Polska lat 90. Kraj rodzącego się kapitalizmu, nazywanego przez niektórych dzikim; czasy opływające w technikolorze, jak z teledysku „Koło Fortuny” grupy PROBL3M i dźwięków czołówki odcinków Podcastexu. Nieujarzmiony Wschód otwierający się na zachodni dobrobyt, którego symbolem były markowe auta, chemia z Niemiec, kolorowe słodycze, gumy kulki i chrupki, plastikowe reklamówki, kasety porno i obietnica kariery – szybkiej, dynamicznej, przynoszącej duże pieniądze, a co za tym idzie, również awans społeczny. Niejaki amerykański sen na polskiej ziemi.
Ucieleśnieniem miejsca, w którym spełniają się wszystkie marzenia, była w świadomości wielu Polaków Warszawa z powstającymi powoli drapaczami chmur i wielkoformatowymi reklamami. Jednak to nie stolica w późniejszych latach stała się centrum dowodzenia zagranicznych korporacji, tylko Kraków – miasto, które w poezji śpiewanej grupy Pod Budą, szczególnie na płycie o przewrotnym tytule „Jak kapitalizm, to kapitalizm”, jawiło się jako przestrzeń sprzeciwu wobec kultu sukcesu i narastającej komercjalizacji życia.
Złota dekada korporacji
Gdy Polska weszła w erę transformacji ustrojowej, stała się ryzykownym, ale i obiecującym rynkiem dla zagranicznych korporacji, które były idealnym wypełnieniem narracji o nadchodzącym czasie prosperity i obietnicy lepszego życia, jakie znano z amerykańskich filmów, opowieści emigranckich oraz polskiej popkultury lat 90. przesiąkniętej afirmacją gospodarki rynkowej. Przedstawianie wielkomiejskiego życia i stolicy jako miejsca, w którym rodził się wielki świat i wielkie kariery, sprzedawało się dobrze, mimo że tłem była rzeczywistość rosnących cen, bezrobocia i przestępczości.
Praca w dużych zagranicznych korporacjach była drogą do błyskawicznego awansu społecznego i przeskoczenia do wyższej klasy społecznej – a nawet konkretniej – powstającej wówczas pierwszej polskiej generacji menedżerów i pracowników korporacyjnych, których atrybutami były telefon komórkowy, pager, garnitur i język angielski. Absolwenci najlepszych szkół wyższych (UW, SGH, Politechnika), młodzi socjologowie, filolodzy, inżynierowie znajdowali pracę marzeń w nowo otwartych biurach, niejakich centrach dowodzenia na Europę Środkowo-Wschodnią, często raczkujących i w niewielkim stopniu przypominających te zachodnie. Nie było to jednak w żadnym sensie negatywne. Prestiżu dodawała sama możliwość pracy w światowym koncernie, którego nazwa była kojarzona przez praktycznie wszystkich. Procter & Gamble, Coca-Cola, IBM, Citibank, PricewaterhouseCoopers, KPMG to tylko jedne z wielu wielkich światowych tuzów, które otworzyły swoje podwoje dla Polaków w latach 90.
Amerykańska socjologia terminem yuppies (young urban professionals) opisywała młodych, zdolnych i wykształconych ludzi, którzy w latach 80. w USA zrywali z kontrkulturą poprzednich dwóch dekad i rzucali się w wir szalejącego, agresywnego kapitalizmu. Liczyły się odwaga, ryzyko i tzw. pogoń za pieniędzmi. Głównie byli to pracownicy sektora usług, finansów i prawa – white collars, znani z bardzo materialistycznego podejścia do życia i podkreślania statusu społecznego. Do pewnego stopnia obecny trend office siren nawiązuje do tej grupy: afirmując liminalne przestrzenie biur, szare i dobrze skrojone damskie garnitury oraz romantyzując pracę w korporacji.
W Polsce odpowiednikiem yuppies byli karierowicze nastawieni na szybkie awanse, wysokie pensje oraz możliwość wyjazdów zagranicznych. Ich sukces utrwalał mit o istnieniu transformacyjnych zwycięzców – ludzi, którzy bardzo łatwo przystosowali się do nowej rzeczywistości i osiągnęli wymierny sukces zostając dyrektorami polskich oddziałów lub zakładając własne firmy.
oraz opowieść o kapitalizmie, w którym aby zyskać, trzeba chcieć, a trampoliną do sukcesu jest oparcie rozwoju na zagranicznym kapitale.
Centrum usług wspólnych
Prawdziwy boom korporacyjny w Polsce przypadł na lata zerowe i dziesiąte XXI wieku. To właśnie wtedy powstał warszawski Mordor (nawiązujący zresztą nazwą do Tolkienowskiego imperium Saurona), a największe miasta w Polsce zaczęły rywalizować z Warszawą, zachęcając zagranicznych inwestorów do otwierania filii poza stolicą. Miejscem, które oparło swój model rozwoju gospodarczego na sektorze usług i stało się jego największym beneficjentem oraz centrum został Kraków.
Miasto tradycyjnie kojarzone z historią, kulturą i turystyką przeobraziło się w największy ośrodek centrów typu SSC, BPO i R&D (Shared Services Center; Business Process Outsourcing; Research and Development), które od końcówki lat 90. zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Pierwsze filie nowoczesnych usług biznesowych otworzyły w Krakowie Shell, Motorola, IBM, które ze względu na swoją rozpoznawalność na rynku, automatycznie zaczęły przyciągać inne, duże przedsiębiorstwa.
Kraków jak w soczewce skupiał w sobie wszystko to, co zagraniczne korporacje lubią najbardziej: relatywnie niskie koszty pracy, wykwalifikowanych pracowników z wyższym wykształceniem, często analityczno-finansowym i wysoką znajomością języków obcych oraz obiecujące położenie geograficzne. Polska przyciągała inwestorów stabilizującą się sytuacją gospodarczą, członkostwem w UE oraz stale rosnącym wskaźnikiem PKB.
Model rozwoju drugiego największego miasta w Polsce został oparty na pozyskiwaniu zagranicznych inwestorów i zachęcaniu ich do przenoszenia swojego zaplecza operacyjnego właśnie tutaj. Największy odsetek nowo powstających centrów w grodzie Kraka przypadł na lata 2011*–*2016, a w samym 2021 roku było ich łącznie 257 z czego 205 posiadało zagraniczny kapitał (za raportem ABSL dla UMK), co dawało miastu aż ok. 24% udział w ogólnopolskim zatrudnieniu w sektorze KIBS (Knowledge–Intensive Business Services). Dane z tego okresu pokazują, że centra usług wspólnych w drugim kwartale 2021 roku zatrudniały ok. 82 tysiące osób w Krakowie.
Ciągły wzrost inwestycji zagranicznych firm i zatrudnienia sprawiał, że elity utwierdzały się w przekonaniu o słuszności tego modelu rozwoju, co także znajdowało potwierdzenie w rosnących wskaźnikach demograficznych; miasto jawiło się jako dobre miejsce do życia – przyciągało młodych ludzi ofertą uczelni wyższych oraz obietnicą stabilnej kariery w sektorze usług.
Automatyzacja i zwolnienia
Pracownicy korporacji w ciągu ostatniej dekady przyczynili się do znacznego rozwoju zagranicznych przedsiębiorstw, owocującego zaawansowaną automatyzacją oraz standaryzacją powtarzalnych procesów. Krakowskie uczelnie wyższe koncentrowały się na kształceniu nowych kadr mających zasilić nowo powstające miejsca pracy. Powstawały nowe kierunki skrojone pod kariery w finansach oraz szeroko pojętej analityce. Niestety, z czasem przyszło nam obserwować załamanie się wybranego modelu rozwoju, kiedy wielkie korporacje zaczęły ogłaszać wielkie redukcje etatów.
Od 2023 roku powoli i systematycznie procesy transakcyjne w różnych centrach SSC zaczęły być przenoszone do Indii, ze względu na nieopłacalność ich wykonywania w Polsce (w myśl zasady „trzy razy gorzej, ale dziesięć razy taniej”). Presja płacowa w sektorze usług stale rośnie i trudno się temu dziwić: wykwalifikowane kadry po prostu chcą zarabiać więcej. Wydatki ponoszone przez młodych ludzi na edukację wyższą rosną, a koszty życia w dużych miastach z roku na rok wcale nie maleją.
Wielkie firmy jak Shell, Heineken, HSBC, UBS, PepsiCo przechodzą zaplanowane globalne restrukturyzacje, których ofiarami stają się polscy pracownicy. Uwięzieni w pułapce kosztów pracy i automatyzacji są zmuszeni do akceptacji nowych warunków rynkowych.
Pomimo widocznych sygnałów, które zwiastują wyczerpanie się dotychczasowego modelu rozwoju kraju opartego na dobrej jakościowo wykonywanej pracy przez wykształconych ludzi przy niskich kosztach zatrudnienia, nie ma pomysłu, jak można byłoby konkurować na rynku europejskim i światowym.
Kraków jest idealnym przykładem miejsca, w którym zaniechano rozwoju innych sektorów gospodarki oraz innowacji, które mogłyby znacząco poprawić kompetencje pracowników oraz przygotować miasto na ewentualne zmiany koniunktury gospodarczej.
Pytanie, które zdaje się być jednym z najważniejszych na najbliższe lata brzmi: czy jesteśmy w stanie przemodelować swoje myślenie o Polsce i zacząć inwestować w kadry oraz innowacje, które polepszą naszą sytuację na rynku, czy jednak prześpimy moment zmiany?
Wszechogarniające zastosowanie sztucznej inteligencji w prostych i powtarzalnych pracach obecnie pozbawia setek ludzi pracy. Polska ma szansę stać się hubem dla specjalistów, jednakże ciągle zależnym od zagranicznych korporacji. W samym Krakowie ulokowanych jest tylko kilka polskich spółek technologicznych m.in. Comarch, ASTOR czy Synerise. ArcelorMittal, główny gracz w sektorze przemysłu ciężkiego, na przestrzeni ostatnich lat systematycznie likwiduje zakłady na terenach krakowskiego kombinatu. W zawieszeniu jest także projekt budowy małych reaktorów modułowych SMR na terenie Nowej Huty.
Oczywiście, nie jesteśmy w stanie stworzyć samowystarczalnych miast ze wszystkimi składowymi efektywnie działającej gospodarki; niemniej brak dywersyfikacji i zmiany podejścia może doprowadzić nas do momentu, w którym liczba ofert pracy będzie się kurczyła, a szansa na zdobycie doświadczenia w sektorze usług malała – czego już niestety powoli doświadczamy.
