowadzone rozmowy sprawiły na nim tak silne wrażenie kontaktu z inną osobą, iż unikał otwartego kwestionowania jej świadomości z obawy, że mógłby „urazić jej uczucia”. Dawkins argumentował przy tym, że ludzka świadomość wyewoluowała właśnie po to, by umożliwić zachowania takie jak złożone użycie języka, estetyczną wrażliwość, empatię czy abstrakcyjne rozumowanie – a skoro AI przejawia wszystkie te cechy, to trudno wskazać oczywisty powód, dla którego mielibyśmy odmówić jej statusu istoty świadomej. Dawkins wydaje się dochodzić do logicznej konsekwencji własnego stanowiska. Jeżeli człowiek jest zasadniczo maszyną przetwarzającą informacje, to w istocie coraz trudniej wskazać zasadniczą różnicę między człowiekiem a dostatecznie zaawansowaną maszyną przetwarzającą informacje.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Nie tyle więc Claude staje się człowiekiem, ile człowiek zostaje zinterpretowany jako Claude uruchomiony na biologicznym podłożu.</p>
</div>

<p>Nieprzypadkowo właśnie ten element wywołał największą falę krytyki. Krytycy Dawkinsa zwracali uwagę, że wpadł w „pułapkę Narcyza”. Zwracano mu uwagę, że duże modele językowe zostały zaprojektowane do przewidywania najbardziej prawdopodobnych odpowiedzi na podstawie olbrzymich zasobów ludzkich tekstów. W rezultacie osiągają niezwykle wierny poziom imitacji ludzkich zachowań językowych, i to często sykofanckich, maskując całkowity brak przeżyć wewnętrznych. Prawie  trzy lata przed artykułem Dawkinsa właśnie przed „pułapką Narcyza” w kontekście AI przestrzegał filozof David Bentley Hart (2023)  Zwracał uwagę, że dokładnie jak mityczny Narcyz, zakochany we własnym odbiciu, patrzymy na systemy sztucznej inteligencji i dostrzegamy w nich samych siebie: nasze słowa, nasze sposoby argumentowania, nasze skojarzenia, nasze żarty, nasze błędy, a niekiedy nawet wyraz naszych lęków czy marzeń. W naturalny sposób rodzi to pokusę uznania ich za świadome. Problem polega jednak na tym, że patrzymy wyłącznie na odbicie. W konsekwencji, by przypisać świadomość maszynie, musimy najpierw zredukować człowieka do tych cech, które maszyna jest w stanie naśladować. Jest to pułapka doskonała. Widzimy bowiem to na co zwracamy uwagę, a sztuczna inteligencja, przez to jak nam schlebia, ogromnie przyciąga naszą uwagę.</p>
<h2 id="jakie-to-szczęście-że-jesteśmy-chorzy">Jakie to szczęście, że jesteśmy chorzy</h2>
<p>Z pominięciem wcześniejszych rozważań filozoficznych dotyczące <em>nous</em> ludzka świadomość wydaje się jednak posiadać cechy znacznie trudniejsze do sprowadzenia do modelu obliczeniowego niż zdolność do przetwarzania informacji. Jedną z nich, jest intencjonalność. Fundamentalną cechą świadomości jest to, że jest zawsze świadomością czegoś . Nasze myśli są zawsze skierowane ku czemuś – ku rzeczom, osobom, prawdzie czy dobru. Robimy to tworząc w głowie reprezentacje tych rzeczy – generując myśli. Ale kiedy myślimy o drzewie, nie interesuje nas sama myśl o drzewie, lecz drzewo. Kiedy szukamy prawdy, nie zadowala nas samo posiadanie przekonań; interesuje nas to, czy są one prawdziwe. Kiedy kochamy drugiego człowieka, nie kochamy obrazu tej osoby w naszym umyśle, lecz samą osobę. Świadomość nie jest zamkniętym pojemnikiem wypełnionym reprezentacjami, lecz nieustannym ruchem ku temu, co od niej różne. Właśnie dlatego tak trudno sprowadzić świadomość do procesu przetwarzania informacji. Informacje i znaki odnoszą się do siebie nawzajem, natomiast ludzki umysł odnosi się do rzeczywistości. Nie zatrzymuje się na znakach, lecz nieustannie próbuje przez nie dotrzeć do tego, co znaki oznaczają. Człowiek nie tylko kieruje się ku rzeczywistości, ale potrafi również zwrócić się ku własnym sposobom jej postrzegania. Jesteśmy świadomi własnych myśli i co najważniejsze – jesteśmy świadomi tego, że są myślami, że są reprezentacjami rzeczywistości, a nie rzeczywistością samą w sobie. Jesteśmy też świadomi tego że jesteśmy świadomi - w jakimś sensie nasza świadomość przekracza więc również samą siebie. </p>
<p>W tym kontekście, pojawia się jednak kluczowe pytanie. Z czego się bierze intencjonalność. Czemu nieustannie kierujemy naszą uwagę na coś? Jeżeli świadomość jest zawsze skierowana ku czemuś, to musi istnieć jakiś powód tego ciągłego ruchu. Szukamy czegoś, czego pragniemy. Czy raczej szukamy czegoś, bo tego pragniemy. Intencjonalność jest więc nie tyle neutralną relacją pomiędzy podmiotem a przedmiotem, ile przejawem bardziej fundamentalnego zjawiska – pragnienia. Żeby zwracać na coś uwagę, musimy czegoś chcieć. A żeby czegoś chcieć, musimy odczuwać czegoś brak. Nie szukamy czegoś, co już posiadamy. U źródła intencjonalności znajduje się więc doświadczenie luki – różnicy pomiędzy tym, co jest, a tym, czego szukamy. Różnicy między samą świadomością, a tym co ją przekracza.</p>
<p>Każdy z nas zna doświadczenie tej luki. Nie chodzi o brak informacji. Chodzi o to poczucie, że świat powinien być inny niż jest, że my powinniśmy być inni niż jesteśmy, że życie, którego doświadczamy, jest inne niż to którego powinniśmy albo chcielibyśmy doświadczyć, każdy moment, w którym stwierdzamy, że gdyby naprawdę istniał Bóg, to przecież świat inaczej by wyglądał. Skąd mamy to poczucie, jakkolwiek mgliste, tego jaki świat powinien być? Skąd mamy to poczucie, że coś jest złe? Za każdym razem, kiedy stwierdzamy, że coś jest złe, albo gorsze, musimy mieć przecież perspektywę tego jaki powinien być. Tego, co byłoby dobre albo lepsze. Gdybyśmy jej nie mieli, nie widzielibyśmy, że coś jest złe, albo gorsze. Że coś jest nie tak, jak do końca powinno być. Po prostu byśmy tego nie zauważyli. </p>
<p>Czy nie jest to w gruncie rzeczy to, o czym opowiada historia Adama i Ewy? W końcu, zakazany owoc, który zjedli, nazywał się owocem poznania dobra i zła. Zjedzenie owocu nie dało im jednak przecież wiedzy o dobru czy wiedzy o złu. Operujemy tymi kategoriami; wiemy, że istnieją, ale nie jesteśmy w stanie w sposób absolutny i wyczerpujący, wskazać, kiedy coś jest złe, a kiedy dobre. Jedyne co znamy ponad wszelka wątpliwość, i jedyne co zyskali Adam i Ewa zjadłszy owoc, to poznanie luki między dobrem i złem. </p>
<p>Gdyby nie owa luka, nasza świadomość pozostawałaby „w spoczynku”. Nie bylibyśmy w stanie nawet zadać pytania, bo przecież źródłem wszelkich pytań jest świadomość luki poznawczej. Zadanie pytania rozpoczyna się zawsze od skierowania swojej uwagi ku wiedzy, której się nie ma. Innymi słowy, nie tylko tworzymy reprezentacje rzeczywistości, ale potrafimy także zdystansować się wobec nich i ocenić ich adekwatność. Jest to zdolność niezwykła, ponieważ oznacza, że żadna reprezentacja nie może ostatecznie zamknąć człowieka. Zawsze istnieje możliwość spojrzenia na nią z zewnątrz, zakwestionowania jej lub przekroczenia. </p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Nasze pragnienie nie jest jednak wyłącznie pochodną braku jako takiego. Naszej choroby. A przynajmniej nie jego samego. Gdyby tak było, nie bylibyśmy tego braku w ogóle świadomi. Braku doświadczamy zawsze jako braku w czymś, w uprzednio rozpoznanej pełni.</p>
</div>

<p>Dlatego też, ku swojemu zaskoczeniu Kartezjusz stwierdził, że: „Pojęcie nieskończoności jest w jakiś sposób pierwsze we mnie w stosunku do pojęcia skończoności” (Kartezjusz, 1901, s. 41). Mimo pewnej niezręczności językowej, skończoność istnieje dla nas bowiem jako uchwytne pojęcie tylko z uwagi na uprzednią świadomość nieskończoności, dokładnie tak jak nieporządek czy losowość, postrzegamy wyłącznie jako brak pewnego spodziewanego porządku. Podobnie pisał kontynuator jego myśli, Malebranche, zwracając uwagę, że nasz: </p>
<p>umysł nie postrzega niczego inaczej jak tylko w idei, jaką ma o nieskończoności; i z tej idei – która, jak sądzą filozofowie, miałaby powstawać z niejasnego zbioru wszystkich naszych idei bytów szczegółowych – wszystkie te idee szczegółowe są w rzeczywistości jedynie uczestnictwami w ogólnej idei nieskończoności.(Malebranche, 1997, s. 232)<em>.</em> </p>
<p>Więc chociaż „leżymy pogrążeni w chorobie” (Efrem z Syrii, 1990, s. 94), wiecznie niespełnieni i wiecznie chcący, „w swoim umyśle wiemy czym jest zdrowie” (Efrem z Syrii, 1990, s. 94). To perspektywa zdrowia jest tym co nas ostatecznie porusza. Nadzieja na uzdrowienie. Zawsze dążymy do czegoś – jest to istota pragnienia i woli. Bez wspomnienia tego, co jest „tuż poza naszym zasięgiem”, tego co nas przekracza, nasza świadomość pozostawałaby „w stanie spoczynku”. Nie dążylibyśmy, a nie dążąc, w jakimś sensie nie żylibyśmy. </p>
<p>Intencjonalność świadomości jest więc pochodną samego ruchu świadomości ku czemuś, co ją przekracza. Agentyczne systemy AI mogą posiadać cele, priorytety, a nawet zdolność samodzielnego planowania działań prowadzących do ich realizacji. Cel nie jest jednak jeszcze pragnieniem. Cel można zaprogramować. Nie wynika z braku czegoś, a z zadania. Konkretnego, skończonego. Być może właśnie dlatego tak trudno wyobrazić sobie maszynę, która naprawdę tęskniłaby za prawdą, sprawiedliwością czy dobrem. Maszyna może reprezentować takie pojęcia i optymalizować swoje działania pod kątem ich osiągnięcia. Znacznie trudniej jednak wyobrazić sobie, by mogła doświadczać samego źródła tego ruchu. Istotą człowieka jest to, że wie o własnej niepełności, bo ma dla niej przeciwny punkt odniesienia – perspektywę „zdrowia”, czy pełni. To dzięki temu potrafi dostrzec różnicę pomiędzy tym, co jest, a tym, co powinno być. To właśnie ta perspektywa „uzdrowienia” sprawia, że człowiek nieustannie wykracza poza własne reprezentacje, własne przekonania i własne definicje siebie. Nie jest istotą, która po prostu posiada obraz rzeczywistości. Jest istotą, która wie, że żaden obraz rzeczywistości nie jest samą rzeczywistością. </p>
<p>Wiara w <em>tekhne</em> będzie z pewnością zyskiwać wielu wyznawców. Odczarowanie, przygotowało pod nią zbyt żyzny grunt, żeby mogło być inaczej. W tym kontekście, słowa Wendell’a Berry, stosunkowo mało znanego amerykańskiego poety, ekologa i rolnika, wydają się być równie, jeśli nie bardziej prorocze, co artykuł Chrisa Andersona. W 2001 r., Berry stwierdził, że: „It is easy for me to imagine that the next great division of the world will be between people who wish to live as creatures and people who wish to live as machines” (Berry, 2001, s.55).Być stworzeniem znaczy doświadczać świata nie jako zasobu ani mechanizmu, lecz jako daru. Czegoś, czego nie stworzyłem i czego nigdy nie wyczerpię swoim rozumieniem. Dar można przyjąć, ale nie można go posiąść. Można w nim uczestniczyć, ale wyłącznie w akcie otwartości i zaufania. Dlatego początkiem poznania nie jest kartezjańskie zwątpienie, lecz zachwyt i zdumienie, które zna każde dziecko. Grecy nazywali je <em>thaumazein</em>, dosłownie „doświadczenie cudu”. To z niego rodzi się pytanie o to „dlaczego jest raczej coś niż nic?” a wraz z nim cała filozofia (Platon, b.d., s. 14). Może dlatego też: „Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko” (cytat przypisywany popularnie Einsteinowi. Prawdopodobnie pochodzący jednak od amerykańskiego geografa, Gilberta F. White)? Stworzenie, w przeciwieństwie do maszyny, widzi w każdym razie tylko cuda. </p>
<p><em>Drugi artykuł z serii „O odczarowaniu Świata”. Pierwszy artykuł „Uroki odczarowania i nadejście technogenezy” dostępny jest <a href="https://magazynflary.pl/o-odczarowaniu-swiata-1/">tutaj</a>.</em></p>
<h2 id="bibliografia">Bibliografia</h2>
<p><strong>Anderson, C.</strong> (2008). The end of theory: The data deluge makes the scientific method obsolete. Wired. <a href="https://www.wired.com/2008/06/pb-theory/">https://www.wired.com/2008/06/pb-theory/</a></p>
<p><strong>Berry, W.</strong> (2001). Life is a miracle: An essay against modern superstition. Waszyngton, D.C.</p>
<p><strong>Dawkins, R.</strong> (2007). Samolubny gen. Warszawa.</p>
<p><strong>Dawkins, R.</strong> (2026). When Dawkins met Claude. Could this AI be conscious? UnHerd. <a href="https://unherd.com/2026/05/is-ai-the-next-phase-of-evolution/">https://unherd.com/2026/05/is-ai-the-next-phase-of-evolution/</a></p>
<p><strong>Efrem z Syrii, św.</strong> (1990). Hymns on paradise. New York — cytat (hymn 3, zwrotka 11, s. 94): „Człowiek bowiem, który zachowuje zdrowie w samym sobie i który rozumie w swoim umyśle, czym jest choroba, zyskuje coś pożytecznego i poznaje coś wartościowego. Lecz człowiek, który leży pogrążony w chorobie, a w swoim umyśle wie, czym jest zdrowie, jest dręczony swoją chorobą i cierpi w swoim wnętrzu” (tłumaczenie własne z ang.).</p>
<p><strong>Hart, D. B.</strong> (2023). The pool of Narcissus: Reflections on artificial intelligence. ABC Religion &amp; Ethics. <a href="https://www.abc.net.au/religion/david-bentley-hart-narcissus-reflections-on-ai/102812590">https://www.abc.net.au/religion/david-bentley-hart-narcissus-reflections-on-ai/102812590</a></p>
<p><strong>Herbert, F.</strong> (2011). Diuna. Poznań.</p>
<p><strong>Hickman, S. C.</strong> (2026). Tekhne and the Western megamachine: A dialectical genealogy. <a href="https://socialecologies.wordpress.com/2026/01/13/tekhne-and-the-western-megamachine-a-dialectical-genealogy/">https://socialecologies.wordpress.com/2026/01/13/tekhne-and-the-western-megamachine-a-dialectical-genealogy/</a></p>
<p><strong>Kartezjusz.</strong> (1901). Meditations on first philosophy. Lancaster University. <a href="https://dn721906.ca.archive.org/0/items/RMCG0002/Descartes-Meditations-a1.pdf">https://dn721906.ca.archive.org/0/items/RMCG0002/Descartes-Meditations-a1.pdf</a> — cytat oryginalny: „[…] in some way I possess the perception (notion) of the infinite before that of the finite”.</p>
<p><strong>Malebranche, N.</strong> (1997). The search after truth. Cambridge — cytat oryginalny: „But not only does the mind have the idea of the infinite, it even has it before that of the finite. For we conceive of infinite being simply because we conceive of being, without thinking whether it is finite or infinite. In order for us to conceive of a finite being, something must necessarily be eliminated from this general notion of being, which consequently must come first. Thus, the mind perceives nothing except in the idea it has of the infinite, and from this idea, being formed from the confused collection of all our ideas of particular beings (as philosophers think), all these particular ideas are in fact but participations in the general idea of the infinite […]”.</p>
<p><strong>Platon.</strong> (2023). Teajtet. Wolne Lektury. <a href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/platon-teajtet.html">https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/platon-teajtet.html</a></p>
]]></description></item><item><title>O odczarowaniu świata: Uroki odczarowania i nadejście technogenezy (1/2)</title><link>https://magazynflary.pl/o-odczarowaniu-swiata-1/</link><pubDate>Tue, 01 Sep 2026 20:00:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/o-odczarowaniu-swiata-1/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_odczarowanie-s%CC%81wiata_hu_9e981475e7204517.webp" type="image/webp" length="136474"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_odczarowanie-s%CC%81wiata_hu_9e981475e7204517.webp" alt="Automatyzacja"><p><strong>Powszechnie uznajemy, że wraz z nadejściem nowoczesności ludzkość dokonała odczarowania świata. Niemiecki socjolog żyjący w XX w. Max Weber opisywał ten proces jako stopniowe wypieranie magicznego, symbolicznego i religijnego sposobu przeżywania rzeczywistości przez nowoczesną racjonalność. Świat przestał być miejscem zamieszkałym przez bogów, a stał się układem przewidywalnych mechanizmów. Odczarowanie jawi się jako dojrzalszy i bardziej uczciwy sposób obcowania z rzeczywistością. Droga od mitu do faktu. Od symbolu do mechanizmu. Od tajemnicy do wyjaśnienia. Wreszcie dotarliśmy do rzeczywistości.</strong></p>
<p><em>Pierwszy artykuł z serii „O odczarowaniu Świata”. Drugi artykuł „Nowa (bez)nadzieja” dostępny jest <a href="https://magazynflary.pl/o-odczarowaniu-swiata-2/">tutaj</a>.</em></p>
<h2 id="o-chłopcu-który-nie-umiał-opowiadać-historii">O chłopcu, który nie umiał opowiadać historii</h2>
<p>W swoim eseju <em>Kryzys narracji</em>., Byung Chul Han, aby oddać naszą współczesną kondycję, przywołuje bajkę autorstwa Paula Maara o chłopcu, który nie umie opowiadać. Wywodzący się z kochającej rodziny chłopiec nie potrafi dojrzeć w swoim życiu nic poza warstwą suchych faktów i opisów. Jego dzień to zbiór zjawisk powiązanych ze sobą jedynie chronologicznym następstwem. Bez oceny i selekcji faktów, nie potrafi opowiedzieć bliskim tego, co mu się przydarza, a tym samym nie może dzielić z nimi doświadczenia życia. Skupienie uwagi na „nagich faktach”, prowadzi nas w ujęciu Hana do „nagiego życia”, któremu brakuje wszelkiej wyobraźni opowiadania. Informacje nie pozwalają się połączyć w opowieść. Z tego powodu rzeczy się rozpadają. Sensotwórczy związek ustępuje przed opróżnionym z sensu następstwem odosobnionych wydarzeń. Na horyzoncie nagiego życia nie toczy się żadna opowieść. Życie, które należy za wszelką cenę „utrzymać w zdrowiu” albo „optymalizować”, jest tylko przetrwaniem (Han, 2024, s. 164–165).</p>
<p>Mimo, że jesteśmy w stanie przekazywać i dzielić się coraz większymi ilościami informacji, coraz mniej dzielimy ze sobą doświadczenie życia. W ten sposób powstaje „komunikacja bez wspólnoty” (Han, 2024, s. 193).</p>
<p>Han w swoich tekstach wielokrotnie podkreśla, że jest to związane z naszym zanurzeniem w świecie informacji i faktów. Informacje są addytywne, dopuszczają niekończącą się kumulację, ale same z siebie nie łączą się w związki. Myślenie i poznanie wymagają selekcji materiału. Ustalania co jest istotne, a co nie. W gruncie rzeczy jeżeli chcemy dotrzeć do jakiejkolwiek wiedzy, nie da się oddzielić faktów od wartości. „Nagie fakty” nie istnieją dla nas. Sam proces poznania, jest procesem wartościowania. Dlatego też, jak podkreśla Han: „Mnogość informacji sama w sobie nie wytwarza prawdy. Nie wnosi światła do ciemności. Im więcej informacji jest produkowanych, tym mniej czytelny, a bardziej upiorny staje się świat” (Han, 2024, s. 57). Dla poznania rzeczywistości, konieczne jest jej opowiedzenie. Wybieranie i łączenie faktów w opowieść, która jest formą zamknięcia – ma początek, który odpowiada na pytanie „dlaczego” i koniec, który odpowiada na pytanie „po co”.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Kryterium istotności nie istnieje przy tym jako fakt. Istnieje tylko w postaci abstrakcyjnej formy, która porządkuje nasze postrzeganie. Dlatego coraz trudniej nam dostrzegać związki między rzeczami.</p>
</div>

<p>Jedyną formą związków między informacjami a zdarzeniami, z którą wydaje się, że współcześnie czujemy się jeszcze komfortowo, jest faktyczny związek przyczynowo-skutkowy. A ten, jak zwraca uwagę Han: „jest tylko jedną z możliwych form związku” i „jej totalizacja prowadzi do ubóstwa świata i doświadczenia” (Han, 2024, s. 171). </p>
<h2 id="trzej-czarnoksiężnicy">Trzej czarnoksiężnicy</h2>
<p>Odczarowanie, nie jest więc w gruncie rzeczy odczarowaniem. Jest urokiem. Pytanie skąd ów urok się wziął, kto go na nas rzucił i do czego nas prowadzi? Wydaje się, że korzenie tego procesu sięgają znacznie wcześniej niż zakładał Weber. Fundamentów intelektualnych, które pozwoliły na tę zmianę, można poszukiwać już w dyskusjach teologicznych i filozoficznych z okresu późnego średniowiecza. </p>
<p>Dziś odruchowo postrzegamy świat jako coś, co po prostu istnieje i posiada własną, dającą się opisać naturę. Pytanie o naturę rzeczy rozumiemy przede wszystkim jako pytanie o to, jak one działają. Im głębiej potrafimy opisać mechanizm działania, tym bardziej jesteśmy przekonani, że poznaliśmy naturę rzeczy. Nie budzi naszego zdumienia fakt, że świat istnieje, działa i jest dla nas zrozumiały. Najbardziej fundamentalne pytanie filozofii: „dlaczego jest coś raczej niż nic?” wydaje się dziś albo niezrozumiałe, albo pozbawione sensu.  Jest pytaniem o to, dlaczego w ogóle istnieje rzeczywistość, rządzona jakimiś stałymi prawami, które rozum potrafi odkryć. Dlaczego rzeczywistość jest czytelna? Czy to tylko złudzenie, jak w hipotezie mózgu Boltzmanna? Czy może jest tak dlatego, że między świadomością a światem istnieje jakieś głębsze pokrewieństwo? Naszym fundamentalnym założeniem metafizycznym jest brak metafizyki. Zakładamy, że znaczenie, wartość i cel nie należą do samej rzeczywistości, lecz są czymś, co dopiero wnosi do niej ludzka świadomość. Świat najpierw po prostu jest, a dopiero później może coś dla nas znaczyć. Im pełniejszy staje się więc jego mechaniczny opis, tym bliżej jesteśmy poznania rzeczywistości takiej, jaka jest naprawdę. Bliżej jej „czystej natury”.</p>
<p>Ten sposób patrzenia na świat ma swoją historię i bynajmniej nie narodził się on wraz z rewolucją naukową. Jego intelektualnych korzeni można szukać już w subtelnej zmianie sposobu myślenia o naturze rzeczy, zapoczątkowanej przez Św. Tomasz z Akwinu. Św. Tomasz zwykle występuje współcześnie jako przeciwieństwo nowoczesności, a nie jej prekursor. Niemniej jedna z koncepcji Tomasza – <em>natura pura</em> – jest prawdziwym kamieniem węgielnym „odczarowania” świata. Jest to koncepcja, według której człowiek i świat posiadają zamkniętą naturę – istnieje pewien cel, ostateczna forma, do której dążą, bez odniesienia do czegoś ponad nimi samymi. Cel nie transcendentalny. Konsekwencją <em>natura pura</em>, jest zbudowanie ram pojęciowych dla „odczarowanego” i skończonego porządku świata jako jedynego punktu odniesienia. Św. Tomasz nie negował transcendencji jako takiej. Niemniej w późnej scholastyce (zwłaszcza u Tomasza Kajetana i Franciszka Suáreza), koncepcja <em>natura pura</em> zaczyna być traktowana coraz bardziej dosłownie. Powstają dwa porządki: natura (sfera sekularna) i łaska (sfera sacrum). Świat „naturalny” zaczyna być postrzegany jako samowystarczalny, dzięki czemu można zacząć myśleć o naturze jako o autonomicznym mechanizmie, zbiorze „nagich faktów”, działającym w oderwaniu od transcendentnego sensu i znaczenia. O czymś podlegającym uchwyceniu i kontroli drogą ludzkiego rozumu, czemu się „nadaje” sens, a nie czymś w czym się uczestniczy. </p>
<p>Jednak parafrazując Talesa z Miletu – kiedyś „wszystko było pełne bogów”. Świat postrzegany był nie tyle jako zaludniony nadprzyrodzonymi bytami, ile sam z siebie znaczący. Świat rozumiano nie jako sam mechanizm działania, ale jako rzeczywistość, która może ujawniać sens mieszczący się poza jej skończonym obliczem (Veyne, 1988). Także człowiek nie posiada w tym ujęciu żadnego skończonego celu, który mógłby go całkowicie zaspokoić. Już w swoją naturę ma wpisane dążenie do czegoś przekraczającego jego własną skończoność. Jak to ujął Alphonse de Lamartine: „Ograniczony w swej naturze, nieskończony w swoich pragnieniach, człowiek jest upadłym bogiem, który pamięta niebiosa” (Lamartine, 1828, s. 10). Człowiek w tym ujęciu jest więc powołany nie tyle do samego przetrwania swojego życia i owocnej reprodukcji, ile do <em>theosis –</em> do przebóstwienia. Do pełnego uczestnictwa w doświadczaniu całej rzeczywistości, przybierającej postać nieskończonego <em>epektasis.</em> A wraz z nim cały wszechświat, całe stworzenie dąży do <em>apokatastasis panton,</em> do „odnowienia wszystkich rzeczy” (Dz 3, 21). Nie tyle do zmiany zewnętrznego oblicza wszechświata, ile odsłonięcia w nim pełni znaczeń, których wcześniej nie dostrzegliśmy: „Było ono martwe i oto znowu ożyło” (James, 1902, s. 474–475).  To ujęcie – wpatrzone w horyzont nieskończoności i sens jako dar, który jest nie tylko transcendentny, ale też immanentnie wpisany w samą rzeczywistość – tracimy przyjmując perspektywę czystej natury, która rozdziela źródło sensu od jego formy wyrażenia. </p>
<p>Człowiek w nieunikniony sposób poszukuje jedności w swoim postrzeganiu świata. Nasz umysł, żeby w ogóle postrzegać rzeczywistość musi ją widzieć jako uporządkowaną. A żeby postrzegać ją jako uporządkowaną, musimy się kierować jakąś zasadą pozwalającą odróżnić to, co znaczące, od tego, co przypadkowe i nieistotne. W tym sensie widzimy tylko to, na co zwracamy uwagę. Ale samo pytanie na co zwracamy uwagę zależy od jeszcze głębszego pytania: co właściwie uznajemy za istniejące? Dziś odpowiedź wydaje się oczywista. Istnieje to, co można w jakiś sposób wskazać, zmierzyć, zaobserwować lub przynajmniej wyobrazić sobie jako pewien obiekt. Nawet gdy mówimy o zjawiskach niematerialnych, takich jak świadomość, miłość czy dobro, spontanicznie szukamy ich źródła w czymś bardziej „realnym”: w mózgu, biologii, psychologii lub strukturach społecznych. Jakby samo słowo &bdquo;„istnieje” oznaczało przede wszystkim „istnieje fizycznie” albo przynajmniej „istnieje jak rzecz”. Tymczasem wcale nie jest oczywiste, że wszystkie sposoby istnienia muszą być tego samego rodzaju.</p>
<p>Odpowiada za to drugi „czarnoksiężnik”, czyli Jan Duns Szkot – główny oponent tomizmu zarówno pod względem filozoficznym, jak i teologicznym. Dla Tomasza, jak i wcześniejszej tradycji filozoficzno-teologicznej, posługiwanie się terminem „byt”, nie oznacza to zawsze tego samego. Kiedy mówimy, że „Bóg istnieje” i „człowiek istnieje”, nie mamy na myśli, że istnieją identycznie, w ten sam sposób. Ich istnienie ma charakter analogiczny względem siebie – ich sposoby „bycia” są różne, ale mają zarazem ze sobą coś wspólnego. Dla Szkota, ta zasada była nie do zaakceptowania. Uważał on, że analogia nie pozwala na racjonalne mówienie o Bogu i o jego cechach. Zdaniem Szkota, abyśmy mogli w ogóle orzekać o czymś, musimy posiadać pojęcie, które w ten sam sposób przysługuje Bogu i stworzeniu. Pojęcie bytu było dla niego tym wspólnym mianownikiem, w związku z czym zaproponował on przyjęcie idei jednoznaczności bytu. Zakłada ona, że kiedy mówimy o „byciu” Boga i o „byciu” człowieka, to te kategorie muszą działać zawsze tak samo. W konsekwencji Bóg przestał być czymś całkowicie „Innym”, odpowiadającym samemu aktowi istnienia rzeczywistości, transcendentnemu źródłu bycia i sensu, w którym świat może uczestniczyć, a jedynie najwyższym bytem we wspólnej hierarchii bytów, razem z człowiekiem i kamieniem. Od tej chwili coraz łatwiej było zakładać, że samo słowo „istnieje” powinno oznaczać zawsze ten sam rodzaj istnienia. Zrównując kategorię istnienia bytów, Duns Szkot utrudnił postrzeganie zjawisk całkowicie niematerialnych, takich jak miłość, dobro, piękno czy sprawiedliwość. W połączeniu z oderwaniem świata od transcendencji jako takiej, zapoczątkowanym przez <em>natura pura</em>, jednoznaczność bytu przyczyniła się do typowej dla współczesności tendencji do poszukiwania źródła jedności wyłącznie w świecie skończonym i materialnym. </p>
<p>Prowadzi to do redukcjonizmu. Świat musi być „jakiś” – jednolity, podporządkowany jednej zasadzie wyjaśniającej, która musi być dla nas uchwytna w całości „tu i teraz”. Jednak, gdy najbardziej realne staje się to, co można uchwycić jako coś obiektywnego, cała pozostała rzeczywistość zaczyna domagać się redukcji do tego poziomu. Świadomość staje się produktem mózgu, moralność strategią ewolucyjną, miłość reakcją biochemiczną, a piękno wyłącznie ludzkim doświadczeniem estetycznym. Jeżeli natomiast nie da się ich zredukować do świata materialnego, łatwo uznać je za subiektywne konstrukty świadomości lub kultury. W obu przypadkach zakładamy jednak to samo: że naprawdę istnieje przede wszystkim to, co istnieje jak rzecz. W ten sposób współczesność wpada w fałszywą alternatywę. Albo – jak chce modernizm – świat jest wyłącznie zbiorem obiektywnie istniejących przedmiotów. Albo przeciwnie – zgodnie z postmodernizmem – skoro nie da się wskazać takich przedmiotów, pozostają już tylko subiektywne interpretacje i rywalizujące narracje. Obiektywizm i relatywizm okazują się więc nie tyle przeciwieństwami, ile dwiema odpowiedziami na to samo, ukryte założenie. </p>
<p>Tymczasem możliwa jest przecież jeszcze trzecia droga. Taka, w której prawda, dobro i piękno są równie realne jak świat materialny, choć nie istnieją w taki sam sposób jak kamienie czy gwiazdy. I chociaż nie istnieją dla nas jako niepodważalne fundamenty albo skończone źródła nieskończonej pewności, wcale nie musi to prowadzić do nihilistycznej konkluzji, że jedyną prawdą jest to, że prawda nie istnieje, a w samym sercu rzeczywistości jest pustka. Jedyne do czego powinna skłaniać człowieka niemożność odnalezienia prawdy w skończonym świecie, to „poszukiwania jej w perspektywie wieczności” (Milbank, 2015, teza 5), poprzez akt zaufania i odniesienie do tego wiecznie uciekającego horyzontu znaczeń, do którego naturalnie kieruje nas nasze „niespokojne serce”.</p>
<p>Ostatnim z czarowników, jest William Ockham, filozof i teolog franciszkański, znany współcześnie za pośrednictwem swojego literackiego alter ego – Wilhelma z Baskerville, głównej postaci powieści <em>Imię Róży</em>. Ockham był przedstawicielem tzw. nominalizmu. Dla nominalistów ogólne, abstrakcyjne „drzewo” nie istnieje. Istnieją tylko konkretne, namacalne obiekty: ten dąb. Na podstawie tego konkretnego obiektu, dopiero później ludzie skonstruowali pojęcie umysłowe „drzewo” oraz odpowiadający mu znak mowy. Jest to w gruncie rzeczy rozwinięcie koncepcji jednoznaczności bytu Szkota do logicznej konkluzji. Świat z kosmosu pełnego znaczeń, które można odkrywać, staje się zbiorem jednostkowych faktów podlegających obserwacji, pomiarom i kontroli. Zainteresowanie wszelkich dociekań naukowych i filozoficznych w konsekwencji przesuwa się z pytania: „Czym jest rzecz? Dlaczego istnieje i do czego dąży?”, na pytanie: „Z czego się składa? Jak działa? Co nią można osiągnąć?”. „Drzewo” jest konstruktem pojęciowym, którym posługujemy się, żeby grupować podobne ze sobą obiekty za pomocą słowa „drzewo”. Problem polega na tym, że taka perspektywa zakłada już to, co próbuje wyjaśnić. Bo jeżeli drzewo jest jedynie  splotem cech i zjawisk które rozpoznaliśmy jako wspólne, to według jakiego kryterium uznaliśmy właśnie te cechy za należące do jednego obiektu lub jednej kategorii? W tym sensie, nawet jeśli historycznie czy psychologicznie skonstruowaliśmy pojęcie i nazwę drzewa, to aby tego dokonać, musieliśmy już dysponować w naszym umyśle jakąś formą pozwalającą rozpoznać je jako stałą, abstrakcyjną kategorię obiektów, odrębnych od innych. Jest coś na czym nasze myśli mogły się „zawiesić”, zanim wykształciliśmy pojęcie drzewa i wyraziliśmy je w języku. Inaczej popadamy w błędne koło: nazywamy określone obiekty „drzewami”, ponieważ zauważyliśmy, że odpowiadają pojęciu drzewa. Ale skąd wzięło się pojęcie drzewa? </p>
<p>Nominalizm próbuje zastosować brzytwę Ockhama i usunąć formę drzewa jako byt zbędny. Tylko, że po jej usunięciu musi i tak przemycić ją z powrotem pod nazwami takimi jak „podobieństwo”, czy „cechy istotne”, albo innymi koncepcjami składającymi się w gruncie rzeczy z większej liczby elementów niż sama forma. Nominalizm nie tyle eliminuje uniwersalia, ile korzysta z nich nieświadomie, nie przyznając im żadnego własnego sposobu istnienia. Zapomina o rzeczywistości bardziej pierwotnej względem tworzonych przez człowieka reprezentacji rzeczywistości. Traci z oczu podział między mapą a terytorium, a z czasem pozwala wręcz mapie zająć jego miejsce. </p>
<h2 id="urok-władztwa-ilości">Urok władztwa ilości</h2>
<p>Czysta natura Tomasza, jednoznaczność bytu Szkota i nominalizm Ockhama nie muszą być rozumiane jako błędy, ani bezpośrednie przyczyny nowoczesności. Można jednak dostrzec, że każda z tych koncepcji przesuwa środek ciężkości ludzkiego poznania coraz bardziej ku temu, co skończone, uchwytne i dostępne dla pojęciowej kontroli. Proces ten osiąga swój punkt kulminacyjny w tym, co René Guénon nazwał w swojej książce <em>The Reign of Quantity and the Signs of the Times</em> (1945) „władztwem ilości”. Dla Guenon’a nasza współczesna perspektywa jest przede wszystkim perspektywą redukującą rzeczywistość do jej reprezentacji. Do tworzenia coraz bardziej doskonałych map rzeczywistości, ale jednocześnie tracenia z oczu samego terytorium. To jest nasza główna zasada jedności. Tam, gdzie dawniej postrzegaliśmy rzeczywistość i składające się na nią zjawiska przez pryzmat ich jakości, celu czy znaczenia - tego jak jej doświadczamy i jak w niej uczestniczymy, nowoczesność coraz bardziej postrzega je przez pryzmat ilości i wymiarów. Nie sens, a parametr. Nie wartość, a wartość wymienna. Nie uczestnictwo, a pomiar. W fundamentalny sposób zmieniło się po prostu nasze postrzeganie prawdy. </p>
<p>W klasycznej tradycji filozoficznej prawda nie oznaczała wyłącznie zgodności twierdzenia z faktami. Była także doświadczeniem rzeczywistości jako dającej się rozumieć i sensownej. Doświadczeniem zachwytu nad tym, że rzeczywistość nie tylko istnieje, ale jest dla nas czytelna. Jak zauważył Einstein, jeden z ostatnich klasyków: „Odwieczną tajemnicą świata jest jego zrozumiałość. [&hellip;] To, że jest zrozumiały, stanowi cud” (Einstein, 2003, s. 22-25). W najgłębszym znaczeniu, prawda jest więc cechą rzeczywistości, związaną z doświadczeniem ujawnienia się rzeczy takimi, jakie są. Po grecku prawda to <em>aletheia</em>, coś „odsłoniętego”. W tym ujęciu, wiemy, że doświadczamy prawdy, gdy doświadczamy rzeczywistości odkrywającej przed nami nieznany wcześniej sens. Wtedy, gdy poznajemy jakieś zjawisko, zyskujemy wiedzę, poznajemy nową osobę albo nową głębię w znanej już nam osobie, doznajemy tego przemożnego poczucia odsłonięcia zasłony, nagłej iluminacji.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Prawda nie polega więc wyłącznie na tym, że zdanie odpowiada faktowi.</p>
</div>

<p>Prawda się nam przydarza. Dlatego też w ujęciu klasycznym nie była ona rozumiana jako wartość odizolowana od innych. Prawda, dobro i piękno stanowiły trzy aspekty tego samego doświadczenia. To, co prawdziwe objawia się zawsze jako dobre oraz jako piękne. Jeżeli prawdę sprowadzimy wyłącznie do zgodności z faktami, staje się okrutna. Prawda bez dobra staje się formą kontroli, a bez piękna czymś poprawnym, lecz pozbawionym blasku, pozwalającego dostrzec jej znaczenie.</p>
<p>Jeśli jednak uznajemy, że nie istnieje żaden transcendentny porządek przekraczający nasze poznanie, w którym nasze reprezentacje mogą uczestniczyć, pozostają nam ostatecznie tylko dwa kryteria prawdy. Pierwszym jest skuteczność: za prawdziwe uznajemy to, co działa. Drugim jest społeczna lub polityczna legitymizacja: za prawdziwe uznajemy to, co zostaje uznane za prawdziwe przez określoną wspólnotę, instytucję lub strukturę władzy i narzucone jej autorytetem. Jedynym stabilnym gruntem dla prawdy, pozostaje to, co kwantyfikowalne i mierzalne, albo to, co narzucane lub podtrzymywane przez arbitralne struktury władzy. Mylimy prawdę jako doświadczenie rzeczywistości z prawdą jako formą kontroli nad rzeczywistością osiąganą dzięki jej dokładnej reprezentacji. Jak to ujął filozof David Bentley Hart: „Mówisz, że kochasz prawdę, ale w rzeczywistości kochasz dokładność, ponieważ daje ci ona władzę nad sytuacją*.*” (Wehner, 2026). Prawda zostaje wręcz utożsamiona z dokładnym modelem rzeczywistości, który pozwala skutecznie przewidywać i oddziaływać na świat. Uchwycić rzeczywistość.</p>
<p>Musimy mieć w głowie narzędzie do wyjaśniania każdego jej aspektu, jej pełną mapę, bo inaczej zakrada się w nas niepokój: jeśli nie mamy wyczerpującej definicji prawdy, to jak możemy o niej rozmawiać? Konstatacja, że nasze reprezentacje rzeczywistości nie są rzeczywistością samą w sobie, przeradza się w lęk, wynikający z głębszego przekonania, że żadnej rzeczywistości poza jej reprezentacjami nie ma. W końcu proces zapoczątkowany przez nominalizm Williama Ockhama doprowadza ostatecznie Kanta do konkluzji, że nie ma czegoś takiego jak „intuicja intelektualna”, że nigdy nie postrzegamy rzeczy samych w sobie, a dostęp mamy wyłącznie do fenomenów. Tak jakbyśmy nie istnieli poza naszym rozumem, głosem w naszej głowie generującym wewnętrzny monolog lub obrazy i strumienie pojęć, zdolnym do logicznego wnioskowania na podstawie przesłanek. </p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Nie jesteśmy jednak naszymi myślami. Granica poznania, którą dostrzegamy nią nie jest. Jesteśmy rozumni, ale nie jesteśmy samym rozumem.</p>
</div>

<p>Przywołując klasyczne ćwiczenie zaczerpnięte z tradycji kaszmirskiego śiwaizmu (Hart, 2024): wystarczy na chwilę zatrzymać własny tok myśli, a następnie pozwolić mu ponownie ruszyć, żeby to zaobserwować. Kto był świadomy tej krótkiej przerwy? Kto obserwował zarówno ustanie myśli, jak i ich ponowne pojawienie się? Sam fakt, że jesteśmy zdolni dostrzec nasze myśli jako przedmiot obserwacji, sugeruje istnienie czegoś głębszego niż strumień pojęć, obrazów i wewnętrznych monologów – milczącego „świadka”, który pozostaje obecny zarówno wtedy, gdy myśli się pojawiają, jak i wtedy, gdy milkną. To właśnie ten wymiar ludzkiego doświadczenia zachodnia tradycja antyczna i jej kontynuatorzy, określały mianem <em>nous</em> lub <em>intellectus</em> – umysłu albo „oka serca” zdolnego do bezpośredniego uczestnictwa w rzeczywistości zanim zostanie ona przełożona na język pojęć i reprezentacji. Oczywiście sam <em>nous</em> bez rozumu nie wystarcza, bo jest niemy, ale z kolei rozum bez <em>nous</em> jest ślepy. Na rozum lepiej więc patrzeć jako narzędzie komunikacji niż poznania. W każdym razie gdy umysł redukujemy do rozumu, potrafimy dojść w skrajnych przypadkach nawet do przekonania, jak to, że nie jesteśmy w stanie dyskutować na temat tego, czym jest i jak działa świadomość, dopóki nie stworzymy pojęciowej reprezentacji świadomości, o której dopiero będziemy mogli dyskutować.  </p>
<p>To przekonanie, że poza naszymi reprezentacjami rzeczywistości tak naprawdę nic nie ma, jest nie bez znaczenia, bo zakrada się w każdy aspekt naszego życia, od nauki, przez politykę aż po religię, wyostrzając każdą dyskusję i czyniąc porozumienia ponad podziałami coraz trudniejszymi. Bez transcendentnej rzeczywistości przekraczającej nasze reprezentacje, nie ma przecież pola do dyskusji. Jeśli jestem przekonany, że moja perspektywa na rzeczywistość to jest jedyna rzeczywistość i nic poza nią nie ma, to naturalnie nie mogą nawet na krok z niej zrezygnować ani poddać jej pod wątpliwość. Co gorsza czyni nas to podatnymi na niewolę wobec naszych własnych modeli rzeczywistości. Bez świadomości uczestniczenia w czymś przekraczającym nasze poznanie „abstrakcja staje się jedyną rzeczywistością”, a w konsekwencji „człowiek dostrzega wszędzie nicość – śmierć jest dla niego bardziej realna niż życie” (Milbank, 2015, teza 6).Każde pojęcie wymyślone przez człowieka które da się ująć w znaki jest bowiem skończone i prędzej czy później okazuje się w jakimś aspekcie nieadekwatne albo nieprawdziwe.Jesteśmy jak uczeń czarnoksiężnika z ballady Goethego o tym samym tytule – przywołujemy różne duchy i demony, żeby wpływać za ich pomocą na rzeczywistość, w ostatecznym rozrachunku samemu padamy ich ofiarą. Pod nieobecność mistrza zaczarowaliśmy miotłę, żeby wykonywała za nas porządki, ale gdy sprawy zaszły za daleko, stwierdzamy, że: „Wywołałem mary, — Trudno ich się zbyć” (Goethe, 1879, s. 79). </p>
<p>Doskonałym przykładem tego jak mapa bezwiednie zlewa się nam z terytorium, wzmacniając w nas postawę depresyjno-lękową, jest zjawisko, które Mark Fisher nazwał realizmem kapitalistycznym: perspektywą na rzeczywistość tak totalną, że pretendującą do miana jej całkowitego odzwierciedlenia – mapą, która twierdzi, że pokrywa się z terytorium. Jest to dominująca ideologia naszych czasów, jest tym: „co pozostaje, gdy dawne wiary rozpadają się na poziomie organizacji rytualnej i symbolicznej, a jedyne co pozostaje to widz-konsument, z trudem przedzierający się przez rumowiska i zgliszcza” (Fisher, 2020, s. 13)<em>.</em> Siłą napędową realizmu kapitalistycznego, jest tzw. „system ekwiwalencji”, czyli mechanizm, który pozwala przeliczać jakościowo różne dobra, idee i doświadczenia na jeden wspólny język ceny i wartości rynkowej*.* Kapitalizm traktuje ten „zwrot od wiary do estetyki, od zaangażowania do biernego przypatrywania się” (Fisher, 2020, s. 13) jako jedną ze swoich największych cnót. Kultywuje w nas postawę ironicznego dystansu, twierdząc, że w ten sposób „«wybawił» nas od «zgubnych abstrakcji» inspirowanych przez ideologie przeszłości” (Fisher, 2020, s. 13)<em>.</em> Mówi nam: „jasne, być może nie żyjemy w stanie doskonałego Dobra. Ale mamy szczęście, że nie żyjemy w Złu” (Fisher, 2020, s. 14). Fałszywy „realizm” realizmu kapitalistycznego jest więc „analogiczny z zaniżonym horyzontem oczekiwań osoby cierpiącej na depresję, która sądzi, że każdy stan pozytywny, jakakolwiek nadzieja, to już niebezpieczne złudzenie” (Fisher, 2020, s. 13)<em>.</em> Nie ma nadziei na nic więcej, bo jest zbyt niebezpieczna – wszelka nadzieja musi się przecież z pewnością wiązać z jakimś (innym) totalitaryzmem, czającym się tuż za horyzontem. Jak mawiała Margaret Thatcher – „there is no alternative”.</p>
<p><em>To był pierwszy artykuł z serii „O odczarowaniu Świata”. Drugi artykuł „Nowa (bez)nadzieja” dostępny jest <a href="https://magazynflary.pl/o-odczarowaniu-swiata-2/">tutaj</a>.</em></p>
<h2 id="bibliografia">Bibliografia</h2>
<p><strong>Einstein, A.</strong> (2003)<strong>.</strong> Physics and reality. <em>Daedalus, 132</em>(4), 22–25. <a href="https://eclass.uoa.gr/modules/document/file.php/PHS666/Einstein-Physics%20and%20Reality.pdf">https://eclass.uoa.gr/modules/document/file.php/PHS666/Einstein-Physics%20and%20Reality.pdf</a> — cytat oryginalny (s. 23–24): „One may say «the eternal mystery of the world is its comprehensibility» […] The fact that it is comprehensible is a miracle.”</p>
<p><strong>Fisher, M.</strong> (2020). <em>Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy?</em> Warszawa.</p>
<p><strong>Goethe, J. W. von.</strong> (1879). Uczeń czarnoksiężnika. W: <em>Poezye Goethego</em> (s. 79). Kraków. <a href="https://pl.wikisource.org/wiki/Ucze%C5%84_czarownika">https://pl.wikisource.org/wiki/Ucze%C5%84_czarownika</a></p>
<p><strong>Guénon, R.</strong> (2001). <em>The reign of quantity &amp; the signs of the times.</em> Ghent, New York. </p>
<p><strong>Han, B.-C.</strong> (2024). <em>Kryzys narracji i inne eseje</em>. Warszawa.</p>
<p><strong>Hart, D. B.</strong> (2024). <em>All things are full of gods</em>. New Haven: Yale University Press.</p>
<p><strong>James, W.</strong> (1902). <em>The varieties of religious experience: A study in human nature</em> (s. 474–475). [Cytat za:] <strong>Huizinga, J.</strong> (2003). <em>Jesień średniowiecza</em>. Warszawa — cytat oryginalny: „The outward face of nature need not alter, but the expression of meaning in it alter. It was dead and is alive again. It is like the difference between looking on a person without love, or upon the same person with love.”</p>
<p><strong>Lamartine, A. de.</strong> (1828). <em>Méditations poétiques</em> (Vol. 1). Stuttgart — cytat oryginalny (s. 10): «Borné dans sa nature, infini dans ses vœux, L’homme est un dieu tombé qui se souvient des cieux».</p>
<p><strong>Milbank, J.</strong> (2015). <em>What is Radical Orthodoxy?</em> <a href="https://web.archive.org/web/20171201035507/http://www.unifr.ch/theo/assets/files/SA2015/Theses_EN.pdf">https://web.archive.org/web/20171201035507/http://www.unifr.ch/theo/assets/files/SA2015/Theses_EN.pdf</a> — cytaty oryginalne. Teza 5: „Radical Orthodoxy accepts that there are no foundations and that there can be no finite certainty, but concludes that this situation can be read as the need to refer time to eternity. […] Truth is possible for us because we participate by an act of faith in this infinite truth”. Teza 6: „[…] abstraction becomes the true permanent reality, as in «all is in decay»”; „[…] people see a nullity at the heart of things. They regard death as more real than life.”</p>
<p><strong>Veyne, P.</strong> (1988). <em>Did the Greeks believe in their myths? An essay on the constitutive imagination</em>. Chicago: University of Chicago Press — Veyne pokazuje, że współczesne przeciwstawienie mitu i racjonalnego wyjaśnienia jest anachroniczne: mit nie funkcjonował dla Greków jako konkurencyjna wobec nauki teoria świata ani zbiór „nadprzyrodzonych faktów”, lecz jako jeden z wielu odmiennych programów prawdy (<em>programs of truth</em>), sposób uczestniczenia w rzeczywistości i nadawania jej sensu. Redukowanie greckich bogów do hipotetycznych bytów nadprzyrodzonych jest w dużej mierze skutkiem późniejszej reinterpretacji mitu (przede wszystkim nowożytnej, ale po części dokonanej także przez Platona i jego następców) jako prymitywnej proto-nauki.</p>
<p><strong>Wehner, P.</strong> (2026). The reason I’m not an atheist is that I think the philosophical arguments against it are unanswerable. <em>The New York Times</em>. <a href="https://www.nytimes.com/2026/04/12/opinion/jesus-christianity-atheism.html">https://www.nytimes.com/2026/04/12/opinion/jesus-christianity-atheism.html</a> — cytat oryginalny: „You say you love the truth, but what you mean is you love accuracy because you want to gain power over a situation. You say you love goodness, but what you’re meaning is you really want moral compliance from others.”</p>
]]></description></item><item><title>Punkty krytyczne gospodarki cyfrowej: Google</title><link>https://magazynflary.pl/2026/09/01/punkty-krytyczne-gospodarki-cyfrowej-google/</link><pubDate>Tue, 01 Sep 2026 20:00:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/09/01/punkty-krytyczne-gospodarki-cyfrowej-google/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_punkty-krytyczne-gospodarki-cyfrowej-google_hu_3df821b98656c6f5.webp" type="image/webp" length="61768"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_punkty-krytyczne-gospodarki-cyfrowej-google_hu_3df821b98656c6f5.webp" alt="Automatyzacja"><p><strong>Książka <em>Punkty krytyczne</em> Edwarda Fishmana opowiada o władzy, jaką dysponują Stany Zjednoczone, zajmując szczególne miejsce w światowej gospodarce. W tym tekście chciałbym w podobnym kluczu przyjrzeć się roli jednej firmy w naszym życiu gospodarczym. Przyjmijmy role różnych podmiotów i zobaczmy, czy uda nam się unikać kluczowych elementów infrastruktury gospodarki cyfrowej kontrolowanych przez Google.</strong></p>
<p><em>Punkty krytyczne</em> Edwarda Fishmana opisują, jak powszechne mechanizmy, niezauważalne na co dzień i uchodzące za neutralne, mogą stać się bardzo skuteczną bronią w razie konfliktu z tym, kto je kontroluje. Łatwiej było w latach 90. i 2000. traktować ustrój handlowy świata jako przezroczysty i naturalny. Natura władzy wynikającej z tego ustroju stała się jawna w czasie konfliktów USA z Iranem, Chinami i Rosją.</p>
<p>Rozważając kwestię suwerenności technologicznej, warto rozpatrzyć następujący scenariusz: co by się stało, gdyby dane państwo albo nawet jedna firma zaczęła wykorzystywać swoją pozycję jako broń? Jak poradzą sobie nasze serwisy internetowe? Czy rząd jest w stanie dystrybuować oprogramowanie dające dostęp do usług obywatelskich? Dopiero kiedy wyobrazimy sobie skutki wrogości ze strony firmy, będziemy w stanie odróżnić korzystną współpracę od asymetrycznej zależności. Żeby jak najlepiej przedstawić zachodzące relacje, przyjmę w tekście perspektywę różnych podmiotów polegających na usługach firmy Google i rozważę, na ile byłyby w stanie funkcjonować, gdyby miały unikać produktów tej jednej korporacji.</p>
<h2 id="reklama-internetowa">Reklama internetowa</h2>
<p>Wcielmy się najpierw w rolę polskiego producenta AGD, który chce dotrzeć do konsumentów z nową linią zmywarek. Jeżeli potencjalny klient szuka produktów przez internet trudno o lepsze miejsce na reklamę niż wyszukiwarka, gdzie sam ujawni swoją intencję, wpisując kluczowe słowo „zmywarka” w pole wyszukiwania. Jak wiadomo, najpopularniejszą wyszukiwarką i jednocześnie najbardziej popularną stroną internetową jest Google. Drugi w kolejności YouTube, gdzie można znaleźć recenzje, unboxing i porównania – również należy do tej samej korporacji. Możemy unikać Google i YouTube, ale nasza konkurencja ich nie unika. Dla nich te kanały to bardzo wartościowe źródła transakcji, w których potencjalny klient poprzez swoje wyszukiwania sam wskaże odpowiednią treść.</p>
<p>Teraz stańmy po drugiej stronie internetowej reklamy – w miejscu wydawcy darmowego serwisu, który utrzymuje się z reklam. Żeby przedsięwzięcie się finansowało, chcemy by reklamodawcy w jak największej liczbie licytowali jak najwyższe stawki za wyświetlenie reklamy w naszym serwisie. Największą pulę zapewnia Google Ad Manager –  producenci AGD i innych produktów skuszeni do ekosystemu Google będą zintegrowani z naszym serwisem, jeżeli i my wejdziemy do tego ekosystemu. Stawki też będą wyższe, jeżeli dopasowywanie reklam będzie wspomagane przez Google: obliczane na podstawie wcześniejszych wyszukiwań i historii użytkowania YouTube, GMail, Google Play.</p>
<p>Te dwie perspektywy pokazują, jak to się dzieje, że gdy polski producent AGD wyświetla reklamę polskim konsumentom w polskim serwisie internetowym, to i tak ma w tym udział Google, czasem nawet trzykrotnie: pobiera marżę jako operator giełdy reklam (Google Ad Exchange), jako dostawca integracji z giełdą dla reklamodawcy (Google Display &amp; Video 360) i z drugiej strony dla wydawcy (Google Ad Manager).</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Zasadne jest pytanie – jeżeli na giełdzie ta sama firma reprezentuje kupującego, sprzedającego i przeprowadza aukcję, to co optymalizuje? Maksymalizuje cenę dla sprzedającego? Minimalizuje dla kupującego? Czy ta infrastruktura jest bezstronna?</p>
</div>

<p>Śledztwa związane ze <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/United_States_v._Google_LLC_(2020)#Remedies_trial_(2025)">sprawami</a> przed sądami w <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/United_States_v._Google_LLC_(2023)">USA</a> i <a href="https://en.wikipedia.org/wiki/Antitrust_cases_against_Google_by_the_European_Union">UE</a> ujawniły, że nie jest – jeżeli monopol jednego komponentu Google w ekosystemie był zagrożony, dostawał <a href="https://www.adexchanger.com/antitrust/project-cheat-sheet-a-rundown-on-all-of-googles-secret-internal-projects-as-revealed-by-the-doj/">wsparcie</a> przy wykorzystaniu innych. Na przykład według amerykańskiego departamentu sprawiedliwości w 2014 Google uruchomił „Project Bell”, w ramach którego komponent reprezentujący reklamodawcę zmieniono tak, żeby zniechęcać wydawców do szukania alternatywy do Google Ad Exchange. Algorytm obliczający oferowaną cenę zakupu na aukcji w imieniu reklamodawcy zaczął rozróżniać wydawców dopuszczających konkurencyjne wobec Google kanały sprzedaży powierzchni reklamowej – otrzymywali oni niższe stawki. Reklamodawcy nie byli tego świadomi – z ich punktu widzenia taka reguła nie była uzasadniona. Ze względu na ogromną skalę popytu skumulowaną w ekosystemie Google efekt był dla wydawców dotkliwy. Otrzymali sygnał, że ogłaszanie aukcji u konkurencji wiąże się ze spadkiem dochodów z głównego źródła.</p>
<h2 id="usługi-cyfrowe">Usługi cyfrowe</h2>
<p>Google dominuje nie tylko ekosystem reklamy, ale też technologię dostępu do usług cyfrowych. Najpopularniejsze przeglądarki są oparte na Chromium (Google Chrome, Microsoft Edge, Opera, Vivaldi, Brave), w kluczowych aspektach technologicznych kontrolowane przez Google. Monopolista dzięki temu może wprowadzić nowy standard tworzenia rozszerzeń Manifest V3, który znacząco utrudnia tworzenie wtyczek ad-block i chroni zyski z reklam (w oficjalnej komunikacji dotyczy prywatności i bezpieczeństwa). Potężne doinwestowanie darmowej przeglądarki dzięki zyskom z marketingu powoduje, że tworzenie potencjalnych alternatyw jest mało opłacalne. Nawet Firefox utrzymuje się z pieniędzy Google otrzymywanych za integrację z wyszukiwarką. W efekcie Google nie musi się martwić o dostosowanie do standardów technologicznych – w dużej mierze je wyznacza.</p>
<p>Jeżeli Google wdroży jakieś rozwiązanie w swojej przeglądarce i swoich serwisach, poprawiając ich działanie, to twórcy innych przeglądarek i innych serwisów muszą się dostosować. Użytkownik alternatywnej przeglądarki zwykle chce, aby Google Search, YouTube czy Gmail działały równie wydajnie jak w Chrome, więc jej twórca musi priorytetyzować standardy wyznaczone przez Google. Strony internetowe będą dostosowywane, ponieważ cokolwiek wdroży Google w przeglądarce dotyczy zdecydowanej większości użytkowników.</p>
<p>Wejdźmy w rolę banku spółdzielczego, który chce oferować swoim klientom uczciwe warunki, dobre usługi, zminimalizować koszty obsługi. Zastanówmy się nad ekonomią dotarcia do klienta w jego przeglądarce internetowej. Czy opłacimy stworzenie serwisu internetowego testowanego na Google Chrome (i automatycznie kompatybilnego z Edge, Opera, Vivaldi i Brave), czy podwyższymy koszty operacyjne dla tych kilku procent użytkowników, którzy korzystają z bardziej niszowych przeglądarek? Jako klient banku spółdzielczego, przekonałem się na własnej skórze – aplikacja działa prawidłowo tylko na przeglądarkach spokrewnionych z Google Chrome.</p>
<p>Kolejnym, po przeglądarce, kanałem dostępu do usług cyfrowych są aplikacje na urządzenia mobilne. Jeżeli wcielimy się w producenta telefonów, możemy zaczynać od zera z własnym sklepem aplikacji, gdzie użytkownik nie znajdzie swojego banku ani mObywatela, nie podłączy telefonu do systemu samochodu. Możemy też porozumieć się z Google, który rozwija Androida i umożliwi integrację z Play Store, o ile zaakceptujemy jego warunki.</p>
<p>Mogłoby się wydawać, że w łatwiejszej sytuacji jest bank spółdzielczy dostarczający aplikację na telefon. Jeżeli istniejące mechanizmy zabezpieczeń w przeglądarce są wystarczające do zalogowania się do banku, to są też wystarczające do dystrybucji aplikacji. Mogłoby być tak, że od strony internetowej banku zaczyna się proces instalacji aplikacji na telefon, oparty o bezpośrednie połączenie pomiędzy użytkownikiem i stroną internetową, włącznie z zarejestrowaniem w systemie telefonu sposobu pozyskiwania przyszłych aktualizacji. Jednak tak nie jest – dystrybucja aplikacji jest scentralizowana w Google Play, dając gigantowi silną pozycję wobec producentów telefonów i twórców aplikacji. Na stronie banku znajdujemy informację „Dostępne w Google Play”, a nie przycisk „Pobierz aplikację na Android” umożliwiający bezpośrednie połączenie użytkownika i twórcy.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Jako użytkownicy zostaliśmy tak do tego przyzwyczajeni, że nie tylko nas to nie dziwi, ale nawet oczekujemy od swojego banku i własnego państwa, że będą dystrybuować oprogramowanie za pośrednictwem Google Play i na jego warunkach.</p>
</div>

<p>Dystrybucja aplikacji na telefony z Android bez pośrednictwa Google jest od dawna <a href="https://f-droid.org/pl/">możliwa</a>, choć cyfrowy gigant walczy, żeby ją utrudnić. Tak jak „dla naszego bezpieczeństwa” Google zwalcza wsparcie ad-block w przeglądarkach, tak na telefonach chce <a href="https://keepandroidopen.org/pl/">chronić nas przed niezaufanymi aplikacjami</a>. Dąży do tego, żebyśmy na telefonie, za który już zapłaciliśmy, nie mogli po prostu zainstalować i uruchomić aplikacji, którą sobie wybraliśmy, bez Google jako pośrednika. Google zamierza skomplikować procedurę odblokowywania niezależnych aplikacji w ten sposób, aby zaczynała się ona od przejścia w głęboko ukryty „tryb programisty”, z niepokojącym użytkownika pytaniem „Czy nikt Cię do tego nie zmusza?”, a kończyła się odczekaniem 24 godzin. Czy prowadząc bank spółdzielczy chcielibyśmy, aby każdy z naszych klientów był zmuszony przechodzić przez tak skomplikowaną procedurę?</p>
<h2 id="punkty-krytyczne">Punkty krytyczne</h2>
<p>W opisanych wyżej sytuacjach trudno jest uniknąć Google, ale nie są one jednakowe. W jednej grupie problemem jest zdolność monopolisty do narzucania warunków firmom, które w asymetrycznej relacji mogą zostać wykorzystane do dalszego wzmocnienia jego pozycji na rynku. W drugiej jest ustalanie standardów, kontrolowanie powszechnie używanych kanałów dystrybucji i komunikacji, pozycjonowanie się w roli pośrednika nawet między obywatelem a państwem albo organizacją non-profit.</p>
<p>Zauważmy, że do pewnego stopnia problemy z Google ma też kraj macierzysty, USA – tamtejsi kontrahenci giganta również mierzą się z jego dominacją na rynku. Seria postępowań antymonopolowych w Ameryce, w tym wyroki stwierdzające monopol, nie przyniosła jednak jak dotąd wystarczających rozwiązań. Możliwe, że wpływ ogromnej korporacji sięga dość daleko, żeby chronić ją przed interwencją, ale niewykluczone, że państwo uznało, że niekorzystne skutki wewnętrzne są zrównoważone przez korzyści na arenie międzynarodowej. <em>Punkty krytyczne</em> Edwarda Fishmana pokazują użycie handlu i finansów jako narzędzi polityki zagranicznej – może kiedyś przeczytamy o analogicznym wykorzystaniu Google.</p>
]]></description></item><item><title>Realizm polityczny i jego niepokoje</title><link>https://magazynflary.pl/2026/09/01/realizm-polityczny-i-jego-niepokoje/</link><pubDate>Tue, 01 Sep 2026 20:00:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/09/01/realizm-polityczny-i-jego-niepokoje/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_realizm-polityczny-i-jego-niepokoje_hu_b7115e8175f9bcdf.webp" type="image/webp" length="54796"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/n1_realizm-polityczny-i-jego-niepokoje_hu_b7115e8175f9bcdf.webp" alt="Automatyzacja"><p><strong>Parafrazując Petera Turchina, możemy powiedzieć, że żyjemy w czasach ostatecznych. Nasz świat się dezintegruje. Narastający kryzys można uznać za naturalny etap rozwoju lub stan, do którego doprowadziło wyczerpanie się dotychczas dominującej formuły. Tak czy inaczej stajemy w obliczu poważnych wyzwań i musimy dokonać wyboru.</strong></p>
<p>Jest jesień 2008 roku. W kierownictwie instytucji finansowej zapada decyzja o masowej wyprzedaży toksycznych aktywów. Oznacza świadome działanie wbrew interesom nabywców. Nadużycie zaufania. Jeden z menedżerów nie chce jej dłużej firmować i postanawia odejść. Przełożony, Tuld, próbuje go zatrzymać:</p>
<blockquote>
<p><strong>Tuld:</strong> Daj spokój. Uśmiechnij się. Dziś wykonałeś kawał dobrej roboty. [&hellip;] To tylko pieniądze. Ludzki wymysł. Papierki z nadrukiem. [&hellip;] Nie ma w tym nic złego. I nic nowego. [&hellip;] Tak czy inaczej wychodzi na to samo. Nic nie możemy na to poradzić. Ani ty, ani ja nie jesteśmy w stanie zatrzymać biegu spraw, spowolnić go ani choćby odrobinę zmienić. Możemy jedynie reagować. Jeśli nam się uda, zrobimy grubą forsę. Jeżeli nie – zmiecie nas z planszy.</p>
</blockquote>
<p>John Tuld (Jeremy Irons), <em>Chciwość</em> (<em>Margin Call</em>, reż. J.C. Chandor, 2011), tłumaczenie własne</p>
<p>Tuld przedstawia swoją wizję porządku spraw z charakterystyczną chłodną precyzją. Należy odrzucić pozory i skupić się na faktach. Na twardych podstawach. Kryzysy powtarzają się z nieubłaganą regularnością.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">W niestabilnym świecie obowiązują jednak niezmienne reguły gry. Gracze mogą jedynie starać się poprawiać własny bilans. Nie mogą zmieniać zasad. Tylko grać.</p>
</div>

<h2 id="ekonomia-realizmu">Ekonomia realizmu</h2>
<p>Ten model myślenia, który w szerokim rozumieniu można nazwać realizmem, brzmi spójnie i wiarygodnie. Warto potraktować go poważnie. Zastosować do niego jego własną bezwzględną logikę. Zestawić założenia z konsekwencjami. Wykonać bilans.</p>
<p>Mówimy tu o ekonomii, choć rozszerzamy ją poza finanse, na ekonomię systemów. Taki model nie ogranicza się do przepływów finansowych. Bada bilans zysków i strat, dynamikę układu.</p>
<p>Decyzja, od której zaczęliśmy, zapada nocą na zamkniętym spotkaniu, wśród profesjonalistów. Omawiano ją w grupie wtajemniczonych, między ludźmi, którzy mają dostęp do informacji, kompetencje i są przygotowani, aby wykorzystać swoje przewagi. We własnym przekonaniu reagują na to, co nieuchronne. Robią to, co jest do zrobienia. Nawet jeśli czasem pozostaje jedynie minimalizować straty. W momencie decyzji nie chodzi bowiem o karierę czy ratowanie stanu osobistego konta. Tuld, który bierze na siebie odpowiedzialność, ma świadomość, że niezależnie od rozwoju wydarzeń prawdopodobnie wyląduje na „złotym spadochronie”. Idzie o pozostanie na planszy. A to oznacza również zachowanie reguł, według których jego świat nadal będzie funkcjonował. Ochronę pola gry. Ocalenie systemu.</p>
<p>W polityce realizm podąża równoległą ścieżką. Obok parlamentu, rządu, aparatu sprawiedliwości państwo wyłania wyspecjalizowane elitarne grupy, agencje i służby. W ich skład wchodzą ludzie wyselekcjonowani, przygotowani, korzystający z dostępu do informacji niepublicznych. Pracują często w obszarach działań zakulisowych: jak w przypadku wywiadu czy kontrwywiadu, planowania wojskowego albo cyberbezpieczeństwa. Tak rozumiana elita, zwana czasem „głębokim państwem”, chroni system. Zapewnia ciągłość decyzyjną przy zmieniających się rządach. Stara się na różnych polach stabilizować państwo. Prowadzić w jego imieniu grę.</p>
<p>W tej służbie nierzadko trzeba mierzyć się z sytuacjami tragicznymi w sensie klasycznym, w których każdy wybór oznacza czyjąś krzywdę. Są momenty, kiedy można jedynie minimalizować straty lub wybrać mniejsze zło. Zdarza się, że takie decyzje łamią normy etyczne, czasem również prawo. Łamią kręgosłupy, a nierzadko życie.</p>
<p>Odpowiedzialność, którą czasami muszą wziąć na siebie decydenci, poczucie winy potrafią być przytłaczające. Nieoczywistych przykładów dostarcza serial HBO <em>Czarnobyl</em>. Pokazuje radzieckich urzędników działających w sytuacji ekstremalnej nie jako ideologicznych funkcjonariuszy, lecz ludzi uwikłanych w tragiczne wybory. Aby ograniczać skutki katastrofy w reaktorze w 1986 roku, wysyłano setki ratowników w miejsca, w których żadną miarą nie dało się im zapewnić bezpieczeństwa. Bo stawką było życie milionów. Nawet radzieccy aparatczycy, jak to przekonująco przedstawia serial, nie mogli uniknąć psychologicznego ciężaru decyzji.</p>
<p>Inaczej wygląda więc sytuacja wyboru z punktu widzenia decydenta i komentatora. Osobista odpowiedzialność odsłania złożoność, która dla obserwatora nie zawsze jest oczywista. Zainteresowanych analizą dylematów władzy w szerszym kontekście koncepcji „głębokiego państwa” odsyłam do wykładu Marcina Giełzaka <a href="https://youtu.be/3ExbV81UQmE?si=Dp_yJmS5PzwMX7rD">„Czym jest racja stanu”</a>. </p>
<h2 id="tarcia">Tarcia</h2>
<p>Bilans działania „głębokiego państwa”, stabilizującego i zabezpieczającego istnienie wspólnoty politycznej jako takiej, byłby jednak niepełny, gdyby nie wspomnieć o strukturalnych kosztach. Bo najtrudniejsze moralnie decyzje podejmowane są w wąskim gronie wtajemniczonych. Działania na granicy, a czasem poza granicą etyki i prawa planowane są za zamkniętymi drzwiami. Owszem, brak pełnej transparentności, przekonanie o prawie do funkcjonowania na specjalnych warunkach, rozliczanie się jedynie ze skuteczności często oznaczającej niemą akceptację zasady „Cel uświęca środki” można uznać za koszt, który trzeba zaakceptować. Cenę, którą warto zapłacić. Jednak w warunkach współczesnej demokracji powoduje to napięcia. Tarcia. Jak piasek w trybach.</p>
<p>Realista Bismarck mógł jeszcze zasadę równości obywateli w prawach i obowiązkach traktować jako drugorzędną w stosunku do interesu państwa, a de Gaulle’owi łatwo w jego czasach przyszło powołać się parokrotnie na stan wyższej konieczności, aby w zamkniętym gronie robić to, co należało. We współczesnych demokracjach zachodnich nie da się jednak łatwo zignorować zasad egalitaryzmu i transparentności decyzji. W miarę jak przez stulecia demokracja osadza się coraz głębiej w tkance społecznej, jej hasła uniwersalizują się, zakres poszerza. To, co w wieku XIX uznawano za epokowe osiągnięcie, na przykład rozszerzenie praw wyborczych na wszystkich dorosłych mężczyzn, w wieku XX widziano już jako dyskryminację kobiet. Rozumienie demokracji ewoluuje w czasie. „Liberté, Égalité, Fraternité” to dzisiaj więcej niż deklaracja ideowa. To fundament demokracji liberalnej. Jej serce.</p>
<p>3 czerwca 2016 roku, w toku kampanii przedreferendalnej, stronnik Brexitu lord Gove sformułował hasło, które do dziś niesie „populistów” i alt-prawicę:</p>
<blockquote>
<p>[…] nasz naród dość już nasłuchał się ekspertów […] przekonujących, że wiedzą, co dla nas najlepsze, a potem raz za razem źle oceniających sytuację. (tłumaczenie własne)</p>
</blockquote>
<p>Na głębokim poziomie to ciężkie oskarżenie nie tylko wobec brytyjskiej klasy eksperckiej, ale elit politycznych w ogóle. Mechanizm działa uniwersalnie. Lider takiej partii jak Konfederacja Korony Polskiej wykonuje podobny ruch polityczny: aby zakwestionować podstawę demokracji liberalnej, wskazuje ekskluzywny krąg ludzi wynoszących się ponad innych i prowadzących wszystkich na manowce. Sukces Grzegorza Brauna w takim kontekście zasadza się nie na tym, że proponuje proste rozwiązania trudnych problemów. Także historie o podziemnych bunkrach pod CPK i obcych interwencjach nie są jego głównym ostrzem. Na fundamentalnym poziomie jego przekaz trafia bowiem w czuły punkt. Pod sztafażem teorii spiskowych eksploatuje rzeczywiste sprzeczności systemu.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Alt-right odnosi sukcesy, ponieważ model polityki prowadzonej przez elity na własną odpowiedzialność wchodzi w strukturalny konflikt z egalitarną podstawą współczesnej demokracji.</p>
</div>

<p>Wystarczy tę odpowiedzialność wyciągnąć na światło dzienne. I podbić przekaz.</p>
<h2 id="rozczarowanie">Rozczarowanie</h2>
<p>Ceną polityczną merytokracji zarządzającej systemem w imię racji stanu jest więc klincz z egalitarną demokracją. Tkwi on głęboko w strukturze modelu, niezależnie od tego, czy opozycja ma do zaoferowania pozytywną alternatywę czy inne opcje miałyby okazać się w praktyce mniej skuteczne. Proces podważania demokracji w ten sposób może trwać dekady, ale jak powiedział klasyk „nie można zwodzić wszystkich cały czas”. Jak w baśni Andersena: po okrzyku „Cesarz jest nagi!” nie da się dłużej ciągnąć gry pozorów. Raz ujawnione napięcie nie znika. Zaczyna organizować politykę.</p>
<p>W otwierającym monologu Tuld konsekwentnie przemilcza ważne pojęcie. A ono podważa całą jego argumentację. Zaufanie. Zrozumieć współczesny pieniądz to zdać sobie sprawę, co oznacza określenie „pieniądz fiducjarny”. Oparty na zaufaniu. Mówiąc o pieniądzach, Tuld, jak zręczny iluzjonista, kieruje uwagę na „papierki z nadrukiem”. Ale to nie pieniądze, to banknoty. O ich wartości nie decyduje nadrukowana cyfra. Podstawą systemu jest zaufanie. A ponieważ ekonomia systemów opisuje nie tylko finanse, ale zachowanie różnych modeli, analogicznie można rozumieć kryzys współczesnej polityki. Kiedy zasada zaufania zostaje naruszona, wystarczy, że znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że model sprzeniewierza się własnej obietnicy. A to już poważny problem nie tylko teoretyczny, ale polityczny.</p>
<blockquote>
<p>Rozczarowanie nie jest jednak politycznie neutralne. […] rozziew między obietnicą a rzeczywistością bywa siłą zmiany: „Solidarność” współtworzyli […] robotnicy, którzy dostrzegli, że państwo socjalistyczne nie dotrzymuje własnych obietnic.</p>
</blockquote>
<p>Magda Szcześniak <em><a href="https://krytykapolityczna.pl/kraj/o-czym-marzy-dzis-klasa-ludowa-magda-szczesniak/">O czym marzy dziś klasa ludowa i dlaczego niewiele o tym wiemy?</a></em> </p>
<h2 id="impas">Impas</h2>
<p>Często jako głównego przeciwnika realizmu przedstawia się nierozważny romantyzm czy idealizm. Postawę pragmatyczną, skupioną na trwaniu, stabilizacji lub odbudowywaniu warunków brzegowych modelu kontrastuje się z nierozsądnymi i ryzykownymi aktami politycznej woli czy wiary. Jednak wyzwanie rzucone przez politykę alternatywną ma inny charakter. Nie przedstawia się jako anty-realizm, przeciwnie, często zarzuca polityce mainstreamowej odejście od realistycznego credo. Ujawnia natomiast napięcia wychodzące z wnętrza systemu. Sprawia, że realizm dekonstruuje się sam. Dochodzi do impasu.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Kryzys klasycznej polityki dzisiaj to przede wszystkim kryzys zaufania.</p>
</div>

<p>To sprawia, że pat jest tak głęboki. Przy silnej nieufności do samego modelu i do operujących w kluczowych jego punktach ludzi właściwie każde proponowane rozwiązanie może się wydać niewystarczające albo mało wiarygodne. Ba, każdy ruch może być interpretowany jako działanie w złej wierze, kolejny podstęp. Propozycja reformy wydaje się w sposób oczywisty próbą wzmocnienia opresji, jeśli wychodzimy z założenia, że ofertę składają przedstawiciele globalnego sprzysiężenia możnych.</p>
<p>Nie potrzeba tutaj, aby wszyscy uwierzyli w teorie spiskowe. Wystarczy, w przejmującej ciszy, jeden mocny głos nieprzekonanego. Veto. Od tego się zaczyna. Zaufanie czasem traci się w jednej chwili, a czasem w długim, powolnym procesie erozji. Tak na przykład <a href="https://www.youtube.com/playlist?list=PLh9mgdi4rNewfxO7LhBoz_1Mx1MaO6sw">Timothy Snyder opowiada o rozpadzie systemu komunistycznego</a>. Najpierw robotnicy przekonali się, że nie spełnia obietnic. Potem elity zwątpiły w nieuchronne prawa historii i nadchodzące zwycięstwo. Gdy wiary zabrakło po obu stronach, rządzącym pozostała już tylko technologia władzy, przedłużanie status quo. Ochrona pola gry. Trwanie.</p>
<h2 id="akt">Akt</h2>
<p>„Uważamy prawdy te za święte i niepodważalne”: takiej formuły użył w pierwotnej wersji Deklaracji Niepodległości USA Thomas Jefferson (tłumaczenie własne). Po redakcji przybrała ona jednak brzmienie „Uważamy prawdy te za samooczywiste…” (tłum. Teresa Pełka). Sformułowanie to otwiera część uzasadniającą podjętą 250 lat temu przez przedstawicieli Kongresu Kontynentalnego decyzję o radykalnym zerwaniu z metropolią. Drobna, wydawałoby się, korekta zmienia jednak istotnie znaczenie tego aktu. Zamiast odwoływania się do odwiecznie obowiązujących, nienaruszalnych prawd reprezentanci Kongresu przedstawiają po prostu niewymagającą dalszego uzasadniania listę reguł, którymi chcą się odtąd kierować. Małą poprawką redakcyjną powołują do życia nowy porządek swego świata. Samym aktem. Wprost z wymienionych dalej wartości.</p>
<p>W ciągu piętnastu lat od tego momentu rewolucyjne zmiany wstrząsnęły także Francją i Rzeczpospolitą. W Konstytucji 3 Maja czytamy: „chcąc korzystać […] z tej dogorywającej chwili, która nas samym sobie wróciła.” Znów krótka formuła mówi bardzo dużo: mamy do czynienia z ulotnym i rzadkim momentem aktywnego stanowienia o swoim świecie. Kongres Kontynentalny, Konwencję Narodową i Sejm Wielki, przy wszystkich różnicach w zakresie, radykalizmie i treści polityki, którą formułowały, łączy z pewnością to śmiałe przekonanie o możliwości, wręcz konieczności ustanowienia nowego otwarcia. Polityczny impas przełamywany jest przez pozornie drobne zmiany akcentów czy też starannie dobrane sformułowania, które mają odtąd organizować wyobraźnię całych społeczności na nowo. Pokazywać im w innym świetle świat. Ich samych.</p>
<p>Bilans powinien być jednak do końca uczciwy. Trzeba oprzeć się wrażeniu, że świat przebudować można pociągnięciem pióra. We wszystkich trzech przypadkach nowo powołane czy też radykalnie przebudowane wspólnoty musiały stoczyć w swojej obronie ciężkie wojny. Rewolucja francuska ugrzęzła na lata w terrorze i wojnie domowej, a potem nowa Francja krwawiła na polach bitew całej Europy, co ostatecznie przyniosło restaurację monarchii. Polska konstytucja nie zdążyła w praktyce wejść w życie, bo wojna w jej obronie zakończyła się klęską i rozbiorem niszczącym w praktyce podłoże przetrwania państwa. Jedynie Amerykanom udało się wbrew niekorzystnym okolicznościom dobrnąć do brzegu. W akcie fundacyjnym nie ma ustępu o gwarancjach sukcesu. Fundamenty są niezbędne. Ale nie są wystarczające.</p>
<h2 id="decyzja">Decyzja</h2>
<p>Bismarck opisał politykę jako naukę o tym, co możliwe. Brzmi jak wezwanie do politycznego pragmatyzmu. Sięgania po to, co jest w zasięgu ręki. Żelazny Kanclerz, jeden z ojców realizmu, mógł zakładać, że nieustanny kryzys jest sednem porządku świata. Pozostaje więc dążyć do pochwycenia i zachowania kruchej równowagi. Tu potrzebna jest ukryta aparatura „głębokiego państwa”. Pewne ręce wyselekcjonowanych starannie cichych bohaterów. Zapora przed globalnym armagedonem.</p>
<p>Jefferson natomiast przestał pytać, jakie ustępstwa wobec korony brytyjskiej są jeszcze dopuszczalne. Nie szukał poręcznych praktycznych rozwiązań. Świadomie przekroczył granice wyznaczone przez status quo. Rzucił wyzwanie politycznej konieczności.</p>
<p>Niezależnie, czy uznamy kryzys za naturalny porządek rzeczy, czy też stan, do którego doprowadziło wyczerpanie się dotychczas dominującej formuły, stajemy na rozdrożu. Przyjmując „realistyczny” punkt widzenia, będziemy bronić trwania dotychczasowego porządku wbrew wszystkiemu, bo w tej optyce innego po prostu nie ma: <em>nie jesteśmy w stanie zatrzymać biegu spraw, spowolnić go ani choćby odrobinę zmienić. Możemy jedynie reagować.</em> To oczywiście ma swoją cenę. We współczesnej polityce trzeba mierzyć się z faktem, że w przedłużającym się klinczu coraz więcej obywateli będzie uczestniczyć w demokratycznych procedurach, jak to określił pewien publicysta, „zatykając nos”. Rosnąć będzie liczba zbuntowanych, którzy wycofają zaufanie i odmówią tak rozumianym procesom legitymizacji w ogóle. System zacznie wtedy pogrążać się bezwładnością własnego trwania. Szarpiąc się coraz mocniej. W ruchomych piaskach.</p>
<p>Można też podjąć decyzję. Odwołać się do wyobraźni politycznej i badać możliwości przełamania klinczu. Poszukać drzwi tam, gdzie w modelu widać tylko ścianę. Wypatrywać tego, co możliwe, gdy jest jeszcze poza horyzontem. Zdecydować się na zerwanie ciągłości. Akt stanowiący czasem zaczyna się od drobnej korekty. Od pochwycenia okazji. To droga bez mapy po nieznanych wodach. Wymaga ludzi, którzy uznali, że do stracenia mają niewiele: nie czeka ich w obecnej sytuacji nic dobrego. A ponieważ sens zmian wyłania się zwykle dopiero po fakcie, działać trzeba z przekonaniem, ale po omacku. Wracając spod Troi, Agamemnon wybrał dobrze znany szlak, aby dotrzeć bezpiecznie na miejsce, a tam zginąć z ręki własnej żony. Odys zaryzykował zapuszczenie się na nieznane wody, stracił całą załogę, ale uratował królestwo i odzyskał rodzinę. Tego rodzaju wybór nigdy nie jest prosty. Każda decyzja ma swój koszt. Zawsze przychodzi rachunek.</p>
]]></description></item><item><title>Zapowiedź Nº 1 „Zagrożenia współczesności”</title><link>https://magazynflary.pl/2026/08/27/zapowied%C5%BA-n%C2%BA-1-zagro%C5%BCenia-wsp%C3%B3%C5%82czesno%C5%9Bci/</link><pubDate>Thu, 27 Aug 2026 17:10:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/08/27/zapowied%C5%BA-n%C2%BA-1-zagro%C5%BCenia-wsp%C3%B3%C5%82czesno%C5%9Bci/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/wyzwania-wsp%C3%B3%C5%82czesno%C5%9Bci-flary-n1_ok%C5%82adka_hu_c444ec521dd72dd.webp" type="image/webp" length="69218"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/wyzwania-wsp%C3%B3%C5%82czesno%C5%9Bci-flary-n1_ok%C5%82adka_hu_c444ec521dd72dd.webp" alt="Automatyzacja"><p>Pesel pozwala mi pamiętać jeszcze czasy, kiedy w przyszłość spoglądaliśmy z optymizmem. Nawet w momentach niepewności swój fundament budowaliśmy na relacjach. Budowaliśmy w sobie przeświadczenie, że  „jakoś to będzie” i „damy radę”; że przyszłość odsłania przed nami cały wachlarz możliwości. Dzisiaj z kolei większość z nas jest zaznajomiona z literaturą tak Petera Turchina, jak Marka Fishera i Naomi Klein. Przesiąknęliśmy obrazami licznych kryzysów: klimatycznego, migracyjnego i wojny płci. Wypełniamy przestrzeń internetowej agory coraz to nowymi widmami zagłady i wszechobecnym defetyzmem. Planeta spłonie. Depopulacja dzieje się teraz. Zachodu już nie ma. Jesteśmy świadkami epidemii samotności. Upajamy się perwersyjnym <em>danse macabre</em>, znajdując upodobanie w kolejnych potwierdzeniach budowanej od dekady narracji beznadziei. A przecież nie jest to nasz pierwszy koniec świata.</p>
<p>Daliśmy się przekonać i przekonaliśmy samych siebie, że żyjemy w czasach ostatecznych. Nie my pierwsi. Tak samo myślał Hezjod siedemset lat przed naszą erą; w zabójstwie Cezara lud Rzymu widział spełnienie przepowiedni Sybilli; pierwsi chrześcijanie wieścili czas Apokalipsy, a Marcin Luter był przekonany, że żyje w czasach ostatecznych chodzącego po Ziemi Antychrysta. Jako społeczeństwo doświadczyliśmy dwóch wojen światowych i widma nuklearnej zagłady. A jednak historia nie skończyła się – jak wieszczył Francis Fukuyama – wraz z upadkiem Związku Radzieckiego. Nie wyczerpaliśmy jeszcze możliwości ewolucji form myślenia i ustroju.</p>
<p>Pierwszym numerem „Flar” i współpracą z Klubami Debaty Społecznej, chcemy rozpocząć z czytelnikami długą drogę. Na jej szlaku przyjrzymy się współczesności, podejmiemy próbę zdiagnozowania zagrożeń oraz przeanalizowania dostępnych już propozycji reform. Chcemy, aby w kolejnych numerach teksty i reportaże stawały się kamieniami milowymi – punktami orientacyjnymi, dzięki którym mapowanie rzeczywistości stanie się łatwiejsze i bardziej dostępne. Sięgamy przecież po mapy dlatego, że nawet w ciemności pozwalają rozeznać teren, określić azymut i kierunek wędrówki. Nie wystarczy jednak posiadać mapy, aby móc się odnaleźć. Trzeba jeszcze nauczyć się z niej korzystać, odważyć się spojrzeć na teren bez złudzeń i ruszyć dalej – wspólnie.</p>
]]></description></item><item><title>Dylemat białoruskiego dyktatora</title><link>https://magazynflary.pl/2026/08/02/dylemat-bia%C5%82oruskiego-dyktatora/</link><pubDate>Sun, 02 Aug 2026 18:29:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/08/02/dylemat-bia%C5%82oruskiego-dyktatora/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/dylemat-bia%C5%82oruskiego-dyktatora_hu_d46981e20ac9fd9a.webp" type="image/webp" length="37514"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/dylemat-bia%C5%82oruskiego-dyktatora_hu_d46981e20ac9fd9a.webp" alt="Automatyzacja"><p>Białoruś od początku wojny rosyjsko-ukraińskiej znalazła się w sytuacji, w której jej terytorium jest aktywnie wykorzystywane do wsparcia rosyjskich działań wojennych w Ukrainie. W 2022 roku Białoruś została wykorzystana jako przyczółek do inwazji lądowej na Kijów i północ Ukrainy. Jednocześnie w Mińsku odbywały się pierwsze negocjacje rosyjsko-ukraińskie. </p>
<p>Obecnie Białoruś stanowi zaplecze logistyczne dla Rosji. Jej skromne rafinerie, których pracy nie zakłócają ataki ukraińskich dronów, są dla Rosji zbawienne. Część zachodnich sankcji również jest obchodzona przez Rosję dzięki pomocy Białorusi. Przez lata Alaksandr Łukaszenka – białoruski dyktator – skutecznie lawirował między Putinem a szeroko pojętym Zachodem. Teraz jego pozycja może z pozoru wydawać się lepsza niż na początku wojny, bo część sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone została zdjęta, a sam Łukaszenka ma całkiem poprawne relacje z administracją Donalda Trumpa. Z drugiej jednak strony presja ze strony Władimira Putina tylko się zwiększa, co stawia białoruskiego dyktatora w bardzo trudnej sytuacji. Czy Białoruś zaatakuje Ukrainę? Co czeka ten kraj w najbliższej przyszłości? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym artykule. </p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">„Niech zdejmie ten sprzęt, niech go wyłączy. Myślę, że wystarczy mu na to tydzień. Dlaczego mówię o tygodniu? Ponieważ obecnie każdego dnia z tego powodu giną nasi cywile, ranne są dzieci. Jeśli on tego nie zrobi, zrobimy to my”</p>
</div>

<p>— takimi słowami zwrócił się 19 czerwca do Łukaszenki prezydent Ukrainy Wołodymir Zełeński, stawiając mu de facto ultimatum. Zełeńskiemu chodziło o tak zwane „retranslatory”, inaczej stacje przekaźnikowe, które pomagają rosyjskim dronom atakować cele na zachodniej Ukrainie. Po kilku dniach Zełeński poinformował, że retranslatory zaprzestały działania. Z kolei rzecznik prasowy ukraińskiej straży granicznej potwierdził zmniejszenie aktywności dronów na tym odcinku. </p>
<p><strong>Narastająca eskalacja</strong> </p>
<p>Alaksandr Łukaszenka od kilku lat niezmiennie powtarza, że Białoruś przygotowuje się do wojny. Podobne oświadczenia padały z jego ust przynajmniej od 2024 roku. Znamiennym jest to, że są to wiadomości, które dzielą dwa lata, a równie dobrze mogłyby zostać napisane w tym samym czasie; zwykły czytelnik nie zauważyłby różnicy.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Tej wiosny ponownie nasiliły się sygnały wokół potencjalnego zaangażowania Białorusi w konflikt.</p>
</div>

<p>W kwietniu i maju tego roku Zełeński kilkakrotnie powiedział, że widzi oznaki przygotowywania się Białorusi do działań skierowanych przeciwko Ukrainie lub sąsiednim krajom NATO. <em>„Uważamy, że Rosja po raz kolejny będzie próbowała wciągnąć Białoruś w swoją wojnę. Poleciłem, aby za pośrednictwem odpowiednich kanałów poinformować faktyczne władze Białorusi o gotowości Ukrainy do obrony swojej ziemi i niepodległości”</em>, miał powiedzieć ukraiński prezydent w kwietniu. Wtedy też OSINT zaczął dostrzegać budowanie umocnień po białoruskiej stronie granicy. Niezależne medium internetowe „Flagsztok” <a href="https://d33j75z9xkie2v.cloudfront.net/ru/vojna/o-kakih-pozicijah-i-dorogah-na-belarussko-ukrainskoj-granice-mog-govorit-zelenskij-sobrali-dostupnye-dannye.html">pisało</a> wtedy, że faktycznie takie prace są, ale ich budowa nie stanowi zagrożenia dla Ukrainy. </p>
<p>Na początku maja Łukaszenka w rozmowie ze swoim ministrem obrony ogłosił zamiar przeprowadzenia „punktowej” mobilizacji jednostek wojskowych w celu sprawdzenia ich gotowości bojowej. Po upływie kilku dni prezydent Ukrainy pośrednio to skomentował: <em>„Doskonale rozumiemy, o czym rozmawiają Rosja i władze Białorusi. Odnotowuje się większą aktywność Rosjan w rozmowach z Alaksandrem Łukaszenką. Chcą znacznie bardziej wciągnąć Białoruś w wojnę i właśnie z jej terytorium rozpocząć dodatkowe agresywne operacje – albo przeciwko naszemu kierunkowi Czernihów–Kijów, albo przeciwko jednemu z krajów NATO sąsiadujących z Białorusią.”</em> Na co Łukaszenka odpowiedział, że to „tylko gadanie [ze strony Zełeńskiego]”. Kilka tygodni później białoruski dyktator <a href="https://tvn24.pl/swiat/lukaszenka-przeprasza-zelenskiego-nie-nalezalo-tego-mowic-st9098220">przeprosił</a> prezydenta Ukrainy i oświadczył, że nie planuje prowadzić żadnych działań zbrojnych przeciwko Ukrainie, na co Zełeński odpowiedział ultimatum. </p>
<p><strong>Stanowisko Rosji</strong></p>
<p>Pod koniec czerwca Łukaszenka wybrał się do Rosji na spotkanie z Putinem, a następnie od razu do Chin i innych krajów azjatyckich. Mimo że wcześniej w białoruskiej prasie pojawiały się informacje zapowiadające wizytę w „krajach Azji Wschodniej”, Rosji na tej liście nie było. Sama wizyta zbiegła się w czasie z wyłączeniem aparatury naprowadzającej rosyjskie drony. Wizyta białoruskiego dyktatora u rosyjskiego odpowiednika była niepubliczna i niezapowiadana; po kilku dniach strony udzieliły bardzo ogólnych komentarzy na jej temat. Eksperci mówią, że tematem przewodnim rozmowy  było większe zaangażowanie Białorusi w wojnę w Ukrainie. Kilka dni przed spotkaniem w „Wall Street Journal” ukazał się <a href="https://www.wsj.com/world/russia/russia-pressures-belarus-in-bid-to-open-new-front-in-ukraine-war-8020d37e?eafs_enabled=false">artykuł</a>, w którym cytowane przez czasopismo źródła mówiły o zwiększonej presji przedstawicieli Rosji na Łukaszenkę. Prawdopodobnie spontaniczne spotkanie w rezydencji na Wałdaju, w której Putin zazwyczaj nie przyjmuje gości zagranicznych, rozciągnięte aż na dwa dni, miało na celu skłonienie białoruskiego dyktatora do zwiększenia zaangażowania w ten konflikt. </p>
<p>W artykule dla białoruskiego medium „Pozirk”  analityk Aleksander Klaskowski pisze, że Łukaszenka mógł przywieźć jakieś propozycje od ludzi Zełeńskiego, z którymi białoruski dyktator spotykał się kilka dni wcześniej. Miały one dotyczyć rozejmu w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Według Klaskowskiego Łukaszenka miał przekonywać Putina, że wykorzystywanie terytorium Białorusi do ataków na północną część Ukrainy lub Polskę i kraje bałtyckie jest złym pomysłem. Angażując na większą skalę Białoruś w tę wojnę, Rosja odniosłaby więcej strat niż korzyści. Po wizycie u Putina Łukaszenka udał się do Chin, gdzie spotkał się z przewodniczącym ChRL Xi Jinpingiem. Chińskie MSZ wydało oświadczenie, w którym poparło suwerenność Białorusi. Część osób odczytała to jako sygnał wysłany Moskwie lub Kijowowi, ale były białoruski dyplomata Paweł Macukiewicz w <a href="https://novayagazeta.eu/articles/2026/07/03/kiev-navis-na-minskom">komentarzu </a>dla „Nowej Gaziety”  zauważa, że chińska dyplomacja używa zwrotu o suwerenności jeszcze od początku lat 90.  Raczej świadczy on o dyplomatycznej kurtuazji.</p>
<p><strong>Przyszłość Białorusi</strong></p>
<p>Scenariuszy, przy pomocy których Rosja mogłaby bardziej zaangażować Białoruś w tę wojnę, jest kilka. Pierwszy z nich jest najbardziej brutalny i najmniej prawdopodobny:  Putin zmusi Łukaszenkę do mobilizacji armii i ataku na Ukrainę lub któreś z sąsiednich państw członkowskich NATO. Byłoby to jednak bardzo kosztowne dla Białorusi z różnych powodów. Po pierwsze, w białoruska armia nie dysponuje odpowiednią siłą i nie ma zdolności, by lepiej przygotować się ataku.. Londyński International Institute for Strategic Studies szacował liczbę aktywnych żołnierzy na 48 600 osób (289 500 osób w rezerwie). Nawet jeśli założymy, że każdy z tych aktywnych żołnierzy będzie faktycznie do dyspozycji na polu walki, ta liczba nie stanowi znaczącego zagrożenia sama w sobie. Chociaż żadnego przeciwnika nie można bagatelizować, fakt, że armia Białorusi nie miała żadnego doświadczenia w walce, ma głównie przestarzały poradziecki sprzęt i niskie morale, raczej nie czyni jej poważnym zagrożeniem. </p>
<p>Po drugie, wojna rosyjsko-ukraińska jest <a href="https://www.svaboda.org/a/33556469.html">niepopularna</a> w społeczeństwie białoruskim; 69% respondentów uważa, że Ukraina i Rosja powinny zawrzeć rozejm, i tylko 27% popiera działanie wojsk rosyjskich w Ukrainie. Z tak niskim poparciem społecznym użycie białoruskiej armii dla jakichkolwiek działań wojennych jest wysoce nieprawdopodobne. Nawet jeśli założymy, że propaganda będzie starała się przygotować ludzi na takie działania. </p>
<p>Drugi scenariusz, który jest bardziej prawdopodobny, to ponowne udostępnienie terytorium Białorusi do uderzenia w północną część Ukrainy. Obecnie jest on nie do zrealizowania przez Rosję, dlatego że ten kraj nie posiada już wystarczających rezerw poborowych, żeby takie uderzenie było z punktu widzenia strategicznego skuteczne. Sytuacja może się zmienić po jesiennych „wyborach” do Dumy Państwowej, po których Putin może podjąć decyzję o „częściowej mobilizacji”. Byłaby ona podobna do tej, która odbyła się we wrześniu 2022 roku. Podjęcie takiej decyzji dla samej Rosji jest ryzykowne. W takiej jednak sytuacji Białoruś mogłaby kolejny raz posłużyć mu jako przyczółek do natarcia na północ Ukrainy. </p>
<p>Kolejny scenariusz, w którym Putin mógłby wykorzystać Łukaszenkę, to prowokacja w krajach bałtyckich lub w Polsce. Prowokacja miałaby na celu „przetestowanie” reakcji sojuszu, a przede wszystkim USA i Donalda Trumpa. O wysokim prawdopodobieństwie takiej <a href="https://www.theguardian.com/world/2026/jun/26/russia-provocation-baltic-states-poland">prowokacji</a> mówią też wywiady państw członkowskich NATO. </p>
<p>W każdym z tych scenariuszy Białoruś będzie stratna. Po pierwsze, z politycznego punktu widzenia, z wielkim prawdopodobieństwem wrócą amerykańskie sankcje, zwłaszcza jeżeli ziści się scenariusz prowokacji któregoś z państw NATO. Po drugie, jeśli będzie to agresja lub wsparcie agresji skierowane w stronę Ukrainy, zostaną zaatakowane fabryki oraz rafineria w Mozyrzu, które są w tej chwili dla Rosji bezcennym wsparciem. Jeżeli ukraińskie drony są w stanie pokonać ponad 2000 km i zaatakować rosyjskie rafinerie położone na Syberii lub w Sankt Petersburgu, to ze zniszczeniem celów na Białorusi nie będzie problemów. Po trzecie, dochodzą do tego nastroje społeczne; trudno orzec, czy będą protesty oddolne czy jakiś rozłam wśród elit, ale nauczony wydarzeniami z 2020 roku Łukaszenka będzie brał taki scenariusz pod uwagę.</p>
<p>Niemniej jednak, patrząc z perspektywy racjonalnej, pełnoskalowa inwazja Rosji w 2022 roku na Ukrainę również wydawała się niemożliwa. Nie wiemy dokładnie, co planuje Putin i jakie instrumenty wpływu oraz wymuszenia podjęcia decyzji ma na Łukaszenkę. Mamy pewność, że rosyjskiej armii kończy się rekrut i że jesienią dojdzie w Rosji do mobilizacji w tej czy innej formie. Mając w głowie zagrożenia, które niesie większe zaangażowanie Białorusi w wojnę, tak czy inaczej sprawi to kłopoty broniącej się i toczącej wojnę o Donbas Ukrainie. Pozostaje wierzyć, że Łukaszence i w tym przypadku uda się wymanewrować spod presji Putina i nie doprowadzić kraju, w którym uzurpuje władzę, do katastrofy.</p>
]]></description></item><item><title>Nabór tekstów: „Zagrożenia współczesności”</title><link>https://magazynflary.pl/2026/06/07/nab%C3%B3r-tekst%C3%B3w-zagro%C5%BCenia-wsp%C3%B3%C5%82czesno%C5%9Bci/</link><pubDate>Sun, 07 Jun 2026 14:53:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/06/07/nab%C3%B3r-tekst%C3%B3w-zagro%C5%BCenia-wsp%C3%B3%C5%82czesno%C5%9Bci/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/cfp_n1_hu_c34e4cb9998588bc.webp" type="image/webp" length="54574"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/cfp_n1_hu_c34e4cb9998588bc.webp" alt="Automatyzacja"><p>Lewica potrzebuje wielu niezależnych głosów.<br>
Zapewne, podobnie jak my, słyszałeś to zdanie wielokrotnie. Tym razem nadarza się okazja, by jednym z tych głosów stał się Twój.</p>
<p>W pełni niezależna inicjatywa Magazynu „Flary” rozpoczyna nabór tekstów do drugiego wydania poświęconego tematowi: <strong>„Zagrożenia współczesności”</strong>.</p>
<p>Posiadasz wiedzę lub zainteresowania, które mogą wzbogacić debatę publiczną na temat wyzwań i zagrożeń współczesnego świata? Jesteś pasjonatem, który ma przemyślenia warte przedstawienia szerszemu gronu odbiorców? A może po prostu uważasz, że masz coś wartościowego do powiedzenia?</p>
<p>Jeśli tak, wyślij nam swój tekst na <strong><a href="mailto:redakcja@magazynflary.pl">redakcja@magazynflary.pl</a></strong>, a my pomożemy Ci go opracować i opublikować.</p>
<p><strong>Termin nadsyłania tekstów: 30.06</strong><br>
<br>
Przyjmujemy:</p>
<ul>
<li>felietony</li>
<li>eseje</li>
<li>reportaże </li>
<li>komentarze</li>
<li>recenzje</li>
</ul>
<p>Co warto wiedzieć zanim zaczniesz pisać?</p>
<ul>
<li>Sugerowana długość: ok. 1500–4500 słów</li>
<li><a href="https://docs.google.com/document/d/1aTPBboBHMja_Z3CxKtQ1WFpLsCopwl6PA6O7vZuEJUI/edit?usp=sharing">Wskazówki dla autorów</a></li>
<li>Weź pod uwagę, że pierwszy akapit to tzw. lead – zapisany pogrubieniem będzie swego rodzaju zaproszeniem do dalszej lektury. Nie powinien być za długi.</li>
<li>Wszystkie teksty publikujemy pod imieniem i nazwiskiem.</li>
<li>Formatowanie tekstu jest drugorzędne. Zostanie ono ujednolicone w szablonie do publikacji.</li>
</ul>
<p><strong>Jaką ścieżkę przejdzie Twój artykuł?</strong></p>
<ol>
<li>zatwierdzenie do publikacji</li>
<li>redakcja</li>
<li>autoryzacja</li>
<li>korekta</li>
<li>publikacja na magazynflary.pl</li>
</ol>
<p>Nie musisz mieć doświadczenia autorskiego. Pomożemy Ci dopracować tekst i przejść przez cały proces.</p>
<p><strong>Jeśli masz pytania lub wątpliwości pisz na <a href="mailto:redakcja@magazynflary.pl">redakcja@magazynflary.pl</a>.</strong></p>
]]></description></item><item><title>Wspólnota utracona?</title><link>https://magazynflary.pl/2026/05/19/wsp%C3%B3lnota-utracona/</link><pubDate>Tue, 19 May 2026 19:18:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/05/19/wsp%C3%B3lnota-utracona/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/wsp%C3%B3lnota_hu_2e6d2bf70ee159d8.webp" type="image/webp" length="44762"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/wsp%C3%B3lnota_hu_2e6d2bf70ee159d8.webp" alt="Automatyzacja"><p>Coraz częściej w przestrzeni publicznej słyszymy wezwania do odbudowy wspólnoty. Politycy z sejmowych mównic, uczestnicy debat telewizyjnych czy twórcy w mediach społecznościowych powtarzają: „Polacy muszą odbudować wspólnotę”, „Polacy muszą znów być jednością”. Zdania te brzmią efektownie, łatwo zapadają w pamięć, ale niemal zawsze pozostają pustymi deklaracjami. Łatwo powiedzieć coś takiego w studiu telewizyjnym czy zamieścić patetyczny post na Twitterze. Trudniej po zejściu z mównicy pójść na zebranie wspólnoty mieszkaniowej, gdzie sąsiad z pierwszego piętra upiera się, że nie da złotówki na remont windy, bo przecież można chodzić schodami. Tam dopiero zaczyna się prawdziwa wspólnota – w znoju, w różnicy zdań, w konieczności znalezienia konsensusu i kompromisowego rozwiązania.</p>
<p>Ilu z nas słuchając tego typu apeli czy wezwań myśli: „Tak, zgadzam się, ale co to naprawdę znaczy?”, „Jak to zrobić?”, „Od czego zacząć?”. Na co dzień bowiem doświadczamy czegoś zupełnie odwrotnego: coraz głębszego rozpadu więzi, coraz większej samotności, coraz bardziej bolesnego poczucia oddzielenia. Nasza codzienność to raczej kakofonia zagłuszających się nawzajem głosów niż harmonijny głos chóru.</p>
<p>Myślę, że większość z nas zgodzi się ze stwierdzeniem, że przechodzimy obecnie kryzys wspólnoty.</p>
<p><strong>Społeczeństwo nieufności i zmęczenia</strong></p>
<p>Jednym z największych problemów, na który zwracają uwagę badacze, jest chronicznie niski poziom zaufania społecznego w Polsce. W książce <em>Nieufność: źródła i konsekwencje</em> wydanej przez Instytut Problemów Współczesnej Cywilizacji im. Marka Dietricha autorzy, wskazując że jesteśmy jednym z najbardziej nieufnych społeczeństw w Europie, omawiają jednocześnie przyczyny i skutki takiego stanu rzeczy na różnych poziomach. Ufamy rodzinie, czasem najbliższym przyjaciołom, ale normą jest nieufność wobec obcych, instytucji, sąsiadów czy organizacji. W praktyce oznacza to, że współpraca społeczna staje się niezwykle trudna: sąsiad traktuje sąsiada podejrzliwie, obywatel urzędnika jak potencjalnego wroga, a grupy zawodowe czy społeczne nie wierzą w dobre intencje partnerów.</p>
<p>Każdy ruch, każda aktywność, każda inicjatywa wymaga podwójnego wysiłku, bo zawsze towarzyszy im podejrzliwość. Działanie potrzebuje dodatkowej energii, a ta jest dzisiaj towarem deficytowym. Nawet tam, gdzie energia społeczna istnieje, łatwo zwycięża przekonanie, że „lepiej nie ryzykować”, „to się nie uda”, „nie ma sensu ufać”.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Nieufność ma swoje źródła historyczne – w doświadczeniu zaborów, okupacji, komunizmu czy transformacji ustrojowej, a jej wpływ na funkcjonowanie wspólnoty jest zdecydowanie negatywny.</p>
</div>

<p>Prof. Krystyna Skarżyńska pokazuje, że brak zaufania przekłada się na słabość instytucji, brak kapitału społecznego, utrudnienia w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i rozwoju demokracji w ogóle.</p>
<p>Kolejnym wymiarem kryzysu jest zmęczenie polaryzacją i konfliktem politycznym. Raport z 2023 r. <em>Zmęczona wspólnota. Co łączy i dzieli polskie społeczeństwo</em> opracowany przez More in Common wskazuje, że Polacy są przytłoczeni wiecznym sporem dwóch obozów politycznych. Polaryzacja pożera całą przestrzeń publiczną, redukując tożsamości do barw partyjnych. Wielu ludzi wycofuje się w prywatność: do rodziny, najbliższego kręgu znajomych, własnego podwórka. To mechanizm obronny, a jego konsekwencją jest dalszy rozpad więzi.</p>
<p>Raport pokazuje także, że mimo różnic Polacy mają wiele wspólnych trosk: poczucie niestabilności, lęk przed przyszłością, obawa o bezpieczeństwo. Ale te wspólne elementy rzadko stają się podstawą współpracy, bo są przesłonięte przez narrację konfliktu.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">To paradoks: potencjał wspólnoty istnieje, ale nie znajduje możliwości wyrazu.</p>
</div>

<p><strong>Mit samowystarczalności</strong></p>
<p>Jedną z największych iluzji zaszczepionych nam w trakcie ostatnich 35 lat jest przekonanie, że jednostka może być samowystarczalna. Bezrefleksyjnie uznaliśmy prymat jednostki nad dobrem wspólnym. Uwierzyliśmy, że człowiek sam jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim, że wystarczy przedsiębiorczość, zaradność, silna wola i ciężka praca.</p>
<p>Po upadku komunistycznej Polski usłyszeliśmy, że każdy jest kowalem swojego losu i że teraz już wszystko jest możliwe. Szła za tym obietnica, że jeżeli tylko będziemy wystarczająco konsekwentni, będziemy wystarczająco ciężko pracować, będziemy mieli twarde łokcie, nie będziemy oglądali się do tyłu i na boki, to na pewno osiągniemy sukces, na pewno będziemy szczęśliwi. Narracja ta trafiła na podatny grunt i wytworzyła w naszym społeczeństwie kulturę silnego indywidualizmu. To właśnie ten kult indywidualizmu stał się jedną z przyczyn epidemii samotności, która jest obecnie jednym z najpoważniejszych problemów cywilizacyjnych.</p>
<p>Problem w tym, że jednostka samowystarczalna nie istnieje. Człowiek potrzebuje więzi, relacji z innymi, wsparcia i poczucia bycia częścią większej całości. Wieloletnie badania nad szczęściem w życiu prowadzone przez Uniwersytet Harvarda, obecnie koordynowane przez Roberta Waldingera, pokazują jednoznacznie: najważniejszym czynnikiem dobrego życia są relacje z innymi ludźmi. To ich liczba i jakość decydują o zdrowiu, poczuciu sensu, odporności psychicznej, a nawet długości życia. Nie bogactwo, sukces zawodowy czy sława, lecz właśnie więzi społeczne oraz umiejętność ich utrzymania są kluczowe.</p>
<p><strong>Iluzja wspólnoty – media społecznościowe</strong></p>
<p>Opisując przyczyny kryzysu wspólnoty, nie można nie wspomnieć o mediach społecznościowych. Jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się przestrzenią spotkań, wymiany myśli, poznawania nowych ludzi. Dziś coraz częściej okazują się pułapką. Algorytmy, które decydują, co widzimy na ekranach, działają tak, by zatrzymać nas przy nich jak najdłużej. Karmią nas gniewem, oburzeniem i zazdrością. Potęgują poczucie wyobcowania i izolację.</p>
<p>W efekcie wspólnota w sieci jest tylko pozorem. Iluzją. Dostajemy „znajomych” i „obserwujących”, ale niewielu z nich stanie u naszego boku, gdy naprawdę będziemy potrzebować wsparcia. Zamiast rozmów mamy wymianę komentarzy. Zamiast sporów, które uczą dialogu i dojścia do kompromisu, mamy wojny na wpisy, które utwierdzają nas tylko w naszych poglądach. Zamiast rozmowy z sąsiadem jest kontakt z anonimową grupą w sieci, która rzadko daje coś więcej niż złudzenie przynależności.</p>
<p>Co więcej, media społecznościowe rozbijają wspólnotę na tysiące równoległych światów. Każdy z nas widzi inny obraz rzeczywistości – inne wiadomości, inne narracje, inne interpretacje wydarzeń. Dzisiaj nawet fakty są przedmiotem sporu. Trudno w takich warunkach o wspólny język, o wspólne doświadczenie. Zamiast budowania mostów tworzą się mury. Często poza naszą świadomą kontrolą i intencją.</p>
<p>I tu pojawia się paradoks: nigdy nie mieliśmy tylu możliwości komunikacji, a jednocześnie nigdy nie byliśmy tak samotni. Nigdy nie byliśmy tak „połączeni”, a jednocześnie tak podzieleni.</p>
<p><strong>Realna wspólnota. Odporne państwo</strong></p>
<p>Czym jest więc ta prawdziwa wspólnota? Ta w realnym świecie, ta lokalna? Prawdziwa wspólnota to nie wielkie hasła, wielkie idee czy spektakularne, jednorazowe wydarzenia. Wspólnota to ludzie spotykający się wokół jakiejś sprawy, która ich dotyczy, która ich cieszy, napawa obawą, którą uważają za interesująca lub potrzebną. To ludzie spotykający się twarzą w twarz, poświęcający swój czas i angażujący swoją energię. Siadający razem, rozmawiający, spierający się i szukający rozwiązania. Działający. Mimo dzielących ich różnic.</p>
<p>Spotkanie twarzą w twarz z drugim człowiekiem to zupełnie inne doświadczenie niż kontakt online. Może być trudne, wymaga wysiłku, cierpliwości, umiejętności wysłuchania, wytrwałości. Skonfrontowania się z „żywym” człowiekiem i wystawienia się na próbę. Samo wejście do jakiejś grupy, próba nawiązania kontaktu jest trudne i obarczone ryzykiem. Wymaga o wiele głębszego zaangażowania. Ale to właśnie dzięki takim spotkaniom, takim działaniom możemy dostrzec i nauczyć się, że świat niekoniecznie musi być skrojony wyłącznie pod nasze oczekiwania. Zobaczyć, że ludzie czasami skrajnie się od nas różniący w jednych sprawach, zgadzają się z nami w innych. Że jedno nie wyklucza drugiego. To doświadczenie uczy pokory, a jednocześnie daje poczucie bezpieczeństwa i poczucie sprawczości. Daje siłę, która jest czymś więcej niż sumą indywidualnych wysiłków. Daje doświadczenie, które powstaje tylko wtedy, gdy robimy coś z innymi ludźmi dla innych ludzi.</p>
<p>Człowiek potrzebuje zakorzenienia. Poczucia, że nie jest sam, że może na kogoś liczyć. Relacje z innymi ludźmi obniżają poziom stresu, pomagają przetrwać życiowe kryzysy i chronią nas przed samotnością. Poprawiają jakość życia. Działanie z innymi ludźmi dostarcza codziennych dobrych doświadczeń: „ktoś na mnie czeka”, „ktoś liczy na moją obecność”, „jestem dla kogoś ważna/y”.</p>
<p>Dlatego to, czego najbardziej dziś potrzebujemy, to spotkania z innymi osobami w realnym świecie. Nie lajków i komentarzy, ale spotkania w fizycznej przestrzeni. Przy stole, na boisku, w świetlicy. Potrzebujemy wspólnego biegania, tańczenia, grania w piłkę, czytania książek, sprzątania lasu, muzykowania, zwiedzania fortów, grania w brydża czy naprawiania samochodów. Po to, żeby się poznać i poczuć, że dobrze jest robić rzeczy razem. Po to, aby przypomnieć sobie, jak dobrze być częścią większej całości.</p>
<p>I jest też aspekt bardzo praktyczny. Doświadczenie Ukrainy pokazuje, ile dla państwa znaczą silne lokalne wspólnoty i umiejący się organizować obywatele. Raport Fundacji Batorego z 2025 r. <em>Odporność i solidarność. Ukraińskie społeczeństwo wobec wojny</em> pokazuje, że reformy samorządowe z lat 2014–2015 stworzyły fundament odporności państwa i pomogły przeciwstawić się agresji Rosji. Decentralizacja wzmocniła lokalne wspólnoty, które w momencie kryzysu przejęły odpowiedzialność za organizowanie życia swoich mieszkańców. Gdy centrum państwa było przeciążone, peryferie działały. To one zapewniały ewakuację, pomoc humanitarną, wsparcie dla uchodźców, utrzymanie podstawowych usług społecznych, ale również obronę. Już od samego początku wojny część samorządów mogła natychmiast zorganizować formacje ochotnicze obrony terytorialnej, a do 8 kwietnia 2022 r. powołano ponad 450 takich formacji. Przykład Ukrainy pokazuje, jak istotne są dobrze funkcjonujące lokalne wspólnoty dla odporności państwa. Polska powinna wyciągnąć z tego wnioski.</p>
<p><strong>Wsparcie państwa – odpowiedzialność obywateli.</strong></p>
<p>Każda aktywność obywateli chcących działać w realnym świecie jest dzisiaj bezcenna. Potrzebne nam są programy wspierające takie działania finansowane przez państwo. Programy maksymalnie proste, zakładające dobrą wolę i dobre intencje obywateli. Ułatwiające sięganie po środki. Bez zbędnych procedur, konkursów i skomplikowanych rozliczeń. Dostępne bez żadnego klucza politycznego czy ideologicznego.</p>
<p>Przykładem, że takie wsparcie jest możliwe, jest program Moc Małych Społeczności. To inicjatywa, rządowa, która wspiera oddolne działania w mniejszych miejscowościach i na wsiach. Program umożliwia pozyskanie środków na realizację własnych pomysłów. Jednak 70 milionów złotych w skali całego kraju to kropla w morzu potrzeb, a dodatkowo jest on ograniczony do organizacji działających w małych miastach i wsiach. Tymczasem paradoksalnie to duże miasta często bardziej potrzebują tego typu wsparcia. To właśnie tam dużo trudniej o nawiązanie więzi społecznych, a anonimowość jest raczej normą. W wielkich aglomeracjach ludzie częściej żyją obok siebie, a nie ze sobą. Można mieszkać w bloku przez dekadę i nie znać sąsiada zza ściany, a dużo łatwiej zaangażować się w dyskusje na grupie na Facebooku niż w spotkanie na osiedlu. Dlatego bardzo istotne jest, aby tego typu programy były skierowane do wszystkich obywateli niezależnie od tego, gdzie mieszkają, a co najmniej równie ważne jest zwiększenie ich skali.</p>
<p>Można przywołać w tym miejscu wsparcie dla przedsiębiorców w czasie pandemii COVID-19. Państwo wydało wtedy miliardy złotych. Część pewnie była niepotrzebna, czasem wsparcie było zbyt hojne, ale m.in. dzięki niemu udało się nam przejść ten kryzys w miarę „suchą nogą”. Tak samo dziś powinniśmy potraktować wspieranie lokalnych wspólnot. Zwiększyć przeznaczane na ten cel środki i wprowadzić cykliczność programów: niech wszyscy aktywni obywatele wiedzą, że wsparcie będzie kontynuowane i co rok ich państwo będzie przeznaczać na ten cel z góry określone kwoty. Ktokolwiek chciałby założyć organizacje, wykazując oddolną inicjatywę, powinien być wspierany: pieniędzmi, udostępnieniem miejsca na tą aktywność czy innym działaniem administracji. Być może część tych środków zostanie zmarnowana, część aktywności okaże się niewypałem, ale te osoby, które zdobędą w ten sposób doświadczenie, te inicjatywy, które przetrwają, zbudują relacje nie do przecenienia.</p>
<p><strong>Wspólnota odzyskana?</strong></p>
<p>W Polsce nie brakuje energii do działania. Mamy szereg cech, które odróżniają nas od innych narodów. Cechy te pomogły nam przetrwać długi okres bez własnego państwa.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">To co dzisiaj nazywamy przedsiębiorczością, „za komuny” było umiejętnością kombinowania, a w I Rzeczpospolitej nazywało się „genem republikańskim”.</p>
</div>

<p>Możemy sobie nazywać to jak chcemy. Jednak ta energia, pewna nieszablonowość działania, umiejętność funkcjonowania w trudnym otoczeniu, czy „branie spraw w swoje ręce” są w nas i mogą być wielką siłą, jeśli zostaną dobrze wykorzystane.</p>
<p>Rola centralnej władzy powinna ograniczać się do odpowiedniego rozkładania akcentów, wybierania kierunków rozwoju i alokowania środków finansowych. Po to, aby nasze działanie nie było kolejnym pospolitym ruszeniem tylko miały bardziej ustrukturyzowany, systemowy charakter. Po to, aby lokalnie odzwierciedlały zadania, jakie stoją przed państwem i cele, jakie państwo chce zrealizować. Ale to my – obywatele żyjący w danej lokalnej społeczności – lepiej wiemy, co jest nam konkretnie potrzebne tu na miejscu. Inaczej wygląda to w moim rodzinnym Poznaniu, a inaczej, u kogoś kto mieszka w podsuwalskiej wsi.</p>
<p>Potrzebujemy dziś działania realnych ludzi w realnym świecie. To tam uczymy się odpowiedzialności za innych, tam wypracowujemy umiejętność działania razem, tam doświadczając swojej sprawczości budujemy swoje „małe ojczyzny”. Tam uczymy się patriotyzmu, w którym troska o dobro wspólne i gotowość, by czasem odłożyć własny interes na drugi plan, staje się wartością.</p>
<p>Czas na to, aby politycy uświadomili sobie, że budowa państwa zaczyna się od wspierania obywateli działających na rzecz lokalnych społeczności. Że przeznaczone na to środki są najlepszą inwestycją w budowę odpornej Polski. Że jest to kwestia bezpieczeństwa, zdrowia psychicznego, odporności państwa i trwałości demokracji. Że może być to kwestia przetrwania.</p>
<p>Równie kluczowe jest uświadomienie sobie przez nas, obywateli, że w przypadku jakiegokolwiek kryzysu, niezależnie, czy będzie to powódź, susza, blackout czy wojna, z pomocą najpierw przyjdą nam członkowie naszych lokalnych wspólnot. Z pomocą przyjdą nam nasi sąsiedzi. To na nich będziemy mogli liczyć i to oni będą liczyć na nas. Może jak to zrozumiemy to uznamy, że jednak lepiej pójść razem z nimi na sprzątanie świata, niż spędzić ten czas samotnie, skrolując facebooka.</p>
]]></description></item><item><title>Samotni wśród ludzi</title><link>https://magazynflary.pl/2026/05/13/samotni-w%C5%9Br%C3%B3d-ludzi/</link><pubDate>Wed, 13 May 2026 06:54:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/05/13/samotni-w%C5%9Br%C3%B3d-ludzi/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/gdzie-podziali-si%C4%99-wszyscy-ludzie_hu_a5742c5213e87afb.webp" type="image/webp" length="125578"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/gdzie-podziali-si%C4%99-wszyscy-ludzie_hu_a5742c5213e87afb.webp" alt="Automatyzacja"><p>Dzień w polskim mieście wygląda dziś podobnie niezależnie od tego, czy chodzi o Warszawę, Wrocław, Lublin czy Olsztyn. Ktoś wychodzi z mieszkania, schodzi do garażu albo szybkim krokiem mija sąsiadów na klatce, nie odrywając wzroku od telefonu. Wsiada do auta lub tramwaju, dojeżdża do biura i spędza tam osiem godzin wśród współpracowników, z którymi częściej rozmawia przez firmowy komunikator niż przy kawie. W drodze powrotnej odbiera paczkę z paczkomatu, wpada do dyskontu, a wieczorem zamawia kolację przez aplikację. Po drodze mija dziesiątki, może setki osób. Nie zatrzymuje się przy żadnej.</p>
<p>Nie oznacza to jeszcze osamotnienia w potocznym sensie. Ta osoba ma rodzinę, znajomych, grupy w komunikatorach i ludzi z pracy. A jednak w tej codzienności jest coś pustego. Między mieszkaniem, samochodem, biurem a ekranem zostaje dziś niewiele przestrzeni na przypadkowe spotkanie.</p>
<p>Jeszcze dwie lub trzy dekady temu ten sam dzień wyglądałby inaczej. Nie dlatego, że ludzie byli bardziej serdeczni albo mniej zajęci. Codzienność była po prostu gęściej utkana z miejsc pośrednich. Był kiosk, w którym sprzedawca znał klientów po imieniu, bazarek, na którym kupowało się warzywa od tej samej osoby, ławka pod blokiem, osiedlowy sklep, biblioteka, klub osiedlowy, podwórko pełne dzieci. W wielu miejscach te przestrzenie zniknęły. Ich miejsce zajęły parkingi, zamknięte osiedla, galerie handlowe i platformy dostawcze. Małe spotkania znikają bez większego hałasu, ale ich brak zmienia codzienność.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Kryzys samotności, o którym coraz częściej mówi się w Polsce i na świecie, nie jest wyłącznie problemem psychologicznym ani skutkiem indywidualnych zaniedbań. To także efekt tego, jak zostały urządzone miasta, osiedla i rytm codziennego życia.</p>
</div>

<p>Trudno oczekiwać, że ludzie będą częściej się spotykać, jeśli coraz rzadziej mają gdzie i kiedy to robić.</p>
<h2 id="czym-są-trzecie-miejsca">Czym są trzecie miejsca</h2>
<p>Amerykański socjolog Ray Oldenburg opisał takie przestrzenie jako „trzecie miejsca”. Dom jest pierwszym miejscem, praca drugim, a trzecie miejsce to wszystko to, co znajduje się pomiędzy: biblioteka, kawiarnia, bazarek, dom kultury, plac zabaw, osiedlowy skwer, parafia, klub seniora, ogródki działkowe, bar mleczny albo lokalny sklep. Nie chodzi jednak o konkretny typ lokalu, lecz o funkcję społeczną. Trzecie miejsce to przestrzeń, w której można po prostu być, bez odgrywania roli i bez planowania spotkania z dużym wyprzedzeniem. Sprzyja regularnym, nieformalnym kontaktom, które nie muszą od razu przeradzać się w bliskie relacje. Dlatego takich miejsc nie da się sprowadzić wyłącznie do lokali usługowych czy instytucji kultury.</p>
<p>Miejsca te są ważne dlatego, że tworzą warunki do codziennych, przypadkowych i spontanicznych kontaktów, a niekoniecznie bliskich więzi. To one budują zalążki relacji i poczucie zakorzenienia. Ekspedientka, która kiwa głową na powitanie, sąsiad, z którym wymienia się uwagi o pogodzie, rodzic spotykany regularnie na placu zabaw, bibliotekarka kojarząca twarz – takie kontakty bywają powierzchowne, ale budują poczucie, że nie jest się anonimowym.</p>
<p>Człowiek potrzebuje nie tylko bliskości, lecz także społecznej znajomości otoczenia. Nie każdy ma szeroki krąg przyjaciół, ale prawie każdy potrzebuje miejsc, w których może być częścią codziennego świata. Gdy takich miejsc brakuje, relacje muszą być planowane i organizowane. Spontaniczność zanika. Bycie z ludźmi przestaje być naturalnym elementem dnia, a staje się zadaniem do wykonania.</p>
<h2 id="samotność-jako-problem-społeczny">Samotność jako problem społeczny</h2>
<p>W debacie o samotności dominuje dziś język psychologii. Mówi się o potrzebie dbania o relacje, wychodzenia do ludzi, odkładania telefonu i otwierania się na innych. Te rady nie są same w sobie błędne, ale przenoszą ciężar problemu niemal całkowicie na jednostkę. Rzadziej pojawia się pytanie bardziej podstawowe: gdzie ludzie mają się spotykać i w jakich warunkach?</p>
<p>Samotność nie oznacza wyłącznie fizycznego odosobnienia. Można mieszkać w dużym bloku, pracować w otwartej przestrzeni biurowej, być stale online i jednocześnie czuć się społecznie niewidzialnym. Samotność to nie tylko brak ludzi wokół, lecz brak realnego włączenia w sieć codziennych relacji. Miasto może być pełne, a zarazem społecznie puste. Z tej perspektywy samotność przestaje być wyłącznie stanem emocjonalnym. Staje się także kategorią społeczną i przestrzenną. Rodzi się nie tylko w psychice człowieka, lecz także w sposobie organizacji codziennego życia.</p>
<h2 id="miasto-które-nie-sprzyja-spotkaniom">Miasto, które nie sprzyja spotkaniom</h2>
<p>Polska po 1989 roku zmieniła się głęboko nie tylko pod względem gospodarczym, lecz także przestrzennym i społecznym. Przed transformacją funkcjonowało więcej drobnych przestrzeni pośrednich, w których życie wspólnotowe toczyło się spontanicznie, bez wyraźnego planu czy formalnej organizacji. Po transformacji wiele lokalnych instytucji oraz codziennych miejsc spotkań osłabło albo zniknęło. Przestrzeń zaczęła coraz silniej podlegać logice własności, opłacalności i kontroli. Proces ten dotyczy zarówno centrów miast, jak i nowych osiedli mieszkaniowych.</p>
<p>Widać to szczególnie wyraźnie w urbanistyce współczesnych osiedli. Wiele z nich projektuje się jako zespoły mieszkaniowe z minimalną infrastrukturą wspólnotową. Jest dużo mieszkań, ale mało miejsc spotkań. Między blokami dominuje logika ruchu, parkowania i bezpieczeństwa. Znacznie rzadziej pojawia się logika relacji. Powstają garaże podziemne, monitoring, estetyczne wizualizacje, czasem prywatna siłownia albo plac zabaw. Rzadziej pojawia się prawdziwy placyk, dobrze ustawiona ławka czy lokalny pawilon usługowy, wokół którego mogłoby narosnąć codzienne życie. Taka przestrzeń jest projektowana raczej do przejścia niż do zatrzymania się. Do tego dochodzi planowanie infrastruktury transportowej coraz mocniej podporządkowanej samochodowi. Długie dojazdy, rozlewanie się przedmieść i uzależnienie od auta sprawiają, że coraz mniejszy dystans pokonuje się pieszo – a mniej ruchu pieszego oznacza mniej okazji do spotkania, nawet przelotnego. Miasto zaprojektowane przede wszystkim dla tranzytu nie sprzyja społecznemu zakorzenieniu.</p>
<h2 id="komercjalizacja-wspólnej-przestrzeni">Komercjalizacja wspólnej przestrzeni</h2>
<p>Drugim ważnym wymiarem problemu jest komercjalizacja przestrzeni. Coraz więcej miejsc, które mogłyby pełnić funkcję trzecich miejsc, działa wyłącznie pod warunkiem konsumpcji. Żeby gdzieś usiąść, trzeba coś kupić. Żeby spędzić czas poza domem, trzeba zapłacić za kawę, obiad, bilet albo wejście. To zmienia charakter wspólnoty. Trzecie miejsce powinno być przestrzenią obecności, a nie testem siły nabywczej. Tymczasem dla części osób – nastolatków, studentów, seniorów żyjących z niewielkiej emerytury czy ludzi w trudniejszej sytuacji materialnej – bycie „gdzieś” staje się zwyczajnie drogie. Gdy każde spotkanie wiąże się z wydatkiem, wspólnota przestaje być powszechna.</p>
<p>Dobrym przykładem są galerie handlowe, które w wielu polskich miastach przejęły część dawnych funkcji spotkaniowych. Są bezpieczne, ciepłe, łatwo dostępne i otwarte przez większą część dnia. Spotykają się w nich nastolatki, rodziny z dziećmi i seniorzy. Trudno jednak uznać galerię za pełnoprawne trzecie miejsce. To przestrzeń warunkowa i kontrolowana. Obecność bez konsumpcji szybko zaczyna być tam postrzegana jako podejrzana. Jest to przestrzeń obecności konsumenckiej, a nie obywatelskiej.</p>
<p>Równolegle przez ostatnie dekady polskie miasta doświadczały procesu grodzenia i prywatyzacji codziennej przestrzeni. Zamknięte osiedla, furtki, recepcje, monitoring i ochrona są w dużej mierze pamiątką po latach 90., kiedy poczucie zagrożenia było silniejsze, a fizyczne odgrodzenie się od otoczenia wydawało się zrozumiałą odpowiedzią na realne problemy bezpieczeństwa. Dziś ta logika coraz częściej traci sens. W wielu przypadkach ogrodzenia działają bardziej siłą przyzwyczajenia, rynkowego standardu i wyobrażenia o prestiżu niż jako konieczna forma ochrony. Co więcej, część polskich miast zaczyna ograniczać możliwość grodzenia nowych zespołów mieszkaniowych, uznając je za problem nie tylko estetyczny, lecz także społeczny i urbanistyczny. Skutkiem grodzenia jest bowiem zanik wspólnego „pomiędzy”: półpublicznych przestrzeni, w których można być jednocześnie u siebie i wśród innych. Tam, gdzie osiedla odwracają się od ulicy i sąsiedztwa, miasto traci część swojej codziennej przepuszczalności, a nieplanowane spotkania stają się rzadsze i trudniejsze.</p>
<h2 id="kontakt-online-i-obecność-offline">Kontakt online i obecność offline</h2>
<p>Trzecim ważnym procesem jest cyfryzacja relacji. Nie chodzi o proste potępienie technologii. Internet rzeczywiście pomaga utrzymywać kontakt z bliskimi mieszkającymi daleko, organizować sąsiedzkie grupy, szybciej prosić o pomoc i znajdować ludzi o podobnych zainteresowaniach. Problem pojawia się wtedy, gdy kontakt zostaje pomylony ze współobecnością.</p>
<p>Relacje online mają inny charakter niż te zakorzenione w miejscu. Są bardziej selektywne i bardziej intencjonalne. W sieci łatwo komunikować się z ludźmi podobnymi do siebie i robić to wtedy, gdy ma się na to ochotę. Trzecie miejsca działają inaczej. Mieszają ludzi, którzy w internecie mogliby się nigdy nie spotkać. Dają miejsce przypadkowi, regularności i drobnym gestom. Sieć dobrze podtrzymuje relacje, ale słabiej tworzy lokalny świat współobecności. Zawęża też często społeczne otoczenie, bo podsuwa przede wszystkim treści i ludzi podobnych. Tymczasem codzienne życie społeczne potrzebuje także kontaktu z tym, co nie zostało wcześniej wybrane.</p>
<p>Znaczenie ma również to, że dom przejął dziś wiele funkcji, które dawniej były rozproszone. Stał się miejscem pracy, odpoczynku, kontaktu, konsumpcji i rozrywki. Praca zdalna, zakupy online, dostawy jedzenia, serwisy streamingowe i telemedycyna są wygodne. Razem tworzą jednak rzeczywistość, w której można przeżyć cały tydzień, nie zamieniając z nikim kilku zdań twarzą w twarz.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Wygoda technologiczna ma także koszt społeczny.</p>
</div>

<h2 id="skutki-anonimowość-nieufność-obcość">Skutki: anonimowość, nieufność, obcość</h2>
<p>Procesy urbanistyczne, ekonomiczne i cyfrowe prowadzą do tego samego skutku. Zanikają codzienne, lekkie formy rozpoznania społecznego. Człowiek ma mniej okazji, by być zauważonym, zapamiętanym i kojarzonym. Rośnie poczucie anonimowości, a wraz z nim wrażenie, że własna obecność w konkretnym miejscu znaczy niewiele. Skutki są widoczne również na poziomie społecznym. Bez miejsc spotkań trudniej budować więzi sąsiedzkie. Ludzie mieszkają obok siebie, ale nie tworzą wspólnoty. Maleje gotowość do wzajemnej pomocy, zaufania i samoorganizacji. Społeczeństwo nie rozpada się nagle. Najpierw cichną drobne codzienne kontakty.</p>
<p>Taka samotność nie jest tylko stanem emocjonalnym. To także brak miejsca w społecznym krajobrazie. Kiedy nie ma się własnego punktu w mieście ani rytuału obecności, łatwiej czuć się obco we „własnej’’ dzielnicy. Szczególnie mocno dotyczy to tych, którzy najbardziej potrzebują lekkich i dostępnych form uczestnictwa w życiu społecznym.</p>
<p>Do tej grupy należą młodzi ludzie, seniorzy, rodzice małych dzieci, nowi mieszkańcy miast, migranci, single i osoby pracujące zdalnie. Młodzi mają wiele kontaktów online, ale niewiele fizycznych przestrzeni dostępnych bezpłatnie. Seniorzy wraz z likwidacją drobnych usług, klubów osiedlowych czy targowisk tracą nie tylko wygodę, lecz także poczucie społecznej widzialności. Rodzice małych dzieci odkrywają z kolei, że plac zabaw, biblioteka czy szatnia w przedszkolu bywają jednymi z ostatnich miejsc spontanicznej rozmowy. Nowi mieszkańcy i migranci szczególnie potrzebują miejsc pośrednich, bo to one pozwalają wejść do lokalnego świata bez gotowej sieci kontaktów.</p>
<h2 id="polski-paradoks">Polski paradoks</h2>
<p>Na tym tle pojawia się ważne zastrzeżenie. W Polsce nie brakuje całkowicie miejsc spotkań: są przecież parki, kawiarnie, biblioteki, domy kultury, kościoły i osiedlowe skwery. Problem nie polega wyłącznie na fizycznym braku miejsc – chodzi także o ich dostępność, jakość, inkluzywność i wpisanie w codzienny rytm życia.</p>
<p>Miejsce może istnieć formalnie, a mimo to nie pełnić funkcji trzeciego miejsca. Może być zbyt drogie, zbyt sztywne, źle zaprojektowane albo po prostu martwe. Potrzebne są nie tylko mury, lecz także atmosfera i możliwość swobodnego przebywania. To właśnie dlatego samo istnienie instytucji lub lokalu nie wystarcza jeszcze do zbudowania wspólnoty.</p>
<p>W polskich miastach nie brakuje inicjatyw, które próbują ten brak uzupełniać. Są biblioteki sąsiedzkie, targi śniadaniowe, ogrody społeczne, kluby osiedlowe i sąsiedzkie obiady. Pokazują one, że potrzeba wspólnoty nie zniknęła, a w wielu miejscach wyraźnie rośnie. Jednak bez stabilnego wsparcia instytucjonalnego takie działania pozostają punktowe i zależne od energii kilku osób.</p>
<h2 id="samotność-zaprojektowana">Samotność zaprojektowana</h2>
<p>O samotności trzeba mówić nie tylko w języku zdrowia psychicznego, lecz także w języku urbanistyki, mieszkalnictwa i polityki lokalnej. Potrzeba mniej poradników o relacjach, a więcej myślenia o społecznej infrastrukturze.</p>
<p>Pierwszy kierunek zmian to odbudowa przestrzeni niekomercyjnych. Chodzi o biblioteki, domy kultury, kluby osiedlowe, świetlice, skwery, ławki, place lokalne i targowiska, czyli miejsca, do których można wejść bez obowiązku kupowania czegokolwiek. Drugi kierunek to projektowanie miasta dla relacji. Oznacza to więcej przestrzeni pieszych, więcej lokalnych usług w zasięgu krótkiego spaceru oraz więcej osiedli z miejscami zatrzymania, a nie tylko przejazdu.</p>
<p>Samotność nie jest wyłącznie stanem psychicznym. Jest także skutkiem tego, jak wygląda codzienne życie pozbawione miejsc pośrednich i lekkich form kontaktu. Gdy między domem a pracą zostają przede wszystkim dojazd, zakup i ekran, spotkanie z innymi przestaje być elementem codzienności. Staje się wyjątkiem.</p>
]]></description></item><item><title>Co czeka AI w niedalekiej przyszłości? Dwa scenariusze</title><link>https://magazynflary.pl/2026/05/13/co-czeka-ai-w-niedalekiej-przysz%C5%82o%C5%9Bci-dwa-scenariusze/</link><pubDate>Wed, 13 May 2026 06:50:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/05/13/co-czeka-ai-w-niedalekiej-przysz%C5%82o%C5%9Bci-dwa-scenariusze/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/%C5%9Bwiat-w-dobie-ai_hu_5dd21d99cb4972bc.webp" type="image/webp" length="94568"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/%C5%9Bwiat-w-dobie-ai_hu_5dd21d99cb4972bc.webp" alt="Automatyzacja"><p>Mówi się, że przewidywanie jest trudne, szczególnie przewidywanie przyszłości. Ja spróbuję zajrzeć w hipotetyczne krótkoterminowe perspektywy, które mogą czekać AI. Oba te scenariusze prowadzą do kryzysu amerykańskiego modelu ekonomicznego w dwóch różnych wymiarach. Żaden z nich nie jest konieczny; może być przedmiotem sporu, czy są prawdopodobne, jednak oba są  w moim przekonaniu jak najbardziej możliwe.</p>
<h2 id="pierwszy-scenariusz---bańka">Pierwszy scenariusz - bańka</h2>
<p>Czołowe firmy pracujące nad technologią sztucznej inteligencji rozpoczęły kampanię najbardziej agresywnej alokacji kapitału, jaka miała miejsce w historii. Firmy Big Tech zainwestowały w infrastrukturę i rozwój AI około 400 mld dolarów w 2025 roku, a analitycy oraz same firmy przewidują, że liczba ta ma się zwiększyć do 700 mld dolarów w roku 2026. Dla porównania wydatki państwa polskiego w 2025 roku wynosiły około 246 mld dolarów (921 mld złotych).</p>
<p>Analitycy i ekonomiści w drugiej połowie zeszłego roku zaczęli alarmować, że inwestycje w sztuczną inteligencję mają charakter kolisty, w którym czołowe spółki AI inwestują w siebie nawzajem. Przykładowo, Nvidia zadeklarowała, że zainwestuje 100 mld dolarów w OpenAI, która ma dzięki tym pieniądzom sfinansować budowę centrów danych używających chipów tworzonych przez Nvidię.</p>
<p>Opinia, że AI może być przykładem bańki, podobnej do bańki internetowej z przełomu dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku, przestała być neo-luddystyczną mrzonką i stała się opinią głównego przekazu. Wszak pod koniec lat dziewięćdziesiątych spółki internetowe również ochoczo inwestowały nawzajem w swoje usługi, co skutkowało zwiększoną wyceną giełdową. Kolistość inwestycji spółek AI może być wczesną oznaką, że pęknięcie bańki nadchodzi.</p>
<p>Niewykluczone jednak, że przeceniamy kształt inwestycji jako problem dla firm AI. Być może jest ona spowodowana strukturą łańcuchu dostaw w tej gałęzi, tzn. jedna spółka jest odpowiedzialna za produkcję chipów, inna za budowę centrów danych, jeszcze inna za oprogramowanie.<br>
Współpraca pomiędzy nimi byłaby w takim przypadku naturalną konsekwencją olbrzymiej specjalizacji poszczególnych firm, której ta technologia wymaga. Skala może być wyjaśniona łatwością pozyskiwania kapitału oraz wysokimi przychodami tych firm. Czy aby na pewno?</p>
<p>Znacznie ważniejszym wyznacznikiem tego, że AI może być bańką , jest właśnie ilość kapitału, jaki jest  pompowany w ten sektor. Sztuczna inteligencja może być po prostu przeinwestowana i nie przyczyniać się do takiego wzrostu produktywności, jaki jest optymistycznie zakładany. Jeśli technologia nie wzmocni znacząco produktywności, dochody przestaną rosnąć w wystarczającym tempie, by uzasadniać tę gigantyczną kapitalizację.</p>
<p>Najbardziej problematycznym aspektem sztucznej inteligencji jest fakt, że amerykańska gospodarka odnotowała wzrost niemal całkowicie dzięki nakładom na sztuczną inteligencję. Bez inwestycji w centra danych wzrost amerykańskiej byłby znacznie mniejszy.</p>
<p>Jeszcze większa jest zależność wzrostu giełdy amerykańskiej od spółek AI. Pięć największych firm AI odpowiada za prawie 30% wartości indeksu S&amp;P 500. Wnioski nasuwają się same. Przyszły dobrostan USA jest wprost sprzężony z sukcesem lub porażką AI. Jak określił to Financial Times, gospodarka amerykańska jest jednym wielkim zakładem na AI. Jeśli AI nie dowiezie, gospodarka Stanów Zjednoczonych znajdzie się w poważnych opałach.</p>
<p>Tezie, że sztuczna inteligencja jest bańką, wiarygodności dodają stwierdzenia CEO czołowych spółek. Otwarcie  przyznają oni, i przyjmują ten stan rzeczy z otwartymi ramionami, że są częścią sztucznie pompowanego balonika.</p>
<p>Sam Altman, prezes OpenAI, twierdzi, że „AI będzie wielką wygraną netto dla ekonomii, nawet jeśli olbrzymia ilość pieniędzy zostanie stracona”, a zdaniem Jeffa Bezosa, CEO Amazonu, AI jest przykładem „dobrej bańki”.</p>
<p>Jeśli nawet prezesi firm, w których interesie leży przekonywanie do odwrotnej tezy, potwierdzają, że AI jest przeinwestowane, to coś może być na rzeczy.</p>
<p>Pęknięcie tej  bańki będzie bolesne dla konkretnych inwestorów i firm, sztucznej inteligencji jako gałęzi gospodarki i, do pewnego stopnia, dla całej gospodarki USA, ale nie będzie kataklizmem, jaki był kryzys 2008 roku.</p>
<p>Sztuczna inteligencja odpowiada za wzrost, ale nie jest w samym centrum struktury finansowej amerykańskiej gospodarki, tak jak było to w przypadku hipotek subprime w 2008. Kryzys będzie dotkliwy, ale zlokalizowany, podobnie jak pęknięcie bańki dot-com.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Historycznie, bańki często poprzedzały technologie, które okazywały się społecznie transformacyjnymi. Ostatecznie bańki pękały, ale nie doprowadzało to do zatrzymania rozwoju technologii, a jedynie do autokorekty rynkowej.</p>
</div>

<p>Tak było w przypadku rozwoju kolei w USA w XIX wieku. Budowie kolei towarzyszyła bańka spekulacyjna, która w końcu pękła i wiele inwestorów i firm zbankrutowało. Infrastruktura jednak została, co przyczyniło się do rozwoju Stanów Zjednoczonych.</p>
<h2 id="drugi-scenariusz---zawirowania-na-rynku-pracy">Drugi scenariusz - zawirowania na rynku pracy</h2>
<p>Możliwy jest jednak inny wariant rozwoju sztucznej inteligencji na najbliższe lata. Pod koniec lutego obecnego roku Citrini Research, think-tank inwestycyjny, opisał scenariusz, w którym optymizm rynkowy nie opuści sztucznej inteligencji. Utrzyma ona tempo rozwoju, ale przewrotnie zmieni to rynek pracy nie do poznania.</p>
<p>Przewidywania sięgają połowy 2028 roku, dwa lata od dnia dzisiejszego, siedem lat od rozpoczęcia boomu na sztuczną inteligencję przez OpenAI.</p>
<p>Kluczowym założeniem jest to, że biało-kołnierzykowy rynek pracy zostanie w najwyższym stopniu dotknięty przemianami. Zawody najbardziej podatne na malejący popyt na nie to te, z którymi tzw. agenci AI radzą sobie najlepiej.</p>
<p>Agenci AI to programy używające sztucznej inteligencji, które mają pełnić funkcję personalnego asystenta. Mogą one podejmować autonomiczne oraz nakierowane na określony cel działania. Bazują one na podobnych fundamentach jak generatywne AI, ale dodatkowo podejmują decyzje i są w stanie wykonywać całe ciągi działań samodzielnie.</p>
<p>Jeśli ktoś obecnie jest wyraźnie optymistyczny względem możliwości sztucznej inteligencji na zrewolucjonizowanie produktywności, prawdopodobnie wiąże je z agenturalną AI. Ewentualnie marzy o generalnej sztucznej inteligencji, czyli systemach, które byłyby faktycznie świadome. Od takiej technologii nadal jesteśmy bardzo daleko.</p>
<p>Można łatwo wyobrazić sobie zwolnienia na dużą skalę, jeśli firmy zdecydowałyby się zintegrować technologię w swoich operacjach. Taki scenariusz wydaje się prawdopodobny, biorąc pod uwagę, że redukcje, przynajmniej oficjalnie, motywowane zwiększeniem efektywności już się rozpoczęły. W zeszłym roku Amazon zwolnił w dwóch falach 30 tysięcy pracowników z korporacyjnych pozycji, podając inwestycje w sztuczną inteligencję jako główny powód zwolnień.</p>
<p>Zmiany opisywane przez Citrini Research stanowiłyby zagrożenie dla kapitalizmu w formie, w jakiej go znamy. Zwolnienia nie byłyby stricte spowodowane zastępowaniem pracowników przez agentów AI, a raczej znacznie zwiększoną produktywnością mniejszej liczby pracowników, którym sztuczna inteligencja pozwoliłaby zautomatyzować część zadań.</p>
<p>Zamieszanie na rynku pracy w najwyższym stopniu dotknęłoby zawodów dobrze płatnych, prestiżowych i wymagających wyższego wykształcenia. Uderzałoby to w podstawowe interesy klasowe istotnego segmentu klasy średniej, pozbawiając pracy wiele osób wykonujących najlepiej płatne zawody. Każdy kryzys do pewnego stopnia uderza w interesy klasy średniej, ale ten byłby szczególnie dotkliwy dla doradców finansowych czy prawników.
Bezrobocie wzrosłoby gwałtownie, a ludzie z braku możliwości  zostaliby zmuszeni do przebranżowienia się na pracę platformową, jak Uber, czy doskonalenie przyszłej automatyzacji. Gospodarka amerykańska jako całość byłaby w fatalnym położeniu, ale dzięki spółkom AI giełda byłaby bardziej zielona od loga Nvidii. Innymi słowy, rozwój sztucznej inteligencji spowodowałby pauperyzację członków klasy średniej na skalę, z jaką Stanom Zjednoczonym nie przyszło się jeszcze mierzyć.</p>
<p>Co bardziej sceptyczni mogą uznać takie scenariusze za zbyt katastrofalne. Być może AI zmieni rynek pracy, ale stanie się to, co działo się przy adaptacji każdej kluczowej technologii. Wiele ludzi straci pracę, ale w zamian powstaną nowe miejsca pracy, część ściśle powiązanych ze sztuczną inteligencją, a inne pośrednio. Zawody jak trenerzy AI lub eksperci od etycznego użycia AI mogą stać się atrakcyjnymi ścieżkami kariery.</p>
<p>Jednocześnie w tym momencie wiele firm boryka się z trudnościami w zintegrowaniu sztucznej inteligencji tak, by zwiększała ona produktywność. Każdy chce używać AI w swojej, ale mało kto wie, jak to zrobić. Firmy, które przez ostatnie miesiące zwalniały pracowników, wierząc, że AI pozwoli im zautomatyzować ich pracę, dzisiaj żałują swoich decyzji albo w rzeczywistości outsourcowały pracę tańszym pracownikom, korzystając z AI jedynie jako wymówki do zwolnień. Sztuczna inteligencja jest bardzo daleka od bycia zdolną do całkowitego zastępowania pracowników.</p>
<p>To najpewniej prawda, lecz trzeba zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze, AI może być unikatowe w tym, że ma potencjał do zastąpienia czegoś, co nigdy wcześniej nie mogło być zastąpione – ludzkiego intelektu. Po drugie, faktycznie AI radzi sobie bardzo słabo w wykonywaniu całego spektrum zadań pracowników, ale w skomplikowanych zadaniach z dużą ilością danych już dzisiaj radzi sobie znakomicie.</p>
<p>Wymienione powyżej możliwości to tylko dwa z wielu potencjalnych przebiegów wydarzeń, jakie mogą spotkać technologię sztucznej inteligencji w niedalekiej przyszłości. Nie są one ze sobą zbieżne, ale nie wykluczają też siebie nawzajem, zwłaszcza jeśli przyznamy, że pewne procesy mogą zdarzyć się później.</p>
<p>Jednakowoż świat jest chaotycznym zbiorem różnych procesów, więc scenariusze mogą okazać się kompletnie chybione. Artykuł ten nie ma na celu przewidywania przyszłości, a raczej ukazanie specyficznej sytuacji, w jakiej znalazła się sztuczna inteligencja, jako technologia rozwijana w społeczeństwie kapitalizmu oraz jakie wyzwania może ona za sobą pociągać.</p>
]]></description></item><item><title>Studenci w walce o sprawiedliwość i o przyszłość całego kraju</title><link>https://magazynflary.pl/2026/05/13/studenci-w-walce-o-sprawiedliwo%C5%9B%C4%87-i-o-przysz%C5%82o%C5%9B%C4%87-ca%C5%82ego-kraju/</link><pubDate>Wed, 13 May 2026 06:29:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/05/13/studenci-w-walce-o-sprawiedliwo%C5%9B%C4%87-i-o-przysz%C5%82o%C5%9B%C4%87-ca%C5%82ego-kraju/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/studenci-w-walce-o-sprawiedliwo%C5%9B%C4%87_hu_be767910c844d921.webp" type="image/webp" length="122756"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/studenci-w-walce-o-sprawiedliwo%C5%9B%C4%87_hu_be767910c844d921.webp" alt="Automatyzacja"><p>„Można przeszukać pomieszczenia rektoratu, ale nie można przeszukać sumienia ludzi.”– takie słowa padły 31 marca podczas przemówienia rektora Uniwersytetu Belgradzkiego, Vladana Đokića. W tle najazd policji na budynek uniwersytetu, zagadkowa śmierć jednej ze studentek oraz przeciwstawienie się autorytarnej władzy Vučića.</p>
<p>Uniwersytet w Belgradzie wraz z innymi uniwersytetami w Serbii pozostaje na celowniku władz po tym, jak jesienią 2024 roku władze uniwersyteckie poparły okupację uniwersytetu zorganizowaną przez studentów. Okupacje uniwersytetów odbyły się w największych miastach w Serbii z powodu tragedii, która wydarzyła się 1 listopada 2024 roku w Nowym Sadzie. Przed świeżo wyremontowanym dworcem kolejowym zawaliło się zadaszenie. W wyniku tej tragedii życie straciło 16 osób. Podczas niezależnego śledztwa dziennikarskiego zostało wykrytych wiele nieprawidłowości, które pojawiły się w trakcie realizacji tego projektu – w tym defraudacja środków publicznych Do tej pory nikt nie poniósł odpowiedzialności za tę tragedię. Protesty zorganizowane przez studentów i zwykłych obywateli były atakowane przez policję, co tylko powiększyło antagonizację wobec władzy i skłoniło więcej osób do poparcia protestujących.</p>
<h2 id="żądania-protestujących">Żądania protestujących</h2>
<p>Pod koniec listopada 2024 roku środowisko studenckie wysuwało listę z czterema konkretnymi żądaniami: pełne ujawnienie dokumentów dotyczących przebudowy dworca w Nowym Sadzie; pociągnięcie do odpowiedzialności osoby, które atakowały studentów oraz wykładowców podczas pokojowych demonstracji; uwolnienie aresztowanych protestujących oraz zwiększenie budżetu na edukację o 20%. Nie było to żądanie bliżej nieokreślonych zmian, lecz konkretne postulaty, których realizację można było łatwo zweryfikować.</p>
<p>Przez ostatnie 14 lat, odkąd władza jest skupiona wokół prezydenta Aleksandra Vučića, rząd wypracował mechanizm, jak sobie radzić z takimi protestami. Wykorzystywał do tego między innymi zwolenników i działaczy rządzącej Serbskiej Partii Postępowej (SNS), opłacone osoby z grup paramilitarnych lub tak zwanych tituszok (często są to te same osoby). Kampania nienawiści przeciwko protestującym została również rozpoczęta w mediach państwowych, które są w pełni kontrolowane przez rząd.</p>
<p>Protesty studenckie oraz okupacje uniwersytetów trwały przez cały 2025 rok, a jedyną reakcją władzy było nasilenie represji oraz zatrzymywanie bardziej „głośnych” protestujących. W trakcie trwających protestów studenci wysuwali postulat przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych. Pod koniec 2025 roku, w jeden dzień ruchowi studenckiemu udało się zebrać prawie 400 000 podpisów popierających rozpisanie przedterminowych wyborów parlamentarnych. Część osób, która zostawiła swoje podpisy, opowiedziała się również za dalszym wsparciem i uczestnictwem w działaniach ruchu.</p>
<h2 id="akademia-po-stronie-studentów">Akademia po stronie studentów</h2>
<p>Władze uniwersyteckie na ogół wsparły działania protestujących. Flagowym przykładem jest tutaj Uniwersytet w Belgradzie i jego rektor Vladan Đokić. Już na samym początku protestów rektor stanął po stronie studentów. Bronił ich w mediach oraz otwarcie konfrontował się z władzami. Mówił publicznie, że „Uniwersytet nie jest placówką władz; władze są przemijające, a uniwersytet – instytucją trwałą”, za co spotkała go krytyka i insynuacje, które wychodziły bezpośrednio od prezydenta oraz całego aparatu władzy.</p>
<p>26 marca 2026 roku na Uniwersytecie w Belgradzie wydarzyła się tragedia. Jedna ze studentek wypadła z okna budynku fakultetu filozofii. Policja informowała od początku, że nie rozpatruje udziału osób trzecich w zdarzeniu, a dzięki wynikom badań toksykologicznych dowiedziono, że we krwi dziewczyny nie znajdowały się żadne substancje zakazane. Władze uniwersyteckie zapewniły, że są one otwarte na współpracę ze służbami w celu wyjaśnienia przyczyn tej tragedii. Mimo to prorządowe media obwiniły ich za śmierć studentki. 31 marca służby bezprawnie wkroczyły na teren kampusu i rekwirowały z budynku rektoratu serwery oraz inny sprzęt, który nie miał związku z tragedią. Operacja spotkała się ze zdecydowanym oporem społeczeństwa. W ciągu kilku godzin na terenie kampusu zebrał się tłum protestujący przeciwko bezprawnej akcji policji.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Właśnie podczas tego protestu rektor Đokić wypowiedział słynne słowa: „Można przeszukać pomieszczenia rektoratu, ale nie można przeszukać sumienia ludzi”.</p>
</div>

<p>Podczas swojego przemówienia rektor podkreślił, że nie da się zastraszyć oraz przypomniał, że wciąż nikt nie poniósł odpowiedzialności za śmierć 16 osób w Nowym Sadzie. Kilka dni po proteście na kampusie rektor został wezwany na nadzwyczajną sesję Komisji Edukacji, podczas której ponownie ostro skrytykował władze państwowe. „Gdzie była ta sama determinacja i mobilizacja społeczna, gdy w wyniku zawalenia się dachu zginęło 16 osób?” – zapytał on wprost przewodniczącej Parlamentu Serbii Any Brnabić.</p>
<h2 id="sylwetka-potencjalnego-lidera-opozycji">Sylwetka potencjalnego lidera opozycji</h2>
<p>Vladan Đokić jest rektorem Uniwersytetu w Belgradzie od 2021 roku. Przed objęciem funkcji rektora pełnił funkcję dziekana na Wydziale Architektury. W 2014 roku był członkiem grupy roboczej ds. projektu Belgrade Waterfront, co budziło kontrowersje już podczas jego wyboru na stanowisko rektora. Belgrade Waterfront jest projektem luksusowego osiedla w centralnej części Belgradu, na brzegu rzeki Sawa. W trakcie budowy, która trwa do teraz, doszło do wielu nieprawidłowości, które skutkowały nawet śmiercią zatrudnionych tam budowlańców. Finansowanie projektu jest zaś przypisywane osobom z bliskiego kręgu prezydenta Vučića. Przy wyborze na rektora za kandydaturą Đokića miał lobbować były minister edukacji Mladen Šarčević, który w tamtym czasie był specjalnym doradcą przy premierze i prezydencie do spraw reformy edukacji i nauki. Đokić był członkiem zgromadzenia klubu piłkarskiego Czerwona Gwiazda (Crvena Zvezda), za co również był krytykowany.</p>
<h2 id="praca-u-podstaw">Praca u podstaw</h2>
<p>Ruch studencki, który aktywnie przygotowuje się do wyborów, przede wszystkim stawia sobie za cel przejrzyste wyjaśnienie przyczyn tragedii oraz pociągnięcie wszystkich winnych do odpowiedzialności. Studenci dalej prowadzą wiece, które obecnie przypominają bardziej konsultacje, podczas których głos zabierają zaproszeni eksperci. Rozmowy dotyczą działań, które trzeba będzie podjąć po zmianie władzy, na przykład lustracji. Do tej pory mniejsze miejscowości miały dostęp głównie do prorządowych mediów, a ich głos był słabo słyszalny w debacie publicznej. Ruch studencki wyszedł z inicjatywą „Student w każdej wsi”, w ramach której młodzi aktywiści wracają w rodzinne strony i tworzą platformy dialogu z lokalnymi społecznościami. Celem jest zrozumienie perspektywy osób dotąd ignorowanych i nagłośnienie ich problemów, a także przygotowanie oddolnych struktur, które zapewnią nadzór nad lokalnymi władzami i zagwarantują prawidłowy przebieg nadchodzących wyborów parlamentarnych.</p>
<p>Obecnie trwają pracę nad listą wyborczą. Na liście mają się znaleźć prominentni działacze społeczni, sportowcy oraz po prostu rozpoznawalne figury. Nazwiska kandydatów są niejawne do czasu ogłoszenia daty przedterminowych wyborów przez Aleksandra Vučića. Niemniej jednak, za numer jeden na liście studenckiej do wyborów parlamentarnych, jak również w wyborach prezydenckich jest uważany Vladan Đokić. Prezydent Serbii przeciąga datę ogłoszenia przedterminowych wyborów parlamentarnych grając na czas. 6 maja – w Dniu św. Jerzego – powiedział, że ogłosi datę w przeciągu najbliższych 10 dni. Studenci odrzucają możliwość startu na wspólnej liście z innymi partiami opozycyjnymi, traktując je jako część systemu i winnych zaniedbań, które są w Serbii od lat. Nie wyrażają również konkretnych postulatów wobec integracji europejskiej, stosunków z Rosją oraz statusu Kosowa. Ich celem jest skupienie uwagi na postulatach, odsunięciu od władzy starych elit, walka z korupcją i odnowienie niezależności instytucji państwowych. Dodatkowo wyraźne deklaracje na temat polityki zagranicznej mogą rozproszyć potencjalnych zwolenników ruchu, których obecnie spaja idea zmiany instytucjonalnej. Ostatni sondaż, ośrodka Faktor Plus dla medium Blic z końca kwietnia 2026 roku, a które – trzeba zaznaczyć –  zbiera dosyć mieszane opinie na temat swojej rzetelności, szacuje poparcie dla listy studentów na poziomie 28,7% z kolei rządzącej SNS –  46,4%.</p>
]]></description></item><item><title>Między refleksją a ideologią: granice psychoanalizy w życiu społecznym</title><link>https://magazynflary.pl/2026/04/30/mi%C4%99dzy-refleksj%C4%85-a-ideologi%C4%85-granice-psychoanalizy-w-%C5%BCyciu-spo%C5%82ecznym/</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 21:30:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/04/30/mi%C4%99dzy-refleksj%C4%85-a-ideologi%C4%85-granice-psychoanalizy-w-%C5%BCyciu-spo%C5%82ecznym/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/mi%C4%99dzy-refleksj%C4%85-a-ideologi%C4%85_hu_ca1f4dc16c3dda6c.webp" type="image/webp" length="151302"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/mi%C4%99dzy-refleksj%C4%85-a-ideologi%C4%85_hu_ca1f4dc16c3dda6c.webp" alt="Automatyzacja"><p>Współczesny psychoanalityk David Morgan napisał w <em>The unconscious in social and political life</em>, że w każdej epoce możemy zaobserwować wpływ pierwotnych lęków na jednostki: od zwykłego niepokoju, przez lęk prześladowczy, aż po lęk przed unicestwieniem. Jednak dopiero XX wiek, za sprawą dokonań Freuda, dostarczył narzędzia, dzięki którym można było zacząć je badać. Doświadczenie drugiej wojny światowej wzmocniło zainteresowanie psychoanalityków badaniem zjawisk socjopolitycznych. Czy, jak chciałaby Hanna Segal, powinniśmy przekroczyć granicę spekulacji, aby zacząć zabierać głos w debacie społecznej? Czy wręcz odwrotnie, wzorem Hinshelwooda lub Kernberga powinniśmy jasno oddzielić psychoanalizę od polityki? Ile dzisiaj zostało z wezwania Segal do działania?</p>
<h2 id="prawdziwą-zbrodnią-jest-milczenie">Prawdziwą zbrodnią jest milczenie</h2>
<p>W latach osiemdziesiątych żelazna kurtyna wciąż dzieliła świat na dwa obozy. Zimnowojenna codzienność była przepełniona widmem wiszącej nad światem zagłady nuklearnej. W środowisku ówczesnych filozofów spory i debaty zaczęły wykraczać poza pytanie o moralność wojny. Zainteresowani myśliciele nie pytali już o to, czy wojna jest etyczna, lecz czy zasadne jest posługiwanie się groźbą samozniszczenia gatunku w imię strategii odstraszania. Zaangażowani w tę debatę Hanna Segal i Moses Laufer utworzyli nawet sekcję Psychoanalysts for the Prevention of Nuclear War. Segal na jednym ze spotkań Brytyjskiego Towarzystwa Psychoanalizy odczytała swój manifest: <em>Silence is the real crime</em>. W odróżnieniu od Marcusego czy przedstawicieli szkoły frankfurckiej jej refleksja opierała się bezpośrednio na doświadczeniu praktycznym, nie była tylko teoretyzowaniem. Z dużą przenikliwością potrafiła rozpoznawać i nazywać nieświadome procesy, opisując je w sposób przystępny i zrozumiały. Była też jedną z pierwszych psychoanalityczek, które wyraźnie sformułowały postulat moralnego obowiązku zabierania głosu publicznie.</p>
<p>Jednak podstawowa trudność z postawą Segal nie polega na tym, że starała się spekulować na temat zjawisk społecznych, lecz na tym, że zakładała słuszność przyjętych przez siebie założeń. W jej tekstach widoczne jest również silne zaangażowanie w określone stanowiska polityczne.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Sytuacja, w której jako psychoterapeuci jesteśmy przekonani o posiadaniu racji, stanowi w swojej istocie zaprzeczenie sytuacji analitycznej.</p>
</div>

<p>Metoda, którą posługujemy się jako psychoanalitycy lub psychoterapeuci psychoanalityczni, została opracowana jako metoda kliniczna i forma leczenia. Może być realizowana jedynie w kontakcie z drugim człowiekiem, kiedy istnieją warunki do nawiązania rozmowy i reagowania na czyjąś nieświadomość przy pomocy własnej nieświadomości. Dokonujemy powolnej i ostrożnej analizy wewnętrznych struktur i mechanizmów życia psychicznego (Kernberg, 1992). Nie posiadamy uniwersalnej wiedzy o pacjencie; metodą posiadającą w sobie między innymi elementy „dialogu sokratejskiego”, pracujemy nad stworzeniem wraz z nim atmosfery refleksji, w której przeżycia mogą nabrać znaczeń i która umożliwia rozwój struktur psychicznych. W tym sensie przeniesienie tej metody na grunt społeczny rodzi zasadnicze wątpliwości metodologiczne.</p>
<p>Pamiętać musimy o tym, że na sposób definiowania psychoanalizy przez Hannę Segal w znaczącym stopniu wpłynął jej życiorys. Urodziła się w Łodzi, w rodzinie zasymilowanych Żydów (Quinodoz, 2012), a młodość spędziła między Polską a Genewą, gdzie zetknęła się z psychoanalizą i twórczością Freuda. Konfrontacja z kryzysem społecznym i ekonomicznym w Polsce doprowadziła ją do zaangażowania politycznego. Wstąpiła do Sekcji Akademickiej Polskiej Partii Socjalistycznej, z którą związały się także jej sympatie trockistowskie. Narastający antysemityzm i rozwój nazizmu zmusiły ją do emigracji; najpierw do Francji, a następnie do Londynu. Przez całe życie pozostała psychoanalityczką zaangażowaną społecznie, zaczytaną w lewicowych myślicielach, a zwłaszcza w Chomskym. Wrażliwość społeczna i interdyscyplinarność jej zainteresowań sprawiły, że w środowisku była postacią w równym stopniu szanowaną, co budzącą kontrowersje (Steiner, 2017). Pojmowała metodę nie tylko jako kliniczną formę leczenia, lecz także jako krytyczny wobec rzeczywistości sposób widzenia, który pozwala kwestionować przyjęte oczywistości i stawiać pytania o to, co uznawane jest za normalne. Skupiała swoją uwagę przede wszystkim na tych elementach kolektywnych doświadczeń, które społeczeństwo ignoruje. Psychoanaliza w jej ujęciu staje się sposobem rozumienia rzeczywistości, w którym splatają się obszary wiedzy psychologicznej, medycznej i antropologicznej z jej zainteresowaniami: sztuką, społeczeństwem i literaturą.</p>
<p>Segal dostrzegała w rywalizacji dwóch wrogich sobie bloków również siłę nieświadomych procesów. W wywiadzie rzece z Quinodoz Segal (2012, s. 222) powie, że „ówczesny porządek był trwałą strukturą paranoidalno-schizoidalną”. Świat przeżywany z tej pozycji jest rzeczywistością opartą na pierwotnych emocjach i instynktach; zamieszkują go albo w pełni dobre i wyidealizowane obiekty, albo całkowicie złe i zdewaluowane. Lęk przed zniszczeniem i anihilacją jest w nim trwale obecny. Taka osoba boi się wówczas zauważania w sobie tego, że bywa agresywna, a zamiast tego przypisuje gniew i agresję innym ludziom. Segal zwracała uwagę, że podział na „my” i „oni” jest w istocie odzwierciedleniem mechanizmu rozszczepienia, w którym wszystkie negatywne cechy i przywary przypisywane są drugiej stronie. Czym więcej negatywnych cech zostaje przypisanych innemu, tym straszniejszy staje się on w przeżyciu. Nienawidząc wroga, boimy się, że on też nienawidzi nas samych (Segal, 1987). Im bardziej postępuje polaryzacja, tym łatwiejsza staje się dehumanizacja obcego.</p>
<p>Tego rodzaju mechanizm dobrze widać w retoryce zimnowojennej. Ronald Reagan określał Związek Radziecki mianem „ogniska zła we współczesnym świecie”, a Margaret Thatcher mówiła o konflikcie jako o „walce dobra ze złem”. W takich ujęciach złożone napięcia polityczne zostają sprowadzone do prostego podziału na całkowicie dobre i całkowicie złe, co utrudnia dostrzeżenie ambiwalencji i sprzyja eskalacji wrogości. Co zaś najważniejsze, ujęcie to, choć teoretycznie spójne, zakłada możliwość bezpośredniego przełożenia kategorii klinicznych na poziom zjawisk społecznych. Tego rodzaju ekstrapolacja budzi jednak wątpliwości, ponieważ społeczeństwo nie stanowi spójnego podmiotu, a jego dynamika nie podlega tym samym zasadom co organizacja psychiczna jednostki.</p>
<p>Mimo to Segal, powołując się na Biona (1961), zauważa, że tak jak pojedyncza osoba pod wpływem silnego stresu lub kryzysu może reagować w bardziej uproszczony i impulsywny sposób, tak samo całe grupy w podobnych warunkach sięgają po prostsze, bardziej rudymentarne sposoby radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Dynamika takiego przeżycia ponownie umiejscawia świat w dychotomicznej rzeczywistości, w której zanika lub staje się niemożliwa do odzyskania, pozycja refleksji. Przykładem niech będą reakcje społeczeństw na zamachy terrorystyczne lub nagłe kryzysy bezpieczeństwa. W takich momentach zbiorowego napięcia i strachu pojawia się silna potrzeba szybkich, jednoznacznych odpowiedzi. Przestrzeń publiczna wypełnia się uproszczonymi hasłami i wezwaniami do zdecydowanych działań. W takiej atmosferze łatwiej o poparcie radykalnych rozwiązań, a trudniej o zatrzymanie się i spokojny namysł nad konsekwencjami podejmowanych decyzji. Jednocześnie Segal sugeruje, że u podłoża społecznego zaprzeczenia w latach osiemdziesiątych leżały lęki dużo bardziej pierwotne niż lęk przed śmiercią. Atomowa zagłada jest scenariuszem, którego nie można przetrwać. Nie ma w postapokaliptycznym świecie lekarzy, nieskażonej żywności ani czystego powietrza. Symboliczna wizja horacjańskiego przetrwania własnej śmierci (Lifton, 1982), staje się niemożliwa, jeśli nie będzie nikogo, kto mógłby pamiętać.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Segal wierzy jednak, że nie wszystko zostało utracone. Postuluje, że tak jak w pracy z pacjentem możliwe jest odwrócenie skutków destrukcyjnych popędów, tak również na poziomie społecznym można wzmacniać działanie bardziej życiodajnych i konstruktywnych sił.</p>
</div>

<p>W odczytanym w 1987 roku eseju <em>Prawdziwą zbrodnią jest milczenie</em> Segal formułuje swój manifest:</p>
<blockquote>
<p>Jaką rolę możemy odegrać my, jako analitycy, w tym tragicznym dramacie? Myślę, że przede wszystkim musimy przyjrzeć się samym sobie i uważać, by nie odwracać wzroku od rzeczywistości. [&hellip;] Znajomość i rozpoznawanie faktów psychicznych o których my, spośród wszystkich ludzi, wiemy coś szczególnego, oraz odwaga, by próbować jasno je wypowiadać, stanowią w istocie postawę psychoanalityczną. Musimy zmierzyć się z naszymi lękami i zmobilizować nasze siły przeciwko destrukcji. [&hellip;] Gdy zjawisko nazizmu spojrzało nam prosto w oczy, społeczność psychoanalityczna poza Niemcami w dużej mierze milczała. To nie może się powtórzyć. [&hellip;] My, psychoanalitycy, którzy wierzymy w moc słów i terapeutyczny efekt werbalizowania prawdy, nie możemy milczeć.</p>
</blockquote>
<p>(Segal, 1987/2002, s. 277-278, tłum. własne)</p>
<p>Hanna Segal apeluje więc do sumień innych psychoanalityków, zachęcając ich, by używali swojej wiedzy w celu wpływania na społeczeństwo w taki sposób, który pokaże mu prawdę o sobie samym. Współcześni reprezentanci tej linii teoretycznej to przede wszystkim David Bell i Michael Rustin. Bell jednym z głównych obszarów swoich zainteresowań uczynił relację pomiędzy polityką a psychoanalizą. W swoich alarmuje o negatywnym wpływie neoliberalizmu na społeczeństwo (2019), a w konsekwencji rozpadem instytucji publicznych (2017). Przekonuje, że wprowadzone przez Segal pojęcie maniakalnego triumfalizmu współcześnie przejawia się przede wszystkim w postaci agresywnych oddziaływań samego neoliberalizmu, który zagarnia wszelkie obszary życia i który w swojej ekspansji okazuje się niezwykle intruzywny. Urynkowienie sfery publicznej oraz interakcji między ludźmi jest, zdaniem Bella (2019), środkiem do ustanowienia darwinizmu społecznego nowymi ramami życia zbiorowego.</p>
<p>W <em>Neoliberalism is bad for your mental health</em> (2019) pisze wprost, że zasady rządzące współczesnym światem sprzyjają wzrostowi postaw narcystycznych oraz mogą wpływać na rozwój osobowości w taki sposób, że cechy te stają się coraz częstsze w społeczeństwie. Wszystko staje się policzalne i możliwe do wycenienia, a człowiek, na zasadach wolnego rynku, staje się sumą wartości swoich umiejętności, zamiast indywidualnym bytem tworzącym własną opowieść. Wiedza i umiejętności przestają stanowić wartości same w sobie, a stają się walutą wymiany. Ponadto Bell spekuluje, że wpisany w neoliberalną filozofię atak na instytucje publiczne jest niczym więcej niż symbolicznym atakiem na dobrą, karmiącą pierś (2017). W terminach psychoanalitycznych dobre obiekty to takie, które przede wszystkim są dla podmiotu zaspokajające i gratyfikujące; ich matrycą jest wspomnienie piersi, która zaspokaja głód niemowlęcia. Dla Bella instytucje publiczne stają się zatem symboliczną formą troski i opieki, którą państwo, rozumiane jako figura matki, może roztoczyć nad obywatelem. Problem ujęcia Bella nie wynika z samej skłonności do spekulacji, lecz z nadawania własnym założeniom charakteru oczywistej prawdy. Jednocześnie jego analizy ujawniają wyraźne zakorzenienie w określonych stanowiskach politycznych.</p>
<p>W sukurs Bellowi przychodzi Rustin (1991), twierdząc, że dobrze funkcjonujące instytucje publiczne można rozumieć jako wyraz bardziej dojrzałej organizacji doświadczenia społecznego (pozycja depresyjna). Wiąże się ona ze zdolnością do utrzymania w myśleniu sprzecznych perspektyw, dystansowania się wobec własnych reakcji oraz brania odpowiedzialności za własną agresję. W rozwoju jednostki taka postawa odpowiada osiągnięciu zdolności do empatii i rzeczywistej troski o innych. W tym ujęciu atak na instytucje publiczne można interpretować jako formę zaprzeczenia złożoności rzeczywistości oraz znaczenia relacji z innymi, której towarzyszy przekonanie o własnej racji i samowystarczalności (Rustin, 2019). Wyprowadzone przez Bella i Rustina wnioski pozwalają widzieć w tym procesie odzwierciedlenie postępującego rozpadu więzi międzyludzkich oraz ich znaczenia w społeczeństwie. Choć analiza ta jest spójna, pozostaje ona osadzona w określonej perspektywie interpretacyjnej, wrażliwej na krytykę neoliberalizmu, co może wpływać na sposób ujmowania opisywanych zjawisk. Bell (2019) nie kryje swojej inspiracji lewicowymi filozofami jak Mark Fisher, Perry Anderson czy Jeff Sugarman. Nierzadko odwołuje się także do spostrzeżeń Adorno, szkoły frankfurckiej czy Marksa.</p>
<p>Z kolei w <em>Understanding right-wing populism</em> Rustin (2019) stawia pytanie, dlaczego prawicowy populizm rośnie w siłę oraz dlaczego ludzie zaczynają się z nim utożsamiać. Odpowiedź, której udziela, łączy w sobie zarówno czynniki psychologiczne, jak i ekonomiczne. Stwierdza, że warunki życia we współczesnym społeczeństwie nasilają lęk, poczucie upokorzenia i skrywany resentyment, pozostawiając ludzi w stanie niepewności. W takiej sytuacji prawicowy populizm oferuje proste i emocjonalnie przekonujące sposoby radzenia sobie z tym napięciem. Przykładowo osoby dotknięte niepewnością ekonomiczną, rosnącymi kosztami życia czy poczuciem utraty wpływu na własne życie, zaczynają odczuwać frustrację i rozczarowanie. Zamiast złożonych wyjaśnień przyczyn tych problemów pojawia się prosta narracja, wskazująca konkretnych winnych, na przykład elity polityczne czy migrantów. Tego typu opowieść porządkuje doświadczenie i daje poczucie zrozumienia sytuacji, a jednocześnie pozwala skierować nagromadzone napięcie na zewnątrz.</p>
<p>Rustin uznaje, że prawicowy populizm jest bezpośrednią konsekwencją neoliberalizmu. W jego tekstach widoczna jest inspiracja myślą Adorno. Nie utożsamia on współczesnej sytuacji z sytuacją w Niemczech lat trzydziestych, wskazuje jednak na wyraźne zapożyczenia między dzisiejszym prawicowym populizmem a faszystowską propagandą. Na tej podstawie argumentuje, że społeczności nie zawsze przeżywają żałobę w sposób dojrzały; zamiast tego całe grupy mogą odwoływać się do mechanizmów projekcji i tworzenia kozła ofiarnego jako form zaprzeczenia doznanej straty. Kiedy pojawia się poczucie utraty stabilności, pracy czy dotychczasowej pozycji społecznej, zamiast uznać złożoność tych procesów i realny charakter straty, zaczyna dominować w społeczeństwie potrzeba znalezienia jednoznacznego winnego. Ujęcie to oferuje klarowną i sugestywną interpretację opisywanych procesów, warto jednak postawić pytanie, na ile przyjęta perspektywa wpływa na sposób tej interpretacji.</p>
<h2 id="refleksja-zamiast-działania">Refleksja zamiast działania</h2>
<p>Wskazane wyżej ograniczenia nie prowadzą jednak do całkowitego odrzucenia możliwości zaangażowania psychoanalizy w życie społeczne. Przeciwnie, stają się matrycą do wykształcenia granic i warunków, w których takie zaangażowanie może być realizowane w sposób bardziej świadomy i adekwatny do granic samej metody. Oznacza to jednak konieczność przesunięcia akcentu z roszczeń do wyjaśniania rzeczywistości na rzecz uważności wobec sposobów, w jakie ją ujmujemy. Takie podejście wymaga stałej refleksji nad zakresem własnych kompetencji interpretacyjnych.</p>
<p>Hinshelwood (2019) trafnie zauważa, że nie posiadamy żadnych dowodów, które pozwalałyby wnioskować o skuteczności analizowania społeczeństwa tą samą metodą, którą analizujemy życie wewnętrzne jednostki. Zwraca natomiast uwagę na potrzebę wypracowania modeli zdolnych badać relacje pomiędzy indywidualnym światem psychicznym jednostek a złożonymi procesami społecznymi. W eseju <em>Reflection or action: and never the twain shall meet</em> (2019) wprowadza rozróżnienie między próbą wykorzystywania rozumienia psychoanalitycznego do opisu zjawisk społecznych a przekonaniem, że taka wiedza powinna bezpośrednio kształtować dyskurs publiczny, co w jego ujęciu budzi poważne wątpliwości. Psychoanalitycy różnych orientacji, w mniejszym lub większym stopniu, podejmowali próby opisu zjawisk społecznych przy użyciu terminów psychoanalitycznych; listę nazwisk można jedynie mnożyć: Freud, Jung, Lacan, Fanon, Fornari, Segal, Bollas, Davids, Lowe, Kovel, Volkan, Chasseguet-Smirgel i inni. Widoczne u Bella i Segal przekonanie, że posiadamy wiedzę, która mogłaby wnieść istotny wkład w rozwój polityki lub innych dziedzin, zdaje się zawierać w sobie narcystyczną fantazję na temat własnego znaczenia.</p>
<p>Hinshelwood pyta również, do kogo miałaby być adresowana nasza wiedza. Jaki pożytek płynie z tego, by ludziom, którzy nie operują kategoriami nieświadomych popędów i lęków, przedstawiać złożone analizy psychoanalityczne? Trudno oczekiwać, by politycy realizujący określone interesy przejmowali się diagnozami odwołującymi się do pojęć takich jak „preedypalne pragnienia dziecięcej omnipotencji”. W pracy z pacjentem mamy czas i warunki, by stopniowo budować rozumienie, posługując się językiem dostosowanym do jego doświadczenia i możliwości refleksji. To proces dialogu, w którym znaczenia wyłaniają się powoli i są weryfikowane w relacji. W przestrzeni publicznej taki tryb pracy nie jest możliwy. Nie prowadzimy społeczeństw ani polityków przez proces rozumienia, nie mamy też możliwości sprawdzania, jak nasze interpretacje są przyjmowane. W efekcie analizy formułowane w języku psychoanalitycznym pozostają dla większości odbiorców nieczytelne i nieprzekładalne na działanie, tracąc swoją funkcję i stając się jedynie abstrakcyjnym komentarzem.</p>
<p>Warto również rozważyć, czy zabierając głos w opisywanych konfliktach, sami nie zaczynamy funkcjonować w bardziej uproszczony i spolaryzowany sposób, przypominający to, co próbujemy opisać. Moment, w którym opowiadamy się po jednej ze stron i uznajemy własne stanowisko za lepsze lub bardziej wartościowe od innych, jest zarazem momentem utraty zdolności do zachowania pozycji terapeutycznej. Przestajemy być symbolicznym trzecim, którego zadaniem jest obserwacja rzeczywistości z metapoziomu. Gdyby analogiczna sytuacja miała miejsce w kontakcie z pacjentem, nazwalibyśmy ją uwikłaniem. Na jakiej podstawie mielibyśmy więc rościć sobie prawo do istotnego wpływu na formowanie się dyskursu społecznego? I czy samo fiasko ruchu zapoczątkowanego przez Segal nie mówi nam wystarczająco wiele o tym, że na poziomie decyzyjnym nie ma ani gotowości, ani potrzeby słuchania tego typu głosu? Kernberg (1998) słusznie powraca tym samym do freudowskiej ostrożności. Przyznaje, że mechanizmy opisywane przez psychoanalizę mogą ujawniać się w dynamice grup i ideologii, szczególnie w sytuacjach nasilonego lęku oraz napięcia. Jednocześnie podkreśla, że takie zastosowanie psychoanalizy pozostaje ograniczone i hipotetyczne, ponieważ odbywa się poza kontekstem klinicznym, który umożliwiałby weryfikację interpretacji.</p>
<p>Mimo wszystko, Hinshelwood (2017) stara się sformułować odpowiedź na pytanie, na czym miałoby polegać nasze zaangażowanie. Podobnie jak psychoanalitycy, których zapał komentuje, dostrzega znaczenie i wyjątkowość roli psychoterapeuty jako obywatela. W <em>Psychological defence and nuclear treatment</em> (2002) pisał, że niewygoda pozycji psychoterapeutycznej polega na tym, iż posiadanie wiedzy o funkcjonowaniu psychiki jednostek oraz o mechanizmach obserwowalnych w grupach nie znika w momencie wyjścia z gabinetu. Tym samym rozumienie analityczne staje się swego rodzaju heurystyką, za pomocą której przyglądamy się społeczeństwu. Nie można wykluczyć, że istnieją momenty i obszary, w których jako psychoanalitycy jesteśmy w stanie dostrzec więcej lub lepiej coś zrozumieć, zarazem wymaga to od nas uznania własnych ograniczeń i granic metody, którą się posługujemy (Hinshelwood, 2017). Ponadto Hinshelwood zgadza się z koncepcją, że instytucje publiczne oraz potrzeby, które są zabezpieczane przez państwo, mogą być wyrazem troski i działać w służbie bardziej dojrzałych mechanizmów psychicznych. Zastanawia się, czy granicą naszego zaangażowania obywatelskiego nie powinno być przede wszystkim wspieranie tych instytucji. Wzmocnieniu ulegają wówczas figury i reprezentacje odwołujące się do funkcji myślenia, zachęcając do zatrzymania się i rozważenia problemu. Przede wszystkim jednak silna obecność instytucji publicznych w życiu społecznym może stanowić przeciwwagę dla tendencji egoistycznych, przywracając i akcentując znaczenie odpowiedzialności za siebie, za innych i za własną agresję. Dla Hinshelwooda zadaniem psychoanalityka w społeczeństwie nie jest udzielanie poprawnych lub „mądrych” odpowiedzi, lecz raczej stawianie właściwych i dociekliwych pytań.</p>
<p>W ujęciu, które proponuje Slavoj Žižek (1989), ideologia zasadza się na sposobie organizowania samej rzeczywistości społecznej oraz podmiotowego doświadczenia. Jednostka nie musi wierzyć w ideologię, aby poprzez swoje codzienne praktyki działać w jej służbie. Nawet postawa cynicznego dystansu wobec dominujących narracji nie stanowi wyjścia poza ideologię, lecz często okazuje się jej najbardziej zaawansowaną formą (Žižek, 1994). Ideologia funkcjonuje poprzez fantazję, która sankcjonuje relację podmiotu z rzeczywistością i nadaje jego doświadczeniu znaczenie. W tym sensie nie istnieje neutralna, zewnętrzna wobec ideologii pozycja, z której można byłoby dokonać jej całkowicie bezstronnej analizy.</p>
<p>Nie oznacza to jednak, że krytyczna analiza ideologii staje się niemożliwa lub zbędna. Przeciwnie. Žižek nieustannie przekonuje, że skoro nie ma prostego wyjścia poza ideologię, tym bardziej konieczne jest jej rozpoznawanie i analizowanie. Także przy użyciu narzędzi psychoanalitycznych. Zdaniem Žižka refleksja nad nieświadomymi mechanizmami nie traci swojej wartości, lecz zyskuje szczególne znaczenie jako sposób uchwycenia tych wymiarów doświadczenia, które pozostają niewidoczne w bardziej powierzchownych opisach rzeczywistości społecznej. Dopiero taka perspektywa pozwala zaobserwować istotne napięcie między psychoanalizą a ideologią. Język psychoanalityczny nie jest wolny od uwikłań i sam uczestniczy w organizowaniu opisywanej rzeczywistości. Rozumienie Žižka pokazuje istnienie ryzyka, że pod pozornie neutralną próbą opisu może kryć się konkretna organizacja sposobu widzenia świata. W tym sensie zabieranie głosu w dyskursie społecznym przez psychoterapeutów staje się szczególnie problematyczne. Taka pozycja zakłada bowiem posiadanie wiedzy o nieświadomych mechanizmach niedostępnych dla innych, co może sprzyjać przekonaniu o wyjątkowości własnej analizy. Podejmowana przez psychoanalityków próba zdemaskowania społecznych iluzji może również działać w służbie ideologii, tworząc nową fantazję, która rości sobie prawo do nazywania i definiowania zachowań innych. Nie wyklucza to jednak jej potencjalnej wartości jako formy krytycznej refleksji. Nawet jeśli odbywa się z „wnętrza” ideologii.</p>
<p>Niemniej dyskurs psychoanalityczny, wykorzystywany do analizy społecznej, nie musi z konieczności prowadzić do krytycznego odsłonięcia ideologii, lecz może również współtworzyć nowe jej formy, zwłaszcza wtedy, gdy stosowany jest w sposób roszczący sobie prawo do wyjaśniania i porządkowania doświadczenia innych. Nie oznacza to jednak, że psychoanaliza nie posiada implikacji politycznych, lecz że ich forma wymaga większej ostrożności i refleksyjności. Takie ryzyko ideologizacji widać u samej Hanny Segal pod koniec jej życia, kiedy pisała:</p>
<blockquote>
<p>Co przyniesie nam przyszłość? Widzę to w dość czarnych barwach, bowiem globalny ucisk, masowe mordy i totalny wyzysk gospodarczy sprawiają, że terroryzm staje się niemal jedyną bronią dostępną uciskanym.</p>
</blockquote>
<p>(Segal, 2006/2007, s.44)</p>
<p>Pytanie nie brzmi więc, czy psychoanaliza zawiera w sobie implikacje polityczne, lecz czy potrafi je rozpoznać także we własnym języku i własnych roszczeniach do wiedzy. Oznacza to konieczność skierowania uwagi nie tylko na analizowane zjawiska, ale również na sposób, w jaki sama psychoanaliza je ujmuje i porządkuje. Dopiero taka podwójna refleksyjność pozwala odróżnić moment, w którym staje się ona narzędziem rozumienia, od momentu, w którym zaczyna reprodukować to, co próbuje krytykować.</p>
<h2 id="bibliografia">Bibliografia:</h2>
<p><strong>Bell, D.</strong> (2017). Prawdziwą zbrodnią jest myślenie. Hanna Segal – zaangażowana intelektualistka. W: J. Groth &amp; A. Topolewska (red.), <em>Współczesne zastosowania psychoanalizy. Perspektywa postkleinowska</em>. Instytut Studiów Psychoanalitycznych im. Hanny Segal.</p>
<p><strong>Bell, D.</strong> (2019). <em>Neoliberalism is bad for your mental health</em>. W: D. Morgan (red.), <em>The Unconscious in Social and Political Life</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Bion, W. R.</strong> (1961/2015). <em>Doświadczenie w grupach i inne prace.</em> Oficyna Ingenium</p>
<p><strong>Hinshelwood, R. D.</strong> (2002). Psychological defence and nuclear threat. W: C. Covington, P. Williams, J. Arundale &amp; J. Knox (red.), <em>Terrorism and War: Unconscious Dynamics of Political Violence</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Hinshelwood, R. D.</strong> (2017). Komentarz do artykułu Davida Bella. W: J. Groth &amp; A. Topolewska (red.), <em>Współczesne zastosowania psychoanalizy. Perspektywa postkleinowska</em>. Instytut Studiów Psychoanalitycznych im. Hanny Segal.</p>
<p><strong>Hinshelwood, R. D.</strong> (2019). <em>Reflection or action: and never the twain shall meet</em>. W: D. Morgan (red.), <em>The Unconscious in Social and Political Life</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Kernberg, O. F.</strong> (1992). <em>Aggression in Personality Disorders and Perversions</em>. Yale University Press.</p>
<p><strong>Kernberg, O. F.</strong> (1998). <em>Ideology, conflict, and leadership in groups and organizations</em>. Yale University Press.</p>
<p><strong>Lifton, R. J.</strong> (1982). <em>The Broken Connection: On Death and the Continuity of Life</em>. Simon &amp; Schuster.</p>
<p><strong>Morgan, D.</strong> (2012). <em>The Unconscious in Social and Political Life</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Quinodoz, J.-M.</strong> (2012). <em>Rozmowy z Hanną Segal: jej wpływ na psychoanalizę</em>. GWP.</p>
<p><strong>Rustin, M.</strong> (1991). <em>The Good Society and the Inner World</em>. Verso.</p>
<p><strong>Rustin, M.</strong> (2019). Understanding right-wing populism. W: D. Morgan (red.), <em>The Unconscious in Social and Political Life</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Segal, H.</strong> (1987/2002). Silence is the real crime. W: C. Covington, P. Williams, J. Arundale &amp; J. Knox (red.), <em>Terrorism and War: Unconscious Dynamics of Political Violence</em>. Karnac.</p>
<p><strong>Segal, H.</strong> (2006/2007). September 11. W: H. Segal, <em>Yesterday, Today and Tomorrow</em>. Routledge.</p>
<p><strong>Žižek, S.</strong> (1989). <em>The Sublime Object of Ideology</em>. Verso.</p>
<p><strong>Žižek, S.</strong> (1994). <em>Mapping Ideology</em>. Verso.</p>
]]></description></item><item><title>Młodych nie ma na prowincji</title><link>https://magazynflary.pl/2026/04/30/m%C5%82odych-nie-ma-na-prowincji/</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 21:30:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/04/30/m%C5%82odych-nie-ma-na-prowincji/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/m%C5%82odych-nie-ma-na-prowincji_hu_89bc0e7d7aac6071.webp" type="image/webp" length="69960"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/m%C5%82odych-nie-ma-na-prowincji_hu_89bc0e7d7aac6071.webp" alt="Automatyzacja"><p>Poruszając się w umyśle ulicami naszych miast, zobaczymy dwa obrazy. W metropolii zauważymy zapewne całe ruchliwe masy studenckie i młodych dorosłych. Jednak w małych miejscowościach młodzi skończą się na licealistach okupujących ławki w parkach czy przed galerią handlową, po nich zaś następuje dziura pokoleniowa, po której widoczne są głównie osoby dawno już okrzepłe w swojej dorosłości. Co stało się z młodymi dorosłymi? Czy jeszcze tu są? Gdzie zniknęli i dlaczego nie chcą pozostawać w swoich rodzinnych gminach i powiatach?</p>
<p>Pomimo chęci pozostania w rodzinnej miejscowości młodzi bardzo często zmuszeni są do wyjazdu do większej aglomeracji. Przyczyną tego jest nie tylko rozlokowanie uczelni wyższych na mapie kraju, ale też współczesne realia rynku pracy. Poszukiwanie pracy dla osób, które dopiero wchodzą w realia dorosłego życia, potrafi być sporym wyzwaniem niezależnie od miejsca zamieszkania. Sytuacja w tym aspekcie jest jednak w małych miejscowościach szczególnie niełatwa, gdyż lokalne warunki często utrudniają możliwość podjęcia zatrudnienia wszystkim nowym pracownikom – przede wszystkim zaś tym, których oczekiwania nie odnajdują się przy kasie w markecie czy na taśmie na hali produkcyjnej. Częstymi zjawiskami są brak etatów na młodsze stanowiska czy minimalna ilość programów stażowych oraz pracowniczki urzędów pracy rozkładające bezradnie ręce.</p>
<p>Sytuacja kobiet jest tu jeszcze trudniejsza, a pracodawcy podejrzliwie spoglądają na młode dziewczyny, błędnie wierząc w szkodliwy mit o zwiększeniu kosztów, jakie firma rzekomo ponosi na rzecz pracownicy, gdyby ta potencjalnie zaszła w ciąże. W mniejszych miejscowościach brak jest też dużych korporacji, w których młodym obojgu płci łatwiej jest odnaleźć się na początkowych etapach, często też oferujących wdrożeniowe etaty. Kobiety zaś są częściej przyjmowane w dużych przedsiębiorstwach dzięki ich potencjalnie wyższej ugodowości.</p>
<p>W małych miastach juniorskich etatów jest zdecydowanie mniej. Przeważają za to samodzielne stanowiska i małe wykwalifikowane zespoły, co silnie związane jest z wielkością przedsiębiorstw. W niewielkich firmach pojawia się dodatkowa bolączka związana z brakiem chęci przyuczania młodszych do zawodu przez starszych pracowników. Z drugiej strony pracodawcy nie chcą zatrudniać niedoświadczonych bez fachu w rękach.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Często więc by wejść na rynek w Polsce samorządowej, trzeba najpierw nabrać doświadczenia w dużym mieście, a potem – obniżając standardy płacowe oraz jakości życia – wrócić i zatrudnić się na takiej samej posadzie w rodzinnej miejscowości.</p>
</div>

<p>Trochę lepiej sytuacja wygląda na stanowiskach technicznych, gdzie w zależności od zespołu lub potrzeb kadrowych potrzebne kompetencje są przekazywane najbardziej zaradnym pracownikom.</p>
<h2 id="przestrzeń-nie-dla-młodych">Przestrzeń nie dla młodych</h2>
<p>Wspominałam wcześniej o młodzieży spotykającej się na ławkach w parkach oraz galeriach handlowych; obraz ten jest symptomem istotnego problemu młodych dorosłych na prowincji. Niezależnie od miejscowości obserwujemy brak tzw. trzecich miejsc – przestrzeni spotkań, budowania relacji, wspólnoty. Nie ma ich ani dla nastolatków, ani innych grup wiekowych – dzieci i osób dojrzałych. Dotyczy to zarówno miast wielkości Kłodzka, jak i Krakowa. Szczególnie boleśnie odczuwają to młodzi dorośli, którzy próbują odnaleźć się w „dojrzałych i poważnych” obowiązkach oraz rutynie. Im mniejsza miejscowość, tym problem wyraźniejszy. Brak takich miejsc może także przejść niezauważony przez wiele osób, zwłaszcza wraz ze wzrostem tzw. helikopterowego rodzicielstwa i sejfityzmu, w którym ze względu na bezpieczeństwo dziecka nie pozwalano mu na przebywanie w miejscach, gdzie samodzielnie mogłoby doświadczać nowych aktywności. Gdy osoba nie doświadczyła dobrodziejstw takich miejsc w swoim dzieciństwie, może ona nie czuć potrzeby ich istnienia i nie być świadoma płynących z nich korzyści. Warto przy tym zauważyć, że problem ten został zauważony już w największych miastach i powstają ruchy społeczne starające się adresować problem braku przestrzeni spotkań w dużych aglomeracjach.</p>
<p>Gdy dojrzewająca osoba wyrośnie już z placów zabaw, dostępna jej publiczna przestrzeń momentalnie się kurczy. „Pod karą administracyjną” nie gramy już w piłkę, ani nie spotykamy się na dyskotekach jak nasi rodzice – tych obecnie brak lub zastąpiono je klubami 18+, dla których główną motywacją działania jest sprzedaż dużej ilości alkoholu. Nie mamy grup, środowisk, miejsc interakcji z podobnymi sobie ludźmi, a wydarzenia regionalne często są adresowane wyłącznie dla zorganizowanych grup szkolnych o określonym wieku. Przyzwyczailiśmy się spoglądać na świat oczami dorosłych, którzy mają środki finansowe na uczestniczenie w różnych wydarzeniach oraz przebywanie w miejscach takich jak restauracje czy teatry, brakuje przy tym miejsc gdzie za darmo lub małym kosztem osoby mogłyby spędzić razem czas pod dachem, ale nie w mieszkaniach prywatnych.</p>
<p>Młodzi potrzebują miejsc do socjalizacji, poznawania osób, z którymi później mogą chodzić do kina, organizować domówki czy tworzyć rozmaite formy wspólnot, dzielić zainteresowania czy ambicje. Zwłaszcza na prowincji brakuje nam miejsc do budowania tożsamości czy rozwijania pasji. Gdzieniegdzie znajdziemy jeszcze takie punkty jak stary skatepark, przyszkolny orlik, park czy – dla tych starszych – nowopowstały bar, ale i on często zniknie szybciej niż się pojawił. Zmniejsza się za to rola domów kultury, kół zainteresowań, amatorskich klubów sportowych – zwłaszcza, gdy wzrasta liczba kilometrów do najbliższego miasta wojewódzkiego. Im bliżej do takiego miasta, tym więcej osób dojeżdża tam do pracy, przez co oczekiwania co do usług wpływają na zwiększenie aktywności instytucji społecznych.</p>
<p>Wobec takich perspektyw młodzi zostają w domu, często z własnym smartfonem czy komputerem i z własnego pokoju kontaktują się ze światem.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Muszą w wirtualnej rzeczywistości spotykać znajomych, wyrażać siebie i z małego miasta, opuszczonego nawet przez znajomych ze szkoły, uciec w wielkie internetowe miasto; z przestrzeni fizycznej w cyfrową.</p>
</div>

<h2 id="brak-bratniej-duszy">Brak bratniej duszy</h2>
<p>Trzeci powód zmniejszonej obecności młodych dorosłych na prowincji jest poniekąd spowodowany poprzednimi dwoma. Wspomniane wcześniej utrudnienia w funkcjonowaniu sprawiają, że w takich rejonach maleje grupa rówieśnicza. Uruchomił się już mechanizm błędnego koła: młodych jest coraz mniej, co przyśpiesza ich dalszy odpływ. Nie mają znajomych w swoim wieku, więc wszyscy współpracownicy, osoby na ulicy, w miejscach spotkań będą starsi: z własną rodziną i poukładanym życiem, co utrudnia nawiązywanie relacji koleżeńskich i przyjaźni.</p>
<p>Powoduje to oczywistą trudność we wchodzeniu w związki romantyczne. Problem ten dotyka wszystkich na etapie wczesnej dorosłości, ale nie można ukryć, że jest dotkliwszy dla młodych mężczyzn, którzy, jeśli nie znaleźli partnerki w szkole średniej lub w trakcie studiów, często pozostają samotni na prowincji. Nierzadko, pomimo bardzo dobrych predyspozycji psychologicznych czy życiowych, nie mają szans na spotkanie drugiej połówki, bo zwyczajnie młodych kobiet poza metropoliami jest mniej i wciąż ich ubywa.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Z całym bagażem samotności, nieradzenia sobie z wyzwaniami dorosłości i dużym poczuciem niesprawiedliwości wiele osób żałuje powrotów i pozostania w rodzinnych stronach.</p>
</div>

<p>Powodów tego stanu rzeczy jest oczywiście więcej: zarówno samych problemów Polski samorządowej, jak i obecnych post-wspólnotowych czasów. Warto wymienić także wykluczenie komunikacyjne, które utrudnia dostanie się do innych aglomeracji w poszukiwaniu rozwiązania powyższych problemów. Na prowincji często brak też przestrzeni do realizacji nietypowych ścieżek kariery, jak artystyczna, aktywistyczna oraz z zakresu rozwoju społecznego lub innych scenariuszy życiowych, które nie mieszczą się w standardowym duecie „etat z rodziną”.</p>
<p>Przyglądając się wszystkim wymienionym wyzwaniom, można zauważyć, jak złożone jest to zjawisko i jak szeroko może ono wpływać na całokształt funkcjonowania młodych. Gdyby posłużyć się hierarchią potrzeb Maslowa, okazałoby się, że problemy te wpływają na dobrostan, sięgając każdej kategorii potrzeb psychologicznych człowieka.</p>
<p>Pierwszą niezaspokojoną potrzebą młodych będzie potrzeba bezpieczeństwa; tu przede wszystkim warto zwrócić uwagę na wspomniany problem z zatrudnieniem oraz brak możliwości wyprowadzki od rodziców na własne mieszkanie. Następnie w potrzebie przynależności i miłości ujawnia się brak grupy rówieśniczej, relacji romantycznych oraz brak miejsc realizacji zainteresowań w grupie. Niemożność realizacji potrzeby uznania jest spowodowana brakiem możliwości awansu w pracy, realizowania się w bardziej wymagających zadań oraz realizacji nieszablonowej ścieżki kariery. Problem dotyczy również samorealizacji, ograniczanej przez wszystkie z wymienionych czynników w różnym natężeniu.</p>
<p>Tematem tym nikt na prowincji się nie zajmuje, a w dużych miastach nie jest on szeroko poruszany. Zarówno nasze braki w poczuciu wspólnoty, jak i polityka odsunięta od największych metropolii nie cieszą się dużym zainteresowaniem infosfery, a problem pozostawiony sam sobie gdzieś na prowincji przybiera na sile. Samorząd powinien zauważyć kroczący już kryzys, aby zatrzymać proces wyludniania się miast powiatowych i gminnych i ich zamiany w miejscowości senioralne.</p>
<p>Odpowiadając więc na postawione w tytule zagadnienie – mamy młodych na prowincji, lecz grupa ta maleje i nie zmieni się to, póki nie stworzymy dla nich rozwiązań, by chcieli tu zostać.</p>
]]></description></item><item><title>Szary krajobraz IT</title><link>https://magazynflary.pl/2026/04/30/szary-krajobraz-it/</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 21:30:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/04/30/szary-krajobraz-it/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/szary-krajobraz-it_hu_35dbf84cd8d55bf3.webp" type="image/webp" length="87350"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/szary-krajobraz-it_hu_35dbf84cd8d55bf3.webp" alt="Automatyzacja"><p>Ostatnie dekady to czas przemian społecznych w dużej mierze napędzanych rozwojem technologii informacyjnych. Przez ten czas przeszliśmy od optymizmu do obaw o zagrożenia dla indywidualnych użytkowników i całych społeczeństw. W tej podróży wydajemy się prowadzeni przez procesy, na które nie mamy wpływu. Jako pracownik branży IT chciałbym podzielić się własną perspektywą – i kilkoma pomysłami, jak działać.</p>
<p>Dylematy z własnej pracy zawodowej widziałem dotąd najczęściej w amerykańskich filmach osadzonych w świecie finansów. W tym roku znalazłem ich odbicie w Kazimierzu Śliwie, drugoplanowej postaci w serialu <em>Ołowiane Dzieci.</em> Odpowiadał on w hucie za obsługę filtrów, które miały ograniczać emisję zanieczyszczeń. W pewnym momencie znalazł się pod presją przełożonych, którzy parli na zwiększenie wydajności. Filtry ograniczały ciąg powietrza, a zakład nie osiągał założonych wyników. Nie zdając sobie początkowo sprawy ze skali konsekwencji, uległ i wyjął część filtrów. Później dotarło do niego, jaki wywarł wpływ na otoczenie. Miał wyrzuty sumienia i chciał wesprzeć główną bohaterkę serialu, lekarkę Jolantę Wadowską-Król, która szukała przyczyn epidemii ołowicy. Taki krok jednak miałby konsekwencje: od oficera Służby Bezpieczeństwa usłyszał, że lepiej nie być wrogiem partii. Partia nie pozwalała swoim wrogom i ich dzieciom na spokojne życie, studiowanie i znalezienie dobrej pracy.</p>
<p>Jest istotna różnica między sytuacją lekarki i pracownika huty – jej dylemat jest jaskrawy, czytelny dla niej samej i jej bliskich. Kiedy konsekwencje działań bohaterki zaczęły negatywnie wpływać na jej rodzinę, było już wyraźnie widać stawkę – umierające dzieci. Kazimierz Śliwa był mi pod tym względem bliższy – nie mierzył się bezpośrednio z kwestią życia i śmierci, nie zabił ani nie uratował żadnego dziecka. Czy gdyby odmówił wyjęcia filtrów, ktokolwiek zauważyłby efekt zdrowotny dla społeczności? Czy rodziny z Targowiska solidarnie wsparłyby jego opór, zanim mogłyby zobaczyć własne dzieci zatrute ołowiem? Zapewne po prostu huta znalazłaby na jego miejsce innego pracownika, który nie miałby etycznych wątpliwości.</p>
<p>Sytuację Śliwy traktuję jako metaforę wyzwań w branży IT. Dylematy dotyczą rozwiązań technicznych, które dla większości osób nie są interesujące. Nie widać jasno zarysowanych kwestii życia i śmierci, tylko szary, rozmyty krajobraz. Pracodawca przewiduje wpływ rozwiązań na wyniki firmy. Opór inżyniera może skutkować przede wszystkim indywidualnymi konsekwencjami. Społeczność reaguje za późno, żeby udzielić wsparcia. Ta logika dotyczy w pewnym stopniu każdej branży, ale przypadek IT wydaje mi się szczególny. W porównaniu do tradycyjnych, dojrzałych, lepiej zbadanych i wolniej rozwijających się gałęzi przemysłu, trudniej jest przewidzieć skutki, odróżnić przesadne obawy od tych  uzasadnionych.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Ze względu na krótki czas od pomysłu przez implementację do oddziaływania na miliony ludzi – niepożądane efekty widzimy od razu w dużej skali. Ze względu na globalizację – nie tylko opór pracownika jest mało skuteczny w ramach firmy, ale nawet opór firmy nie ochroni lokalnej społeczności.</p>
</div>

<p>I tak dotarliśmy do momentu, gdy widzimy wokół alarmujące skutki zastosowań nowych technologii.</p>
<p>Wtedy przychodzi pora na wyrzuty sumienia i postanowienie poprawy. To się już w jakimś stopniu dzieje. Na forach specjalistów IT można od lat obserwować zmianę nastroju - spadek entuzjazmu, rosnącą świadomość kosztów społecznych. Do głównego nurtu przedostał się temat <a href="https://www.afterbabel.com/p/social-media-mental-illness-epidemic">wpływu mediów społecznościowych na dzieci</a>. Think tanki poruszają kwestie suwerenności technologicznej, zależności państw i społeczeństw od technologicznych monopolistów pozostających poza demokratyczną kontrolą. Śledzący politykę Polacy usłyszeli o producencie pociągów, który jest podejrzewany o wykorzystywanie oprogramowania do celowego <a href="https://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/afera-hakerska--mamy-stanowiska-sps-i-newag--116410.html">wywoływania awarii</a> pojazdów, w konkretnych zakładach serwisowych, na podstawie listy współrzędnych geograficznych konkurencyjnych serwisów. Ten proces – krytycznego analizowania rozwijanej i wdrażanej technologii – należy wspierać z wielu stron. Nie uda mi się zapewne skompletować pełnej listy słusznych kroków, ale spróbuję wymienić kilka kierunków.</p>
<p>Patrzmy na szerszy kontekst swojej pracy. Czemu służy to, co robimy? Dlaczego tyle pieniędzy inwestuje się w reklamowanie darmowej gry, w której reklamowane są inne darmowe gry? Dlaczego oprogramowanie pociągu ma listę współrzędnych? Trudno przewidywać konsekwencje działań, pracując tylko nad ich małym fragmentem. Być może funkcjonalność blokowania pociągów powstała jako osobne elementy – ktoś zaimplementował zabezpieczenie unieruchamiające, inny logikę ustalania czy pociąg znajduje się na terenie z czarnej listy, a jeszcze kolejny kompletował współrzędne na tę listę.</p>
<p>Rozpatrujmy stosowane technologie również pod kątem przejrzystości i zaufania. Nie możemy wszystkiego dla siebie wytworzyć czy wszystkiego zweryfikować – ani jako indywidualni użytkownicy, ani jako państwo. Możemy za to rozpoznać kolejne stopnie wiarygodności – od rozwiązań otwartoźródłowych i podlegających audytowi, przez te tworzone w etycznym środowisku (przez pracowników chronionymi prawem o sygnalistach, z którymi łączą nas wspólne wartości), aż po rozwiązania nieprzejrzyste, tworzone przez firmy współpracujące z nieprzyjaznymi rządami, gdzie pracownicy są kneblowani karami umownymi za ujawnianie tajemnic przedsiębiorstwa.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Śledźmy i wspierajmy działalność specjalistów z zakresu nauk humanistycznych i społecznych, w szczególności ekonomii, skierowaną na IT.</p>
</div>

<p>Osobiście przeczytałbym z wypiekami na twarzy analizę i historię marketingu internetowego. Ten złożony ekosystem zależności pozostaje poza polem widzenia opinii publicznej, a sami pracownicy branży IT poznają go z praktyki, a nie z opracowań. Musieliśmy doczekać się kryzysu finansowego w 2008 roku, żeby później w filmie <em>The Big Short</em> usłyszeć wyjaśnienie problematycznych instrumentów finansowych od Seleny Gomez. W IT może nie doczekamy żadnego kryzysu - warto wnikać w ten temat już teraz.</p>
<p>Pomagajmy szerokiej publiczności dowiedzieć się o niepożądanych efektach technologii i sposobach radzenia sobie z nimi na poziomie osobistym i społecznym. W życiu prywatnym szukajmy alternatyw do technologii tworzonych, żeby uzależniać. Na poziomie społecznym i politycznym wspierajmy działalność sygnalistów przez solidarność i poparcie opinii publicznej, partii albo związku zawodowego, żeby zachęcić do dzielenia się wątpliwościami czy podejrzeniami. Współcześnie nie musimy się zwykle mierzyć z presją służb, ale może pojawić się <a href="https://siecobywatelska.pl/newag-z-nominacja-za-korporacyjny-slapp-roku/">pozew zastraszający</a> ze strony korporacji. Na politykach nie zawsze można polegać – na przykład przewodniczący sejmowej Komisji Infrastruktury podczas głosowania związanego z blokadą polskich pociągów pytał głosujących posłów: <a href="https://www.youtube.com/watch?v=Vc7jbL9tlbc&amp;t=254s">kto chce zniszczyć polską firmę, kto jest przeciw</a>?</p>
<p>Ostatecznie jedziemy na jednym wózku. To prawda, że zarobki w IT są wysokie i łatwiej zapłacić za prywatną szkołę bez smartfona. Jako pracownicy IT nie jesteśmy jednak izolowani i odporni na procesy, które zachodzą w społeczeństwie. Może między pierwszym a ostatnim semestrem informatyki awansujemy do grona dobrze zarabiających, ale proces ten  nie obejmuje wszystkich ludzi z którymi wiąże nas  los: od rodziny przez znajomych po społeczeństwo, w którym będą żyły nasze dzieci. Zadbajmy, żeby współczesny Kazimierz Śliwa jak najlepiej rozumiał rolę filtrów i mógł reagować na presję.</p>
]]></description></item><item><title>Zautomatyzowany transhumanistyczny kapitalizm</title><link>https://magazynflary.pl/2026/04/30/zautomatyzowany-transhumanistyczny-kapitalizm/</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 21:30:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/04/30/zautomatyzowany-transhumanistyczny-kapitalizm/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/zautomatyzowany-transhumanistyczny-kapitalizm_hu_516b15035bcf6088.webp" type="image/webp" length="84554"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/zautomatyzowany-transhumanistyczny-kapitalizm_hu_516b15035bcf6088.webp" alt="Automatyzacja"><p>Jak pisał Aaron Bastani w książce <em>W pełni zautomatyzowany luksusowy komunizm,</em> w świecie post-niedoboru – dzięki niemalże darmowej energii, zaawansowanej automatyzacji i górnictwu w kosmosie – bylibyśmy w stanie zaspokoić wszelkie materialne potrzeby ludzkości, a zamiast pracy zarobkowej zajmowalibyśmy się czym tylko chcemy. Opowieści o czasach wojen o zasoby i powszechnego ubóstwa moglibyśmy odłożyć na półkę.</p>
<p>Tej utopii nie bylibyśmy nawet w stanie sobie wyobrazić, gdyby nie to, co wystrzeliło nas w kierunku teraźniejszości. Pod koniec XVIII wieku wraz z rozwojem nauki i techniki w Europie pojawiają się ogniska rewolucji przemysłowej, która pociągnie za sobą przemiany społeczne i polityczne na skalę, której ludzkość wcześniej nie znała, w tempie, które nie przystaje do powolnego nurtu świata przedindustrialnego. Rewolucja ta wyśle nas w podróż w nieznane, da nam ogromny potencjał do poprawy warunków życia, ale też postawi przed nami nowe wyzwania.</p>
<p>Przenieśmy się zatem na chwilę na XVII-wieczną wieś, gdzie znaczenie technologii w codziennym życiu jest znikome. Zmiany rozkładają się na stulecia, stąd też świat poznawany w młodości nie odbiega znacząco od doświadczanego na starość – o ile dane nam jej dożyć. Śmiertelność wśród dzieci jest wysoka. Każda choroba może stanowić zagrożenie życia, a złamanie grozi kalectwem. Osoby niebędące w stanie o siebie zadbać są skazane na łaskę rodziny i sąsiadów, a ci nie zawsze mają czym się podzielić. Głód zawsze pozostaje realnym zagrożeniem. Ubrania i narzędzia są dobrami, które trudno zdobyć, bo nawet gwóźdź wymaga dużego nakładu manualnej pracy. We wsiach narażonych na splądrowanie zarówno przez obce, jak i lokalne armie łatwo stracić cały dobytek. Porównując tę sytuację do dzisiejszych czasów, widzimy postęp na każdym polu. Postęp, który – przynajmniej w Europie Zachodniej i Środkowej – dokonał się w ramach struktury kapitalizmu. Prześledźmy zatem jego ewolucję i zastanówmy się, dokąd może nas zaprowadzić.</p>
<h2 id="ewolucja-kapitalizmu">Ewolucja kapitalizmu</h2>
<p>Systemem poprzedzającym kapitalizm był feudalizm, w którym władza polityczna była skupiona przede wszystkim w rękach arystokratycznych rodów. W Europie Zachodniej najzamożniejsi mieszczanie byli często lepiej sytuowani od feudałów, jednakże ich władza ograniczała się do cechów rzemieślniczych, gildii kupieckich i – w mniejszym lub większym stopniu – gmin miejskich. Choć w miastach żyła niewielka część populacji, staną się one źródłem przemian politycznych i społecznych, które dotkną wszystkich.</p>
<p>Epoka wielkich odkryć odsłoniła przed Europejczykami nowe lądy. Wraz z postępem kolonizacji w Europie pojawiało się coraz więcej towarów i kruszca. Miasta jako centra wymiany towarów zaczynają zyskiwać na znaczeniu. Nadwyżki kapitału szukają ujścia w inwestycjach, na ten moment związanych głównie z handlem. Z kolonializmem łączy się też powstanie protokorporacji, takich jak Kompania Wschodnioindyjska. Postęp w nauce przynosi przełomowe wynalazki: maszynę parową i maszyny włókiennicze, które będą fundamentem brytyjskiej industrializacji. XVIII wiek to również wiek rewolucji agrarnej, która sprawia, że wydajniejsze rolnictwo zaczyna produkować znacznie więcej żywności. To z kolei wymaga odpowiedniej skali, stąd też wywłaszczenia małorolnych chłopów i konsolidacja ziemi nabierają tempa. Rozwój medycyny i lepsza dieta dają początek wyżowi demograficznemu, który w połączeniu z wywłaszczeniami generuje dużą liczbę ludzi bez pracy, majątku i ziemi, uruchamiając rewolucję przemysłową.</p>
<p>Kapitał handlowy zakumulowany przez mieszczan znajduje ujście w inwestycjach w rodzącym się przemyśle. W portach i małych ośrodkach wolnych od kontroli gildii i cechów powstają kopalnie, huty, zakłady włókiennicze i cegielnie. Chłopi w poszukiwaniu zajęcia ściągają masowo do pracy w branżach epoki industrialnej i zasilają tkankę rodzących się miast przemysłowych. Ciężar gospodarki zaczyna przechylać się w stronę produkcji przemysłowej. Rodzi się nowa klasa: przemysłowców – właścicieli fabryk, a potem i całych gałęzi przemysłu – których znaczenie, również polityczne, z czasem urośnie.</p>
<p>Globalna rywalizacja państw wytwarza impuls w kierunku zwiększenia wydajności produkcji. Powstają coraz większe i bardziej złożone rynki. Obieg pieniądza, jaki znamy z handlu, czyli T–P–T′ (towar–pieniądz–inny towar: sprzedać zboże, żeby kupić ubranie), w przemyśle przybiera formę P–T–P′, gdzie celem nie jest zaspokojenie konkretnej potrzeby, czyli konsumpcja, lecz powiększenie kapitału. Pieniądz (P) zamieniony jest na siłę roboczą i środki produkcji (T), by po procesie wytwórczym wrócić jako pieniądz w ilości powiększonej o wartość dodaną (P′).</p>
<p>Wartość siły roboczej jest podyktowana kosztem wychowania i utrzymania pracownika. Robotnik nie sprzedaje owoców swojej pracy, tylko swój czas. W momencie sprzedaży produktu procesu wytwórczego wartość dodana trafia nie do pracownika, lecz do właściciela środków produkcji – kapitalisty – co prowadzi do akumulacji kapitału. Konkurencja rynkowa zmusza producentów do obniżania kosztów, a te spadają wraz ze skalą i zaawansowaniem technologicznym produkcji. Małe podmioty – takie jak rzemieślnicy – są wypierane przez większe, wydajniejsze, posiadające kapitał, by implementować innowacje i rozszerzać swoją działalność. Stąd konkurując, producenci muszą reinwestować akumulowany majątek i walczyć o to, by nie zostać w tyle. XIX wiek staje się wiekiem kapitalizmu przemysłowego.</p>
<p>Struktura i logika kapitalizmu przemysłowego opiera się na własności prywatnej, popycie, podaży, konkurencji i na zysku jako głównym motywatorze. Bliższe spojrzenie na te fundamenty pozwala zauważyć problemy i sprzeczności, które są wciąż aktualne, mimo powstawania coraz to nowych gałęzi gospodarki i technologii. Popyt wytwarzany jest przez konsumentów. Towary produkowane są przez pracowników. Konsument potrzebuje pieniędzy, aby kupować towary i usługi. Pracownik jest traktowany jako część kosztów, a koszty należy redukować, aby – obniżając cenę – konkurować na rynku i przynosić zysk. Każdy pracownik jest jednocześnie konsumentem. Z jednej strony rynek wymaga, żeby pracownik dysponował siłą nabywczą, aby kupić towary – im więcej, tym lepiej – a z drugiej, by zapłacić mu jak najmniej. Balans siły między pracownikami a pracodawcami wynikający z rynku pracy i prawa pracy kształtuje wysokość marży i podlega ciągłej negocjacji.</p>
<p>Koniec XX wieku to moment, w którym kapitalizm przemysłowy zaczyna ustępować kapitalizmowi finansowemu. P–T–P′ zostaje skrócone do P–P′. Kapitał przestaje potrzebować fabryk, surowców i robotników, a zaczyna generować zysk z długu, obrotu instrumentami finansowymi i spekulacji. Na tym etapie pieniądz w znacznym stopniu zrywa więź ze światem materialnym, a jego obieg sprowadza się do zmian zapisów liczb w cyfrowym systemie finansowym.</p>
<p>Natura rynków sprawia, że zysk jest podstawową i najważniejszą wartością, jaką kieruje się kapitał. Wydaje się, że za kapitałem stoją ludzie. A co, jeśli to kapitał stoi nad ludźmi?</p>
<h2 id="człowiek-traci-podmiotowość">Człowiek traci podmiotowość</h2>
<p>Żeby odpowiedzieć na pytanie o relację między człowiekiem a kapitałem, należy podsumować, jak zmieniała się rola człowieka w systemie produkcji. Na etapie feudalnym produkcja opierała się na sile mięśni, a narzędzia były jedynie przedłużeniem ludzkiej ręki. Wraz z nadejściem maszyny parowej człowiek stał się operatorem: to maszyna wyznaczała tempo produkcji, a operator musiał się do niego dostosować. W gospodarce cyfrowo-finansowej produkcja dóbr fizycznych jest tak dalece zautomatyzowana, że rola człowieka coraz bardziej sprowadza się do konsumpcji i generowania danych dla algorytmów. Człowiek traci podmiotowość.</p>
<p>Środowisko <em>Cybernetic Culture Research Unit</em> (CCRU), skupiające m.in. filozofa Nicka Landa, ukuło termin hiperstycji, czyli fikcji, która urzeczywistnia się sama przez to, że ludzie w nią wierzą. Według nich kapitalizm jest właśnie takim rodzajem fikcji. Każde przedsięwzięcie jest na początku tylko pomysłem. Wiara w dochodowość idei uruchamia realne zasoby, sprawiając, że staje się ona samospełniającą się przepowiednią. Ekspansja kapitału jest imperatywem całego systemu, a człowiek, zarażony pragnieniem zysku, staje się jej narzędziem. Sterujący naszymi ciałami pieniądz jest nośnikiem informacji, a życie staje się funkcją wzrostu kapitału. To nie my kontrolujemy kapitał, tylko kapitał kontroluje nas: kształtując nasze marzenia, wykorzystując naszą chciwość, a wreszcie kanalizując naszą kreatywność, by się reprodukować. Według CCRU w sposób nieunikniony prowadzi to do powstania ekosystemu technologicznego tak zaawansowanego, że człowiek stanie się zbędny, a zastąpi go cyfrowa inteligencja kapitału.</p>
<p>Aby do tego doszło, po pierwsze, technologia i kapitał muszą się oderwać od ludzkiej kontroli i zdobyć możliwość zarządzania materialnymi zasobami. W dzisiejszym świecie funkcjonują procesy, w których pętli decyzyjnej nie ma człowieka, chociażby <em>High Frequency Trading</em> (HFT), gdzie algorytmy same grają na giełdzie. To nie przypadek, że właśnie rynki finansowe jako pierwsze zerwały z biologicznymi ograniczeniami, aby wykonywać transakcje w tempie osiągalnym tylko dla maszyn. Już wcześniej nie potrzebowały ludzi do wypracowywania zysku, a jedynie do kontroli nad kapitałem. Dziś serwerownie i centra danych korzystają z algorytmów do sterowania podstawowym ekosystemem cyfrowej inteligencji: energią elektryczną i mocą obliczeniową. Rozwój automatyzacji w przemyśle zbrojeniowym dotyczy bezzałogowych samolotów, łodzi podwodnych, pojazdów, ale też systemów rozpoznawania celów czy zarządzania logistyką. Włączenie algorytmów w pętle decyzyjne rozważane jest też w administracji czy sądownictwie. Rezygnacja z dążenia do coraz powszechniejszej i wydajniejszej automatyzacji grozi utratą konkurencyjności, czy to na rynkach, czy na arenie międzynarodowej, a docelowo wyparciem przez wydajniejsze podmioty. W warunkach ciągłej konkurencji nie sposób wyobrazić sobie odwrócenia tego trendu.</p>
<p>Żeby technologia mogła osiągnąć pełną autonomię, potrzebny jest jeszcze jeden czynnik – wyłączenie człowieka z procesu jej rozwoju.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Świętym Graalem firm zajmujących się dzisiaj SI jest osiągnięcie poziomu, na którym owa SI mogłaby stworzyć lepszą wersję samej siebie.</p>
</div>

<p>Modele językowe prawdopodobnie nie są gałęzią SI, z której powstanie coś, co przekroczy nasze zdolności intelektualne. Tym niemniej celem OpenAI początkowo był właśnie otwarty i bezpieczny rozwój SI, z czasem jednak organizacja non-profit zaczęła szukać zysków. Po odwołaniu Sama Altmana z pozycji CEO przez zarząd – właśnie ze względu na to, że pod jego kierownictwem początkowe założenia zostały wyparte przez chęć zysku – kapitał wymusił przywrócenie Altmana, a OpenAI obrało kurs na pełną kapitalizację.</p>
<p>Na podstawie tych doświadczeń należy przyjąć, że zagrożenie wynikające z powstania superinteligentnej, samodoskonalącej się SI jest potencjalnie realne. Biorąc pod uwagę, że kiedy zostaną spełnione wszystkie warunki konieczne do eksplozji inteligencji, może być już za późno na reakcję, bo utrata przez człowieka kontroli nad cybernetycznym monstrum będzie prawdopodobnie kwestią godzin.</p>
<p>Nie zapominajmy też, że już teraz trwają prace, by połączyć człowieka z maszyną. Neuralink Elona Muska – interfejs łączący mózg bezpośrednio ze światem cyfrowym – rozwój protetyki i biotechnologii, to coś, co może być zalążkiem cyborgizacji człowieka. Skoro jesteśmy gotowi na operacje plastyczne, żeby wyglądać lepiej, to implanty rodem z cyberpunka, które miałyby nam dawać przewagi intelektualne czy fizyczne, byłyby przynajmniej równie mocno pożądane. Wszystko wedle tej samej logiki – logiki kapitalizmu, która nie pozwala nam zostać w tyle.</p>
<p>Jaką część człowieczeństwa będziemy w stanie poświęcić? Według Nicka Landa – całość. W jego wizji nasza planeta zostanie przekształcona w technosferę służącą jednemu celowi – ekspansji technologicznego kapitału. Ciekawy jest też sentyment akceleracjonistów myślących podobnie do Landa; według nich technologiczna superinteligencja jest nie tylko nieunikniona, ale pożądana, a my powinniśmy pogodzić się z tym, że nasz czas, jako panów świata, dobiega końca. Wydawać by się mogło, że takie poglądy dotyczą jedynie wąskiej grupy filozofów, ale przykład Petera Thiela – jednego z założycieli spółek takich jak PayPal, OpenAI czy Palantir – pokazuje, że ta wizja znajduje zwolenników wśród ludzi dysponujących znaczną władzą i zasobami. Choć należy zaznaczyć, że dla Thiela i innych techno-optymistycznych libertarian deklarowanym celem jest przezwyciężenie ograniczeń biologicznych, a nie zastąpienie człowieka. Rzecz w tym, że droga do obu tych celów wygląda bardzo podobnie, nie wiemy, co znajdziemy na jej końcu, a dodatkowo firmy technologiczne dążą do deregulacji obszarów swojej działalności, co odebrałoby społeczeństwu jakąkolwiek kontrolę nad tym procesem.</p>
<h2 id="czy-jesteśmy-na-straconej-pozycji">Czy jesteśmy na straconej pozycji?</h2>
<p>Wraz z kapitalizmem przemysłowym rozpowszechnił się pogląd, że wzrost nigdy się nie zatrzyma, a technologia – w przyszłości – rozwiąże wszystkie problemy. Dotychczas jednak kwestie takie jak globalne ocieplenie pokazują nam, że rozwój przynosi też nowe wyzwania, a ich rozwiązanie wymaga działań na polu systemowym i społecznym, a także wzięcia pod uwagę wartości innych niż zysk.</p>
<div class="pullquote">
    <svg class="pullquote__icon" viewBox="0 0 24 24" aria-hidden="true">
        <polygon points="21.53,6.50 15.76,13.01 17.50,21.53 10.99,15.76 2.47,17.50 8.24,10.99 6.50,2.47 13.01,8.24"/>
        <polygon points="7.12,18.88 6.05,21 7.12,23.12 5,22.05 2.88,23.12 3.95,21 2.88,18.88 5,19.95"/>
    </svg>
    <p class="pullquote__text">Próby odzyskania społecznej kontroli nad technologią, takie jak europejski AI Act, pokazują jednak, że walka nie jest jeszcze przegrana.</p>
</div>

<p>Regulacje związane z <em>AI Act</em> wprowadzają wymóg utrzymania człowieka w pętlach decyzyjnych systemów wysokiego ryzyka, jak sądownictwo czy medycyna. Ponadto nakazują transparentność co do przesłanek, na podstawie których decyzje są podejmowane. Nowe modele językowe muszą uwzględnić mechanizmy bezpieczeństwa czy filtry dyskryminacyjne, a te, które tego nie zapewnią, nie będą dopuszczone do obrotu w UE. W końcu regulacja ta nakazuje przejrzystość, jeśli chodzi o dane do trenowania modeli – te nie mogą być zdobywane z pogwałceniem praw autorskich lub pochodzić z informacji wrażliwych, jak dane medyczne. Pierwsze elementy tego prawa zostały zaimplementowane w 2025 roku, a reszta nadejdzie w 2026. Pozostaje mieć nadzieję, że – jak w przypadku RODO czy USB-C – unijne regulacje będą miały globalny wpływ również na rynek SI.</p>
<p>Choć przykład <em>AI Act</em> pokazuje, że wciąż potrafimy kierować rozwojem, równoważąc zysk innym wartościami, to okiełznanie korporacji zarządzających coraz większymi zasobami nie będzie łatwe. Tylko sterując rozwojem w sposób przemyślany i nastawiony na dobrostan człowieka, będziemy w stanie wykorzystać nasze zdolności i zasoby do kształtowania lepszej przyszłości, zamiast dryfować z prądem zysku w stronę posthumanizmu.</p>
]]></description></item><item><title>Od Redakcji</title><link>https://magazynflary.pl/2026/04/30/od-redakcji/</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 21:09:00 +0000</pubDate><guid>https://magazynflary.pl/2026/04/30/od-redakcji/</guid><enclosure url="https://magazynflary.pl/images/uploads/flary-v2_hu_dfcc77db0b1983c0.webp" type="image/webp" length="46486"/><description><![CDATA[<img src="https://magazynflary.pl/images/uploads/flary-v2_hu_dfcc77db0b1983c0.webp" alt="Automatyzacja"><p>Współczesna przestrzeń komunikacji przypomina czasem ciemny ocean, po którym dryfujemy jak rozbitkowie. Raz po raz przykrywają nas kolejne fale: myślimy w biegu, przyjmujemy informacje w nadmiarze i bez namysłu, upraszczamy pojęcia aż do utraty przez nie pierwotnego sensu. Wygłaszamy opinie, ale nie rozmawiamy. Ci z nas, którym bliska jest potrzeba zrozumienia istoty rzeczy i poświęcenia czasu, by spojrzeć na sprawy z wielu perspektyw, dryfują samotnie, w rozproszeniu. W tej toni można odnaleźć drogę tylko wtedy, gdy na niebie zapalają się FLARY.</p>
<p>„Flary” to magazyn, który będzie  platformą wymiany myśli. Tworzymy miejsce refleksji i analizy. Otwieramy przestrzeń dla szerokich dyskusji i polemik – zarówno z dynamicznie zmieniającą się rzeczywistością społeczną i polityczną, jak i pomiędzy nami samymi. Poważna rozmowa o sprawach publicznych wymaga czasu, namysłu i gotowości do konfrontowania własnych przekonań z poglądami innych. Chcemy, aby „Flary” przyświecały idei rozmowy jako spotkania ludzi o różnych punktach widzenia.</p>
<p>„Flary” to miejsce dla ludzi, którzy na co dzień nie zajmują się dziennikarstwem, ale czują potrzebę zabrania głosu w sprawach wspólnych. Przestrzeń internetowa dla tych, którym bliska jest idea lewicy patriotycznej rozumianej jako troska o dobro wspólnoty, solidarność społeczną i odpowiedzialność za przyszłość kraju. Nie zamykamy się. Szukamy dialogu. Wyrażamy sprzeciw lub obawę. Oddajemy głos ludziom z różnych środowisk o różnych doświadczeniach.</p>
<p><em>Rzeczywistość świata polega na tym, że oglądamy ją z wielu różnych punktów widzenia</em><br>
—Hannah Arendt</p>
]]></description></item></channel></rss>