Co czeka AI w niedalekiej przyszłości? Dwa scenariusze

Co czeka AI w niedalekiej przyszłości? Dwa scenariusze
Katarzyna Brzozowska

Mówi się, że przewidywanie jest trudne, szczególnie przewidywanie przyszłości. Ja spróbuję zajrzeć w  hipotetyczne krótkoterminowe perspektywy, które mogą czekać AI. Oba te scenariusze prowadzą do kryzysu amerykańskiego modelu ekonomicznego w  dwóch różnych wymiarach. Żaden z  nich nie jest konieczny; może być przedmiotem sporu, czy są prawdopodobne, jednak oba są w  moim przekonaniu jak najbardziej możliwe.

Pierwszy scenariusz - bańka

Czołowe firmy pracujące nad technologią sztucznej inteligencji rozpoczęły kampanię najbardziej agresywnej alokacji kapitału, jaka miała miejsce w  historii. Firmy Big Tech zainwestowały w  infrastrukturę i  rozwój AI około 400 mld dolarów w  2025 roku, a  analitycy oraz same firmy przewidują, że liczba ta ma się zwiększyć do 700 mld dolarów w  roku 2026. Dla porównania wydatki państwa polskiego w  2025 roku wynosiły około 246 mld dolarów (921 mld złotych).

Analitycy i  ekonomiści w  drugiej połowie zeszłego roku zaczęli alarmować, że inwestycje w  sztuczną inteligencję mają charakter kolisty, w  którym czołowe spółki AI inwestują w  siebie nawzajem. Przykładowo, Nvidia zadeklarowała, że zainwestuje 100 mld dolarów w  OpenAI, która ma dzięki tym pieniądzom sfinansować budowę centrów danych używających chipów tworzonych przez Nvidię.

Opinia, że AI może być przykładem bańki, podobnej do bańki internetowej z  przełomu dwudziestego i  dwudziestego pierwszego wieku, przestała być neo-luddystyczną mrzonką i  stała się opinią głównego przekazu. Wszak pod koniec lat dziewięćdziesiątych spółki internetowe również ochoczo inwestowały nawzajem w  swoje usługi, co skutkowało zwiększoną wyceną giełdową. Kolistość inwestycji spółek AI może być wczesną oznaką, że pęknięcie bańki nadchodzi.

Niewykluczone jednak, że przeceniamy kształt inwestycji jako problem dla firm AI. Być może jest ona spowodowana strukturą łańcuchu dostaw w  tej gałęzi, tzn. jedna spółka jest odpowiedzialna za produkcję chipów, inna za budowę centrów danych, jeszcze inna za oprogramowanie.
Współpraca pomiędzy nimi byłaby w  takim przypadku naturalną konsekwencją olbrzymiej specjalizacji poszczególnych firm, której ta technologia wymaga. Skala może być wyjaśniona łatwością pozyskiwania kapitału oraz wysokimi przychodami tych firm. Czy aby na pewno?

Znacznie ważniejszym wyznacznikiem tego, że AI może być bańką , jest właśnie ilość kapitału, jaki jest pompowany w  ten sektor. Sztuczna inteligencja może być po prostu przeinwestowana i  nie przyczyniać się do takiego wzrostu produktywności, jaki jest optymistycznie zakładany. Jeśli technologia nie wzmocni znacząco produktywności, dochody przestaną rosnąć w wystarczającym tempie, by uzasadniać tę gigantyczną kapitalizację.

Najbardziej problematycznym aspektem sztucznej inteligencji jest fakt, że amerykańska gospodarka odnotowała wzrost niemal całkowicie dzięki nakładom na sztuczną inteligencję. Bez inwestycji w  centra danych wzrost amerykańskiej byłby znacznie mniejszy.

Jeszcze większa jest zależność wzrostu giełdy amerykańskiej od spółek AI. Pięć największych firm AI odpowiada za prawie 30% wartości indeksu S&P 500. Wnioski nasuwają się same. Przyszły dobrostan USA jest wprost sprzężony z  sukcesem lub porażką AI. Jak określił to Financial Times, gospodarka amerykańska jest jednym wielkim zakładem na AI. Jeśli AI nie dowiezie, gospodarka Stanów Zjednoczonych znajdzie się w  poważnych opałach.

Tezie, że sztuczna inteligencja jest bańką, wiarygodności dodają stwierdzenia CEO czołowych spółek. Otwarcie przyznają oni, i  przyjmują ten stan rzeczy z  otwartymi ramionami, że są częścią sztucznie pompowanego balonika.

Sam Altman, prezes OpenAI, twierdzi, że „AI będzie wielką wygraną netto dla ekonomii, nawet jeśli olbrzymia ilość pieniędzy zostanie stracona”, a  zdaniem Jeffa Bezosa, CEO Amazonu, AI jest przykładem „dobrej bańki”.

Jeśli nawet prezesi firm, w  których interesie leży przekonywanie do odwrotnej tezy, potwierdzają, że AI jest przeinwestowane, to coś może być na rzeczy.

Pęknięcie tej bańki będzie bolesne dla konkretnych inwestorów i  firm, sztucznej inteligencji jako gałęzi gospodarki i, do pewnego stopnia, dla całej gospodarki USA, ale nie będzie kataklizmem, jaki był kryzys 2008 roku.

Sztuczna inteligencja odpowiada za wzrost, ale nie jest w  samym centrum struktury finansowej amerykańskiej gospodarki, tak jak było to w  przypadku hipotek subprime w  2008. Kryzys będzie dotkliwy, ale zlokalizowany, podobnie jak pęknięcie bańki dot-com.

Historycznie, bańki często poprzedzały technologie, które okazywały się społecznie transformacyjnymi. Ostatecznie bańki pękały, ale nie doprowadzało to do zatrzymania rozwoju technologii, a  jedynie do autokorekty rynkowej.

Tak było w  przypadku rozwoju kolei w  USA w  XIX wieku. Budowie kolei towarzyszyła bańka spekulacyjna, która w  końcu pękła i  wiele inwestorów i  firm zbankrutowało. Infrastruktura jednak została, co przyczyniło się do rozwoju Stanów Zjednoczonych.

Drugi scenariusz - zawirowania na rynku pracy

Możliwy jest jednak inny wariant rozwoju sztucznej inteligencji na najbliższe lata. Pod koniec lutego obecnego roku Citrini Research, think-tank inwestycyjny, opisał scenariusz, w  którym optymizm rynkowy nie opuści sztucznej inteligencji. Utrzyma ona tempo rozwoju, ale przewrotnie zmieni to rynek pracy nie do poznania.

Przewidywania sięgają połowy 2028 roku, dwa lata od dnia dzisiejszego, siedem lat od rozpoczęcia boomu na sztuczną inteligencję przez OpenAI.

Kluczowym założeniem jest to, że biało-kołnierzykowy rynek pracy zostanie w  najwyższym stopniu dotknięty przemianami. Zawody najbardziej podatne na malejący popyt na nie to te, z  którymi tzw. agenci AI radzą sobie najlepiej.

Agenci AI to programy używające sztucznej inteligencji, które mają pełnić funkcję personalnego asystenta. Mogą one podejmować autonomiczne oraz nakierowane na określony cel działania. Bazują one na podobnych fundamentach jak generatywne AI, ale dodatkowo podejmują decyzje i  są w  stanie wykonywać całe ciągi działań samodzielnie.

Jeśli ktoś obecnie jest wyraźnie optymistyczny względem możliwości sztucznej inteligencji na zrewolucjonizowanie produktywności, prawdopodobnie wiąże je z  agenturalną AI. Ewentualnie marzy o  generalnej sztucznej inteligencji, czyli systemach, które byłyby faktycznie świadome. Od takiej technologii nadal jesteśmy bardzo daleko.

Można łatwo wyobrazić sobie zwolnienia na dużą skalę, jeśli firmy zdecydowałyby się zintegrować technologię w  swoich operacjach. Taki scenariusz wydaje się prawdopodobny, biorąc pod uwagę, że reduckje, przynajmniej oficjalnie, motywowane zwiększeniem efektywności już się rozpoczęły. W  zeszłym roku Amazon zwolnił w  dwóch falach 30 tysięcy pracowników z  korporacyjnych pozycji, podając inwestycje w  sztuczną inteligencję jako główny powód zwolnień.

Zmiany opisywane przez Citrini Research stanowiłyby zagrożenie dla kapitalizmu w  formie, w  jakiej go znamy. Zwolnienia nie byłyby stricte spowodowane zastępowaniem pracowników przez agentów AI, a  raczej znacznie zwiększoną produktywnością mniejszej liczby pracowników, którym sztuczna inteligencja pozwoliłaby zautomatyzować część zadań.

Zamieszanie na rynku pracy w  najwyższym stopniu dotknęłoby zawodów dobrze płatnych, prestiżowych i  wymagających wyższego wykształcenia. Uderzałoby to w  podstawowe interesy klasowe istotnego segmentu klasy średniej, pozbawiając pracy wiele osób wykonujących najlepiej płatne zawody. Każdy kryzys do pewnego stopnia uderza w  interesy klasy średniej, ale ten byłby szczególnie dotkliwy dla doradców finansowych czy prawników.
Bezrobocie wzrosłoby gwałtownie, a  ludzie z  braku możliwości zostaliby zmuszeni do przebranżowienia się na pracę platformową, jak Uber, czy doskonalenie przyszłej automatyzacji. Gospodarka amerykańska jako całość byłaby w  fatalnym położeniu, ale dzięki spółkom AI giełda byłaby bardziej zielona od loga Nvidii. Innymi słowy, rozwój sztucznej inteligencji spowodowałby pauperyzację członków klasy średniej na skalę, z  jaką Stanom Zjednoczonym nie przyszło się jeszcze mierzyć.

Co bardziej sceptyczni mogą uznać takie scenariusze za zbyt katastrofalne. Być może AI zmieni rynek pracy, ale stanie się to, co działo się przy adaptacji każdej kluczowej technologii. Wiele ludzi straci pracę, ale w  zamian powstaną nowe miejsca pracy, część ściśle powiązanych ze sztuczną inteligencją, a  inne pośrednio. Zawody jak trenerzy AI lub eksperci od etycznego użycia AI mogą stać się atrakcyjnymi ścieżkami kariery.

Jednocześnie w  tym momencie wiele firm boryka się z  trudnościami w  zintegrowaniu sztucznej inteligencji tak, by zwiększała ona produktywność. Każdy chce używać AI w  swojej, ale mało kto wie, jak to zrobić. Firmy, które przez ostatnie miesiące zwalniały pracowników, wierząc, że AI pozwoli im zautomatyzować ich pracę, dzisiaj żałują swoich decyzji albo w  rzeczywistości outsourcowały pracę tańszym pracownikom, korzystając z  AI jedynie jako wymówki do zwolnień. Sztuczna inteligencja jest bardzo daleka od bycia zdolną do całkowitego zastępowania pracowników.

To najpewniej prawda, lecz trzeba zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze, AI może być unikalne w  tym, że ma potencjał do zastąpienia czegoś, co nigdy wcześniej nie mogło być zastąpione - ludzkiego intelektu. Po drugie, faktycznie AI radzi sobie bardzo słabo w  wykonywaniu całego spektrum zadań pracowników, ale w  skomplikowanych zadaniach z  dużą ilością danych już dzisiaj radzi sobie znakomicie.

Wymienione powyżej możliwości to tylko dwa z  wielu potencjalnych przebiegów wydarzeń, jakie mogą spotkać technologię sztucznej inteligencji w  niedalekiej przyszłości. Nie są one ze sobą zbieżne, ale nie wykluczają też siebie nawzajem, zwłaszcza jeśli przyznamy, że pewne procesy mogą zdarzyć się później.

Jednakowoż świat jest chaotycznym zbiorem różnych procesów, więc scenariusze mogą okazać się kompletnie chybione. Artykuł ten nie ma na celu przewidywania przyszłości, a  raczej ukazanie specyficznej sytuacji, w  jakiej znalazła się sztuczna inteligencja, jako technologia rozwijana w  społeczeństwie kapitalizmu oraz jakie wyzwania może ona za sobą pociągać.