Szary krajobraz IT

Szary krajobraz IT

Bartosz Marcinkowski

Ostatnie dekady to czas przemian społecznych w dużej mierze napędzanych rozwojem technologii informacyjnych. Przez ten czas przeszliśmy od optymizmu do obaw o zagrożenia dla indywidualnych użytkowników i całych społeczeństw. W tej podróży wydajemy się prowadzeni przez procesy, na które nie mamy wpływu. Jako pracownik branży IT chciałbym podzielić się własną perspektywą – i kilkoma pomysłami, jak działać.

Dylematy z własnej pracy zawodowej widziałem dotąd najczęściej w amerykańskich filmach osadzonych w świecie finansów. W tym roku znalazłem ich odbicie w Kazimierzu Śliwie, drugoplanowej postaci w serialu Ołowiane Dzieci. Odpowiadał on w hucie za obsługę filtrów, które miały ograniczać emisję zanieczyszczeń. W pewnym momencie znalazł się pod presją przełożonych, którzy parli na zwiększenie wydajności. Filtry ograniczały ciąg powietrza, a zakład nie osiągał założonych wyników. Nie zdając sobie początkowo sprawy ze skali konsekwencji, uległ i wyjął część filtrów. Później dotarło do niego, jaki wywarł wpływ na otoczenie. Miał wyrzuty sumienia i chciał wesprzeć główną bohaterkę serialu, lekarkę Jolantę Wadowską-Król, która szukała przyczyn epidemii ołowicy. Taki krok jednak miałby konsekwencje: od oficera Służby Bezpieczeństwa usłyszał, że lepiej nie być wrogiem partii. Partia nie pozwalała swoim wrogom i ich dzieciom na spokojne życie, studiowanie i znalezienie dobrej pracy.

Jest istotna różnica między sytuacją lekarki i pracownika huty – jej dylemat jest jaskrawy, czytelny dla niej samej i jej bliskich. Kiedy konsekwencje działań bohaterki zaczęły negatywnie wpływać na jej rodzinę, było już wyraźnie widać stawkę – umierające dzieci. Kazimierz Śliwa był mi pod tym względem bliższy – nie mierzył się bezpośrednio z kwestią życia i śmierci, nie zabił ani nie uratował żadnego dziecka. Czy gdyby odmówił wyjęcia filtrów, ktokolwiek zauważyłby efekt zdrowotny dla społeczności? Czy rodziny z Targowiska solidarnie wsparłyby jego opór, zanim mogłyby zobaczyć własne dzieci zatrute ołowiem? Zapewne po prostu huta znalazłaby na jego miejsce innego pracownika, który nie miałby etycznych wątpliwości.

Sytuację Śliwy traktuję jako metaforę wyzwań w branży IT. Dylematy dotyczą rozwiązań technicznych, które dla większości osób nie są interesujące. Nie widać jasno zarysowanych kwestii życia i śmierci, tylko szary, rozmyty krajobraz. Pracodawca przewiduje wpływ rozwiązań na wyniki firmy. Opór inżyniera może skutkować przede wszystkim indywidualnymi konsekwencjami. Społeczność reaguje za późno, żeby udzielić wsparcia. Ta logika dotyczy w pewnym stopniu każdej branży, ale przypadek IT wydaje mi się szczególny. W porównaniu do tradycyjnych, dojrzałych, lepiej zbadanych i wolniej rozwijających się gałęzi przemysłu, trudniej jest przewidzieć skutki, odróżnić przesadne obawy od tych uzasadnionych. Ze względu na krótki czas od pomysłu przez implementację do oddziaływania na miliony ludzi – niepożądane efekty widzimy od razu w dużej skali. Ze względu na globalizację – nie tylko opór pracownika jest mało skuteczny w ramach firmy, ale nawet opór firmy nie ochroni lokalnej społeczności. I tak dotarliśmy do momentu, gdy widzimy wokół alarmujące skutki zastosowań nowych technologii.

Wtedy przychodzi pora na wyrzuty sumienia i postanowienie poprawy. To się już w jakimś stopniu dzieje. Na forach specjalistów IT można od lat obserwować zmianę nastroju - spadek entuzjazmu, rosnącą świadomość kosztów społecznych. Do głównego nurtu przedostał się temat wpływu mediów społecznościowych na dzieci. Think tanki poruszają kwestie suwerenności technologicznej, zależności państw i społeczeństw od technologicznych monopolistów pozostających poza demokratyczną kontrolą. Śledzący politykę Polacy usłyszeli o producencie pociągów, który jest podejrzewany o wykorzystywanie oprogramowania do celowego wywoływania awarii pojazdów, w konkretnych zakładach serwisowych, na podstawie listy współrzędnych geograficznych konkurencyjnych serwisów. Ten proces – krytycznego analizowania rozwijanej i wdrażanej technologii – należy wspierać z wielu stron. Nie uda mi się zapewne skompletować pełnej listy słusznych kroków, ale spróbuję wymienić kilka kierunków.

Patrzmy na szerszy kontekst swojej pracy. Czemu służy to, co robimy? Dlaczego tyle pieniędzy inwestuje się w reklamowanie darmowej gry, w której reklamowane są inne darmowe gry? Dlaczego oprogramowanie pociągu ma listę współrzędnych? Trudno przewidywać konsekwencje działań, pracując tylko nad ich małym fragmentem. Być może funkcjonalność blokowania pociągów powstała jako osobne elementy – ktoś zaimplementował zabezpieczenie unieruchamiające, inny logikę ustalania czy pociąg znajduje się na terenie z czarnej listy, a jeszcze kolejny kompletował współrzędne na tę listę.

Rozpatrujmy stosowane technologie również pod kątem przejrzystości i zaufania. Nie możemy wszystkiego dla siebie wytworzyć czy wszystkiego zweryfikować – ani jako indywidualni użytkownicy, ani jako państwo. Możemy za to rozpoznać kolejne stopnie wiarygodności – od rozwiązań otwartoźródłowych i podlegających audytowi, przez te tworzone w etycznym środowisku (przez pracowników chronionymi prawem o sygnalistach, z którymi łączą nas wspólne wartości), aż po rozwiązania nieprzejrzyste, tworzone przez firmy współpracujące z nieprzyjaznymi rządami, gdzie pracownicy są kneblowani karami umownymi za ujawnianie tajemnic przedsiębiorstwa.

Śledźmy i wspierajmy działalność specjalistów z zakresu nauk humanistycznych i społecznych, w szczególności ekonomii, skierowaną na IT. Osobiście przeczytałbym z wypiekami na twarzy analizę i historię marketingu internetowego. Ten złożony ekosystem zależności pozostaje poza polem widzenia opinii publicznej, a sami pracownicy branży IT poznają go z praktyki, a nie z opracowań. Musieliśmy doczekać się kryzysu finansowego w 2008 roku, żeby później w filmie The Big Short usłyszeć wyjaśnienie problematycznych instrumentów finansowych od Seleny Gomez. W IT może nie doczekamy żadnego kryzysu - warto wnikać w ten temat już teraz.

Pomagajmy szerokiej publiczności dowiedzieć się o niepożądanych efektach technologii i sposobach radzenia sobie z nimi na poziomie osobistym i społecznym. W życiu prywatnym szukajmy alternatyw do technologii tworzonych, żeby uzależniać. Na poziomie społecznym i politycznym wspierajmy działalność sygnalistów przez solidarność i poparcie opinii publicznej, partii albo związku zawodowego, żeby zachęcić do dzielenia się wątpliwościami czy podejrzeniami. Współcześnie nie musimy się zwykle mierzyć z presją służb, ale może pojawić się pozew zastraszający ze strony korporacji. Na politykach nie zawsze można polegać – na przykład przewodniczący sejmowej Komisji Infrastruktury podczas głosowania związanego z blokadą polskich pociągów pytał głosujących posłów: kto chce zniszczyć polską firmę, kto jest przeciw?

Ostatecznie jedziemy na jednym wózku. To prawda, że zarobki w IT są wysokie i łatwiej zapłacić za prywatną szkołę bez smartfona. Jako pracownicy IT nie jesteśmy jednak izolowani i odporni na procesy, które zachodzą w społeczeństwie. Może między pierwszym a ostatnim semestrem informatyki awansujemy do grona dobrze zarabiających, ale proces ten nie obejmuje wszystkich ludzi z którymi wiąże nas  los: od rodziny przez znajomych po społeczeństwo, w którym będą żyły nasze dzieci. Zadbajmy, żeby współczesny Kazimierz Śliwa jak najlepiej rozumiał rolę filtrów i mógł reagować na presję.