Pesel pozwala mi pamiętać jeszcze czasy, kiedy w przyszłość spoglądaliśmy z optymizmem. Nawet w momentach niepewności swój fundament budowaliśmy na relacjach. Budowaliśmy w sobie przeświadczenie, że „jakoś to będzie” i „damy radę”; że przyszłość odsłania przed nami cały wachlarz możliwości. Dzisiaj z kolei większość z nas jest zaznajomiona z literaturą tak Petera Turchina, jak Marka Fishera i Naomi Klein. Przesiąknęliśmy obrazami licznych kryzysów: klimatycznego, migracyjnego i wojny płci. Wypełniamy przestrzeń internetowej agory coraz to nowymi widmami zagłady i wszechobecnym defetyzmem. Planeta spłonie. Depopulacja dzieje się teraz. Zachodu już nie ma. Jesteśmy świadkami epidemii samotności. Upajamy się perwersyjnym danse macabre, znajdując upodobanie w kolejnych potwierdzeniach budowanej od dekady narracji beznadziei. A przecież nie jest to nasz pierwszy koniec świata.
Daliśmy się przekonać i przekonaliśmy samych siebie, że żyjemy w czasach ostatecznych. Nie my pierwsi. Tak samo myślał Hezjod siedemset lat przed naszą erą; w zabójstwie Cezara lud Rzymu widział spełnienie przepowiedni Sybilli; pierwsi chrześcijanie wieścili czas Apokalipsy, a Marcin Luter był przekonany, że żyje w czasach ostatecznych chodzącego po Ziemi Antychrysta. Jako społeczeństwo doświadczyliśmy dwóch wojen światowych i widma nuklearnej zagłady. A jednak historia nie skończyła się – jak wieszczył Francis Fukuyama – wraz z upadkiem Związku Radzieckiego. Nie wyczerpaliśmy jeszcze możliwości ewolucji form myślenia i ustroju.
Pierwszym numerem „Flar” i współpracą z Klubami Debaty Społecznej, chcemy rozpocząć z czytelnikami długą drogę. Na jej szlaku przyjrzymy się współczesności, podejmiemy próbę zdiagnozowania zagrożeń oraz przeanalizowania dostępnych już propozycji reform. Chcemy, aby w kolejnych numerach teksty i reportaże stawały się kamieniami milowymi – punktami orientacyjnymi, dzięki którym mapowanie rzeczywistości stanie się łatwiejsze i bardziej dostępne. Sięgamy przecież po mapy dlatego, że nawet w ciemności pozwalają rozeznać teren, określić azymut i kierunek wędrówki. Nie wystarczy jednak posiadać mapy, aby móc się odnaleźć. Trzeba jeszcze nauczyć się z niej korzystać, odważyć się spojrzeć na teren bez złudzeń i ruszyć dalej – wspólnie.
